Z „Jak zostałem spirytualistą”. TŁUMACZONE PRZEZ „V.”
Chociaż w ciągu trzech miesięcy, w czasie których często bywałem obecny na dwóch lub trzech seansach tygodniowo, byłem świadkiem bardzo wielu niezwykłych zdarzeń, powstrzymam się od opisywania kolejnych, gdyż to, co już przedstawiłem, wystarcza, by pokazać, ile trudu włożyłem w obserwowanie i badanie tak zwanych manifestacji spirytualistycznych oraz jak – mimo wszelkich wysiłków – zostałem zmuszony uznać prawdę i realność tych zjawisk, a także ich duchowe pochodzenie. W ten sposób mój materializm został naturalnie zburzony, a świetna idea, którą sobie uroiłem – aby stać się dobroczyńcą bliźnich, demaskując spirytualistyczne oszustwo – rozpłynęła się w powietrzu; zamiast wdzięczności zasłużyłem raczej na drwiny. Postanowiłem jednak wykonać jeszcze jeden krok, zanim ostatecznie się poddam: mianowicie urządzić kilka seansów we własnym domu, bez obecności jakichkolwiek spirytualistów ani tak zwanych mediów. Powiedziałem sobie bowiem, że jeśli te rzeczy są prawdziwe i dzieją się w tak zwanych kręgach spirytualistycznych, to muszą w równym stopniu dziać się i w moim domu, gdzie – rzecz jasna – nie mogłoby być mowy o oszustwie. Poniższe pokaże, jak błędnie – i jak nieświadomy praw rządzących tymi zjawiskami – rozumowałem. Czytaj dalej →