Z KORESPONDENCJI ROSYJSKIEJ
ZJAWA
Tym razem przesyłam Państwu opis zjawy, który – moim zdaniem – nie jest pozbawiony zainteresowania. Osobą, od której posiadam szczegóły, jest hrabina Elise Dziedużycka, wielka przyjaciółka mojej żony, a ja mogę ręczyć za wiarygodność relacji. Opowieść została już opublikowana w dziele hrabiego Rzewuskiego, lecz zasługuje na powtórzenie.
Pod koniec lutego 1791 roku dwie damy żegnały się w przedsionku pałacu (château) w Tanowie (gubernia kijowska). Starszą z nich była hrabina Choloniewska; młodsza, pani Grocholska, była bratanicą męża tej pierwszej. Pani Grocholska zajęła miejsce w saniach i z zaskoczeniem spostrzegła, że jej ciotka gorzko płacze, kładąc na jej kolanach małe, intarsjowane pudełko z hebanu.
– „Moja droga Urszulo” – powiedziała – „daję ci to pudełko na pamiątkę. Znajdziesz w nim trochę złotej koronki do obszywania – twoje ulubione zajęcie. Ilekroć weźmiesz tę pracę do ręki, nie zapomnij odmówić modlitwy za spoczynek mojej duszy”.
Z czułym spojrzeniem rozstały się, a sanie odjechały i zniknęły z oczu.
Hrabina była osobą poważną, refleksyjną i melancholijną; jej mąż, będący członkiem Rady w Warszawie, przebywał poza domem od kilku tygodni, tak że w Tanowie pozostawała sama – poza dziećmi oraz szwagrem, który postradał zmysły. Był on mnichem, który w wyniku wypadku utracił rozum; a że w tamtych czasach w Polsce nie było zakładów dla obłąkanych, osoby dotknięte takim nieszczęściem trzymano w domu i otaczano wszelką możliwą opieką.
Po wyjeździe pani Grocholskiej hrabina spędziła dzień z dziećmi (jedno z nich było dziadkiem damy opowiadającej tę historię), lecz ani ich zabawa, ani inne zajęcia nie potrafiły odciągnąć jej myśli od przekonania, że już nigdy nie ujrzy męża żywego. O zwykłej porze kładzenia dzieci spać sama je rozebrała, dopilnowała, by zasnęły, i pozostawała z nimi długo, jakby bała się je opuścić.
Większość służby udała się na spoczynek około dziewiątej, a jedynie szwagier był w nieustannym ruchu. O dziesiątej postanowiła położyć się do łóżka; zdjęła suknię, włożyła długi biały szlafrok, usiadła przed dużym ogniem płonącym w komnacie i zaczęła odmawiać wieczorne modlitwy.
Nagle poczuła wielkie pragnienie i poprosiła pokojówkę, by przyniosła jej trochę wody. Pokój szwagra przylegał do jej komnaty i po około dziesięciu minutach usłyszał on krzyki, po czym zobaczył, jak hrabina zbliża się, cała ogarnięta płomieniami. Przerażony tym straszliwym widokiem, wepchnął nieszczęsną hrabinę z powrotem do jej pokoju, po czym zamknął i przekręcił zamek w drzwiach, a klucz schował do kieszeni.
Gdy pokojówka wróciła i zastała drzwi zamknięte, usłyszała jęki dochodzące z wnętrza; zajrzała przez dziurkę od klucza i zobaczyła pokój w płomieniach. Z krzykiem sprowadziła pozostałych służących, którzy wyważyli drzwi i wśród zgliszcz znaleźli zwęglone ciało swojej pani.
W tym czasie pani Grocholska dotarła już do własnego pałacu w okręgu Winnicy. Następnego ranka zaczęła pracować nad koronką, którą ciotka jej podarowała. Ledwie wzięła ją do ręki, usłyszała w pokoju osobliwy dźwięk i ku swemu zdumieniu ujrzała przed sobą ciotkę.
Jej pierwszym odruchem było objąć ciotkę za szyję, lecz zdumienie wzrosło, gdy zrozumiała, że ma do czynienia ze zjawą. Próbowała wmówić sobie, że to halucynacja, jednak postać wciąż stała nieruchomo, z wyrazem smutku. W końcu pani Grocholska przestraszyła się tak bardzo, że krzyknęła i zawołała służbę. Wówczas zjawa zniknęła.
Służącym pani opowiedziała – w stanie wielkiego podniecenia – co widziała; stopniowo uspokoiła się i odesłała ich. Ledwie wyszli, widmo pojawiło się ponownie – i dopiero wtedy pani Grocholska przypomniała sobie, że ciotka, przekazując jej koronkę, prosiła o modlitwę za spoczynek swojej duszy. Natychmiast zaczęła odmawiać tę modlitwę, a zjawa odeszła, okazując wdzięczność gestami.
Tego samego dnia lokaj hrabiego Choloniewskiego powiadomił panią Grocholską o straszliwej tragedii, która wydarzyła się poprzedniego wieczoru, podając pełne szczegóły.
Gajsin, Podole.
Joseph de Kronhelm.
Jedyna wiara, która dobrze się nosi i nie traci barwy w żadną pogodę, to ta, która utkana jest z przekonania i utrwalona ostrą zaprawą doświadczenia.
– J. R. Lowell
źródło: FROM A RUSSIAN CORRESPONDENT. AN APPARITION; LIGHT – Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, October 5, 1895.