Wydaje mi się bardzo dziwne, że wielu moich przyjaciół nigdy nie widzi twarzy ani postaci w ciemności, a przecież był czas, gdy widywałam jedynie twarze i postacie tych, których już widziałam i znałam.
Później zaczęłam widywać twarze i sylwetki żyjących osób, które po kilku godzinach, dniach lub tygodniach pojawiały się w moim życiu i zawierały ze mną znajomość.
W okresie, gdy widziałam tylko tych, których znałam lub znałam wcześniej, sądziłam, że padam ofiarą halucynacji. Myśl tę jednak rozwiano w następujący sposób.
Pewnego dnia pewien dżentelmen przyszedł do naszego biura na Broadwayu, w Nowym Jorku, szukając lekarza. Nikogo nie było w środku poza mną, więc poszłam z nim. W drodze powiedział:
„Straciłem w zeszłym tygodniu dziecko na odrę i obawiam się, że stracę także niemowlę, które ma tę samą chorobę”.
Zastałam niemowlę w stanie niemal graniczącym ze śmiercią – z powodu zatrzymanej odry. Umieściłam je w mokrym okładzie, owijając jego małe ciało mokrym perkolem, a następnie otulając je kocami. Trzymałam dziecko na kolanach przez godzinę, a ono spało spokojnie, choć przez wiele dni i nocy nie zmrużyło oka.
Po godzinie wyjęłam je z mokrego kompresu i obmyłam zimną wodą; wtedy odra, która wcześniej nie występowała na powierzchni skóry, wyszła tak gęsto, jak płatki podczas śnieżnej zadymki. Założyłam dziecku świeżą, suchą nocną koszulkę, udzieliłam matce wskazówek dotyczących stosowania mokrych okładów i obmywania zimną wodą, po czym powiedziałam:
„Jeśli będziecie mnie potrzebować, wyślijcie jutro o południu, a przyjdę”.
Opuściłam dziecko przekonana, że jest już bezpieczne.
Następnego dnia o godzinie 11 siedziałam w dużym pokoju z czterema oknami. Słońce świeciło jasno, a ja zajmowałam się delikatnym szyciem z cienkiego batystu, gdy nagle pojawiła się przede mną mała dziewczynka. Choć była niewielkiego wzrostu, odniosłam wrażenie, że ma trzynaście lat. Jej twarz była dojrzała, a ciemne włosy gładko zaczesane w pasma, jak u dorosłej kobiety. Jej oczy były czarne, lecz najbardziej rzucającą się w oczy cechą był duży pieprzyk – wielkości mojego paznokcia.
Dziewczynka przemówiła:
„Jestem córeczką pana Sanforda, z trzydziestej pierwszej ulicy. Umarłam w zeszłym tygodniu. Chcę, żebyś na mnie popatrzyła i powiedziała mojemu tacie, że mnie widziałaś, a jeśli rozpozna we mnie swoją córeczkę, chcę przekazać mu wiadomość. Powiedz mu, że ma mój dagerotyp, i powiedz, że miałam małego braciszka, który umarł, kiedy był bardzo mały”.
Przyglądałam się dziecku tak uważnie, jak tylko mogło sobie tego życzyć, a od tamtego dnia jej rysy, cera i pieprzyk na policzku pozostały na zawsze wyryte w mojej pamięci. Po kilku minutach zniknęła mi z oczu, a w tym samym momencie zadzwonił dzwonek – przyszedł jej ojciec, by mnie zabrać.
Gdy jechałam z nim powozem, zapytałam:
„Ile lat miało dziecko, które stracił pan w zeszłym tygodniu?”
„Trzynaście” – odpowiedział. – „Choć była drobna jak na swój wiek.”
„Czy miała ciemne włosy i oczy? I czy nosiła włosy zaczesane gładko, jak dorosła kobieta?”
„Tak.”
„Czy miała bardzo widoczny, ciemny pieprzyk na policzku, w górnej części kości policzkowej?”
„Oczywiście; ten pieprzyk był bardzo charakterystyczny.”
„Czy miała małego braciszka, który zmarł w niemowlęctwie?”
„Tak, zanim skończyła dwa lata.”
„Czy ma pan jej dagerotyp?”
Odpowiedział: „Tak”, ale dodał: „Dlaczego zadaje mi pani te wszystkie pytania?”
Odrzekłam: „Jedno z mediów widziało pańskie dziecko.” Nie chciałabym być znana jako to medium za żadną cenę. „Jeśli rozpozna pan swoje dziecko po opisie, pragnie przekazać panu wiadomość.”
„Rozpoznaję ją i chcę otrzymać wiadomość.”
Gdy dotarliśmy już do jego domu, zastałam małą pacjentkę w możliwie najlepszym stanie.
Mężczyzna powiedział do żony: „Jedno z mediów widziało Sarę i dokładnie opisało znamię na jej twarzy.”
„Każdy, kto widział dziecko, najpierw widział znamię” — odrzekła żona, po czym jakby zesztywniała. Mąż mówił mi w powozie, że jego żona jest przeciwna spirytualizmowi, i od tamtego dnia aż do dziś nie widziałam ani nie słyszałam nic od żadnego członka tej rodziny.
To wydarzenie wywarło na mnie silne wrażenie. Zrozumiałam, że nie jestem szalona ani opętana złudzeniem — że jasnowidzenie jest faktem. Czy ja lub ktokolwiek inny może ten fakt wyjaśnić, to już inna sprawa.
Wkrótce odkryłam, że fakty, informacje i nauki przekazywane są mi przez wizje — to, co ogólnie można nazwać jasnowidzeniem. Przed moimi oczami pojawiały się postacie i twarze przyjaciół, a także takie, których nigdy wcześniej nie widziałam.
Czasem widzę wielu ludzi, których nie znałam za życia. Nawiązuję z nimi znajomość, zyskuję przyjaciela, nauczyciela albo pomocnika — dokładnie tak, jak w świecie fizycznym. Minionego lata pewna dama ukazała mi się w moim gabinecie, ubrana na biało. Choć była przejrzysta, wcale nie była przezroczysta. Była tak doskonale ukształtowana i ubrana, że kiedy później ujrzałam jej portret, wiedziałam, iż to obraz osoby, która do mnie przyszła. Powiedziała: „Jestem jednym z przewodników pani ——.” Przekazała mi następnie wiele ważnych faktów dotyczących mojej drogiej przyjaciółki. Wkrótce potem odwiedziłam panią —— i zapytałam, czy wiedziała, że jej przewodnik mnie odwiedził. Dowiedziałam się, że tak — opowiedziała jej o wizycie i o tym, co mi przekazała. Potem pojawiała się często, a ja wiedziałam, co dzieje się z moją przyjaciółką, jakbym była przy niej.
Wiele razy otrzymywałam informacje dzięki jasnowidzeniu — duch ukazywał stan lub kondycję osoby żyjącej albo zmarłej poprzez swój wygląd i ubiór. Wiele duchów nie lubi używać słów. Moje wątpliwości były długo karcone przez pojawianie się ducha w obdartych szatach, który jednak był najbardziej wiarygodnym przewodnikiem. Gdy ponad trzydzieści lat temu sprzeciwiałam się spirytualizmowi, duch ten nieustannie pojawiał się z ustami skrzywionymi jakby przez paraliż, w starych, zardzewiałych, czarnych ubraniach. Kiedy jednak, po spotkaniu z dziewczynką z Trzydziestej Pierwszej Ulicy, odzyskałam wiarę, ukazał mi się w białym płótnie, zdobnym wieloma diamentami, promieniejący pięknem. Płótno było przepasane na piersi w formie krzyża, po czym spływało naokoło niego jak szata. Usłyszałam słowa: „Noś szatę obowiązku, a spadnie na ciebie płaszcz piękna.” Zrozumiałam wtedy, że wcześniejsze obdarte szaty i zniekształcone usta miały przedstawiać mój stan duchowy w czasach zwątpienia.
Przed laty duch ukazywał mi się nieustannie, wskazując stan chorego z daleka — smutnym wyrazem twarzy, łzami lub przeciwnie, pogodą i radością. Nie zawsze pamiętamy, jak niedoskonałym środkiem przekazu są słowa mówione i pisane. Widz uczy się poprzez obrazy, kolory, gesty, fakturę tkanin — o wiele szybciej i pełniej niż przez słowa.
Przewidywanie lub proroctwo przyszłych wydarzeń może być również darem jasnowidzenia. Pierwsze siedem lat mojego życia jako nauczycielki publicznej w dziedzinie higieny ukazano mi w wizji. Widziałam, jakby na rozwiniętym zwoju, kazalnice, z których później przemawiałam, tłumy słuchaczy, które przyciągałam, i widziałam siebie w kazalnicach unitariańskich. Jako ortodoksyjna kwakierka uznałam to za rzecz bardzo dziwną — a jednak później otrzymałam podziękowanie od Theodore’a Parkera jako jedna z osób, które zastępowały go w kazalnicy, gdy był w Europie.
Na temat wizji przyszłości mogłabym wiele powiedzieć, ale pozostawię to na inną okazję. Związek pomiędzy przewidywaniem a jasnowidzeniem w moim przypadku jest bardzo ścisły i wiem, że niektóre duchy naprawdę potrafią przewidywać przyszłe wydarzenia.
M. S. G. Nichols
źródło: “Clairvoyance” autorka: Mary S. Gove Nichols (M. S. G. Nichols); LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, The Light, No. 63 — Vol. II, Saturday, March 18, 1882. London.