Obraz Psychometryczny

Autor: Matthew Wilding

Około roku temu zatrzymałem się w starym domu wiejskim, tuż obok osobliwej wioski w stanie Connecticut, z widokiem na Long Island Sound. Byłem w doskonałym zdrowiu, niemal cały czas spędzałem na świeżym powietrzu i byłem bardzo samotny. Nigdy wcześniej nie byłem na „Wschodzie” i nowe, historyczne otoczenie wywarło na mnie duże wrażenie i wzbudziło zainteresowanie. Co więcej, byłem wtedy tymczasowo wolny od trosk i zmartwień zawodowych.

W tych okolicznościach pojawił się, lub wydobył się na powierzchnię – że tak powiem – pewien proces psychiczny, który uczynił ten okres jednym z najważniejszych w moim życiu, gdyż ujawnił mi dotąd nieznane możliwości mojego umysłu i otworzył nową perspektywę możliwości. Proces ten zaznaczył się serią zdarzeń rozpoznawanych w różnych nurtach, takich jak „nauka okultystyczna”, „teozofia”, „spirytyzm”, „chrześcijańska nauka” i podobne.

Moja opowieść jest z konieczności osobista.

Pół tuzina półek z dziwnie dobranymi książkami stanowiło „bibliotekę”, która zgromadziła się w rodzinie farmera przez kilka pokoleń. Był tam ogromny tom dzieł Szekspira i autobiografia Bena Franklina, kilka książek podróżniczych i o przygodach na morzu (wszyscy synowie farmera byli marynarzami) oraz kilka tomów poezji religijnej. Była tam jedna książka, której wcześniej nie znałem. Była to „Atic Philosophen” Emile’a Souvestre’a. Przeczytałem jej fragmenty i zorientowałem się, że trafiłem na klasykę, więc z wielką satysfakcją przeczytałem całość.

Tom był stary. Okładka z wyblakłego płótna, wytłoczona wzorami sprzed pokolenia, a kartki miały ciepły odcień starości. Na marginesach stron w całej książce widniały ołówkowe notatki jakiegoś poprzedniego czytelnika. Zainteresowały mnie od razu, ponieważ nie miały frywolnego charakteru, jak to zwykle bywa z takimi adnotacjami, lecz wykazywały krytyczny wgląd i analityczny osąd. Zacząłem badać ich charakter i rozmyślać nad osobowością autora tych notatek.

Pewnego popołudnia, gdy siedziałem pogrążony w lekturze, całkowicie pochłonięty treścią, nagle poczułem wyraźne wrażenie osobistej obecności, ściśle powiązanej z tym tomem. Natychmiast rozpoznałem tę Sugestię, z wcześniejszych doświadczeń, i przyjąłem „postawę odbiorczą”. Szybko, szczegół po szczególe, w mojej wyobraźni uformował się obraz. Starszy mężczyzna siedział przy stole. Wokół niego były książki i papiery. Mikroskop został właśnie odsunięty na bok. Obok stał stojak z probówkami. Mężczyzna był po sześćdziesiątce, z pełną brodą, która – podobnie jak włosy – była nieco kręcona. Zarówno włosy, jak i broda były niegdyś kruczoczarne, ale zaczynały już siwieć. Siedział wygodnie w fotelu, oparty, z jedną ręką na stole, a drugą na kolanach. Trzymał w ręku manuskrypt, na którym pozornie skupiał uwagę, lecz po wyrazie zamyślenia na jego twarzy poznałem, że myśli o czymś innym niż treść tego papieru.

Był to mężczyzna dobrze zbudowany, w dobrej kondycji, o godnej postawie. Ubrany był bardzo starannie, wręcz elegancko.

Moje wrażenie dotyczące jego osobowości było natychmiastowe i pełne. To był człowiek zamożny – zawodowiec, z całą pewnością lekarz – ktoś zajmujący się nauką i odnoszący w niej sukcesy, piszący na tematy naukowe, lecz wykonujący swój zawód bardziej z zainteresowania niż z konieczności. Był to człowiek przyzwyczajony do postępowania według własnej woli, obywatel świata, nieco ekscentryczny w swoich zajęciach i przyjemnościach, ktoś, kto głęboko wszedł w każdą sferę doświadczenia, jaką oferowało mu życie, i ostatecznie osiągnął pewien stan zadowolonego cynizmu – osoba, która obecnie nie ma już wielkich ambicji ani pasji, raczej obserwator życia niż jego czynny uczestnik – ktoś o nieprzeciętnych zdolnościach umysłowych, wykorzystywanych głównie dla własnej rozrywki.

Scena była niezwykle rzeczywista, a moje wrażenie dotyczące osobowości, życia i charakteru było bardzo wyraziste.

Wieczorem zapytałem pannę A, gospodynię domu, o tę książkę. Dowiedziałem się, że została pozostawiona na strychu domu wraz z innymi rzeczami przez poprzedniego mieszkańca i odnaleziona tam, gdy rodzina A. się wprowadziła. Okazało się, że poprzedni lokator był nowojorskim lekarzem, człowiekiem o uznanej pozycji zawodowej w mieście. Był osobą niezależną finansowo i przez sąsiadów ze wsi, z którymi jednak utrzymywał niewielki kontakt, uważany był za osobę dość ekscentryczną.
Zwykł spędzać trzy dni w tygodniu w mieście, a pozostałe cztery dni przebywał głównie na wsi. Słynął z tego, że pisał i przeprowadzał eksperymenty naukowe w swoim domu. Czasami bywał nieobecny przez krótsze lub dłuższe okresy.

„Był rozwiedziony ze swoją pierwszą żoną,” powiedziała panna A., „i ożenił się ponownie – jego drugą żoną była nowojorska jasnowidzka. Miał ten dom w dzierżawie i bardzo nie chciał się wyprowadzić, kiedy kupiliśmy posiadłość. Właściciel miał sporo kłopotów, żeby go nakłonić do opuszczenia domu. Mieszkał tu bardzo długo i traktował to miejsce, jakby należało do niego. Ciągle miał konflikty z właścicielem z powodu wycinania drzew, które zasłaniały mu widok. Widziałam go raz – był dużym mężczyzną z kręconymi, stalowoszarymi włosami i brodą – można by powiedzieć, że był przystojny. Był osobliwy, ale wszyscy mówili, że to dobry lekarz. Ale dlaczego właściwie chcesz o nim wiedzieć?”

Ja jednak byłem w pełni usatysfakcjonowany uzyskanymi informacjami i bardzo zadowolony z mojego mimowolnego eksperymentu jasnowidzenia.

źródło: A PSYCHOMETRIC PICTURE;  Suggestive Therapeutics – December 1899.