Eksperymentalny somnambulizm
Werner Wald, Hanower
W październiku 1892 roku pani M., Szwedka, mająca trochę ponad trzydzieści lat, opowiedziała mi, że od kilku lat miewa wieczorami, tuż przed zaśnięciem, wizje. Ponieważ już od dawna poszukiwałem odpowiedniego medium do eksperymentów somnambulicznych, zahipnotyzowałem ją tego samego wieczoru, w którym mi o tym wspomniała. Po kilku minutach zapadła w sen hipnotyczny. Zgaszono lampę. W ciemnym pokoju widoczny był tylko słaby blask jej białych dłoni i twarzy.
Jej mąż, siedzący nieco dalej, otrzymał ode mnie polecenie, aby wyjął zegarek kieszonkowy i – nie patrząc na niego (co zresztą w panujących ciemnościach i tak było niemożliwe) – położył go tarczą do dołu na stoliku stojącym w przeciwległym kącie pokoju. Za pomocą odpowiednich sugestii sprawiłem, że pogrążona w hipnozie kobieta była w stanie mówić. Początkowo z trudem wydobywała z siebie urywane sylaby, w końcu jednak jej mowa stała się prawie normalna. Ująłem dłonie pogrążonej w głębokim śnie i rzekłem do niej łagodnym, ale stanowczym tonem:
– „Tam, w kącie, na małym stoliku leży zegarek kieszonkowy. Skupiam teraz mocno myśli na tamtym kącie. Proszę mi powiedzieć, która jest dokładnie godzina na zegarku!”
Po kilku głębokich oddechach i westchnieniach pani M. odpowiedziała:
– „Za trzy minuty będzie trzy – kwadrans – dziewiąta!”
Zapalone zapałki rozjaśniły pokój. „Zgadza się!” – zawołał z najwyższym zdumieniem mąż medium. Sam sprawdziłem: rzeczywiście, była godzina 20:46.
Drugie doświadczenie:
– „Proszę spróbować spojrzeć przez (zamknięte) okno na plac! Kto właśnie przechodzi pod świecącą naprzeciw gazową latarnią?” – zapytałem somnambuliczkę, która siedziała odwrócona plecami do okna. Nieco odchyliła głowę, wciąż z zamkniętymi oczami, i odpowiedziała:
– „Nikt teraz nie przechodzi!”
Po chwili dodała:
– „Uczeń idzie przez plac!”
Podeszłem szybko do okna, aby sprawdzić – rzeczywiście, powoli przechodził chłopak w niebieskiej czapce.
– „Jaki kolor ma jego czapka?” – spytałem szybko.
– „Niebieska!” – padła trafna odpowiedź.
Trzecie doświadczenie:
Ponownie ująłem ręce medium na krzyż i skierowałem myśli z maksymalnym skupieniem ku mieszkaniu mojego gospodarza, oddalonemu o około pięć minut drogi.
– „Teraz jesteśmy w sieni! Może mi pani towarzyszyć?”
– „Tak! Jesteśmy w sieni!”
– „Wchodzimy po schodach, idziemy korytarzem i wchodzimy do trzecich drzwi! Czy może mi pani towarzyszyć?”
– „Tak!”
– „Dobrze! A teraz proszę powiedzieć, co stoi na środku stołu w pokoju!”
– „Jest tam kilka stołów” – odparła zahipnotyzowana.
– „Mam na myśli stół salonowy!” – sprecyzowałem.
– „Na nim stoi… srebrzona misa z… wizytówkami!” – odpowiedziała z wahaniem.
Kiedy zamierzałem rozpocząć kolejne doświadczenie, kobieta nagle zaczęła drżeć i ciężko wzdychać. Obawiając się, że zbytnio ją przemęczyłem, wybudziłem ją, nie zapominając jednak o sugestii, aby po przebudzeniu zachowała wspomnienie tego, co widziała w stanie somnambulicznym.
Ponownie zapalono lampę. Pani M. rozejrzała się roztargnionym wzrokiem po pokoju, kilkakrotnie potarła czoło i przetarła oczy, jak ktoś, kto dopiero co obudził się z ciężkiego snu. Na moje pytanie o przyczynę jej drżenia i pełnych niepokoju westchnień odpowiedziała następująco:
– „Zobaczyłam średniej wielkości, oświetlony pokój, stół z misą na wizytówki – potem nagle wszystko wokół mnie pogrążyło się w ciemności. Po chwili przeraziłam się okropnie: znalazłam się w pomieszczeniu podobnym do sieni. Stała tam otwarta trumna z ciałem młodej, jasnowłosej dziewczyny. Wokół trumny paliły się świece. Nagle usłyszałam głos – sądzę, że był to pański głos – jakby dochodzący z bardzo, bardzo daleka, po czym natychmiast się obudziłam!”
Pani M. skarżyła się na tępe, bolesne uczucie ucisku w czole i potylicy, które ustąpiło po kilku dawkach Gelsemium 30 (środek homeopatyczny). Poza tym czuła się zupełnie dobrze – również następnego ranka, kiedy poinformowałem ją, że eksperyment III należy uznać częściowo za nieudany, ponieważ na tamtym stole nie znajdowała się miseczka na karty z alfenidu, lecz wykonana z czarnego lakierowanego i barwnie malowanego drewna (wyrób japoński), i to bez kart.
W eksperymencie I nastąpiła eksterioryzacja zdolności percepcyjnych, innymi słowy: rozszerzenie, oddalenie astralnej aury somnambuliczki aż do stolika, na którym leżał zegarek kieszonkowy. Kierunek moich myśli ku tamtemu miejscu posłużył aurze niejako za przewodnika. W eksperymencie II nastąpił ten sam proces. Rozszerzenie aury sięgnęło do latarni gazowej stojącej na placu przed domem. Gdy aura odebrała wrażenia z przebiegającego tam zdarzenia (przechodzenie ucznia), zostały one wstecznie przekazane do somnambulicznej świadomości medium.
W eksperymencie III, gdy zapytałem: „Co stoi na środku stołu?”, miałem w myśli miseczkę z alfenidu, wypełnioną kartami, którą, jak mi się wydawało, widziałem tam kilka dni wcześniej. Obraz tej miseczki w mojej wyobraźni przeniósł się drogą telepatyczną do świadomości somnambulicznej medium i przesłonił obraz naprawdę istniejącej, japońskiej miseczki – o ile w ogóle został on przez aurę odebrany.
Wynika z tego jasno, że eksperymentator w tego rodzaju doświadczeniach powinien zachowywać się możliwie „pasywnie”, starając się o niczym nie myśleć w chwili, gdy oczekuje dokładnej odpowiedzi od somnambuliczki.
Jeśli chodzi wreszcie o wizję, którą miała tuż przed przebudzeniem (wystawione na widok publiczny ciało w trumnie), można by rozważyć następujące wyjaśnienia: albo dusza medium w nieokreślonym czasie wcześniej odebrała takie wrażenie i w stanie somnambulicznym ponownie stała się go świadoma – w takim przypadku wizja należałaby do kategorii snów; albo też aura, odbierająca wrażenia i przekazująca je do świadomości somnambulicznej, utraciła orientację i niejako „zbłądziła” do innego domu, w którym wizja znalazła swoją realizację.
Pominę kilka eksperymentów przeprowadzonych w kolejnych tygodniach, ponieważ nie różnią się istotnie od pierwszych trzech, i przechodzę do następnego:
– „Proszę spróbować zobaczyć wnętrze mojego klatki piersiowej i opisać mi moje płuca!” – powiedziałem uśpionej somnambuliczce. Odpowiedź nadeszła dopiero po dłuższej chwili:
– „Widzę pańskie płuca!”
– „Świetnie! Proszę teraz dokładnie przyjrzeć się miejscu pod środkiem trzeciego prawego żebra – wskazuję teraz palcem – tam musi być stan zapalny, być może nawet wrzód!” – kontynuowałem.
– „Nie widzę tam niczego!” – usłyszałem w odpowiedzi.
– „Proszę zbadać uważniej, od kilku dni odczuwam tam silny ból!”
– „Całe prawe płuco jest równomiernie różowe – natomiast lewy szczyt płuca jest silniej zaczerwieniony! To wygląda jak blizna! Między płucami widzę rury, w których coś się porusza tam i z powrotem!”
Byłem skrajnie zdumiony, gdyż poza tym, że diagnoza somnambuliczki była dla mnie zupełnie nowa, to jeszcze jej uwaga, iż lewy szczyt płuca jest silniej zaczerwieniony niż reszta, przypomniała mi moje przebyte cztery lata wcześniej schorzenie – infiltrację lewego szczytu płuca, połączoną z powtarzającymi się krwotokami płucnymi. Sam podczas eksperymentu w najmniejszym stopniu nie myślałem o tym fakcie, zatem nie mogło tu być mowy o oddziaływaniu telepatycznym. „Rurami, w których coś się porusza tam i z powrotem”, somnambuliczka – pozbawiona jakiegokolwiek medycznego wykształcenia – bez wątpienia miała na myśli tętnice pulsujące.
Dwa dni później poddałem się dokładnemu badaniu u zaufanego lekarza. Diagnoza fizykalna (opukiwanie i osłuchiwanie) wykazała: lekkie stłumienie dźwięku po lewej stronie, nad obojczykiem, oraz słabe rzężenie na szczycie przy oddychaniu – ostatni ślad nie do końca ustąpionego „kataru szczytowego”, czyli choroby sprzed czterech lat. Prawe płuco było całkowicie wolne, a bóle pod trzecim żebrem wynikały z neuralgicznego schorzenia odpowiednich nerwów międzyżebrowych.
Tym samym trafność diagnozy somnambuliczki została potwierdzona.
Później udzieliłem pani M. pewnych lekcji z zakresu anatomii i patologii, a jej niezwykła trafność diagnoz nieraz wprawiała mnie i innych w bezgraniczne zdumienie.
Jeśli weźmie się pod uwagę, jak często lekarze medycyny państwowej, nawet najbardziej renomowani profesorowie, popełniają błędy w rozpoznawaniu chorób, i że spośród trzech młodych medyków stojących przy łóżku pacjenta najczęściej każdy z nich ma inne zdanie, to można sobie wyobrazić wagę i wysoką wartość diagnozy postawionej przez wiarygodną, medycznie wykształconą somnambuliczkę.
źródło: Experimental-Somnambulismus; Neue Metaphysische Rundschau – Band n. 12. 1899, Berlin.