Pod powyższym nagłówkiem berliński „Sphynx” publikuje następującą interesującą relację korespondenta z Wiesbaden, który podpisuje się inicjałami „J. S.” i który – jak się zdaje – cieszy się zaufaniem Redaktora:-
Około piątej rano pewnego poranka w listopadzie ubiegłego roku leżałem bezsennie i ujrzałem, jakby w zamglonym zwierciadle, człowieka błąkającego się we mgle – nagiego, biednego i głodnego. Pomyślałem: „Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?” Gdy tego ranka o ósmej wychodziłem z domu, zobaczyłem tego samego mężczyznę stojącego nieopodal. Przyjrzałem mu się uważnie i rozpoznałem w nim tego, którego widziałem w wizji. Poprosiłem go, aby wskazał mi pewną ulicę – tylko po to, by nawiązać z nim rozmowę. Nie pytając, czy tego potrzebuje, dałem mu trochę pieniędzy i dodałem, że jeśli zajdzie potrzeba, może przyjść ponownie następnego ranka. Tak też zrobił. Czytaj dalej