Wieszcz

Hipnoza i Mesmeryzm

HIPNOZA I MESMERYZM – CZYM SĄ?

* Wygłoszone przed London Hypnotic Society.
George Wyld, M.D.

Postawiłem się w położeniu niemałej trudności, wybierając na temat mojego krótkiego wystąpienia próbę rozwiązania problemu nadzwyczaj złożonego – poprzez udzielenie odpowiedzi na pytanie: „Czym są hipnoza i mesmeryzm?”

Prawdopodobnie każdy z obecnych żywi – w mniejszym lub większym stopniu – przekonanie, że hipnoza lub mesmeryzm stanowią narzędzie lecznicze o zadziwiającej mocy; a jednak zapewne nie więcej niż jedna osoba na dwadzieścia spośród tych, do których teraz mówię, posiada jakąkolwiek przemyślaną teorię wyjaśniającą naturę tego tajemniczego czynnika.

Liczne książki napisane o mesmeryzmie i hipnozie niemal w całości poświęcone są historii ruchu oraz opisom towarzyszących mu zjawisk, wraz z zapisami pomyślnych wyleczeń określonych przypadków chorób, dobieranych najczęściej spośród osób, które na próżno „przepuściły majątek” u wielu lekarzy, lecz w końcu znalazły spokój i zdrowie dzięki mesmerycznym „pociągnięciom” (passes). Stąd też z książek mogę czerpać niewiele pomocy w próbie sformułowania teorii.

Nie do mnie należy ponowne omawianie historii mesmeryzmu i hipnozy ani zajmowanie Państwa opowieściami o niezwykłych uzdrowieniach – poza przypomnieniem, że Mesmerowi, austriackiemu lekarzowi działającemu mniej więcej w latach 1780–1815, zawdzięczamy odrodzenie w naszym stuleciu sztuki okultystycznej, znanej już około 4000 lat temu egipskim kapłanom, o czym świadczą liczne rysunki na ścianach oraz na trumnach mumi; że w Londynie około 1840 roku istniała Instytucja Mesmeryczna (Mesmeric Institution), której prezesem był arcybiskup Whately, a główną siłą sprawczą dr Elliotson; oraz że od mniej więcej dziesięciu lat przedmiot ten, pod nazwą hipnozy, był naukowo badany eksperymentalnie w pewnych szpitalach we Francji, Niemczech i Holandii. A oto właśnie założyliśmy London Hypnotic Society – nazwę wybraną z szacunku dla tych uczonych, którym zawdzięczamy pogodzenie środowiska lekarskiego z tym zagadnieniem.

I tu, mimochodem, dodam, że choć obecnie nie będę dalej wchodził w ogólny temat mesmeryzmu, mogę jednak odesłać Państwa do znakomitego przeglądu hipnozy, opublikowanego w lutowym numerze Universal Review przez panią Besant.

Po tych kilku słowach wstępu przejdę teraz do pytania, które mamy przed sobą: „Hipnoza i mesmeryzm – czym są?”

Nazwa hipnoza została po raz pierwszy zaproponowana przez pana Braida, chirurga praktykującego w Manchesterze, który w 1843 roku opublikował książkę zatytułowaną Hypnotism, or Nervous Sleep (Hipnoza, czyli sen nerwowy).

Pan Braid był przekonany o prawdziwości zjawisk mesmeryzmu, lecz odrzucał jego główną teorię, mianowicie tę, że od operatora do pacjenta emanuje aura o charakterze magnetycznym. Twierdził, że nie ma takiej aury, a zjawiska mesmeryzmu są całkowicie subiektywne i powstają głównie na skutek porażenia w człowieku woli (zdolności wolicjonalnej) oraz zastąpienia jej mocami mimowolnymi i automatycznymi; w istocie więc zjawiska te wynikają wyłącznie ze stanu fizycznego i psychicznego pacjenta i nie zależą od żadnego czynnika pochodzącego od innej osoby. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, teoria przyjmowana obecnie przez kontynentalnych hipnotyzerów, opisana i zilustrowana przez mojego przyjaciela dr. Tuckeya w jego interesującej książce Psycho-Therapeutics, or Curing by Suggestion (Psychoterapia, czyli leczenie przez sugestię).

Otóż po pierwsze – co do samego słowa hipnoza – można powiedzieć, że nie podpowiada ono żadnej teorii rozwiązującej rozważany problem, gdyż wywodzi się po prostu z greckiego słowa oznaczającego sen, a wiemy, że ze zwykłego snu nie wynikają żadne zjawiska hipnotyczne.

Choć więc samo słowo nie sugeruje teorii, teoria z nim związana jest – jak powiedziałem – taka sama jak u pana Braida: oznacza „uśpienie” władz wolicjonalnych i „przebudzenie” automatycznych stanów mózgu, które biernie poddają się nakazom i sugestiom operatora; w ten sposób, poprzez – niejako – nieświadomą wyobraźnię pacjenta, powstają sugestie uzdrowień, które w wielu wypadkach rzeczywiście się urzeczywistniają.

Przypadki te przytacza się jako ilustracje władzy umysłu nad ciałem – tematu niezwykle interesującego i szeroko realizowanego we współczesnym nam „leczeniu umysłem” (mind cure).

Pytanie, które jednak zadaję sobie w związku z tym tak zwanym leczeniem przez sugestię, brzmi: w jaki sposób hipnotyzer wyjaśnia, że sugestia podana umysłowi w stanie senności wywołuje trwałe wyleczenia, podczas gdy ta sama sugestia podana umysłowi w stanie racjonalnym nie leczy?

Hipnotyzer przyzna, że pacjent znajduje się w gorszym położeniu, gdy jest na wpół lub całkiem uśpiony, niż wtedy, gdy w pełni korzysta z rozumu, a jednak to właśnie poprzez to „gorsze” położenie osiąga się wspaniałe skutki lecznicze – zarówno dla ciała, jak i dla umysłu.

Rozumiem, w jaki sposób można tak wyleczyć błahe lub urojone choroby, lecz nie pojmuję, jak można w ten sposób trwale wywołać wzniosłości moralne – jak w przypadku wyleczenia utrwalonego pijaństwa i innych poniżających niemoralności.

A jednak dusza i ciało bywają w pewnym sensie obmyte, a nieczyste demony wypędzone podczas operacji hipnotycznej; jeśli tak jest, wnioskuję, że istnieje przyczyna sprawcza i że nie jest nią jedynie sugestia dana na wpół nieświadomemu umysłowi pacjenta, lecz że musi to być rezultat przebudzenia się wewnętrznej i wyższej duszy z jej drzemki i przejęcia władzy nad samolubną, pobłażliwą dla siebie niższą duszą.

Jeśli tak, wówczas hipnoza jest jedynie środkiem prowadzącym do transu – mniej lub bardziej zupełnego – a trans musi oznaczać przebudzenie wewnętrznego, ukrytego ducha, dzięki czemu Duch – Pan – przychodzi do swej świątyni i wypędza stamtąd pożądliwości ciała. Mamy tu analogię do pewnych przypadków prawdziwego i trwałego nawrócenia duszy, które czasem bywają skutkiem porywającego kaznodziejstwa słów sprawiedliwości.

Jeśli teraz zapytamy, czym hipnoza różni się od mesmeryzmu, musimy powrócić do kwestii aury, o której mówi się, że jest przekazywana od operatora do pacjenta.

Aura ta jest na ogół negowana przez hipnotyzerów, lecz wierzą w nią wszyscy mesmeryści z następujących powodów:

  1. Operator często jest świadomy wrażenia bardzo podobnego do łagodnego prądu galwanicznego – jako mrowienia na czubkach palców.
  2. Pacjent z kolei bywa często świadomy wrażenia o podobnym charakterze, jakby „grającego” na ciele, i opisuje je rozmaicie: jako zimne, ciepłe, drażniące, pobudzające lub kojące; niektórzy pacjenci wydają się tak wrażliwi, że wolą, aby „pociągnięcia” wykonywano z pewnej odległości – powiedzmy dwóch jardów – a nie w bliskim sąsiedztwie.
  3. Osoby wrażliwe w zaciemnionych pomieszczeniach potrafią widzieć tę aurę jako świetlistość strumieniującą z dłoni osób „magnetycznych” i opisują jej barwę jako czerwoną, fioletową lub białą – zależnie od fizyczno-psychicznego charakteru magnetyzera.
  4. W pewnych przypadkach pacjenci mogą być „magnetyzowani” z odległości lub przez ściany pokoju, nie będąc świadomi zamiarów operatora.

Przyznaję, że doznania, wizje i skutki tej rzekomej aury mogą w niektórych wypadkach stanowić ilustrację czytania w myślach; operator może odczuwać te wrażenia, ponieważ w nie wierzy, a pacjent może je odczuwać lub widzieć, ponieważ pozostaje en rapport (w szczególnej łączności) z operatorem. Byłoby jednak naciąganiem argumentu twierdzić, że to wyjaśnia całość zjawiska; ja sam wierzę w aurę – odyczną lub inną – którą mesmerysta dzięki woli może przekazać z siebie na pacjenta. A znany fakt, że dla małych dzieci niezdrowe jest spanie z wiekowymi nianiami, wskazuje w tym samym kierunku.

Istnieje oczywiście w związku z ideą aury ta fundamentalna różnica między hipnozą a mesmeryzmem, że podczas gdy wszystkie wyleczenia w hipnozie dokonują się wtedy, gdy pacjent znajduje się w szczególnym stanie psychologicznym, to przeciwnie – zdecydowana większość wyleczeń w mesmeryzmie dokonywana jest po prostu przez „pociągnięcia” dłonią, gdy pacjent pozostaje całkowicie świadomy i racjonalny. I choć hipnotyzer mógłby zasugerować, że we wszystkich takich przypadkach pacjent zdrowieje dzięki oczekiwaniu, sugestia ta nie może się utrzymać w tych wypadkach, gdy pacjent – procesem dla niego nieznanym – zostaje dotknięty przez ścianę lub z odległości.

Zanim zakończę pytanie: „Czym jest mesmeryzm?”, chciałbym powiedzieć kilka słów o terminie magnetyzm zwierzęcy.

Wielu woli ten termin od wszystkich innych. Hipnoza, jak powiedziałem, nie daje żadnej wskazówki poza nazwą dla interpretacji zjawisk, podczas gdy termin mesmeryzm wskazuje jedynie, że jest to nauka odkryta na nowo przez Mesmera; wielu jednak pragnie nazwy sugerującej istotę rozpatrywanej mocy.

Trzeba jednak przyznać, że nie posiadamy naukowego dowodu na obecność siły magnetycznej w zwykłym rozumieniu tego słowa – mierzonej nawet najczulszymi magnetoskopami; bo choć zdarzają się przypadki, w których igła magnetyczna ulegała odchyleniu pozornie pod wpływem mesmerycznych „pociągnięć”, to zapewne wielu obecnych w tej sali potrafiłoby podać inne wyjaśnienie tego faktu, którego nie musimy teraz przytaczać.

Z drugiej jednak strony fakt, że magnetoskop nie wykazuje prądu, nie obala możliwości obecności magnetyzmu – tak samo jak brak postrzegania subtelniejszych drgań dźwięku i barwy przez normalne ludzkie ucho i oko nie obala obecności tych subtelnych drgań. Łatwo możemy uwierzyć, że metalowe przyrządy mogą zawodzić w rejestrowaniu obecności magnetyzmu organicznego.

Tyle przynajmniej wiemy: trawienie i przyswajanie pokarmu wytwarza ciepło zwierzęce, a ponieważ istnieje pewien związek między ciepłem a elektrycznością, możemy przypuszczać, że trawienie pokarmu może wytwarzać magnetyzm.

Co do mnie – skoro wierzę, że magnetyzm jest tą jedną siłą, która rządzi naturą, od mikroskopijnej komórki po obroty słońc i planet w przestrzeni – aby pozostać konsekwentnym w tej wierze, spodziewam się, że pewnego dnia magnetyzm zwierzęcy okaże się terminem ściśle naukowym.

Znam pewne okultystyczne operacje dotyczące zachowania żelaza w obecności szczególnych uwarunkowań psychicznych, i żadne wyjaśnienie poza biegunowością magnetyczną nie daje klucza do tej tajemnicy. A jeśli wola w pewnych relacjach psychicznych potrafi kontrolować siłę magnetyczną i oddziaływać na żelazo, o ileż łatwiej uwierzyć, że wola może w podobny sposób oddziaływać na organiczny magnetyzm własnego ciała, aby wywrzeć wpływ na inne ludzkie ciało – ku dobru lub złu. Jeśli tak, wówczas te tajemnicze przyciągania i odpychania, które niekiedy ujawniają się między ludźmi, mogą mieć jakieś psycho-magnetyczne źródło.

Na zakończenie zdefiniowałbym krótko hipnozę – w typowych przypadkach leczenia – jako poddanie duszy pacjenta woli operatora.

A mesmeryzm zdefiniowałbym krótko jako analogiczne działanie plus psychiczna sympatia przenosząca życiowy magnetyzm.

Hipnotyzer traktuje pacjenta nieco jak automatyczną maszynę, nakierowywaną ku zdrowiu przez sugestię; mesmerysta natomiast raczej postrzega go lub ją jako brata albo siostrę w potrzebie, którym pragnie udzielić błogosławieństwa współczucia.

W obu przypadkach używana moc jest nie tylko głęboko interesująca, lecz także ogromnie ważna – moc, którą można skierować ku złu i złośliwym celom, jak w czarach, albo którą można wykorzystać w miłości prawdy i dobra.

Jeśli tak, to nie jest to temat ani dla próżnej ciekawości z jednej strony, ani dla twardej, wyłącznie naukowej eksploracji z drugiej; powinien być raczej pojmowany jako dar Boży, dzięki któremu, dźwigając nawzajem swoje słabości, możemy wypełnić najwyższe prawo.

Niebezpiecznie jest, gdy niewykształceni bawią się mesmerycznymi eksperymentami, lecz prawdopodobnie każdy zdrowy i życzliwy mężczyzna czy kobieta mógłby w pewnym stopniu łagodzić ból i leczyć choroby – zwłaszcza wśród ubogich – a jednym z celów naszego towarzystwa jest utworzenie przychodni dla biednych.

Chcemy także badać zjawiska psychiczne, które pojawiają się w praktyce mesmeryzmu – z których najwyższym jest prawdziwe wprowadzenie w trans z autentyczną jasnowidnością, czyli oświeceniem duszy.

Jeśli tak jest, możemy przewidzieć, że z tych doświadczeń może wyłonić się światło w ciemnościach obecnej epoki; że zamiast dogmatycznych twierdzeń z jednej strony i agnostycznego materializmu z drugiej, dojdziemy do wskazówki prowadzącej ku tajemnicy człowieka i wszechświata oraz odkryjemy, iż najwyższa nauka i najwyższa religia są jednym – i że obie znaczą tylko to: mądrość i współczucie Boga.

Szczęście życia składa się z drobnych ułamków – niezliczonych nieskończenie małych cząstek przyjemnej myśli i serdecznego uczucia.
– Coleridge

Chrześcijaństwo bez Pięćdziesiątnic – skorupa religii, bez ducha religii – oto czego pożąda cielesne serce obecnej epoki i co obecna epoka usiłuje urzeczywistnić. Podobnie jak nowe konstytucjonalizmy są czysto świeckie, jawnie „bez Boga”, i na tym opierają fakt swej popularności, że nie mają nic wspólnego z Duchem ani z natchnieniem Nieskończonego, ani z niczym ponad sam intelektualizm i wygodę stworzenia – tak, mówię, jak w sferze świeckiej nowe systemy rządów opierają się na tej bezbożnej idei, tak i przyzwoite konwencjonalności, które mają nam reprezentować religię, choć w teorii głoszą naukę o powszechnym i nieustannym natchnieniu, zamieszkiwaniu Chrystusa w człowieku oraz czynnym wylaniu Ducha Świętego we wszystkich stopniach i we wszystkich częściach wielkiego ciała wierzących, w praktyce to ignorują.
– T. Lake Harris

Źródło: HYPNOTISM AND MESMERISM – WHAT ARE THEY; A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter; April 5, 1890.