autor: Jessie E. H. Shepard
Pytanie to pada często:
– Czy pobierałaś nauki muzyczne?
A gdy odpowiadam: – Nie w zwykłym znaczeniu tego słowa, wzbudza to ogromne zainteresowanie. W związku z tym, aby zaspokoić tę powszechną ciekawość, postanowiłam podzielić się kilkoma faktami dotyczącymi mojego rozwoju jako medium.
Podczas pobytu u przyjaciół w St. Louis, zimą roku 1867, usłyszałam, że jestem bardzo silnym medium. Po krótkim czasie zaczęły się u mnie objawiać zdolności mediacyjne – najpierw jako widzenie duchów, a także w formie uzdrawiania. Zaczęłam również odbierać przekazy i podawać dowody dla sceptyków – z niemałym powodzeniem.
Po tych pierwszych przejawach wróciłam do Chicago, gdzie wówczas mieszkali moi rodzice (zanim również przenieśli się do St. Louis). Od razu zaczęłam stosować magnetyzm w celach leczniczych oraz rozwijać jasnowidzenie, szczególnie w zakresie diagnozowania chorób. Zdolności te posiadam do dziś i wielokrotnie służyły one pomocą wielu potrzebującym. Rozwinęły się również inne formy mediumizmu – psychometria, stukania, rozmaite testy – które przynosiły realną wartość sprawie spirytyzmu i dawały światło oraz ukojenie wielu poszukującym duszom.
Wiosną 1868 roku przeszłam przez przerażającą próbę – nie będę tu wnikać w jej szczegóły – lecz doświadczenie to okazało się niezbędnym krokiem na drodze mojego rozwoju. Dopiero po nim mogłam w pełni i z nową siłą korzystać z duchowych darów.
Zdolności mediumiczne często są przedmiotem zazdrości wśród wyznawców spirytyzmu. Są to bowiem dary nie do przecenienia, skarby bez wartości pieniężnej – ale, niestety, często okupione tygodniami i miesiącami cierpień tak osobliwych, że nawet najczulsze współczucie nie jest w stanie ukoić udręczonej duszy.
O, jak straszny bywa proces rozwoju!
I nawet gdy kryzys zostanie już przezwyciężony, wrażliwa natura medium pozostaje podatna na dolegliwości i zakłócenia, o których zwykli ludzie nie mają pojęcia. To nie same róże i słodycze – róża mediumizmu ma też własne kolce bólu i wyrzeczeń. Ci zaś, którzy potrafią udźwignąć jego brzemię i utrzymać się w wirze duchowego rozwoju, osiągają coś, co zasługuje na szacunek i braterskie wsparcie każdego prawdziwego spirytysty.
Zostałam w Chicago przez całe lato 1868 roku, a jesienią powróciłam do St. Louis, gdzie moje zdolności zaczęły przynosić podwójny owoc. Moc rosła wraz z wprawą w jej używaniu.
W styczniu następnego roku, podczas pobytu w teatrze, ukazał mi się duch Rachel. Zapytała, czy chciałabym rozwinąć się wokalnie. Poradziła, bym następnego dnia udała się do profesora śpiewu, który mógłby ocenić jakość mojego głosu.
Uczyniłam tak – odwiedziłam znanego muzyka i powiedziałam, z jakim celem przychodzę. Był zdumiony siłą i elastycznością mojego głosu – o czym sama nie miałam pojęcia i nie byłam w stanie tego ocenić. Profesor wyraził jednak opinię, że głos ten może być zbyt niezwykły, by mógł trwać długo.
Rozwój wokalny zajął mi zaledwie dwa tygodnie. Gdy zakończył się sukcesem, byłam zbyt sceptyczna, by uwierzyć, że naprawdę potrafię śpiewać. Miałam wielkie wątpliwości, czy powinnam wystąpić publicznie, co otwarcie wyznałam profesorowi i zapytałam o jego zdanie.
Odpowiedział z dumą, że chciałby, abym zaśpiewała Ave Maria w kościele św. Ksawerego, gdzie był organistą. To jedna z najbardziej prestiżowych świątyń w mieście, a chór składał się z wyjątkowych głosów.
Zajęłam swoje miejsce podczas nabożeństwa – i pod wpływem duchowym zaśpiewałam utwór przypisany mi na ten dzień. Wszyscy obecni byli zdumieni.
W następną niedzielę wykonałam odę do św. Felicji autorstwa Haydna – tym razem po niemiecku – i było to jeszcze bardziej udane niż mój pierwszy występ. Moja siostra, obecna tego dnia, nie mogła uwierzyć, że to ja śpiewałam. Równie zaskoczeni byli ci, którzy mnie wcześniej znali – nie spodziewali się po mnie takiej zdolności.
Pozostałam w St. Louis jeszcze kilka tygodni, nabierając pewności w mojej nowej i niezwykłej manifestacji. Wkrótce pojawiła się przede mną szersza sfera użyteczności, którą postaram się opisać, gdy tylko moje liczne obowiązki na to pozwolą.
źródło: HOW I BECAME A MUSICAL MEDIUM; THE MEDIUM and Daybreak; London – MAY 6, 1870.