Rozmaitości o mediach.
Autor: Paul Zillmann
H. P. Blavatsky o mediach i mediumizmie
Dwa nowożytne nurty duchowe – teozofia i spirytualizm – zbliżają się coraz bardziej do siebie. Nieładna wrogość, która długo między nimi istniała, zaczyna dzięki starannym badaniom po obu stronach ustępować miejsca dobrej, wiernej przyjaźni. Punktem spornym, co do którego obie doktryny nie mogły dojść do porozumienia, pozostaje kwestia mediumizmu. Zwolennicy nauk teozoficznych uważają zdolności medialne za chorobliwą predyspozycję, podczas gdy spirytualiści za dar udzielony przez Boga, przeznaczony ku błogosławieństwu ludzkości.
W poniższym tekście chciałbym podać naszym czytelnikom – na podstawie kilku cytatów z dzieła H. P. Blavatsky „Isis unveiled” oraz „Spirit teachings” M. A. Oxona – pewne myśli, które mogą być wskazówką w labiryncie różnych opinii. Dzięki temu naszym czytelnikom łatwiej będzie również spojrzeć we właściwym świetle na przedstawienia medialnej działalności, które omówimy później. Będziemy mieli do czynienia z mediami: księżną M. Karadja, Florence Marryat, panią d’Esperance, Anną Rohde oraz panną Smith.
„Isis unveiled” („Odsłonięta Izyda”) jest pierwszym i – obok „Tajnej doktryny” – najważniejszym dziełem przekazanym przez H. P. Blavatsky. O sposobie jego powstania opowiemy wkrótce przy okazji omawiania „Old Diary Leaves” pułkownika Olcotta. Isis zajmuje się interpretacją zjawisk psychicznych natury ludzkiej, kontrowersjami dotyczącymi sekt religijnych itd. W wielu miejscach spotykamy się tam z bezpośrednim dyktandem Mistrzów, względnie członków Loży Starszych Braci, w innych zaś z wspólną pracą H. P. Blavatsky i H. S. Olcotta.
W tym dziele znajdujemy najpierw miejsce, które wyjaśnia nam zdolności mediumistyczne (t. I, s. 366 i nast.*):
„Każdy lud – od najprymitywniejszego do najbardziej cywilizowanego – możemy powiedzieć: w każdej epoce – wierzył w pewien rodzaj nadprzyrodzonej działalności” – mówi Thomas Wright, autor „Sorcery and Magic” („Czary i magia”) i sceptyczny członek Institut national de France. „Wiara ta była oparta na powszechnie przyjętym założeniu, że obok naszego widzialnego istnienia żyjemy w niewidzialnym świecie istot duchowych, które kierują naszymi czynami, a nawet często naszymi myślami, posiadających pewien stopień władzy nad żywiołami oraz nad zwyczajnym biegiem życia organicznego”.
Dalej dziwi się on, jak to się stało, że ta tajemnicza nauka wszędzie doszła do rozkwitu. Po wspomnieniu różnych słynnych szkół magii w różnych częściach Europy, objaśnia czcigodną przez wieki wiarę i ukazuje różnicę między magią a czarami następująco:
„Mag odróżnia się od czarownicy tym, że – podczas gdy ta ostatnia była nieświadomym narzędziem w rękach demonów – ten pierwszy stał się ich panem dzięki potężnemu pośrednictwu nauki, która była dostępna tylko nielicznym, a której te istoty musiały bezwzględnie być posłuszne”. **)
Opis ten, znany od czasów Mojżesza, autor zaczerpnął z „najbardziej wiarygodnych źródeł”.
Jeśli chcemy iść dalej od tego niewierzącego, możemy sięgnąć do autorytetu kogoś, kto w tę tajemniczą naukę był wtajemniczony.
* Isis unveiled, a master-key to the mysteries of ancient and modern Science and Theology. 2 tomy. 6. wydanie. Nowy Jork, 1883 (całkowicie wyczerpane).
** O demonach, istotach elementarnych itd., a w ogóle o podziale bytów królestwa eterycznego, odsyłamy do późniejszych artykułów „Rundschau”, które zajmą się hierarchiami itd. Kto wątpi w istnienie takich istot, niech wstrzyma się z osądem do czasu ukazania się tych opracowań.
U autora anonimowego dzieła „Art-Magie” *) znajdujemy następujący fragment:
„Czytelnik może zapytać, na czym polega różnica między medium a magiem? Medium jest istotą, poprzez której ducha astralnego inne duchy mogą się objawiać, oznajmiając swoją obecność za pomocą różnych rodzajów zjawisk. Czymkolwiek by one były, medium jest zawsze biernym narzędziem w ich rękach. Nie może ono ani rozkazać ich obecności, ani pragnąć ich nieobecności; nie może spowodować wykonania jakiejś szczególnej czynności ani zapanować nad ich naturą. Mag natomiast może duchy wedle swego życzenia przywołać lub odesłać; może siłą własnej woli wywoływać wiele sztuczek okultystycznej mocy; może wywołać obecność i pomoc duchów niższego rzędu niż on sam i może w naturze wywoływać przemiany ciał żywych i martwych”. **)
Ten uczony autor zapomniał jednak dokonać jasnego rozróżnienia w odniesieniu do mediumicznej predyspozycji, którą powinien był dobrze znać. Zjawiska fizyczne są wynikiem działania sił poprzez fizyczny system medium przy współudziale niewidzialnych inteligencji – jakiegokolwiek rodzaju by one były. Jednym słowem, fizyczna mediumiczność zależy od szczególnej organizacji fizycznego systemu; mediumiczność duchowa, której towarzyszy gra zjawisk subiektywnych, intelektualnych, zależy od szczególnej organizacji duchowej natury medium.
Tak jak garncarz z jednej bryły gliny tworzy naczynie na nieczystości, a z innej naczynie szlachetne, tak i wśród mediów fizycznych „plastyczny duch astralny” jednego nadaje się do pewnego rodzaju zjawisk obiektywnych, u innego do innego rodzaju. Gdy już raz jest do tego predysponowany, wydaje się trudne, aby faza mediumiczności się zmieniła – podobnie jak trudno byłoby wykorzystać pręt stalowy, raz wykuty w określony kształt, do innego celu niż ten, dla którego został od początku przeznaczony. Zwykle media, które rozwinęły pewien szczególny rodzaj zjawisk, rzadko przechodzą w inny etap, lecz powtarzają te same formacje w nieskończoność.
Psychografia, czyli bezpośrednie pisanie przekazów od duchów, ukazuje obie formy mediumiczności. Sama w sobie jest obiektywnym faktem fizycznym, natomiast zawarte w niej myśli bywają często najwznioślejsze. To ostatnie zależy całkowicie od moralnego stanu medium. Nie jest konieczne, by posiadało ono szczególne wykształcenie, aby pisać traktaty filozoficzne godne Arystotelesa, ani by było poetą, by tworzyć wersy, które przyniosłyby zaszczyt Byronowi czy Lamartine’owi; wystarczy tylko, by medium było dostatecznie czyste, by mogło stać się kanałem dla duchów zdolnych wyrażać tak wzniosłe idee.
W „Art-Magie” jedno z najpiękniejszych przedstawionych obrazów to obraz niewinnego małego dziecka-medium, w którego obecności w ciągu trzech lat duchy spisały cztery tomy manuskryptów w starożytnym sanskrycie – bez użycia pióra, ołówka czy atramentu. „Wystarczyło” – mówi autor – „położyć białe arkusze na trójnogu, starannie chronić je przed bezpośrednim światłem, ale pozostawić jeszcze na tyle widoczne dla oka uważnego obserwatora. Dziecko siedziało na ziemi, kładło głowę na trójnogu i obejmowało jego podpory swoimi małymi rączkami. W tej pozycji spało zazwyczaj przez godzinę, w czasie której leżące na trójnogu karty zapisywały się niezwykle pięknymi znakami w starożytnym sanskrycie”.
Jest to tak wybitny przypadek mediumiczności psychograficznej i tak dobrze ilustruje przedstawioną przeze mnie zasadę, że nie możemy odmówić sobie przytoczenia kilku linijek z owego sanskryckiego tekstu – tym bardziej, iż zawiera on część filozofii hermetycznej odnoszącej się do stanu człowieka przed narodzeniem, któremu dotąd nie poświęciliśmy wystarczającej uwagi:
„Człowiek żyje na wielu ziemiach, zanim osiągnie tę. Miriady światów roją się w przestrzeni, gdzie dusza odbywa swe wędrówki w stanach zalążkowych, zanim osiągnie wielką i jaśniejącą planetę zwaną Ziemią, której wzniosłym zadaniem jest zrodzenie samoświadomości. Dopiero w tym punkcie jest on człowiekiem; na każdym innym etapie swojej szerokiej, dzikiej wędrówki jest jedynie istotą embrionalną – ulotną, czasową formą materii – stworzeniem, w którym część, lecz tylko część wysokiej uwięzionej duszy prześwieca; formą pierwotną z pierwotnymi funkcjami, zawsze żyjącą, umierającą, prowadzącą chwiejne istnienie duchowe tak samo pierwotne, jak forma materialna, z której wyszła; motylem wykluwającym się z larwalnej skorupy, ale zawsze – gdy leci naprzód – ku nowym narodzinom, nowym śmierciom, nowym inkarnacjom, by wkrótce umrzeć i znów żyć, a jednak wciąż wznosi się wyżej, wciąż naprzód dąży, wciąż naprzód podąża stromą, straszną, mozolną, wyboistą drogą, aż pewnego dnia obudzi się, by żyć raz na zawsze i mieć formę materialną – istotę z prochu, stworzenie z ciała i krwi – ale już teraz: człowieka.” *)
W rozdziale „Rzeczywistość i iluzja” H. P. B. przechodzi następnie do Apoloniusza z Tiany, Jamblicha itd. Na stronie 486 pyta:
„Czy ci bogopodobni ludzie byli „mediami”, jak chcieliby to ująć ortodoksyjni spirytualiści?”
I odpowiada:
„W żadnym wypadku, jeśli przez ten wyraz rozumiemy tych chorobliwie wrażliwych, którzy urodzili się ze szczególną organizacją i którzy – w miarę jak ich zdolności się rozwijają – stają się coraz bardziej przedmiotem nieodpartego wpływu różnych duchów: czysto ludzkich, elementarnych lub elementalnych.
Z pewnością jednak byli mediami, jeśli uznamy za medium każde indywiduum, w którego magnetycznej atmosferze…”
Przypisy:
*) Art-Magie to książka, która traktuje o całości magii i stanowiła ważny punkt odniesienia w literaturze amerykańskiej lat siedemdziesiątych XIX wieku. Została wydana przez panią Hardinge Britten i rzekomo napisana przez adepta „Chevalier Louis”. Jednak – jak zauważa H. S. Olcott – raczej nie mylimy się, przypisując autorstwo samej wydawczyni, tym bardziej że w dziele nie ma prawie żadnej autentycznej mądrości adeptów, tak samo jak portret Chevaliera Louisa nie zdradza nic wzniosłego. W „Old Diary Leaves” Olcotta znajduje się portret Louisa obok astralnie wyprodukowanej kopii przez H. P. B. O tym później.
**) Art Magic, s. 159–160.
*) Art-Magie, s. 28.
…w której magnetycznej aurze mieszkańcy wyższych, niewidzialnych sfer mogą się poruszać, działać i żyć. W tym sensie każda osoba jest medium. Mediumiczność może być: 1) samorozwinięta, 2) wywołana przez obce wpływy albo 3) może przez całe życie pozostawać w stanie utajenia.
Czytelnik musi mieć zawsze przed oczyma tę definicję, gdyż jeśli nie zostanie jasno zrozumiana, zamieszanie jest całkowicie nieuniknione. Tego rodzaju mediumiczność może być aktywna lub pasywna, odpychająca lub chłonna, pozytywna lub negatywna. Mediumiczność jest określana przez jakość aury, która otacza jednostkę. Ta może być gęsta, chmurna, odpychająca, zepsuta, wstrętna dla czystego ducha i przyciągać jedynie te plugawione istoty, które znajdują w niej upodobanie niczym węgorz w mętnej wodzie; albo może być czysta, krystaliczna, przejrzysta lub mieniąca się barwami jak poranna rosa. Wszystko zależy od moralnego charakteru medium.
Takich ludzi jak Apoloniusz z Tiany, Jamblich, Plotyn i Porfiriusz otacza ten niebiański nimb. Rozwinął się on dzięki mocy ich własnych dusz, w najściślejszym związku z ich duchowymi wpływami; dzięki moralności i świętości ich życia oraz częstym wewnętrznym, ekstatycznym rozważaniom. Do takich świętych ludzi mogą zbliżać się czyste wpływy duchowe. Promieniując atmosferą boskiej dobroczynności, zmuszają złe duchy do ucieczki przed nimi. Nie tylko nie mogą one istnieć w ich aurze, lecz nie mogą pozostać nawet w osobach opętanych, jeśli taumaturg skieruje przeciw nim swą wolę lub choćby tylko się do nich zbliży. To jest pośrednictwo, nie mediumiczność. Takie osoby są świątyniami, w których mieszka Duch Boga żywego; ale gdy świątynia splugawiona zostanie przez złe namiętności, myśli lub pragnienia, pośrednik popada w obszar czarów. Drzwi stoją otworem: czyste duchy się wycofują, złe wchodzą. To wciąż jest pośrednictwo, choć złe. Czarownik, tak jak czysty mag, kształtuje własną aurę i podporządkowuje sobie wolę pokrewnych mu duchów niższego rzędu.
Natomiast mediumiczność, tak jak się ją dziś rozumie i obserwuje, jest czymś innym. Okoliczności mogą — niezależnie od własnej woli osób — czy to przy narodzinach, czy później, zmienić ich aurę w taki sposób, że mogą się pojawić osobliwe manifestacje natury fizycznej lub duchowej, diabelskiej lub niebiańskiej. Taka mediumiczność, podobnie jak wspomniane wyżej pośrednictwo, istnieje na ziemi odtąd, odkąd zamieszkują ją ludzie. Pierwsza z nich jest posłuszeństwem słabego, śmiertelnego ciała na rozkaz i sugestię duchów oraz inteligencji innego rodzaju niż własny, nieśmiertelny daimon człowieka. To jest w istocie prawdziwe opętanie; a media, które szczycą się tym, że są wiernymi niewolnikami swych „przewodników”, i z oburzeniem odrzucają myśl o panowaniu nad manifestacjami, nie mogą tego faktu uczciwie zaprzeczyć, nie popadając w niekonsekwencję.
Ta mediumiczność została obrazowo przedstawiona w historii Ewy, która ulega mądrym przemowom węża; w historii Pandory, zaglądającej do zakazanego puzderka i wypuszczającej na świat smutek i zło; oraz w historii Marii Magdaleny, która — będąc „opętana przez siedem demonów” — w końcu została uwolniona dzięki zwycięskiej walce swego nieśmiertelnego ducha przeciw najeźdźcom, co wzmocniła obecność świętego pośrednika. Taka mediumiczność, dobra czy zła, jest zawsze pasywna. Błogosławieni czystego serca, albowiem nieświadomie — przez wysoką czystość swej wewnętrznej natury — odpychają mroczne duchy zła. Bo prawdziwie, nie mają innej broni obronnej niż owo wrodzone dobro i czystość. Mediumizm, taki jak praktykuje się go w naszych czasach, jest darem mniej pożądanym niż szata Nessosa.
Dalej, w tomie II Isis dowiadujemy się, że mediów nie dopuszczano do inicjacji w Tajemne Nauki — co zresztą i dziś obowiązuje. Może to być wskazówką dla wszystkich, którzy słuchają nauk mediów, jak gdyby były to nauki adeptów wielkiego Bractwa! Na stronie 117 czytamy:
„Jak niebezpieczna bywa często niewykształcona mediumiczność, jak doskonale ją rozumiano i jak bardzo starożytni mędrcy się przed nią strzegli, odzwierciedla się w pełni na przykładzie Sokratesa. Stary grecki filozof był „medium”. Dlatego nigdy nie został wtajemniczony w Misteria, gdyż tak stanowiło surowe prawo. Ale miał on swego „domowego ducha”, jak to nazywali — swój daimonion; i ten niewidzialny doradca stał się przyczyną jego śmierci. Powszechnie sądzi się, że do inicjacji w Misteria nie doszło, bo sam o to nie zabiegał. Jednak „tajne zapiski” uczą nas, że powód był taki, iż nie mógł zostać dopuszczony do udziału w świętych obrzędach — i to szczególnie, jak twierdzimy, z powodu jego mediumiczności. Istniało prawo przeciw dopuszczaniu nie tylko tych, którzy zostali skazani za świadome czarnoksięstwo, lecz także tych, o których było wiadomo, że mają „ducha domowego” („ducha rodzinnego”). Prawo to jest sprawiedliwe i logiczne, ponieważ prawdziwe medium jest mniej lub bardziej nieodpowiedzialne; i w ten sposób do pewnego stopnia wyjaśniają się ekscentryczności Sokratesa. Medium musi być pasywne; i jako bezwarunkowy wyznawca swego „duchowego przewodnika” pozwoli się prowadzić przez tego ostatniego, a nie przez reguły Świątyni. Medium dawnych czasów było, podobnie jak medium współczesne, poddane woli i żądzom „Mocy”, która nad nim panowała. Dlatego nie można go było zaznajamiać z wzniosłymi tajemnicami ostatniej inicjacji, „której nie wolno było ujawnić pod karą śmierci”. Stary mędrzec zdradzał w nieupilnowanych chwilach „duchowego natchnienia” to, czego nigdy się nie nauczył; i dlatego został skazany na śmierć jako ateista.
Jakże więc, wobec takiego przykładu jak Sokrates, można twierdzić w odniesieniu do wizji i cudów duchowych wtajemniczonych wewnętrznej Świątyni, że wszyscy ci jasnowidze, teurgowie i taumaturdzy byli „spirytystycznymi mediami”? Ani Pitagoras, ani Plato, ani żaden z późniejszych ważniejszych neoplatoników; ani Jamblich, Longinos, Proklos, ani Apoloniusz z Tiany — nie byli nigdy mediami. Gdyby nimi byli, nigdy w ogóle nie zostaliby dopuszczeni do Misteriów. Jak dowodzi Taylor: „To roszczenie do boskich wizji w Misteriach zostało jasno wykazane przez Plotyna. I krótko mówiąc, ta magiczna ewokacja stanowiła część kapłańskich obowiązków w nich, a to, że było to powszechnie uznawane przez całe starożytne czasy, na długo przed erą późniejszych platoników”, pokazuje, że obok naturalnej „mediumiczności” istniała od początku czasów tajemna nauka, o której wielu dyskutowało, lecz którą niewielu naprawdę znało.
Celem tej nauki jest zaspokojenie tęsknoty za naszą prawdziwą i rzeczywistą ojczyzną — życiem po tamtej stronie — oraz spełnienie pragnienia ściślejszego zjednoczenia z naszym ojcowskim Duchem (Bogiem-Ojcem); jej nadużyciem jest czarodziejstwo, czary, czarna magia. Pomiędzy nimi leży naturalna „mediumiczność”: dusza odziana w nie doskonałą materię, czynnik gotowy albo do jednego, albo do drugiego i całkowicie zależny od otoczenia swego życia, od konstytucyjnej dziedziczności — zarówno fizycznej, jak i duchowej — oraz od natury „duchów”, które przyciąga. Błogosławieństwo albo przekleństwo — jak zrządzi los — jeśli medium nie zostanie oczyszczone z wszelkich ziemskich zanieczyszczeń.”
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Gdy człowiek nie może już spełniać swoich funkcji w świecie naturalnym, które odpowiadają myślom i skłonnościom jego ducha, jakie ma ze świata duchowego, mówi się, że człowiek umiera; dzieje się tak, gdy ustają oddechy płuc i uderzenia serca. Jednak mimo to człowiek nie umiera, lecz jedynie zostaje oddzielony od tego, co cielesne, co służyło mu na świecie do użytku; albowiem sam człowiek żyje. Powiedziałem: sam człowiek żyje, ponieważ człowiek nie jest człowiekiem dzięki ciału, lecz dzięki duchowi, gdyż to duch myśli w człowieku, a myśl wraz ze skłonnością stanowi o człowieku. Stąd wynika, że gdy człowiek umiera, przechodzi jedynie z jednego świata do drugiego; stąd pochodzi to, że śmierć w Słowie, w jego wewnętrznym sensie, oznacza zmartwychwstanie i dalsze życie.
Swedenborg: Niebo i piekło.
źródło: Allerlei über Medien. Von Paul Zillmann. H. P. Blavatsky über Medien und Mediumismus; Neue Metaphysische Rundschau – Band IV 1901 Inhalt von Heft 6. Juni..