Pod takim tytułem pewien londyński dziennik wieczorny zwrócił ostatnio uwagę na fakt, że w bieżącym numerze St Albans Diocesan Gazette jeden z autorów przytoczył następujący fragment z niedawno otrzymanego listu. Dotyczył on „czarownicy” mieszkającej w Essex, nie dalej niż czterdzieści mil od Londynu:
Być może pamięta pan, że żyła tam pewna osławiona kobieta uchodząca za czarownicę. Po jej śmierci mąż miał podobno doświadczać nagłych zjawisk: nocą pościel była gwałtownie zrywana z łóżka i unoszona pod sufit; czuł też coś w rodzaju kota wskakującego mu na łóżko. Sąsiedzi słyszeli z kolei, jak ktoś puka nocami do ich okien i mówi, że pora wstawać.
Pan V. musiał udać się do tej chaty i „położyć ducha”, zgodnie z tradycyjnym obrzędem, po czym manifestacje podobno ustały. Niedawno odwiedzał pewną panią C., a ona powiedziała mu, że jest pewna, iż ta stara kobieta rzeczywiście była czarownicą, ponieważ na jakiś czas przed śmiercią jedna z sąsiadek zastała ją, gdy karmiła swoje niggety. Czytaj dalej