Spirytualizm, jego prawda i jego nauki
Autor:
K. Wachtelbora, Fürstenwalde
Każdy znawca sprawy wie, że spirytualizm w ostatnich latach i dziesięcioleciach w Niemczech zdobył i wciąż zdobywa wielkie rozpowszechnienie – takie, że zainteresował już do tego stopnia kręgi przeciwników, iż te zaczęły otwarcie występować przeciwko niemu. Do pierwszych przeciwników spirytualizmu w Niemczech należy obecnie zapewne ks. pastor D. dr Riemann z Berlina, który słowem i pismem – i to nie tylko na terenie swej działalności, w Berlinie, lecz także poza nim – w najgorliwszy sposób przeciwstawia się spirytualizmowi. Mieliśmy również okazję słyszeć go tutaj. Ponieważ jednak ks. pastor D. dr Riemann, jako teolog, reprezentuje tylko jednostronny punkt widzenia, a dzięki jego walce spirytualizm budzi ogromne, ogólne zainteresowanie, przeto temu ostatniemu poświęcone zostanie tu krótkie, bezstronne rozważanie.
Spirytualizm jest nowoczesnym poglądem religijnym, który – oparty na faktach – głosi możliwość obcowania z duszami zmarłych. Aby móc zrozumieć samo to zagadnienie, musimy najpierw uzyskać jasność co do pytania, czy człowiek w ogóle posiada duszę. Otóż nie możemy tu prowadzić tego badania aż do najgłębszych głębin. Spróbujmy jednak w największym skrócie.
Materialiści twierdzą, że człowiek nie ma duszy. Podstawowa dla niego materia jest martwa, a życie powstało dopiero z różnych kombinacji materii. Fałszywość tego poglądu daje się jednak bardzo łatwo wykazać. Z martwej materii, z czegoś martwego w ogóle, nie może bowiem powstać życie, nie może powstać ożywienie, a przecież my sami jesteśmy ożywieni, czyli obdarzeni duszą. Mamy więc duszę – a ściślej mówiąc, sami jesteśmy duszą, albo, według naszego najgłębszego jestestwa, jesteśmy duszą. Skoro więc istnieje ludzka dusza i obecnie działa ona w i poprzez ciało, to z góry nie sposób zaprzeczyć, że dusze zmarłych mogą, pod sprzyjającymi warunkami, ponownie oddziaływać na płaszczyźnie cielesności – a więc że spirytualizm leży przynajmniej w zakresie możliwości.
Spirytualizm opiera się jednak na faktach, o których każdy może się łatwo przekonać – na faktach dowodzących, że poza tym światem istnieje jeszcze zaświat, że poza cielesnością stoi jeszcze jakieś duchowe „coś”. Ten materiał faktów może być dla wielu naszych nowoczesnych autorytetów najwysoce niewygodny, dlatego też się go zaprzecza, próbuje tłumaczyć oszustwem, złudzeniem itp. Lecz tak jak niegdyś ziemia się obracała i wciąż się obraca, mimo że „autorytety” się temu sprzeciwiały, tak i dzisiejsze autorytety ze wszystkimi swymi teoriami o oszustwie i złudzeniu nie są w stanie usunąć faktów spirytystycznych ze świata; musieliby bowiem wszystkich przedstawicieli i obrońców nauk spirytystycznych – włącznie nawet z mężami nauki, których wielkość umysłu, jasność sądu i zdolność obserwacji uznaje się przecież powszechnie bez sporu, jak Crookes, Wallace, Edison, Weber, Zöllner i inni – ogłosić oszustami, oszukanymi lub głupcami, a siebie samych jedynymi mądrymi i sprawiedliwymi.
Że przy spirytyzmie zdarzają się oszustwa, fantazje itd., nie ulega wątpliwości. W jakiej dziedzinie ludzkiego ducha nie pojawiają się takie zbłądzenia? Pastor Riemann potrafi tę słabą stronę spirytualizmu bardzo zręcznie wykorzystywać. Nie podważa to jednak rzeczywistości faktycznych zjawisk spirytystycznych w większym stopniu, niż tysiące zarzutów wobec słabości wielkich mężów – jak Goethego, Bismarcka i innych – mogłyby im odebrać ich wielkość i prawdę. Całe góry niepodważalnych dowodów na prawdziwość zjawisk spirytystycznych można znaleźć w odpowiednich dziełach.
Zjawiska te, które tak często i nieraz w sposób tak przekonujący świadczą o przenikaniu i oddziaływaniu sił duchowych z zaświatów w ten świat, stworzyły u spirytystów przekonanie, że chodzi tu o faktyczne i wyłączne pojawianie się dusz zmarłych. To jednak jest błędem – i jest to punkt, na którym spirytualizm stoi lub upada.
Jest największą głupotą naszych czasów sądzić, że przestrzeń jest pusta albo co najwyżej wypełniona eterem. Owszem, jest ona wypełniona eterem, ale trafniej należałoby powiedzieć: wypełniona jedną substancją siły-ducha, która leży u podstaw eteru, jak i wszystkiego innego. Jednakże pomiędzy tą „rzeczą samą w sobie” – istnością, Bogiem i naszą cielesnością – znajduje się olbrzymia przepaść, wypełniona i przerzucona siłami, z których najgrubszymi są elektryczność, magnetyzm i promienie X, a najwyższą – boska świadomość. Te siły przestrzeni są częściowo bardziej kosmiczne (wypełniające przestrzeń ogólnie), częściowo bardziej indywidualne. Moglibyśmy wiele z nich porównać do chmur, które również w pewnym stopniu są tworami indywidualnymi, i nazwać je w ten sposób chmurami siły. Niektóre z tych sił są bardziej, inne mniej indywidualne. Najwyższą z nich jest dusza ludzka.
Aby krótko określić charakter i istotę tych sił, moglibyśmy powiedzieć, że są to formy istnienia, które są w drodze – przez proces ewolucji, trwający może jeszcze eony – do stania się człowiekiem, albo takie, które człowiekiem były. Są one zatem złe i dobre, jak sam człowiek, gdyż on wszystkie swoje siły zaczerpnął z natury – złe i dobre – a kiedy umiera, dusza, „ja”, które jest boskie, odrzuca to, co do niej nie należy – co nie jest boskie. Należy tu pomyśleć o wielu namiętnościach, które w chwili śmierci człowieka często jeszcze tkwią w jego duszy. Siły te nie mogą jednak pozostać związane z duszą człowieka z wyżej wymienionego powodu. W przeciwnym razie istniałoby dla dusz prawdziwie wieczne piekło, ponieważ nosiłyby one w sobie pożądania, których nigdy nie mogłyby zaspokoić – a namiętności są nie siłami cielesnymi, lecz duchowymi.
Jednakże owe siły również nie rozpuszczają się nagle wraz ze śmiercią ciała, ponieważ stanowią określone formy siły lub istnienia. Zanikają one dopiero stopniowo. Do tego czasu zachowują swoją indywidualną egzystencję oraz siłę i zdolność do działania. Nie są one samą osobowością, lecz przejęły od niej tyle, że są w stanie do pewnego stopnia ją odtworzyć. One także, jak łatwo zrozumieć, są raczej złe niż dobre.
Wszystkie te siły, elementy, formy astralne itp., jak je nazywa okultyzm, nie są na ogół zdolne działać na naszej płaszczyźnie – tej grubo-materialnej cielesności – ponieważ brakuje im siły życia, magnetyzmu życia, „od” lub naszej siły nerwowej: tej siły, która jest ogniwem łączącym pomiędzy siłami duchowymi a cielesnością. Gdy jednak stoi do ich dyspozycji człowiek słabej woli, od którego mogą tę siłę czerpać, albo gdy ktoś im się do tego celu dobrowolnie oddaje, jak na przykład podczas seansów spirytystycznych, wówczas mogą one sięgać z zaświatów do świata doczesnego i tutaj działać.
Za pomocą jednego rodzaju tych sił powstają następnie zjawiska, jak znane doświadczenie z węzłem Zöllnera, które niewątpliwie jest autentyczne, rzucanie kamieni itp.; za pomocą innego rodzaju często w piśmie lub mowie tak dokładnie oddawany jest charakter osoby zmarłej, że możliwe jest pomylenie z rzeczywistą osobowością. Świadomie lub nieświadomie przez siły tego drugiego rodzaju często są też podszywane określone osoby.
Jeżeli np. osoba obecna na seansie spirytystycznym pragnie obcować z jakimś zmarłym, jedna z tych niższych sił, które z bardzo naturalnych powodów nieustannie krążą wokół swoich mediów, chwyta tę myśl. Znane rzeczy znajduje w pamięci obecnych i je potwierdza, nieznane zaś są kłamane lub przemilczane. Każdego ducha można w końcu podczas seansów spirytystycznych „zacytować”. Trzeba tylko bardzo żywo tego pragnąć. Sam Paracelsus miał rzekomo objawiać się w tuzinie mediów jako szczególny duch opiekuńczy. Każde medium wierzy oczywiście, że tylko ono ma właściwego.
Kłamstwo, żarty, a nawet złośliwość są u wszystkich tych sił wskutek ich niższego charakteru rzeczą naturalną; gdyż nie mogą one dać z siebie niczego lepszego niż to, czym same są – a faktem jest, że seanse spirytystyczne w swej głównej części pełne są niedorzecznych wydarzeń. Najczystsze dziecinady uprawiane są często pomiędzy spirytystami i ich duchami. Fakt ten sprawiał, że – niech mi się tego nie ma za złe – spirytystów zawsze postrzegałem także jako wielkie dzieci i nieraz mówiłem sobie: jeśli to zajmowanie się duchami po śmierci miałoby być naszym zajęciem, to życzyłbym sobie, aby w chwili śmierci być naprawdę martwym.
Obok owych nieprawdziwych „duchów” pojawiają się wprawdzie na seansach spirytystycznych także duchy prawdziwe, rzeczywiste dusze zmarłych. Chodzi tu jednak tylko o tak zwane dusze ziemią związane, o takie, które albo jeszcze silne pragnienie przykuwa do ziemi, albo o samobójców, straconych i ofiary nieszczęśliwych wypadków, które – niczym ziarno wyrwane z niedojrzałego owocu – zostały gwałtownie wyrwane z powłoki, z ciała, i są jeszcze mocno związane z doczesnością. Są one oczywiście wciąż tymi samymi, którymi były dawniej. Cała różnica polega tylko na tym, że brak im ciała – okoliczności, przez którą każda egzekucja staje się obosiecznym mieczem, którego ostrze zwraca się nie tylko przeciw przestępcy, lecz także – zgodnie z prawem odwetu – przeciw ludzkiej społeczności. Albowiem pozbawiony ciała i całkowicie wyzwolony – właśnie przez utratę cielesności – stracony przestępca oddziałuje następnie na wrażliwe umysły i zaspokaja przez nie swoje żądze. Do tego rodzaju duchów nie odczuwa zapewne szczególnej tęsknoty nawet sam spirytysta.
Gdy jednak również czystsze dusze wypowiadają się od czasu do czasu, to i one nie są po śmierci ani mądrzejsze, ani lepsze niż przedtem i nie mogą nam udzielić, jak wierzą i mają nadzieję spirytualiści, żadnego szczególnego oświecenia – poza z pewnością niemało znaczącym, lecz już dawno dowiedzionym faktem, że istnieje dalsze życie. Nierzadko wprawdzie wygłaszane są mowy warte uwagi – takie, których medium, pod względem treści i formy, zwykle bez wątpienia nie byłoby w stanie samo wygłosić. Jednakże poza rzeczami ogólnymi, już znanymi, istniejącymi w umysłach większości ludzkości, nigdy nie wychodzą, a nawet te naprawdę nowe wiadomości, które czasem uzyskuje się drogą spirytystyczną, dotyczą tylko codziennych zdarzeń i niższych królestw natury, do których należą działające siły. Możemy więc bardzo dobrze zrezygnować ze wszystkich tych rzeczy spirytystycznych i z samego spirytualizmu. Powinniśmy jednak z niego zrezygnować przede wszystkim ze względu na wątpliwe towarzystwo „duchów”, którym podajemy rękę, by nad nami panowały i by nas ograbiały; ze względu na szkody cielesne i duchowe, jakie stąd wynikają, czyli cenę, jaką za to płacimy.
Szczególną szkodą ze strony spirytualizmu nie jest, jak twierdzi pastor Riemann, to, że często wnosi on niezgodę do niejednej rodziny. Taki zarzut można by w końcu podnieść wobec każdej nauki religijnej, a więc także wobec protestantyzmu, gdy prowadzi on propagandę wśród katolików czy pogan. Wielką szkodą i niebezpieczeństwem jest natomiast to, że wszyscy uczestnicy kręgu spirytystycznego doznają utraty siły życiowej, magnetyzmu życia lub „odu”. Bez tej bowiem siły „duchy” nie mogą działać. Jest ona odbierana uczestnikom kręgu. Dlatego w ogóle konieczne jest tworzenie kół spirytystycznych. U mediów ta utrata jest największa. Stąd tak często zdarza się, że zapadają one na suchoty (gruźlicę) i ciężkie choroby nerwowe. A przez to, że media tak często i tak całkowicie oddają się obcym wpływom duchowym, tracą one ostatecznie wszelką kontrolę nad sobą samymi i zamiast przepełniać się moralnością, którą tak obficie głoszą, popadają w ruinę moralną. To jest największa rafą, jaką posiada spirytualizm, jego największym niebezpieczeństwem. Albowiem celem człowieka jest panować nad sobą i nad naturą, a nie być poddanym nieograniczonej władzy sił niższych. Przez to bowiem człowiek zatraca samego siebie, ginie na ciele i duszy i nie staje się tym, czym spirytualiści chcą dowieść, że się stanie – istotą wiecznie żyjącą.
Należy więc prowadzić walkę przeciw spirytualizmowi nie poprzez podejrzenia i obelgi, lecz należy jego zwolenników właściwie uświadamiać co do szkodliwości ich praktyk, co do natury ich „duchów” i co do tego, że te ostatnie rzadko są duszami zmarłych, a jeszcze rzadziej duszami krewnych. Pan pastor Riemann – każdy znawca sprawy musi to sobie powiedzieć – wszystkimi swoimi staraniami raczej nie nawróci żadnego przekonanego spirytysty. Może co najwyżej na chwilę odstraszyć pojedyncze osoby, ale swego celu, by postawić tamę spirytualizmowi, nie osiągnie. Wręcz przeciwnie – co zresztą sam już doświadczył – tylko wzmocni siłę oporu i zapał do pracy spirytystów, ponieważ w jednostronny sposób (według wykładu, którego autor słuchał) ukazuje spirytualizmowi jedynie jego słabe strony, zbyt mało liczy się z faktami spirytystycznymi, które sam musi do pewnego stopnia przyznać, a jeszcze mniej je wyjaśnia, podczas gdy spirytysta ma swoje dowody aż nazbyt często namacalne i oczywiste przed sobą. Teoriami pastora Riemanna nie da się wytłumaczyć nawet najprostszego doświadczenia spirytystycznego, nawet prostego tak zwanego stukania w stół, ponieważ także i ono zakłada istnienie indywidualnej, poza-cielesnej siły.
Ponieważ więc nasza nauka nie jest jeszcze w stanie w rzeczywistości wyjaśnić spirytualizmu, ponieważ ten – z powodu swego swoistego charakteru religijnego – tak szczególnie odpowiada naiwnemu życiu duchowemu wielkiej liczby ludzi, ponieważ jego nauka, czego współczesny człowiek przede wszystkim się domaga, opiera się na licznych i łatwych do sprawdzenia faktach, i ponieważ ludzkość w ogóle posiada jeszcze bardzo niewielkie zrozumienie dla dziedziny, o którą tu chodzi – znajdzie on w przyszłości, podobnie jak w Ameryce, gdzie już przyjął charakter wspólnoty religijnej liczącej wiele milionów wyznawców i posiadającej własne domy zgromadzeń, także tutaj wielkie rozpowszechnienie. Nie stanie się wprawdzie – jak marzą spirytualiści – religią przyszłości, lecz bez wątpienia stanowi jedną z tych sił, poprzez które powstają nowe formy religijne. Albowiem jedno dobro jest mu niezaprzeczalnie właściwe: udowodnił i dalej dowodzi, że istnieją siły poza-cielesne, nie nadprzyrodzone, lecz ponadzmysłowe; że istnieje zaświat; i że obecnie panujący materialistyczny światopogląd jest większym nonsensem, niż byłby nim spirytualizm, gdyby nie opierał się rzeczywiście na prawdzie.
Nie jeden materialista może się wprawdzie ze swego, najczęściej żadną znajomością rzeczy niezmąconego stanowiska, uśmiechać z pobłażaniem nad spirytualizmem i jego zjawiskami. To jego dobre prawo i nie można mu go odmówić. Nie pozostaje mu wtedy jednak nic innego, jak tylko stanąć na stanowisku Goethego w Pieśni duchów, a ten mówi:
„Jesteście wciąż tutaj? Nie, to niesłychane!
Zniknijcież! Przecież nas oświecono!
Ta czarcia zgraja nie zważa na reguły:
Tacyśmy mądrzy, a jednak – straszy w Tegel.”
To znaczy innymi słowy: a jednak istnieją „duchy”. Że jednak Goethe znał zjawiska wchodzące tu w rachubę, dowodzi cały Faust. Jako jeden z (trzech ostatnich) członków Zakonu Różokrzyżowców mógł je bardzo dobrze znać. Dla „oświeconego” Goethe nie musi tu wprawdzie uchodzić za autorytet. Ale znany filozof Eduard von Hartmann nie może być posądzony o zacofanie; ten bowiem pisze w swojej pracy Der Spiritismus (3. wyd., s. 23):
„Uważam dotychczasowe świadectwa historii i współczesnych, w ich łączności, za wystarczające poświadczenie przypuszczenia, że w organizmie ludzkim istnieją jeszcze inne siły i zdolności, niż te, które dotychczasowa nauka ścisła zbadała i zgłębiła, i za dostatecznie naglące wezwanie do nauki, by przystąpiła do ścisłego badania tej dziedziny zjawisk.”
Inny, nie mniej znamienny mąż naszej nowoczesnej nauki, doktor teologii i filozofii Friedrich Kirchner, wyraża się w swej pracy Der Spiritismus u. s. w. (s. 60):
„Rzeczy, o których donoszą spirytualiści w książkach i czasopismach, naprawdę się wydarzyły. Faktyczność ich przyjmujemy zatem. Albowiem wielki szereg bardzo szanownych nazwisk, częściowo uczonych ścisłych, zabrania nam przypuszczać, że manifestacje zostały zmyślone.”
Te dwie wypowiedzi mogą nauczyć tego, kto wątpi w zjawiska spirytystyczne, że nie można ich zbyć lekceważącym uśmiechem. Możemy jednak nasze rozważania zakończyć i powiedzieć: spirytualizm w swoich zjawiskach jest prawdziwy – one istnieją zasadniczo rzeczywiście, dzieją się tak, jak twierdzą spirytualiści. Spirytualizm jest jednak fałszywy w swych naukach. Chodzi tu bowiem – abstrahując od innych kwestii – z reguły nie o dusze zmarłych, lecz o duchy niższe, siły naturalne lub duchowe, a spirytualizm w swej praktyce jest w najwyższym stopniu szkodliwy cielesnie i duchowo.
Należy go zatem studiować. Jego badanie wesprze nawet naszą naukę. Nie należy go jednak praktykować, ponieważ nasza siła nerwowa czy życiowa jest dla naszego zdrowia, a nasza duchowa samodzielność dla naszego rozwoju absolutnie konieczna – a obie tracimy przez spirytualizm.
Dusza jest jedyną czystą drogą, na której ludzie mogliby wszystko uzyskać, ponieważ daje im żywe poznanie, żywe uczucie ich pochodzenia, którego jest zwierciadłem. Nie wolno nam wątpić, że dusza może stopniowo doprowadzić człowieka aż do geniuszu, który jest jej najwyższym i najdoskonalszym kwiatem. Ale że ludzie tak mało korzystają wzajemnie z tej podstawowej siły swej istoty, nie należy się dziwić, że są całkiem ślepi wobec swej boskiej zasady i przez całe życie posuwają się tylko po nieskończenie długich bezdrożach ciemności i kłamstwa.
– St. Martin, O duchu i istocie rzeczy
źródło: Der Spiritismus, seine Wahrheit und seine Lehren; Neue Metaphysische Rundschau – Band IV 1901 Inhalt von Heft 6. Juni..