FENOMENY SPIRYTYZMU
Autor: H. L. True, M.D., McConnelsville, O.
Nr III.
Częstym błędem popełnianym przez naszych spirytystycznych przyjaciół jest mylenie zjawisk hipnozy, czytania w myślach, jasnowidzenia i telepatii z domniemanymi komunikatami od duchów.
Starałem się je rozróżnić. Próbowałem wyeliminować wszelką możliwość pomylenia emanacji pochodzących z naszych własnych umysłów z przekazami od duchów. Nie jest to zadanie łatwe.
Po pierwsze, tak naprawdę nie wiemy, co jest głęboko zakopane w naszych własnych, podświadomych umysłach, dopóki jakiś „czytacz umysłów” nie wydobędzie tego i nie przekaże nam tej informacji. Po drugie, trudno jest udowodnić, że nasze umysły nie komunikują się czasem z innymi żyjącymi umysłami na odległość. Kiedy pojawia się możliwość, że tak zwany przekaz od ducha mógł pochodzić albo z naszego własnego umysłu, albo od kogoś znajdującego się daleko, kto może być z nami „w kontakcie” (en rapport), znacznie osłabia to jego wartość jako dowodu komunikacji duchowej, choć jednocześnie nie daje stuprocentowej pewności, że przekaz nie pochodził z tego właśnie źródła.
Trudno jest przeprowadzić testy spełniające wszystkie wymagania, by rozstrzygnąć tę kwestię. Możemy zaproponować testy, które wydają nam się w danej chwili wystarczające, ale po ich przeprowadzeniu i przeanalizowaniu pojawiają się wątpliwości. Możliwość, że komunikat mógł pochodzić z innego źródła niż duchy, niemal zawsze istnieje.
Jest jeszcze jedna trudność na drodze do przeprowadzania tych testów aż do całkowitego rozwiania wszelkich uzasadnionych wątpliwości. Nasze „inteligencje duchowe”, choć zazwyczaj bardzo uprzejme w zwykłych sytuacjach, zdają się z czasem męczyć naszym niedowierzaniem i mówią nam, że powinniśmy im zaufać, że są dokładnie tym, za kogo się podają — mają bowiem inne, ważniejsze sprawy do zakomunikowania i nie chcą, by ich czas był zajmowany sprawami, które uznają za zbędne. Przedstawiają to w ten sposób: jeśli masz bliskiego przyjaciela, który często się z tobą spotyka i chce z tobą porozmawiać, jak by się poczuł, gdybyś za każdym razem wymagał od niego, aby znalazł kogoś odpowiedzialnego, kogo oboje znacie, by ta osoba potwierdziła jego tożsamość, zanim zechcesz z nim rozmawiać? Zmęczyłby się twoimi wątpliwościami. Tak samo jest z naszymi „inteligencjami duchowymi” — jeśli upieramy się przy wymaganiu takich testów, zdaje się to w pewnym stopniu chłodzić produkcję zjawisk. Mimo to w przeszłości radziły sobie z tym całkiem nieźle i mam nadzieję, że w przyszłości będą w stanie dostarczyć bardziej przekonujących dowodów.
Teraz podam kilka przykładów, kiedy informacje zostały otrzymane ze źródła, które wydawało się być spoza kręgu obecnych osób.
Na jednym z naszych spotkań jeden z członków spóźnił się. Pozostali zajęli miejsca przy stole i właśnie nawiązali kontakt z dwoma rzekomymi duchami, gdy nagle wpadł nasz spóźnialski członek i oznajmił, że pewien mężczyzna właśnie wpadł do rzeki ze śluzy i utonął. Zapytaliśmy, kto to był, ale odpowiedział, że nikt nie wie: „Widziano tylko, jak wpadł do wody i to wszystko, co o tym wiadomo.” Wiele osób biegło w kierunku śluzy, a w okolicy panowało duże poruszenie. Po przekazaniu nam tej wiadomości nasz przyjaciel pobiegł razem z innymi, by pomóc w poszukiwaniach topielca. Prawie przerwaliśmy nasze spotkanie, by dołączyć do nich, ale zasugerowałem, byśmy zostali i sprawdzili, czy „duchy” nie mogą nam czegoś powiedzieć na ten temat.
Padło pytanie: „Czy jakiś mężczyzna utonął?” Odpowiedź: „Nie wiem.” „Czy ktoś z was może pójść i zbadać tę sprawę, a jeśli to prawda, spróbować ustalić nazwisko i wrócić do nas z informacją, podczas gdy druga osoba pozostanie i będzie z nami rozmawiać?” „Tak.” „Możecie więc iść.” Jego stuknięcie zniknęło ze stołu na około pięć minut, po czym pojawiło się ponownie. Pytanie: „Czy przeprowadziłeś to dochodzenie?” „Tak.” „Jaki jest twój raport?” „Nie znalazłem nowego ducha.” „A więc to pomyłka, jeśli chodzi o utonięcie mężczyzny?” „Tak.” „Dziękujemy za twoje starania.” Trzy stuknięcia na znak aprobaty.
Prawdopodobnie piętnaście minut później nasz przyjaciel wrócił i był zaskoczony, gdy dowiedział się, że znaliśmy już prawdę o pomyłce, zanim nam ją powiedział.
Jak zdobyliśmy tę informację?
Mogła ona pochodzić z telepatii – z umysłu naszego przyjaciela albo kogoś innego, kto był obecny przy śluzach. Nie mogła pochodzić z naszych własnych umysłów, ponieważ spodziewaliśmy się, że zostanie podane imię i nazwisko. (Śluzy znajdowały się w odległości około jednej trzeciej mili).
Podczas innej okazji „duch” podał swoje imię jako William M- –
„Czy mieszkałeś w tym mieście?” „Tak.”
„Kim jesteś w stosunku do Roberta M——?” „Wujkiem. Jestem bratem jego ojca.”
Ponieważ żadne z nas nigdy nie słyszało o takiej osobie, postanowiliśmy zbadać sprawę. Przeprowadzono rozmowę z Robertem M—–: „Mam 62 lata; całe życie mieszkałem w McConnelsville. Najstarszy brat mojego ojca miał na imię William. Nie pamiętam, żebym go kiedykolwiek widział, ale słyszałem, jak mój ojciec o nim opowiadał. Wyjechał stąd, zanim mógłbym go pamiętać — przeprowadził się na Zachód. Słyszałem, że nie żyje już od dawna, ale nie mam pojęcia, od jak dawna.”
Rozmawiałem też z innymi starszymi mieszkańcami, którzy mieli wyraźne wspomnienia sięgające ponad sześćdziesięciu lat wstecz. Żaden z nich nie przypominał sobie, by kiedykolwiek słyszał o takim człowieku. Z czyjego umysłu zaczerpnęliśmy imię William M—–? Czy było to jedynie czystym przypadkiem?
Oto kolejny podobny przypadek:
„Proszę podać swoje imię.”
„Henry McLaughlin, brat Miltona McLaughlina, siostrzeniec Petera McLaughlina.”
„Jak dawno temu zmarłeś?” „Trzydzieści dziewięć lat temu.”
„Na jaką chorobę zmarłeś?” „Na gorączkę.”
„Gdzie?” „W domu ojca w McConnelsville. Pochowany na cmentarzu w McConnelsville.”
„Czy są tam nagrobki?” „Nie wiem.”
„Jak miał na imię twój ojciec?” „Ojciec.”
„A twoja matka?” „Matka.”
„Czy miałeś siostrę?” „Tak.”
„Podaj imię.” „Lyon.”
„Podaj datę urodzenia.” „1843.”
„Ile miałeś lat, gdy odszedłeś?” „Między 14 a 15.”
Podczas odbierania tej wiadomości jeden z członków kręgu przypomniał sobie niejasno taką osobę i powiedział, że był on upośledzony umysłowo.
Pytanie: „Czy byłeś upośledzony umysłowo?” Odpowiedź: „Nie.”
W tym momencie stukania ustały, a krąg się rozszedł. Członkowie zebrali się wokół sekretarza i zaczęli wyliczać daty podane w wiadomości, wkrótce wdając się w dyskusję o błędzie w tych datach, który sprawiał, że nie zgadzały się czasowo. Nagle znów rozległy się głośne stukania na stole (nikt nie stał wokół stołu, ani go nie dotykał). „Zaczekajcie, oni chcą coś poprawić” — zasugerowałem. „Czy chcecie coś poprawić?” „Tak.” Przeczytano ponownie pytania i odpowiedzi, a następnie wprowadzono następujące poprawki: odpowiedź dotycząca czasu od śmierci została zmieniona z 39 na „prawie 40”. Odpowiedź na pytanie o wiek zmieniono na „prawie 15”. (Wiadomość ta została odebrana w kwietniu ubiegłego roku).
Peter McLaughlin udzielił wywiadu:
„Mój brat miał syna, Henry’ego, który zmarł jako chłopiec w domu ojca w McConnelsville na tyfus. Pochowany został na cmentarzu w McConnelsville. Myślę, że są tam nagrobki. Miał siostrę, Sarę Mariah, która wyszła za Johna N. Lyona. Nie potrafię podać daty urodzenia Henry’ego. Nie wydaje mi się, żeby miał 14 lat, gdy umarł. Myślę, że miał około 8 lat. Był bystrym chłopcem, o dobrym umyśle, ale miał brata z upośledzeniem umysłowym. Ożeniłem się w 1846 roku i niedługo potem jego matka odwiedziła nas w towarzystwie Henry’ego, który już wtedy chodził, miał prawdopodobnie dwa lata. O ile dobrze pamiętam, zmarł w 1858 roku.”
Napis na nagrobku na cmentarzu w McConnelsville:
„Henry M., syn J. i M. A. McLaughlin, zmarł 18 października 1858, w wieku 14 lat, 8 miesięcy i 28 dni.”
Skąd pochodziła ta informacja? Żaden z członków naszego kręgu nie przypominał sobie, by go widział, a tylko jedna osoba mieszkała w McConnelsville w czasie jego śmierci. Czy to ona przekazała informacje o miejscu śmierci, chorobie i imieniu siostry? Twierdzi, że nie przypomina sobie, by kiedykolwiek wcześniej słyszała o tej siostrze. Czy jej podświadomość zapamiętała daty niemal idealnie? Żaden z nas nie wiedział o nagrobkach, dopóki nie powiedział o nich Peter McLaughlin. Czy ktoś z nas, spacerując kiedyś po cmentarzu, zauważył te nagrobki i nasza podświadomość zachowała ten napis tylko po to, by nas później zmylić, podając go jako przekaz od „duchów”? Jest to możliwe, lecz mało prawdopodobne. Jeśli będziemy wciąż obciążać podświadomość tymi testami, wydaje mi się, że w końcu przekroczymy jej możliwości. Mało prawdopodobne, by informacje pochodziły od Petera McLaughlina poprzez telepatię, bo on sam nie znał ich tak dokładnie, jak były podane w wiadomości.
Sugerowano, że być może uda się znaleźć „ducha”, który przekaże nam wiadomość w języku, którego nie rozumiemy. Ponieważ nikt z nas nie znał francuskiego, zaproponowano ten język. Jeden „duch”, podający się za Workmana, podjął się zadania.
„Twoje nazwisko nie brzmi francusko. Jak to wytłumaczysz?”
„Nie jestem rodowitym Francuzem, ale znam trochę francuski.”
„No to podaj wiadomość.”
„Bon soir ejesuis tra somma.” (Tak to zapisaliśmy, przekładając stuknięcia na litery.)
Później przedstawiliśmy to zdanie osobom znającym francuski i nie były w stanie nic z tego zrozumieć.
Na następnym spotkaniu Workman znów się zgłosił. Poprosiliśmy go, by właściwie podzielił litery na wyrazy. Podzielił je tak: „Bonsoire je suis tra somma.” W tej formie przedstawiliśmy to naszym znawcom francuskiego, którzy stwierdzili, że można zrozumieć to jako „Dobry wieczór, jestem bardzo śpiący”, lecz powiedzieli, że nie jest to poprawne zdanie — ani pod względem pisowni, ani użytych słów, ani francuskiej składni.
Otóż wartość tego przykładu polega głównie na błędach obecnych w tym zdaniu. Gdyby którykolwiek z naszych członków widział kiedyś to zdanie jako cytat w jakiejś książce i jego podświadomość je zapamiętała, wtedy wiadomość brzmiałaby po francusku o wiele poprawniej. Mało prawdopodobne, by takie zdanie pochodziło z jakiegoś opublikowanego cytatu.
Tylko raz nasze wiadomości miały charakter przepowiedni. Zdarzyło się to wkrótce po otrzymaniu wiadomości dotyczącej sprawy Jacksona i Wallinga (opisana w zeszłomiesięcznym wydaniu). Sądzę, że ktoś wspomniał o tej niezwykłej wiadomości na spotkaniu, gdy stuknięcia zaczęły przekazywać:
„Niedługo kolejny przejdzie przez drzwi udręki do swego niebiańskiego domu.”
„O kim mówicie?”
„Durant.”
„Czy i on jest niewinny zbrodni morderstwa?”
„Tak.”
To wszystko, co chcieli nam przekazać na ten temat. Stało się to w czasie, gdy Gubernator Kalifornii został poproszony o wstrzymanie egzekucji lub zamianę wyroku. Gazety wówczas sugerowały, że Durant nie zostanie powieszony. Czekaliśmy z nadzieją, że nasza „duchowa inteligencja” może się myli. Wynik jest znany opinii publicznej.
Jak zdobyliśmy tę informację? Czy mieliśmy telepatyczny kontakt z gubernatorem Kalifornii, potrafiąc czytać jego myśli na odległość, czy też nasze własne umysły, pod wpływem relacji prasowych, tak bardzo przesiąkły przekonaniem o jego winie, że uważaliśmy, iż powinien zostać powieszony i rzeczywiście wierzyliśmy, że tak się stanie, a nasza podświadomość nas o tym informowała, po czym w kolejnym zdaniu zmieniała zdanie i stwierdzała, że jest niewinny? Dziwne są te mechanizmy działania podświadomości i trudne do zrozumienia.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
źródło: THE PHENOMENA OF SPIRITUALISM; Suggestive Therapeutics SEPTEMBER, 1898.