Dość często w rubryce „Su e giù per Napoli” – błyskotliwej i nieco złośliwej kolumnie „Roma della Domenica” – pojawiały się sympatyczne i życzliwe docinki kierowane w stronę mojej skromnej osoby. Pod pozorem żartów ujawniały one jednak w całej rozciągłości wiarę autora i jego przekonanie jako spirytysty.
Wspominam z przyjemnością i wzruszeniem te dobre słowa z ostatniego artykułu „La rivolta in cucina”, które – mimo lekkiej formy – miały ogromną wartość.
Może jednak największy hołd dla Federica Verdinoisa jako spirytysty oddał pewien antyspirytysta – Roberto Bracco – w swoim tekście „Lo Spiritismo a Napoli nel 1886”, pisząc:
„…W osobie Federica Verdinoisa człowiek ducha i spirytysta złączyli się w jedno; i z tej fuzji zrodziła się, może po raz pierwszy, literatura spirytystyczna…”.
To były czasy gwałtownych kontrowersji, wywołanych przez broszurkę „Spiritismo di Baby”, która ujawniała rzekome oszustwa w seansach prowadzonych przez Erolego Chiaia. Bracco, pisząc dla nieprzygotowanej czytelniczo publiczności, łączył te kontrowersje z zagadnieniem „monety fałszywej”, która – będąc nieprawdziwa – zmusza do uznania, że istnieje również moneta prawdziwa. Tak samo, jeśli mamy do czynienia z oszustwem mediumicznym, to musi istnieć też autentyczne zjawisko spirytystyczne.
W tamtym okresie Verdinois, niezapomniany autor rubryki „Picche” (ukazującej się w „Roma della Domenica”), walczył sam jeden, broniąc spirytyzmu przed wybitnymi przeciwnikami, takimi jak Il Vassallo, który najpierw oponował, a potem – jak to się często zdarza – został spirytystą. Tak samo Il Picche, który najpierw pisał „Ricerche sui fenomeni spiritistici” (Badania nad zjawiskami spirytystycznymi), a później „Nel mondo degli invisibili” (W świecie niewidzialnych), co świadczy o znaczących konwersjach przekonań.
Ponieważ pierwszy z nich był literatem, a drugi kpiarzem i szydercą, który wyśmiewał media i spirytystów, nie można zapominać, że Verdinois ich pokonał nie słowami, ale faktami.
Verdinois nie głosił doktryn, nie zgłębiał okultyzmu ani magii – zatrzymywał się na faktach i oferował czytelnikowi to, co niewytłumaczalne. Jego siłą była nie potrzeba nawracania, ale bezpośredni kontakt z nieznanym, z transcendentnym – z „Tym, którego nie da się wyjaśnić”.
W jednym z najlepszych swoich artykułów w „Roma della Domenica”, opublikowanym w dzień św. Januarego, napisał:
„To nie cud, to tylko cudowność – to nie cud, to duch!”.
W ten sposób uczynił swoje dzieło skutecznym, przekonującym i żywym, do tego stopnia, że sam Cesare Lombroso, znany przeciwnik spirytualizmu, uznał jego argumenty.
Verdinois miał tę moc, że przeszedł od negacji zjawisk spirytystycznych do ich akceptacji, ogłaszając, że nauka nie może ignorować faktów.
Jego siłą duchową było to, że nie głosił teorii, ale opierał swoją propagandę na prostych stwierdzeniach faktów. W jednym z jego najpiękniejszych tekstów napisał:
„Czytelnik nie wierzy, albo nie wierzy, dopóki nie wraca do nas. Jego wyjątkowa duchowa postawa nie pozwalała mu wierzyć w rzeczy, których sam nie doświadczył. Rzeczy brutalne nie wymagają bycia przefiltrowanymi przez innych – trzeba ich doświadczyć samemu, by naprawdę wiedzieć, czym są.”
A skoro te rzeczy się wydarzyły – a wydarzyły się – to Verdinois był świadkiem i uczestnikiem, nie tylko reporterem czy komentatorem.
Wspominał szczegóły z jednej ze słynnych sesji z mediumną Eusapią Paladino, w której uczestniczyli: pani Verdonis, Gabriele D’Annunzio, Cantalamessa, Peppino Pessina (syn znanego prof. Enrico) i prof. Wagner z żoną.
Seans odbywał się w salonie z balkonem, którego drzwi i okiennice były szczelnie zamknięte. Verdinois ostrzegł D’Annunzia i Cantalamessę, że może pojawić się niebieskawo-zielone światło fosforyzujące, podobne do płomyków. I rzeczywiście – światła te się pojawiły.
D’Annunzio i Cantalamessa nie potraktowali tego poważnie – podejrzewali żart, a gospodyni domu przerwała seans:
– Panowie, nie próbujemy tego ponownie?
– Nie, dziękuję.
– Przysięgam, że tam byłem… To był duch… – krzyknęła Pessina, mdlejąc u stóp Pelosow.
Verdinois wspomina też inną sesję w domu D. Geremis Fiore – gdzie obecni byli m.in. Cesare Lombroso, Prefekt Conte Sanseverino, Luigi Antonio Villari i Pelosov.
Wydarzenie to zostało zapisane w protokole:
„Zdarzyło się, że dynamometr (urządzenie mierzące siłę) należący do Lombroso został zamknięty w skrzynce, która się nagle otworzyła i urządzenie zaczęło działać samo! Lombroso powiedział: – Wtedy uwierzę, kiedy duch wyciągnie ten dynamometr.
Nagle dynamometr wysunął się z kieszeni i spadł na stół, wskazując zero. Po chwili Eusapia zawołała:
– O wy, nie duszcie mnie ręką!
Skrzynka została otwarta – dynamometr wskazywał 25!
Lombroso był zszokowany i powtórzył próbę – dynamometr znów spadł. Eusapia wołała:
– O wy, nie duszcie mnie tą ręką!
Po kilku minutach ponownie wskazał 50.
Następnego dnia Lombroso napisał:
– Odrzucam materializm.”
Ten tekst opublikowano potem w Tribuna Giudiziaria. Wielki naukowiec, po sześciu latach publicznych polemik, ogłosił:
„Jestem wzruszony i żałuję, że walczyłem z fenomenami spirytystycznymi.”
Zakończenie
Tak więc nikt lepiej niż Federico Verdinois nie zasłużył, by zostać wpisanym złotymi literami do historii spirytyzmu we Włoszech.
Jeśli w 1886 r. wszyscy śmiali się z „Spiritismo di Baby”, a dziś nikt się już nie śmieje, to znaczy, że Verdinois zwyciężył – bo w nim złączył się człowiek ducha z człowiekiem spirytystą.
F. ZINGAROPOLI
źródło: Verdinois spiritista by F. ZINGAROPOLI; Mondo Occulto – 30 Magio 1927.