Tekst odczytany przez pana Franka Podmore’a w poniedziałek, 20 marca, przed Brytyjskim Narodowym Stowarzyszeniem Spirytualistów, 38 Great Russell Street, W.C.
W swoim poemacie Abt Vogler pan Browning wkłada w usta muzyka następujący opis mocy, jaką ma dźwięk muzyczny:
„Lecz oto palec Boga, błysk Woli, która może,
Istniejąc ponad prawami, stworzyć je, a oto – są:
I nie wiem, czy poza tym w ogóle wolno człowiekowi
Z trzech dźwięków stworzyć – nie czwarty dźwięk, lecz gwiazdę.”
I – jak sądzę – wersy te oddają całkiem wiernie sposób, w jaki przeciętny, zdroworozsądkowy człowiek postrzega biblijne (lub jakiekolwiek inne) cuda. Uważa je za naruszenie porządku fizycznego wszechświata. Nie zadowala go pogląd, że cuda jedynie przekraczają ludzkie doświadczenie lub znane prawa natury; uważa, że przekraczają wszelkie prawa natury, że nie podlegają żadnemu naturalnemu prawu. Są – jego zdaniem – duchowego pochodzenia, a duch działa, jak zechce, i nikt nie może przewidzieć jego przyjścia ani odejścia.
I tak człowiek zdroworozsądkowy, mając takie przekonanie o zjawiskach zwanych cudownymi, wierzy lub nie wierzy w nie zależnie od stopnia naukowych skłonności. Na pewno taki pogląd przeważał wśród teologów w czasach Hume’a. To przeciwko cudom, tak rozumianym, Hume napisał swój słynny esej; to na takiej interpretacji cudowności, uznawanej w Kościele, jego sceptyczny wywód wywarł tak niszczące wrażenie.
„Cud” – powiedział filozof – „jest naruszeniem praw natury”, i próbował wykazać, że wszelkie takie naruszenie jest niemożliwe. Oczywiście, na gruncie Hume’a absurdalne byłoby wyciąganie jego własnych wniosków. Dla człowieka uznającego tylko fakty zmysłowe wyrażenie „prawa natury” nie ma sensu: szeregi wrażeń nie są prawami – są tylko szeregiem wrażeń. A słowo „niemożliwe” nie ma miejsca w słowniku empirysty: tabliczka mnożenia nigdy nie zamieni „nie było” w „nie może być”.
Jednak to, czego Hume nie potrafił dokonać na własnym gruncie – a tylko pozornie osiągnął, wkraczając na cudze terytorium i używając broni przeciwników przeciwko nim samym – dokonał ktoś większy niż Hume, metodą prawdziwszą. Kant pokazał, że – nie mówiąc, iż cuda są absolutnie niemożliwe – są niemożliwe dla nas. Coś, co przekracza prawa natury, może się zdarzyć, lecz że my moglibyśmy o tym wiedzieć – to niemożliwe.
Prawa natury są bowiem jedynie projekcją form naszego rozumu: stanowią warunki, pod którymi w ogóle możliwa jest jakakolwiek wiedza. Zakładać, że możemy poznać zdarzenie niezgodne z tymi prawami, to tak, jakby zakładać, że możemy widzieć poza granicami widzenia – sprzeczność sama w sobie.
W świecie, który znamy – mówił filozof z Królewca – nie może istnieć nic bez przyczyny ani nic samoprzyczynowego; nie może też istnieć żaden materialny skutek duchowej przyczyny. Świat, który znamy, jest jeden, bo nie moglibyśmy w ogóle nic o nim wiedzieć, gdyby nie był jednością. Wprowadzenie cudu nie jest naruszeniem porządku natury – jest naruszeniem jedności świadomości, której natura jest zewnętrznym wyrazem.
A ta absolutna, niepodważalna jedność świadomego „ja” jest jedynym niewątpliwym faktem stanowiącym fundament całej wiedzy. Przyjąć dwoistość „ja” lub dopuścić element doświadczenia, który nie może stać się częścią całości doświadczenia – to unicestwić samo pojęcie jaźni. I to właśnie tej jedności ducha ludzkiego, a nie żadnej „żebraczej jednostajności natury”, cudotwórca wyrządza zdradę.
Wniosek – jak widać – jest ten sam, co u Hume’a, choć opiera się na zupełnie innym gruncie. Kant i Hume zgadzają się przynajmniej co do jednego: cud, w powszechnym sensie, jest absurdem.
Pogląd Kościoła
Jak wygląda dziś oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie – trudno powiedzieć. Widać jednak wyraźnie, że wśród myślących teologów dawne rozumienie cudów zostało mocno podważone.
Widzimy tendencję do:
-
mniej energicznego podkreślania cudownej strony chrześcijaństwa,
-
unikania tematów biblijnych cudów przez ostrożniejszych duchownych,
-
oraz – wśród odważniejszych – prób racjonalizacji cudów, na wzór wielu krytyków niemieckich.
Najlepsi teologowie gotowi są przyznać, że kosmogonia Mojżeszowa jest równie niewystarczającym opisem powstania świata, jak legenda o wieży Babel – pochodzenia języków; że słońce nie zatrzymało się dla Jozuego, a księgi prorockie Starego Testamentu zawierają proroctwa wątpliwe lub żadne.
A jeśli cudów Nowego Testamentu nie można w taki sposób odrzucić, to zapewne niewielu współczesnych myślicieli chrześcijańskich nie powitałoby z ulgą interpretacji, która wykazałaby, że są one rezultatem nieznanych praw natury.
Co zaś do spirytualistów, nie może być wątpliwości: ich zdaniem tzw. cuda nie są naruszeniem prawa natury, lecz naturalnymi skutkami wyjątkowych przyczyn. Jest to nie tylko pierwszy artykuł wiary spirytualizmu – to jedyny punkt, co do którego wszyscy spirytualiści są zgodni.
Wiara w możliwość wyjaśnienia jest fundamentem całej ich spekulacji. W istocie – gdyby tylko potrafili spojrzeć na siebie trzeźwo – spirytualiści są prawdziwymi dziećmi Hume’a (Hume’a filozofa, nie medium Home’a). Myślenie, że coś może istnieć, a nie może zostać wyjaśnione, czy to chemicznie, fizycznie, psychicznie czy geometrycznie – jest w ich oczach jedyną prawdziwą herezją.
Moc przewidywania przyszłości
Czy nie byłoby rozsądniej – można spytać – porzucić słowo „cud”, skoro odrzuciliśmy już ideę, którą to słowo kiedyś oznaczało? Jeśli „cud” oznacza tylko rzadkie zdarzenie, nietypowe ogniwo w łańcuchu przyczyn, to nie znaczy już tego, co znaczyło dla poprzedniego pokolenia.
A jednak istnieją dobre powody, by zachować to słowo – choćby jako ostrzeżenie, by unikać wniosków, których powinniśmy uniknąć za wszelką cenę.
Istnieje bowiem pewna grupa zjawisk – dawniej uznawanych za cuda, dziś za fenomeny spirytualizmu czy psychizmu – o których trudno nie myśleć jako o stojących poza porządkiem świata zjawisk.
Zdolność przewidywania przyszłości, niewątpliwie posiadana i praktykowana przez niektóre osoby w pewnych okolicznościach, wydaje się przekraczać granice ludzkich możliwości – to znaczy, natury.
Bo choć przyszłość jest – duchowo lub noumenalnie – zawarta w teraźniejszości, to dla nas zawarta jest tylko wnioskowo. I choć przyszły świat jest widziany w chwili obecnej przez byt realny (duchowy) – powiedzmy, przez Boga – dla którego nie istnieje różnica między teraźniejszością a przyszłością, to dla nas, którym czyste światło Bytu zostało rozszczepione przez pryzmat czasu, przyszłość nie może być widziana teraz, tak jak fioletu nie można zobaczyć w czerwieni widma.
Jeśli więc w proroctwie przyszłość jest widzialna, a nie tylko wnioskowana, zdaje się to oznaczać posiadanie przez proroka duchowych, noumenalnych władz – a posiadanie takich władz byłoby w ścisłym sensie cudem. A jeśli raz to przyznamy – cały gmach naszej filozofii runie.
Mydlana bańka, którą nadmuchaliśmy i nazwaliśmy wszechświatem, pęka i znika. Jeśli choć raz to, co realne, wkroczy bezpośrednio do naszego świata zjawisk – żegnaj, jak się zdaje, hipotezo ewolucji i wszelkie systemy kosmogonii oraz wszystkie te drobne pajęczyny, które nauka utkała.
Faktem – równie dobrze potwierdzonym jak jakikolwiek inny w domenie psychizmu czy spirytualizmu – wydaje się to, że przyszłe wydarzenia bywają niekiedy przepowiadane. Proroctwa prawdopodobnie nie są tak częste jak zjawiska fizyczne, o których tak często słyszymy. Nie mogą być też wywoływane wolą eksperymentatora, jak niektóre anormalne stany fizjologiczne, znane mesmerystom. Jednak ich faktyczne występowanie – w takiej liczbie, w takich okolicznościach i z taką szczegółowością, iż wyklucza to możliwość uznania ich za zwykłe przypadki – jest faktem równie niezaprzeczalnym jak jakikolwiek inny najmniej kwestionowany fakt spirytualizmu.
Prawdopodobnie większość obecnych zna – z własnego życia lub z historii przyjaciół – jeden lub więcej przypadków, w których przyszłość została trafnie zapowiedziana. Proroctwa dotyczą wszelkiego rodzaju spraw, zarówno błahych, jak i doniosłych – od drobnego osobistego nieszczęścia po wielką narodową katastrofę.
Wydarzenie może zostać przewidziane przez osobę, której dotyczy, we śnie; może zostać przekazane jej z ust medium w transie; lub może je ujrzeć sama – w transie albo w stanie normalnym. Bardzo często w ten sposób przepowiadana jest śmierć przyjaciela czy krewnego, wraz z podaną datą; lub dokładnie zapowiedziany jest przebieg choroby. Czasem zapowiadana jest przyszła znajomość, ważna przyjaźń lub nawet przypadkowe spotkanie z nieznajomym.
Istnieje znana opowieść, przytoczona przez La Harpe’a, o spotkaniu towarzyskim na kilka lat przed pierwszą rewolucją francuską, podczas którego jeden z gości przewidział śmierć każdego obecnego i okoliczności tej śmierci. Przyjaciółka moja opowiadała w tym właśnie pomieszczeniu, kilka tygodni temu, jak ujrzała w wizji rewolucję francuską roku 1848. Inna dama oświadczyła niedawno w mojej obecności, że zobaczyła twarz swojego przyszłego męża, gdy miała zaledwie dwanaście lat.
Pewien kamieniarz opowiadał mi, że trzy noce z rzędu śniło mu się, iż w miejscu, gdzie pracował, ogromny blok skalny odrywa się i miażdży człowieka pracującego obok niego. Sen sprawdził się. Często widzi się w wizji pewne pomieszczenie lub miejsce wraz ze zdarzeniem, które ma się w nim rozegrać. Czasem przewidywany incydent jest sam w sobie całkowicie błahy – jak w przypadku opisanym przez Roberta Dale’a Owena o pomocniku w sklepie z tkaninami, który poprzedniej nocy wyśnił sobie – co do szczegółu – wizytę klientki dokonującej dość nietypowego zakupu.
Jakie wyjaśnienie można zaproponować?
Nie ma potrzeby mnożyć przykładów tego niezbyt rzadkiego zjawiska. Pytanie brzmi: jakie wyjaśnienie można mu nadać? Pierwsza narzucająca się możliwość – jak już wspomniano – to założenie ponadzmysłowej intuicji (tj. percepcji) przyszłości. Jest to zapewne wyjaśnienie, po które sięgnęłaby większość spirytualistów, gdyby byli o nie zapytani. I wyjaśnienie to zdaje się narzucane przez niezaprzeczalny fakt, że w znacznej liczbie udokumentowanych przypadków proroctwo ma postać wizji – wydarzenie nie jest przepowiedziane, lecz ujrzane.
Nie możemy, być może, odważyć się stwierdzić – na zasadach filozoficznych – że taka intuicja jest niemożliwa. Kant, w jednym miejscu „Krytyki”, wyraźnie stwierdza, że przypuszczenie „pewnej szczególnej podstawowej zdolności umysłu do intuicyjnego uprzedniego ujęcia przyszłości”, choć jest „dowolnym połączeniem myśli” bez prawa do obiektywnej realności, to jednak „nie zawiera wewnętrznej sprzeczności”.
Ale oczywiste jest, że takie wyjaśnienie nie jest żadnym wyjaśnieniem. Nie rozwiązuje problemu – lecz z niego rezygnuje. O takiej intuicji nie tylko nie możemy stworzyć żadnego pojęcia – nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie jej działania przez analogię z jakąkolwiek znaną mocą czy zdolnością.
Jeśli mówienie o takiej transcendentalnej intuicji nie jest nonsensem, to bardzo się do niego zbliża – na tyle, na ile może sobie pozwolić człowiek nie chcący utracić reputacji rozsądnego. Musimy więc uciec się do tego rodzaju wyjaśnienia dopiero wtedy, gdy wszelkie inne znane lub możliwe do pomyślenia metody okażą się całkowicie niewystarczające.
Jeśli nie intuicja – to wnioskowanie
Jeśli przyszłe wydarzenia nie są widziane dzięki ponadzmysłowej intuicji, pozostaje tylko jedno: muszą być przewidywane na zasadzie wnioskowania z wydarzeń przeszłych i obecnych. A takie wnioskowanie może zachodzić na trzy sposoby.
1. Świadome, rozumowe przewidywanie
Człowiek może – świadomie i celowo – porównywać obecne fakty z wcześniejszymi i, jeśli układ A B C zawsze był następstwem D E F, przewidywać wystąpienie D E F. Jest to metoda znana w nauce, biznesie, polityce i codziennym życiu.
Ale nie jest to metoda używana w przypadkach, o których mówimy. Dane nie znajdują się w umyśle proroka; nie zachodzi żaden świadomy proces myślowy. Proroctwo przychodzi do umysłu nagle, a jego autor odrzuciłby sugestię, że zdobył je przez rozumowanie. I nawet gdyby proces taki istniał, dane byłyby zupełnie niewspółmierne do wniosku. Jasne jest więc, że nie mamy tu do czynienia z żadnym „rozszerzonym zastosowaniem reguły trzech”.
Nieświadome prace mózgu
Kolejna hipoteza – na wzór „siły psychicznej” sędziego Coxa – zakłada, że proroctwa są wynikiem nieświadomego rozumowania, dokonywanego na podstawie faktów skądinąd znanych podprogowo.
Hipoteza ta brzmi przekonująco: nieświadome procesy mentalne są dobrze znane. Jednak pomija ona jeden zasadniczy fakt:
nieświadome rozumowanie jest możliwe tylko wtedy, gdy wcześniej świadomie opanowano dany proces.
Człowiek nie może automatycznie zagrać melodii, której nigdy się nie uczył. Tak samo nie może nieświadomie przeprowadzić rozumowania opartego na danych, których nigdy nie poznał – jeśli potrafi, to nie jest to już „nieświadoma praca mózgu” w zwykłym sensie.
Zwolennicy tej teorii pomijają tę różnicę. Ich wyjaśnienie tłumaczy doskonale to, co nie wymaga tłumaczenia (np. pisanie wierszy przez poetę), i tylko to. Natomiast nie tłumaczy, jak ktoś mógłby przewidzieć śmierć przyjaciela czy wybuch rewolucji.
Możliwa wyższa świadomość
Pozostaje trzecia – jedyna możliwa – hipoteza: istnienie wyższej świadomości, pracującej ponad zwykłym umysłem, znającej fakty i procesy niedostępne świadomości codziennej.
Byłby to umysł szerszy, potężniejszy, który:
-
ogarnia całą przeszłość,
-
przewiduje przyszłość,
-
działa ponad naszym rozumem,
-
a ukazuje swoje wyniki jedynie w rzadkich chwilach i u nielicznych osób.
Ale:
nie ma żadnej podstawy naukowej, by przypuszczać istnienie takiej świadomości.
Hipoteza ta istnieje tylko dlatego, że pozwala – choć w najwęższym zakresie – tłumaczyć znane fakty. Ale z punktu widzenia logiki akademickiej jest ona nieuprawniona: nie dowiedziona, nie poparta żadną analogią.
Mimo to może się okazać, że jedynie ona pozostanie, jeśli nie chcemy uciekać się do czystej magii.
Supersensoryczna intuicja (Deus ex machina)
Na tym tle supersensoryczna intuicja wygląda jak deus ex machina – ale być może będzie to jedyny sposób uniknięcia chmur absurdu. Można by uznać:
-
że wyższy umysł tłumaczy swoje wnioski na obrazy,
-
że wizje są formą przedstawienia wiedzy wykraczającej poza zwykłe pojmowanie,
-
że szczegółowość wizji wynika z ich „wizualnej natury”.
Trudno jednak znaleźć wystarczające uzasadnienie. Dlaczego wizje zawierają drobiazgi, które nie mają żadnego znaczenia, a nie koncentrują się jedynie na rzeczach najważniejszych?
Na końcu, w desperacji, możemy zostać zmuszeni do przypuszczenia, że istnieje:
-
albo intuicja pozazmysłowa,
-
albo działanie duchów, które zbierają dane i przekazują wnioski.
Ale w obu przypadkach nie posuwamy się ani o krok w stronę naukowego wyjaśnienia.
źródło: MIRACLES AND PROPHECY; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, No. 65-Vol. II. SATURDAY, APRIL 1, 1882.