Siła Wyobraźni

SIŁA WYOBRAŹNI
Autor: Prof. Gerald J. Macaura, Nowy Jork

Pozwólcie, że przedstawię Wam jeden z wielu sposobów, w jakie stosowałem sugestię, a także zachęcałem innych do jej stosowania – choć pod inną nazwą czy hasłem.

Podczas podróży po Londynie, nieco ponad rok temu, poznałem byłego menadżera pokazów. Był sprawnym organizatorem i agentem, ale wówczas nie miał żadnych perspektyw na zarobek. Dostrzegając w nim pewne zalety oraz możliwości biznesowe, zainteresowałem się nim i powiedziałem mu, że jestem odkrywcą „elektrycznego płynu”, który może wyleczyć wszystko – od reumatyzmu, przez różne rodzaje paraliżu, ślepotę, głuchotę, po niemal wszystkie zaburzenia czynnościowe i nerwowe. Powiedziałem mu, że mam trochę tego specyfiku i mogę mu go dać, a jeśli będzie postępował zgodnie z moimi wskazówkami, może na tym zarobić. Natychmiast się na to zgodził. Czytaj dalej

Złe oko – 1899

ZŁE OKO
Milwaukee, 5 września 1899 r.
Do redakcji:

Chciałabym bardzo zadać Państwu pytanie. Mam przyjaciółkę, która ma kłopoty z mężem. On twierdzi, że jakaś kobieta go zahipnotyzowała i że jeśli tylko znajdzie się w odległości trzech przecznic od jej domu, nie jest w stanie oprzeć się pokusie, by do niej pójść, a gdy już tam jest, ulega wszystkim jej życzeniom. Budzi to we mnie ogromne oburzenie. Jeśli mężczyzna lub kobieta mogą mieć tak całkowitą kontrolę nad inną osobą, moja wiara w dobro hipnotyzmu zostaje zachwiana. Powiedziałam jej, że to niemożliwe. Nie sądzę, by jej mąż kiedykolwiek został naprawdę uśpiony. Czytaj dalej

Proroctwa we snie

PROROCTWA WE ŚNIE

Autor: Ethelyn Leslie Huston, Park Gate, Chicago

Świat prasy nie jest dobrym miejscem dla „marzycieli snów”. Nie sprzyja on wyobraźni o charakterze nadprzyrodzonym. Sprzyja natomiast sceptycyzmowi wobec wszelkich spraw – zarówno materialnych, jak i duchowych. Ponad dziesięć lat tej prozaicznej „znojnej harówki” skutecznie wygładza wszelkie różowe tony cudowności i mistycyzmu, jakie młodość tak szczodrze nakłada na szare płótno życia. A jednak miewałam sny, które były bardzo dziwne i nie miały nic wspólnego z błądzeniem zmęczonego i nieodpowiedzialnego umysłu przez siedem nocy w tygodniu.
Te sny były ostre i wyraźne, bezpośrednio poprzedzały przebudzenie rano i miały charakter proroczy – czasem dosłownie, czasem symbolicznie.

Pierwszy taki sen miał miejsce, gdy miałam piętnaście lat i mieszkałam w Detroit. Moja ulubiona ciotka, Janie, odwiedzała wtedy Portland w stanie Oregon, gdzie przebywała już od kilku miesięcy. Od jakiegoś czasu nie otrzymałam od niej żadnego listu. Pewnego ranka obudziłam się i, leniwie czekając, aż zbiorę siły do wstania, usłyszałam dzwonek do drzwi i równocześnie otwierające się drzwi wejściowe. Kroki zabrzmiały na korytarzu w kierunku jadalni, a potem usłyszałam, jak moja mama woła: „Janie, kiedy wróciłaś?”
Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do poręczy na schodach, ale z dołu nie dobiegły już żadne inne dźwięki. Zdziwiona, narzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam na dół. Moja mama spokojnie czytała poranną gazetę i – oczywiście – niczego nie słyszała ani nie widziała. Opowiedziałam jej o moim „śnie” i zażartowałam, że może dziś dostaniemy od Janie list. Tego samego wieczoru, podczas kolacji, zadzwonił dzwonek i Janie weszła do domu, radośnie oznajmiając: „Nie pisałam. Pomyślałam, że sprawię wam niespodziankę.”

To mogła być telepatia, zbieg okoliczności albo coś innego. Ale było to dość osobliwe.
Następny sen miał już charakter symboliczny. Miałam na kolanach wielką masę kwiatów, ale patrząc na nie zobaczyłam, że wszystkie były czarne, z wyjątkiem jednej – półotwartej róży, która była śnieżnobiała. Tego dnia dotarła wiadomość o śmierci siostry Janie, mojej drugiej ciotki, zaledwie kilka lat ode mnie starszej, która zmarła „tam, gdzie potok wpada do rzeki”.

Kolejny raz śniło mi się, że w ramionach trzymam welon ślubny – prawdziwą chmurę z połyskującego, białego tiulu. Próbowałam go złożyć, ale fale lekkiego, pienistego materiału były nieuchwytne niczym letnia chmura. Obok mnie stał pewien mężczyzna i podałam mu jeden koniec welonu, prosząc o pomoc. W tej chwili moje ramiona jakby nagle przygniotła ogromna ciężkość, a pod palcami delikatny materiał zamienił się w szorstką tkaninę. Z przerażeniem zobaczyłam, że welon przemienił się w ciężką żałobną kreponową tkaninę, a w ręce trzymałam szeroką, masywną lamówkę głębokiej żałoby. Kilka dni później, ten, który stał przy mnie w śnie, zginął.

Jeszcze innego razu śniło mi się, że redaktor mojej gazety podszedł do mnie i wręczył mi moją pocztę. Wśród listów znalazła się gazeta, wyglądająca, jakby przebyła pół świata. Kiedy ją podniosłam, zniszczona koperta rozpadła mi się w dłoni. W gazecie niczego nie zaznaczono, więc spojrzałam na winietę, żeby zobaczyć, skąd pochodzi. Była tam nazwa „Manila”. Wtedy na marginesie zauważyłam słaby napis ołówkiem.

Powiedziała: „Powiedz swojej matce, że otrzymałam jej wiadomość.”
Obudziłam się i ponieważ sen nie wydawał mi się sensowny ani znaczący, nie wspomniałam o nim, dopóki mama nie wręczyła mi mojej korespondencji. Wśród listów znalazłam notatkę od mojego szefa i zaśmiałam się: „Cóż, ostrzegł mnie o tej notatce, śnił mi się.” Potem opowiedziałam mój sen, dodając: „Ale nie było żadnego sensu w tych napisanych słowach, choć sam sen był wyjątkowo żywy.” Zdziwiona twarz mamy przykuła moją uwagę; wtedy wzięła głęboki oddech i wyznała, że ponad trzy tygodnie wcześniej wysłała krótką wiadomość do krewnego na Filipinach, do Manili. Z pewnych powodów nie mówiła mi o tej wiadomości, która była pierwszą i jedyną, jaką tam wysłała. Prawie dokładnie miesiąc później odpowiedź przyszła przez San Francisco i linię Northern Pacific. Wtedy w tradycyjny sposób dowiedziałam się tego, co zostało mi przekazane we śnie ponad trzy tygodnie wcześniej – że wiadomość mojej mamy „została odebrana” daleko na Filipinach.

Te cztery przypadki są typowe dla innych. Miały dla mnie szczególne znaczenie w młodości, a z czasem nabrały powagi. Można je próbować wyjaśnić naukowo, teorią przekazu myśli, ale chociaż przekaz myśli nie jest niczym bardziej niezwykłym niż tajemnica telegrafii bezprzewodowej, nie tłumaczy on snów czy wizji, które okazały się prorocze. Myśl może przeskoczyć z Filipin do Chicago w mgnieniu oka. Ale kto i co maluje ten dziwny obraz na pulsującym mózgu, jakby w okrutnej zabawie jakiś upiór szeptał nam do ucha, by zasugerować zbliżające się zło, które ma nadejść nie wiadomo skąd? Wszystko to wydaje się bezużyteczne. Przeznaczenie i tak następuje, wypełniając płótno swymi strasznymi zmarłymi tam, gdzie przedtem były tylko cienie pełne widm. Ale po co te ostrzeżenia? To tylko drwina z naszej ślepoty, jak krzyk burzliwej mewy, gdy nadchodzi sztorm. Nie niesie ze sobą żadnego lekarstwa, a zostawia po sobie jedynie gorycz swej nieskuteczności.

We wszystkich epokach sny odgrywały dużą rolę w historii – nie tylko duchowej, ale i świeckiej. Historia biblijna aż roi się od wzmianek o cudownych snach, a nawet skrybowie i cynicy, którzy tak długo pili z „niebezpiecznego źródła”, że w nic już nie wierzą, z szacunkiem pochylają głowy przed świętą Joanną z Orleanu, która śniła swoje sny i przez nie oddała swe kruche ciało na stos.
Sublimacja i absurd stoją tuż obok siebie. Niestrawność igra sobie z naszym rozumem, bezlitośnie plącząc nici logiki. Niezrozumiałe sny ścigają koszmary rodem z Tam O’Shantera, a najbardziej poważni i szanowani panowie stają się błaznami, za którymi w czasie snu gonią chochliki z nadmuchanymi pęcherzami. Umysł staje się bez steru, rozum traci cumy, a język ulega rozluźnieniu, gdy Morfeusz zamyka powieki i otwiera szeroko bramy krainy snów.

Wtedy dziki wino młodości przesyca krew swoim rubinowym kolorem, groby pamięci wydają swoich zmarłych, a widoki są nieograniczone, cudowne i pełne wszystkiego, co było i już nie jest.
Mikroskopijny mózg grzebie głęboko w swojej nieograniczonej skarbnicy i daje nam obrazy doskonałe w najmniejszym szczególe – obrazy ludzi i wydarzeń dawno pogrzebanych pod kurzem zapomnianych dni. Wszystko to jest doskonałe i cudowne, jak maleńkie woskowe wałki, które potrafią uchwycić i zatrzymać znajomy głos z jego śmiechem i intonacją, a potem, gdy głos ucichnie, a śmiech stanie się wspomnieniem, oddają je nam na nowo – pełne życia i znaczenia.

To wszystko jest zadziwiające – ta moc lub mechanizm, który potrafi rzucić wyzwanie czasowi, śmierci i rozkładowi i wydrzeć grobowi formę i głos, które zostały pogrzebane w jego beznadziejnej czerni. Jest to najbardziej cudowne, choć jest to coś, co możemy tylko mgliście pojąć, nigdy w pełni zrozumieć.

Lecz to rozdzieranie zasłony przyszłości – tu napotykamy ścianę, która śmieje się z nauki i drwi z teorii. To jak tkanie gobelinu z chmur, malowanie obrazu tęczą. To coś, do czego pamięć nie ma dostępu i na co nie znajdziemy odpowiedzi w skarbnicy umysłu. To światło lampy Psyche, które odsłania twarz piękną lub straszną, ale niewyobrażoną i nieoczekiwaną. Przychodzi nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego. Jest jak krzyk łabędzia, pieśń śmierci bez melodii i bez miejsca.

źródło: DREAM PROPHECY;  Suggestive Therapeutics – October 1899.

Przekazywanie myśli

Przekazywanie myśli
Autor: S. M. English, Dallas, Teksas

Oto opis kilku doświadczeń, które mnie spotkały, a o których nigdy nie czytałem u żadnego z waszych korespondentów. Poznałem pewnego dżentelmena, który odnosił duże sukcesy w hipnotyzowaniu, ale nie wierzył w istnienie czegoś takiego jak przekazywanie myśli, telepatia czy jakkolwiek by to nazwać. Miał młodą kobietę jako osobę podatną na hipnozę, która była jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem; jednak podczas hipnozy oraz w innych okolicznościach zasugerował jej, że nikt inny nie zdoła jej zahipnotyzować. Wpoił jej to tak skutecznie, że żadne ze znanych mi zwykłych sposobów hipnotyzowania nie miały na nią najmniejszego wpływu. Czytaj dalej

Telepatia – Halphide

TELEPATIA
By A. C. Halphide, M. D., Professor of the Theory and Practice of Medicine, in Hahnemann College, Chicago.

W moich badaniach nad umysłem i jego wpływem na ciało wielokrotnie napotykałem zjawiska, które można było wytłumaczyć jedynie przekazywaniem myśli, czyli telepatią. Być może najlepiej przekażę to, co chcę powiedzieć na ten temat, po prostu przedstawiając notatki, które sporządziłem z wyników uzyskanych podczas serii eksperymentów przeprowadzonych pewnego wieczoru, kilka miesięcy temu, w towarzystwie kilku przyjaciół. Odbyliśmy kilka spotkań w celu badań zjawisk psychicznych, zawsze osiągając wystarczające sukcesy, by kontynuować dalsze badania, ale opiszę tylko notatki z jednego spotkania. Czytaj dalej

Muzyka i sugestia w idiotyzmie

MUZYKA I SUGESTIA W IDIOTYZMIE
autor: dr Thos. Bassett Keyes, 100 State Street, Chicago

W roku 1800 podjęto pierwszą próbę edukacji osoby dotkniętej idiotyzmem. Itard, lekarz Instytutu Głuchoniemych, podjął się nauczania tzw. dzikiego chłopca, odnalezionego w lasach Avignon we Francji. Eksperyment, choć prowadzony przez sześć lat, nie przyniósł bezpośrednich rezultatów, jednak stał się bodźcem do rozwoju idei edukacji osób z niepełnosprawnością intelektualną, które dotychczas uważano za będące wynikiem szczególnej relacji z Bogiem lub diabłem. Czytaj dalej

Fenomeny Spirytyzmu

FENOMENY SPIRYTYZMU
Autor: H. L. True, M.D., McConnelsville, O.
Nr III.

Częstym błędem popełnianym przez naszych spirytystycznych przyjaciół jest mylenie zjawisk hipnozy, czytania w myślach, jasnowidzenia i telepatii z domniemanymi komunikatami od duchów.

Starałem się je rozróżnić. Próbowałem wyeliminować wszelką możliwość pomylenia emanacji pochodzących z naszych własnych umysłów z przekazami od duchów. Nie jest to zadanie łatwe. Czytaj dalej

Muzyka jako wspomaganie terapii sugestywnej

MUZYKA JAKO WSPOMAGANIE TERAPII SUGESTYWNEJ
Autor: Thos. Bassett Keyes, M.D., 100 State St., Chicago

Już starożytni uznawali muzykę za środek leczniczy. Stwierdzono, że pomagała ona w łagodzeniu skutków zarazy, a także przy ukąszeniach i użądleniach owadów. Mówi się, że Asklepiades wyleczył człowieka z głuchoty dźwiękiem trąbki. Muzyka była pierwszym znanym środkiem na szaleństwo; także Biblia wspomina o jej skuteczności. Czytaj dalej

Kurs Auto-Sugestii

WSTĘP

Kiedy ogłaszałem moje indywidualne kursy, nie zdawałem sobie sprawy, z czym tak naprawdę mam do czynienia. Przez cztery miesiące te kursy całkowicie mnie pochłonęły i nie ma stanu ani terytorium w Stanach Zjednoczonych, do którego bym ich nie wysłał. Wiele trafiło także do Kanady, a niektóre do Anglii.

Celem, jaki przyświecał mi podczas pierwszych ogłoszeń o tych kursach, było dostosowanie każdego kursu do indywidualnego przypadku. To naturalnie sprawiało, że kursy miały formę krótkich, maszynopisanych manuskryptów, pozbawionych wyjaśnień i uzasadnień, jakie może zawierać kurs drukowany. Śmiało mogę powiedzieć, że nie było dwóch identycznych kursów. Sukces, jaki odniosły, jest najlepszą gwarancją ich skuteczności. Czytaj dalej

Kurs Jasnowidzenia

Wprowadzenie

Nie ma umysłu na tyle tępego, by nie odczuł błysku wewnętrznego ja, boskiej iskry, która czyni wszystkich ludzi wolnymi i równymi. Oczywiście ta równość nie polega na osobistej wartości, rozumianej jako poziom umysłowy, fizyczny czy finansowy. Ale jak mówi adept: „Każda dusza jest potencjalnie boska”. I to właśnie boskość, która jest immanentna we wszystkich ludziach, od czasu do czasu wybucha w postaci przebłysków, a świadomość domaga się Mocy, Siły i Wolności. W tym właśnie miejscu odnajdujemy subtelną granicę między filozofem a fanatykiem. Ten pierwszy zdaje sobie sprawę, że musi rozwijać te moce w sobie lub w innych, stosownie do zdolności umysłowych czy świadomej gotowości danej osoby. Czytaj dalej