Trzy Pierwiastki Zasadnicze

Z uczuciem wcale niezwykłem zwracamy się do naszych czytelników Yogi. Widzimy tak, jak oni, być może sami nie widzą, że dla wielu z nich nasze myśli będą niby ziarna, rzucone w żyzną ziemię. W odpowiednim czasie z tych myśli wyłonią się kiełki, które stopniowo przebijać będą sobie drogę ku słonecznemu światłu świadomości i wydadzą liście, kwiaty i owoce. Czytaj dalej

Drogi Osięgu Jogów

Czytelnik, który uważnie zaznajomił się z zasadniczemi pierwiastkami filozofji jogów, wyłożonemi w lekcjach poprzednich – z łatwością spostrzeże, że każdy człowiek, który przyjął tę naukę i zrobił ją częścią swego życia – naturalnie prowadzić będzie życie inne, niż człowiek zwykły, dla którego to życie ziemskie jest wszystkiem, który uważa, że śmierć niszczy jego osobistość i który nie uznaje przyszłego żywota, ani przyszłych żywotów. Czytaj dalej

Filozofia Jogi – Mantry

UZUPEŁNIENIE
Mantra do lekcji pierwszej

Mantra(m) – jest to słowo, frazes lub wiersz, używany na
Wschodzie, aby ześrodkować się na jakiejś myśli i utrwalić
ją sobie głęboko w duszy, rozważając ją nieustannie we dnie
i w nocy. Jest to coś, w rodzaju „twierdzeń” lub „maksym”,
używanych przez zwolenników „nauki mentalnej” lub „mentalistów” Zachodu. Czytaj dalej

Telepatia i Jasnowidzenie

Telepatja może być z gruba określona, jako komunikacja umysłu z umysłem, komunikacja bez pośrednictwa uznanych przez naukę materjalną pięciu zmysłów, jako to: wzroku, słuchu, powonienia, smaku i dotyku – zpośród zaś tych zmysłów najbardziej korzystamy ze wzroku, słuchu i dotyku. Czytaj dalej

Aura Ludzka

W trzech poprzednich wykładach zatrzymywaliśmy w krótkości uwagę czytelników na każdym z siedmiu pierwiastków człowieka po kolei. Ale opis budowy człowieka byłby niecałkowity, gdyby nie wspominać o tern, co okultyści nazywają aurą człowieka. Czytaj dalej

Jasnowidzenie umierającej

Było to we Wschodniej Małopolsce przed kilkunastu laty. W okolicy panował tyfus plamisty, zabierający dużo ofiar pomimo opieki lekarskiej i środków ostrożności.

Mieszkałem wówczas niedaleko Trembowli w pobliżu mojej zamężnej siostry, i właśnie obchodziliśmy zapusty, podczas których miałem drużbować na weselu krewniaków we wsi, gdy przyjechała po mnie wystraszona matka z wiadomością, że siostra moja jest beznadziejnie chora na tyfus i chce mnie widzieć. Natychmiast wsiedliśmy w bryczkę i pojechaliśmy. W drodze matka mi opowiedziała, że siostra, mając silną gorączkę i zostawszy w domu sama, zjadła kwaśnych ogórków, które stały na stole i to odrazu zaszkodziło jej tak, że znaleziono ją nieprzytomną na ziemi. Odtąd pogorszyło jej się znacznie i doktór przepowiedział zaledwie parę dni życia.

Kiedy jechaliśmy, dogoniła nas inna bryczka, w której jechał miejscowy ksiądz ruski. Śpieszył się bardzo, ale kazał zatrzymać konie i rozpytywał matkę o zdrowie siostry. Matka rozpłakała się opowiadając, on zaś powiedział w sposób taki, jakby rzecz najzwyklejszą:

– „Nie płaczcie, Sebastjanowo, ona dziś jeszcze umrze, ale jest szczęśliwa przed Bogiem, nie ma się czego bać; kilkoro nas z okolicy pójdzie dziś na odwieczerz z tego świata *- wola Boża! Ja sam zrobiłem testament, teraz śpieszę, aby coś załatwić przed końcem. Bywajcie zdrowi!”

Pojechaliśmy dalej wzruszeni i przejęci. Siostrę zastałem bardzo słabą. Był u niej właśnie doktór, który mnie uprzedził, że jest to tyfus, żeby się zbytnio do chorej nie zbliżać, gdyż śmierć nie żartuje. Przypomniałem sobie to mimo woli, kiedy siostra znakiem przywołała mnie, bym się ku niej przybliżył. Mimo woli zawahałem się przez chwilę, chora zaś z trudnością poruszyła ustami i powiedziała: – „Nie bój się, ty się nie zarazisz, ja widzę. Były tu rano dwie kobiety, tom im sama mówiła – nie chodźcie! One umrą obie: jedna za 5 dni, druga za 7 dni, ale ty się nie bój nic! Będziesz mnie jeszcze kładł do trumny z moim mężem, ty weźmiesz za nogi, on za głowę i włożycie, bo inni będą się lękać.

Nie patrz tak na mnie, ja widzę.  Nic to, że doktór mówi, jakobym miała żyć do czwartku, umrę, kilkoro jeszcze po wsiach stanie dziś przed Bogiem.”

Około siódmej kazała zawołać dzieci i błogosławiła je wszystkie, potem zażądała, aby przyszedł mąż. – „Jeszczem oczu nie zawarła, a ty już o innej myślisz!” – powiedziała przy nas wszystkich, – „Myślisz o Katarzynie i o tem, jak będziesz się z nią żenił. Ożenisz się z nią, to prawda, ale parobkiem jej będziesz nie mężem i Bóg cię srogo ukarze za krzywdę dzieci naszych, bo je skrzywdzisz! Sprawiedliwość Boska cię dosięgnie, choć ufny w siebie jesteś, żeś siłacz i bogaty.

Ale nie ma miejsca, nawet pod ziemią, gdziebyś się ukrył przed sprawiedliwością!”

Nadmieniam tutaj, że sprawdziło się wszystko to co do słowa. Po pożegnaniu z rodziną siostra kazała mi usiąść przy sobie i czytać modlitwy, które sama wskazywała, nie myląc się nigdy co do strony. Nagle szerzej otworzyła oczy i podniosła rękę.

– „Stój, już idą, myślałam, że ja pójdę pierwsza i będę wołać innych, a tu już Anna z Semenowa woła na mnie!” Spytaliśmy, co ma na myśli? Powiedziała, że właśnie w tej chwili wychodzi jeden chłop z sąsiedniego Semenowa i opowie nam, że Anna już umarła. Za pół godziny znów przerwała czytanie i zawiadomiła nas, że już Symon umarł. Potem już słabym głosem powiedziała:

– „Połóżcie mnie tak, jakby już do trumny, bo potem ciało zakrzepnie”

Ułożyliśmy ją wygodnie, leżała z zamkniętemi oczami, potem otworzyła je i rzekła:

– „Wyjdźcie na dwór i słuchajcie. W ruskim kościele zaraz będę bić w dzwony, bo ksiądz ruski, który z matką rano rozmawiał, oddał Bogu duszę”.

Wyszliśmy wszyscy przed izbę, była już ciemna noc, mroźna i cicha. Staliśmy chwilę nic nie słysząc, gdy wtem z daleka w głuchem milczeniu jęknęły dzwony ruskiej cerkwi w sąsiedniej wsi i zaczęły bić raz po raz, jak za umarłego. Żałosny i ponury głos rozchodził się nocą od nieba do ziemi. Mieliśmy wrażenie, że sama śmierć idzie polami i bije w pogrzebowy dzwon. Weszliśmy do izby, a chora skinęła na mnie, żebym się nachylił i ledwie dosłyszalnie szepnęła: – „Już idę i ja! Z Bogiem, bywajcie zdrowi. Módlcie się za moją duszę”. Zapaliłem gromnicę, dałem jej krucyfiks i zacząłem, klęcząc, odmawiać modlitwę za konających. Przy ostatnich słowach – umarła.

Nadmieniam, że człowiek z Semenowa przyszedł istotnie,  że ludzie, o których siostra przepowiadała, rzeczywiście zmarli w tym czasie.

Z głębokim poważaniem
Józef Szczepański.
New-Hradec North-Dacota, U. S. A.

źródło: Prosper Szmurło “Ze świata tajemnic”

Przeczucie niebezpieczeństwa

Miało to miejsce w latach strasznej europejskiej wojny. Istniały całe okolice zniszczone „ogniem i ołowiem”, spalone wioski, zrujnowane świątynie Pańskie. Do takich okolic należała wieś i cała parafia Gralewo, tam bowiem przez 5 miesięcy stały wrogie sobie kolumny o kilkaset zaledwie kroków jedne od drugich. Z 214 dużych i zamożnych wsi i folwarków literalnie śladu nie zastało. Czytaj dalej

Chiromacja – ze świata tajemnic

Pozornie łatwą, w rzeczywistości jednak niezwykle trudną rzeczą, jest poznanie samego siebie, swego charakteru, temperamentu, uzdolnień, skłonności itd., gdyż nikt prawie nie potrafi być w tym wypadku zupełnie objektywnym. Jedni mają pod tym względem o sobie wygórowane pojęcie, inni przeciwnie są zbyt skromni, wielu zaś może nawet wcale nie podejrzewać posiadanych przez siebie w stanie potencjalnym zdolności i ukrytych talentów. Czytaj dalej