Przewidywanie – Nichols

Wyjaśnić, w jaki sposób przewidujemy przyszłość, może być równie trudne, jak wyjaśnić, w jaki sposób widzimy. Wiemy, że widzimy dzięki oczom, lecz jak i dlaczego oko widzi – pozostaje pytaniem bez odpowiedzi.

Wierzę, że przewidywanie możliwe jest dzięki współodczuwaniu – dzięki posłuszeństwu wobec Syna Życia, którym jest miłość. Są ludzie stojący na intelektualnym wyniesieniu; potrafią widzieć daleko i potrafią przekazać innym to, co dostrzegają. Z doświadczenia wiedzą, że gdy ziarno zostaje zasiane, to – pomijając wypadki albo niewidoczne przyczyny niepowodzenia – plon jest pewny. Wydarzenia następują po sobie w określonej kolejności. Lecz często jesteśmy ślepi na ziarno przyszłych wydarzeń, a z konieczności równie ślepi na nadchodzący plon.

Dziecko nie wie, że jeśli napełni naczynie zbyt pełne wodą, ta się przeleje. Wiele faktów, jasno widzianych i przewidywanych przez ludzi mądrych lub doświadczonych, jest dla nas równie niezrozumiałych, jak przelewająca się woda dla dziecka.

Często otrzymywałam pouczenia za pomocą wizji i języka obrazów. W poprzednim tekście wspomniałam o wizji, w której ujrzałam swoją przyszłą drogę jako publiczna nauczycielka wiedzy sanitarnej. Od dzieciństwa byłam przygotowywana do tej pracy – „urodziłam się chora” i wydawało się, że „nie mam tu żadnego celu”. Okazało się jednak, że to właśnie moje słabe zdrowie zmusiło mnie do poznania praw życia.

Wieczne dlaczego? nie opuszczało mojego umysłu, a po długich poszukiwaniach zaczęłam znajdować odpowiedzi. Studiowałam dzieła medyczne od samego wczesnego dojrzewania, kiedy mój najstarszy brat rozpoczął naukę medycyny. Ale nigdy nie zastanawiałam się, dokąd moje studia i refleksje mnie zaprowadzą.

Miałam dwadzieścia pięć lat, gdy po ciężkiej chorobie przeniesiono mnie z łóżka na wygodny fotel i po raz pierwszy od tygodni pozostawiono samą. Wtedy ujrzałam, jak opuszcza się przede mną wielki biały ekran, na którym w szybkim następstwie ukazywały się obrazy wydarzeń kolejnych siedmiu lat. Centralnym faktem było to, że miałam zostać publiczną wykładowczynią Nauki o Życiu Ludzkim – ja, jedna z najbardziej nieśmiałych istot, jakie można sobie wyobrazić.

Patrzyłam na obrazy, gdy przesuwały się przede mną. Najpierw mówiłam wyłącznie do kobiet, a liczebność audytoriów była zmienna. Pierwsze zajęcia zaczynały się z czterdziestoma osobami, a kończyły z ośmiuset. Potem widziałam siebie przemawiającą do jeszcze większych zgromadzeń, a następnie do kobiet i mężczyzn. Wszystko to wydawało się dziwnym objawieniem, zwłaszcza że widziałam siebie przemawiającą w unitariańskich kazalnicach, choć byłam ortodoksyjną kwakierką.

Po pół godzinie oglądania tej obrazowej przepowiedni – o której wcześniej nigdy nie pomyślałam – zdobiony ekran zwinięto i zniknął sprzed moich oczu.

Do pokoju wszedł bliski przyjaciel. Opowiedziałam mu prosto i naturalnie, co widziałam, i odczułam silniejsze niż słowa przekonanie, że mam nauczać ludzi publicznie – i to nie tylko kobiety, lecz kobiety i mężczyzn. Pamiętam, z jaką gniewną niewiarą przyjął moje słowa; a jednak wszystko, co widziałam, spełniło się w ciągu kolejnych siedmiu lat, dokładnie tak, jak przedstawiono to w wizji.

W tym czasie Joseph John Gurney, minister Stowarzyszenia Przyjaciół (kwakierów), podróżował po Stanach Zjednoczonych. Ministrowie kwakrów – przynajmniej ci, których znałam – są zawsze mediumicznymi osobami. Często odwiedzają domy członków wspólnoty, aby odbyć tzw. „siedzenie” – to, co spirytualiści nazywają seansami. Siedzą wtedy w kręgu i przepowiadają przyszłość, ujawniają przeszłość i udzielają porad, na ile są w stanie.

Joseph John Gurney przekazał wszystkim, że pragnie odbyć takie siedzenie ze mną. Przyszedł wraz z kilkoma przyjaciółmi i po dłuższej ciszy przemówił do mnie, w zasadzie odtwarzając słownie moją wizję. Powiedział, że mam do wykonania to zadanie; że dokonam go mimo prześladowań i cierpienia; że będę daleko podróżować w ramach swojej misji, a w końcu dotrę do krajów zagranicznych.

Dodał mi otuchy – i rzeczywiście, późniejsze wydarzenia dowiodły, że bardzo potrzebowałam słów mądrego i dobrego człowieka, aby upewnić się, że naprawdę zostałam powołana do tego dzieła.

Bardzo szybko rozpoczęłam swoją publiczną działalność, a próby, jakie napotkałam, prześladowania ze strony przyjaciół i innych, oraz intensywność pracy były tak wielkie, że zapomniałam o mojej wizji, aż przypomniałam ją sobie dopiero po siedmiu latach pracy i zmagań. Przeszłam przez liczne niebezpieczeństwa, najgorsze z nich z rąk ślepo ignorantów i czasem złośliwie fałszywych braci. Towarzystwo Przyjaciół było tak podzielone w mojej sprawie, że nie potrafiło mnie wykluczyć. Wnieśli przeciwko mnie skargę, zwaną „complaint”, w brzmieniu:

że „wykładałam ku niezadowoleniu Przyjaciół i innych oraz ku hańbie naszego Stowarzyszenia”.

Dla wielu „Przyjaciół i innych” nauka była niepotrzebną nieprzyzwoitością.

Nigdy nie dowiedziałam się, dlaczego zobaczyłam tę wizję. Stanowiła dla mnie ogromną satysfakcję, że kwakier-minister ją potwierdził. Była dla mnie dowodem, że był prawdziwym jasnowidzem, lecz nie dawała mi trwałej pociechy ani wsparcia – bo zapomniałam zarówno o wizji, jak i o jego potwierdzeniu.

Nie zawsze możemy znaleźć powód wizji ani przewidzeń. Latami rozumiałam znaczenie niektórych moich widzeń, a kilka pozostaje niewyjaśnionych. Znacznie łatwiej dostrzec mi było pożytek przewidzeń – zwłaszcza wtedy, gdy ratowały moje życie albo życie przyjaciół.

Pytaniem otwartym pozostaje, na czym właściwie polega użyteczność spirytualizmu. Definicja tego, co użyteczne, bywa równie różnorodna jak definicja sumienia. W Anglii bekon jest znacznie bardziej „użyteczny” niż winogrona czy brzoskwinie.

Ratowanie ludzkiego życia – choćby było ono pozornie bezwartościowe – uważa się za wielką zasługę ze strony Opatrzności, a dziękczynienie za to uważa się za obowiązek i przyjemność.

M. S. G. Nichols

źródło:  PREVISION; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, SATURDAY, MARCH 25, 1882.