Pod powyższym nagłówkiem berliński „Sphynx” publikuje następującą interesującą relację korespondenta z Wiesbaden, który podpisuje się inicjałami „J. S.” i który – jak się zdaje – cieszy się zaufaniem Redaktora:-
Około piątej rano pewnego poranka w listopadzie ubiegłego roku leżałem bezsennie i ujrzałem, jakby w zamglonym zwierciadle, człowieka błąkającego się we mgle – nagiego, biednego i głodnego. Pomyślałem: „Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?” Gdy tego ranka o ósmej wychodziłem z domu, zobaczyłem tego samego mężczyznę stojącego nieopodal. Przyjrzałem mu się uważnie i rozpoznałem w nim tego, którego widziałem w wizji. Poprosiłem go, aby wskazał mi pewną ulicę – tylko po to, by nawiązać z nim rozmowę. Nie pytając, czy tego potrzebuje, dałem mu trochę pieniędzy i dodałem, że jeśli zajdzie potrzeba, może przyjść ponownie następnego ranka. Tak też zrobił.
Pewnego dnia poprosiłem go, by odpowiedział mi szczerze: „Gdzie spędziłeś wczoraj wieczór?” – „Pod gołym niebem.” – „Co robiłeś lub o czym myślałeś?” – „Błąkałem się we mgle; płakałem i modliłem się, żeby Bóg mi pomógł.” – „Byłeś głodny i bez pieniędzy?” – „Tak.” Dałem mu wtedy pieniądze i ubranie; dzięki temu znów mógł podjąć posadę i obecnie jest księgowym w Kolonii. Nazywa się Franz K—–.
Podobny przypadek wydarzył się zeszłej zimy w Monachium. Będąc na wpół we śnie, zobaczyłem w bardzo ubogo umeblowanym poddaszu człowieka nędznie ubranego i potrzebującego. Kilka dni później rzeczywiście ujrzałem tego samego człowieka, zapytałem go o adres, poszedłem z nim i zastałem jego lokum dokładnie takie, jakie widziałem. Pomogłem mu znaleźć zatrudnienie u S…. przy ulicy Bändlinger.
W maju 1893 r., kiedy pewnego ranka znów leżałem w stanie bezsenności, ujrzałem w powietrzu królewskie catafalque (katafalk) nadciągające ku mnie z południa. Później tego samego dnia zapytałem jednego ze służących dworskich, czy ktoś z rodziny królewskiej jest chory. Powiedziano mi, że wszyscy są w dobrym zdrowiu. W czerwcu jednak ciało księcia Maxa Emanuela przywieziono do domu z południa.
Pierwszej nocy mojego przyjazdu do Franzenbadu, aby odwiedzić pacjenta, zobaczyłem we śnie trumnę wniesioną do mojego pokoju i odstawioną na bok. Zapytałem: „Czy to dotyczy mnie?” – „Nie.” – „Mojego pacjenta?” – także „Nie.” Rano opowiedziałem to zdarzenie gospodarzowi, który uważał, że mój pacjent umrze. W pewnej chwili wymknęły mi się słowa: „To może pan.” I rzeczywiście – po dwóch miesiącach to on zmarł w tym właśnie pokoju, a trumna była dokładnie taka, jaką widziałem.
Prowadziłem też z powodzeniem doświadczenia z telepatią. Pewnego dnia w Petersburgu, gdy wyszedłem z domu, skupiłem myśli na naszej gospodyni (pani około pięćdziesięcioletniej) i powiedziałem do niej w myśli: „Musisz zrobić herbatę” – i powtarzałem to przez jakiś czas. Pół godziny później wróciłem do domu i zastałem herbatę gotową, choć nikt jej nie zamawiał i – zdaje się – nie była to ani pora posiłku, ani zwyczajowa pora herbaty. Gdy zapytałem, dlaczego ją zrobiła, odpowiedziała, że było tak, jakby jakiś wewnętrzny głos powiedział jej: „Musisz zrobić herbatę” – „a teraz zachowałam się jak głupia.” Potem spojrzała na mnie bezradnie; wyjaśniłem jej okoliczności, ku jej wielkiemu zdumieniu. Podobne doświadczenie przeprowadziłem z moją siostrą, która była w Monachium, podczas gdy ja przebywałem w Petersburgu. Każdą osobę, z którą jestem blisko związany, potrafię na odległość obudzić ze snu.
Ten sam korespondent opisuje również, jak pewnego razu, będąc w Neapolu, zdołał dość nagle wyleczyć gorączkę, na którą zapadł opat imieniem Pio Sa. Dolegliwość miała charakter nawracający i przez pewien czas atakowała chorego codziennie o trzeciej po południu. Środkiem zaradczym była sugestia bezpośrednia, przekazana w rozkazującym i nieco groźnym tonie: „Nie wolno ci mieć gorączki.” Od tej chwili dolegliwość już nie powróciła.
Niezliczone przykłady podobnych powodzeń znajdują się w zapisach, a ten stanowi jedynie kolejny przypadek potwierdzający doktrynę, że moc uzdrawiania takimi środkami jest znacznie szerzej rozpowszechniona, niż powszechnie się sądzi.
źródło: MAGICAL POWER; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, May 5, 1894.