Pod takim tytułem pewien londyński dziennik wieczorny zwrócił ostatnio uwagę na fakt, że w bieżącym numerze St Albans Diocesan Gazette jeden z autorów przytoczył następujący fragment z niedawno otrzymanego listu. Dotyczył on „czarownicy” mieszkającej w Essex, nie dalej niż czterdzieści mil od Londynu:
Być może pamięta pan, że żyła tam pewna osławiona kobieta uchodząca za czarownicę. Po jej śmierci mąż miał podobno doświadczać nagłych zjawisk: nocą pościel była gwałtownie zrywana z łóżka i unoszona pod sufit; czuł też coś w rodzaju kota wskakującego mu na łóżko. Sąsiedzi słyszeli z kolei, jak ktoś puka nocami do ich okien i mówi, że pora wstawać.
Pan V. musiał udać się do tej chaty i „położyć ducha”, zgodnie z tradycyjnym obrzędem, po czym manifestacje podobno ustały. Niedawno odwiedzał pewną panią C., a ona powiedziała mu, że jest pewna, iż ta stara kobieta rzeczywiście była czarownicą, ponieważ na jakiś czas przed śmiercią jedna z sąsiadek zastała ją, gdy karmiła swoje niggety.
Pan V. zapytał:
– Cóż to takiego, te niggety?
Pani C. odpowiedziała:
– A te takie pełzające, obrzydliwe stworzenia, które czarownice trzymają przy sobie. Siedziała, a one pełzały wokół niej, a ona karmiła je drobno posiekaną trawą.
Pan V. przypuszcza, że „nigget” to rodzaj ducha pomocniczego, familiara.
Dziwne rzeczy dzieją się, i to zaledwie czterdzieści mil od Londynu.
Głos z Kolumbii Brytyjskiej
Kilka dni później ukazał się list wielebnego Jamesa B. McCullagha z Richmond. Zauważył on, że sprawa jest znacznie ciekawsza, niż mógłby przypuszczać przypadkowy czytelnik, i dodał, że praktyki czarownicze – sięgające bez przerwy aż do czasów prehistorycznych – zasługują na o wiele poważniejszą uwagę naukową, niż się im zazwyczaj poświęca.
Pan McCullagh miał ku temu także osobiste powody:
Temat ten szczególnie mnie interesuje, ponieważ połowę życia spędziłem wśród ludu, pośród którego czary można było badać z bliska. Jako sędzia pokoju miałem do czynienia z wieloma sprawami o czary; lecz poza zeznaniami i wyznaniami osób zamieszanych oraz prezentacją przedmiotów używanych w praktyce, nigdy nie udało się uzyskać rozstrzygającego dowodu. Z natury rzeczy było to oczywiście niemożliwe, ponieważ sprawcza siła czarów działa w sferze duchowej.
Jestem jednak głęboko przekonany, że taka sprawczość istnieje – czary mogą doprowadzić człowieka do śmierci, jeśli ten w nie wierzy i się ich lęka – ale nie sposób tego dowieść przed sądem.
Prawdziwy powód napisania listu dotyczył jednak samego słowa „nigget”.
„Nigget” jako ślad językowy
McCullagh wyjaśniał, że od ponad trzydziestu lat żyje pośród Indian znad rzeki Nass w Kolumbii Brytyjskiej. Lud ten – jak sądzi – należy do rasy aryjskiej i posiada w swoim języku słowo „nigget”. Termin ten wiąże się wyłącznie z czarami, a zatem może być bardzo dawny.
W języku tamtejszych Indian jest to czasownik i znaczy:
- odczuwać pełznące, niepokojące wrażenie oznaczające bliskość Haldaongit;
- słyszeć lub dostrzegać jakiś dźwięk albo znak świadczący o działaniu Haldaongit;
- uświadamiać sobie obecność nadprzyrodzonej mocy;
- widzieć ducha.
Autor dodaje, że istnieją liczne przesłanki językowe wskazujące – a nawet niemal dowodzące – iż londyńskie „nigget” i jego własne „nigget” są czymś więcej niż zwykłym przypadkowym podobieństwem.
źródło: What Is a Nigget?; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, September 25, 1915.