So-Called Occult Incidents
Przekazane przez subskrybenta.
Wszystkie doświadczenia związane z tak zwanymi „duchami” – którzy są po prostu ludzkimi istotami pozbawionymi ciała – uznawane są za zjawiska okultystyczne.
Ale to właśnie my jesteśmy „okultystyczni” w naszej niezdolności do nawiązywania kontaktu z nimi, jakby nadal byli w ciele. Dla kogoś, kto miał kontakt z osobami bezcielesnymi, jest zadziwiające, że dla zdecydowanej większości ludzi, którzy nadal są związani z ciałem, istoty te pozostają niewidzialne i nie rozmawiają z tymi, którzy narodzili się do drugiej fazy istnienia – tak jak robili to przed tą drobną zmianą, którą świat w swej ignorancji nazywa śmiercią.
Dla autora tekstu, który od dzieciństwa obcował z nimi, nie było to wynikiem jasnowidzenia, zdolności mediumicznych czy jakiegokolwiek stanu odmiennego, lecz wyłącznie zwyczajnego używania zmysłów, które pozwalają nam kontaktować się z osobami w ciele. Co więcej, nie mając najmniejszego pojęcia, czym jest „duch” lub „duchy”, uznajemy wszystko tylko za materię – w formie subtelnej i gęstszej, z których wiele jest równie cudownych i eterycznych jak tzw. duch.
Zdarzenia
Pewna kobieta, którą znałem od lat, przeprowadziła się do innego stanu. Po roku korespondencji nastąpiła miesięczna przerwa. Pewnego dnia, w samo południe, zobaczyłem ją po drugiej stronie zatłoczonej ulicy w zatłoczonym mieście. Uśmiechnęła się i skinęła głową (trochę figlarnie, jak mi się wydawało), po czym weszła do hotelu. Gdy wróciłem do domu i powiedziałem gospodyni: „Widziałem panią S. kilka minut temu na ulicy”, odpowiedziała: „Dostałam dziś rano list mówiący o śmierci pani S.”
Mój dom rozpadł się jesienią z powodu tzw. śmierci. Tuż przed świętami odwiedziła mnie Indianka z sąsiedztwa obozu nad Missisipi, gdzie pracował mój siostrzeniec. Handlarz z tego obozu, przyjaciel mojego męża, przysłał ją, by przekazała mi wieści z agencji indiańskiej. Powiedziała, że jest „żoną L.” – o której wcześniej słyszałem pochlebne opinie: piękna, inteligentna itd. Ale kobieta, która do mnie przyszła, była odrażająca: chuda, bez jednego oka, z raną od oka do brody, z której sączyła się ropa. Byłem zszokowany jej wyglądem i powiedziałem: „Nie jesteś żoną L.” Odeszła obrażona i więcej się nie pojawiła.
Następnie, w czasie świąt, otrzymałem 75 dolarów w prezentach od „wielkiego wodza” i „młodego wodza”, co było potwierdzeniem jej historii.
Rok później rozmawiałem z moim siostrzeńcem i zapytałem o żonę L., sądząc, że nadal żyje. „Zmarła rok temu, zaraz po twoim wyjeździe” – odpowiedział. „Była piękna, prawda?” – „Tak, dopóki coś jej nie użądliło w oko. Rana się pogłębiła, wyciek ropy doprowadził ją do stanu skrajnego wychudzenia.”
Innym razem siedziałem z przyjaciółmi na werandzie. Przeszła młoda kobieta z twarzą zniekształconą przez narkotyk. Gdy wyszła z zasięgu słuchu, zapytałem: „Czy nie strasznie być tak oszpeconym?” – „Dlaczego pytasz?” – „Ta kobieta, która właśnie przeszła…” – „Nikt nie przechodził.” Spojrzałem – zniknęła.
Jeszcze innym razem widziałem mężczyznę, który latami malował nasze domy. Ubrany elegancko, ukłonił się. Powiedziałem: „Nie wygląda jak robotnik.” – „Pan H.? On zmarł kilka tygodni temu.”
Zdarzenia takie jak te sprawiły, że postanowiłem stłumić swoje zmysły, by nie widzieć rzeczy niewidzialnych dla innych. Od dwunastu lat piję codziennie kawę i jem mięso, i jestem w dużej mierze wolny od tych wizji.
Ale przez wiele lat kontaktowałem się z tymi, których Florence Huntley nazywa „byłymi ludźmi”. Dowiedziałem się o nich więcej niż osoby korzystające z mediów, a już na pewno więcej niż media same.
To gorzkie lekcje – które całkowicie uzasadniają nazywanie ich przez Huntley „eks-ludźmi”, a nie „duchami”.
źródło: So-Called Occult Incidents autor:: Brak (podpisany jako „Subscriber”); The Mountain Pine – January 1908.