Początek „nauki tajemnej” oraz jej rozpowszechnienie wśród Żydów

Początek „nauki tajemnej” oraz jej rozpowszechnienie wśród Żydów

Mądrość, o której mówię,
nie jest mądrością tego świata
ani możnych tego świata, którzy przemijają,
lecz teosofią – ukrytą mądrością Bożą.
– św. Paweł, 1 Kor 2,7

„Nauka tajemna” jest tą wiedzą, która stanowi podstawę wszystkich wielkich systemów religijnych, i dlatego w każdej religii jest ona w istocie ta sama. Jej źródłem jest mądrość, która nie należy do śmiertelnego człowieka, lecz do Boga; tzn. wypływa z poznania odwiecznej prawdy objawionej w człowieku oświeconym. Jeśli zatem znajdujemy ją u rozmaitych ludów, nie wynika z tego, że została przekazana z ludu na lud ustnie lub na piśmie; wyjaśnienie tkwi w tym, że wśród wszystkich narodów byli oświeceni, którym objawiło się to samo światło i którzy oglądali oraz poznawali tę samą prawdę, leżącą u podstaw wszystkich praw natury. Bez tego samopoznania Prawdziwego wszelka wiedza jest tylko teorią. W Bogu jedynie znajduje się prawdziwa mądrość; w niej ustają wszelkie opinie; w niej spotykają się wszyscy oświeceni.

Tego uczą wszyscy mędrcy świata. W dawnych czasach Gautama Budda mówił do swoich uczniów: „Nauki, które wam przekazuję, nie są wynikiem porównań i badań; nie otrzymałem ich przez tradycję ani inną zewnętrzną drogą; lecz w moim własnym wnętrzu objawiła się prawda; we mnie samym otworzyło się oko; we mnie samym ukazało się światło”. Indyjski mędrzec Sankaraczarja w swoim Tattwa Bodha („Poznanie Bytu”) podaje warunki, pod jakimi może dokonać się wewnętrzne oświecenie; egipski Hermes Trismegistos mówi do ucznia: „Powstań i ogarnij mnie całym swoim umysłem, a ukażę ci rzeczy przedziwne”; apostoł Paweł zaś powiada: „Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca człowieka nie wstąpiło, przygotował Bóg tym, którzy Go miłują… Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga; lecz człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z Ducha Bożego – jest mu to głupstwem”. Podobnie św. Bernard: „Jeśli chcesz to wiedzieć, pytaj łaski, a nie nauki; pragnienia, a nie rozumu; westchnienia modlitwy, a nie pilnego czytania; Oblubieńca, nie mistrza; Boga, nie ludzi; ciemności, nie jasności; nie światła, lecz ognia, który całkowicie rozpala i w Bogu prowadzi rozżarzonymi pragnieniami – ognia, który sam jest Bogiem”. Tym „ogniem” jest u Hindusów stan samadhi, czyli ekstaza – zanurzenie osobowości w miłości Bożej; u Żydów nazywa się to „płonięciem”, żarliwością ekstazy (hitlabahut).

Nie każdemu jest dane ogarnąć chwałę Boga w wszechświecie. Prawdy duchowe są jak gwiazdy na niebie; nie schodzą do nas na ziemię i nie dadzą się ściągnąć w dół – kto chce je uchwycić, musi do nich dorosnąć i wznieść się duchowo, a nie każdy jest na to jeszcze dojrzały. To, co przewyższa wszelkie wyobrażenia ziemskiego rozumu, pozostaje dla niego na zawsze tajemnicą i może być opisane jedynie w obrazach, alegoriach i przypowieściach. Gdy mowa o rzeczach powszechnie znanych, jak konie czy psy, każdy wie, o co chodzi; lecz jak można by udowodnić niewierzącemu rzeczy ponadzmysłowe lub niebiańskie, co do których człowiek materialny nie ma doświadczenia, albo przedstawić je inaczej, niż przez podobieństwa? Jak uczynić wyobrażalnym to, co bezforemne, jeśli nie przez formę – symbol?

Dlatego mit jest konieczny dla każdego systemu religijnego – równie konieczny jak promień słońca, bez którego nie wiedzielibyśmy o istnieniu słońca, choć sam promień nie jest słońcem. Kto jednak bierze formę za istotę, mit za zdarzenie, skorupę za jądro, ten nie znajduje prawdy. Dlatego też Biblia dla tych, którzy nie pojmują jej głębokiego sensu, jest księgą zapieczętowaną, a dla nierozumnych – głupstwem.

„Bereszit bara Elohim et haszamajim we’et ha-arec” – to pierwsze słowa Księgi Mojżeszowej (Rdz 1,1) w Starym Testamencie: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”; albo, trafniej oddając sens: „Głowa (Początek) – Bereszit – wyemanowała (bara) moce duchowe (Elohim), czyli inteligencje, z których powstały światy górne i dolne”. Jak głęboki sens kryje się w tych kilku słowach! Można by pisać o nich bez końca komentarze, a mimo to niewiele by one pomogły temu, kto nie ma „Głowy” (Ducha) i nie zna hierarchii duchowych – „stworzycieli” światów. A jednak zrozumienie jest bardzo proste dla każdego duchowo uzdolnionego, kto potrafi badać we własnym wnętrzu; bo każdy człowiek jest twórcą własnego świata: wydobywa go z siebie i za sprawą tkwiących w nim duchowych sił woli i myśli przedstawia sobie, a stworzonemu udziela życia. Wielu skarży się na brak jasności w pismach teozoficznych; lecz pisma są dość jasne – ciemność i mgła tkwią w tym, kto je czyta i nie rozumie.

Religia w istocie jest ta sama we wszystkich systemach religijnych, choć formy, w jakich bywa przedstawiana, różnią się u poszczególnych narodów i odpowiadają ich cechom narodowym oraz sposobowi wyrażania. Gdy bramin naucza, że bogini Mata (symbol miłości) skłoniła Brahmę do stworzenia świata, wyraża to samo, czego uczy Jakub Böhme: że Bóg stworzył świat z miłości. Eskimosowi nie można głosić symbolu jabłka w raju, bo na Grenlandii nie ma jabłek i Eskimos ich nie zna; tam rolę „jabłka Ewy” musi pełnić kawałek tłuszczu wielorybiego. Faktem pozostaje, że dusza ludzka została skuszona przez węża pożądania indywidualnego istnienia i wiedzy, aby zstąpić ze swego rajskiego stanu w materialność i zdobyć z drzewa poznania owoc (doświadczenie) – i to w obu przypadkach jest to samo; różna jest tylko forma przedstawienia.

Przez ofiarę Abrahama, który składa Bogu swego syna Izaaka, ukazana jest ta sama prawda, którą widzimy w ofierze śmierci Chrystusa na krzyżu i w Jego zmartwychwstaniu. Oba te symbole oznaczają ubóstwienie ludzkiej woli, będące skutkiem jej złożenia w ofierze woli Bożej.

Mistyczna śmierć

jest wejściem do życia wiecznego. To „wyjście synów Izraela z Egiptu” i ich wejście do „ziemi obiecanej”.

Martin Buber w swoim znakomitym dziele „Die Legende des Baalschem” wprowadza nas w tajemnice chasydów, wschodniożydowskiej sekty.¹ Także i tutaj widzimy, że nauka tajemna nie została pozyskana przez Mistrza (Baal Szem Towa) drogą spekulacji, roztrząsań czy tradycji, lecz przez ogląd w ekstazie. Autor pisze:

„W ekstazie (samadhi) wszystko, co przeszłe i wszystko, co przyszłe, zbiega się w teraźniejszość. Czas kurczy się, znika linia między wiecznościami; żyje tylko chwila, a chwila jest wiecznością. W jej niepodzielonym świetle wszystko, co było i co będzie, ukazuje się prosto i zebrane. Jest obecne tak, jak obecne jest uderzenie serca, i objawia się jak ono… Chasydzka legenda zna wiele opowieści o cudownych ludziach, którzy pamiętali swoje dawne formy istnienia (reinkarnacje), byli świadomi przyszłości jak własnych oddechów, spoglądali z jednego krańca ziemi na drugi i wszelkie przemiany dokonujące się w światach odczuwali tak, jakby działy się w ich własnym ciele.”

Wszystko to nie ma nic wspólnego z rojeniami, snami czy fantazją; prawdziwe „widzenie” polega na uchwyceniu rzeczywistości. Uduchowienie nie jest ulotnieniem się ani zniknięciem w nicości, lecz wzrostem duszy, umocnieniem duchowej „jedyności” (indywidualności). Indywidualne przejawienie się materialnego ciała jest ulotną iluzją, rzeczą złożoną z wielu czynników i podległą nieustannym przemianom. Tylko w charakterze człowieka tkwi to, co czyni go samodzielnym i odróżnia w jego istocie od innych.

„Jedno i jedyne jest to, co jest” – mówi autor. – „Nowe i dotąd niebyłe wynurza się z toni powrotów, dokonane i niepowtarzalne w nie się znów zanurza. Wszystko pojawia się po raz kolejny; ale wszystko – odmienione… Tak więc jedyność jest zasadniczym dobrem człowieka, danym mu po to, aby ją rozwijał. I na tym właśnie polega sens powrotu, by jedyność oczyszczała się w nim coraz bardziej i stawała się doskonała, a w każdym nowym życiu powracający stawał w coraz mniej zmąconej i mniej zakłóconej nieporównywalności. Albowiem czysta jedyność i czysta doskonałość to jedno; a kto stał się tak całkowicie jedyny, że żadna inność nie ma już nad nim mocy ani miejsca w nim – ten odbył już podróż, został zbawiony i powraca w Boga.”

Jest to dokładnie indyjska nauka o ponownych wcieleniach i o wejściu w szczęśliwość nirwany. Z każdego człowieka po śmierci dusza nieśmiertelna wchłania w siebie tę część osobowości, która w niej stała się nieśmiertelna – a celem życia jest to, by człowiek tu, na ziemi, doszedł do świadomości swojej nieśmiertelnej duszy. To, że żydowska nauka tajemna (podobnie jak chrześcijańska) nie zna zbawienia „zastępczego”, łatwo wyjaśnić; natomiast zgadza się ona i z nauką chrześcijańską, i z buddyjską oraz bramińską, które mówią, iż moc zbawienia znajduje się w samym człowieku.

Uczy ona, że w każdym człowieku drzemie iskra świadomości Boga, dzięki której przebudzeniu człowiek zostaje oświecony, dochodzi do poznania swego prawdziwego, niezniszczalnego istnienia, a wewnętrzny, nieśmiertelny człowiek rodzi się w człowieku zewnętrznym.² ³ To światło, ta moc, która podnosi i oświeca człowieka, nazywa się kawwana (kawanah). Autor powiada:

„Kawwana jest promieniem Bożej chwały, który mieszka w każdym człowieku i oznacza zbawienie. A zbawieniem jest to, że Szechina powraca z wygnania do domu. ‘By ustąpiły wszystkie promienie Bożej chwały, a ona oczyściła się i zjednoczyła doskonale ze swoim Właścicielem’. Na znak tego ukazuje się Mesjasz i wyzwala wszystkie istoty… I to właśnie jest sensem oraz przeznaczeniem kawwany: że człowiekowi dane jest podnosić upadłych i wyzwalać więźniów. Nie tylko czekać, nie tylko wypatrywać – człowiek może działać na rzecz zbawienia świata. Tym właśnie jest kawwana, misterium duszy zwróconej ku odkupieniu świata… Każdym czynem człowiek może pracować nad kształtem Bożej chwały, aby wyszła z ukrycia. Nie materia działania, lecz jedynie jego uświęcenie rozstrzyga.”

Nie śmiertelny człowiek w swoim nadęciu, nie własną wolą „zbawia” samego siebie, lecz boska, działająca w nim moc zbawcza; dlatego nie możemy zakończyć tego szkicu bez przytoczenia jeszcze słów autora o pokorze:

„Jedyny ogląda Boga i obejmuje Go. Jedyny (człowiek, który odnalazł samego siebie) wyzwala upadłe światy. A jednak Jedyny nie jest całością, lecz częścią. I im czystszy i doskonalszy jest, tym głębiej wie, że jest częścią, i tym czujniej budzi się w nim wspólnota istnień. Oto misterium pokory. – Nie jest pokorą, gdy ktoś nazbyt się uniża i zapomina, że człowiek swoim słowem i gestem potrafi sprowadzić nad wszystkie światy przeobfite błogosławieństwo. Największym złem jest zapomnieć, że jesteś synem Króla. Pycha znaczy: przeciwstawiać się. Pyszny nie jest ten, kto zna siebie, lecz ten, kto się porównuje z innymi. Nikt nie może się wynosić, jeśli spoczywa w sobie; wszak wszystkie nieba stoją przed nim otworem i wszystkie światy mu służą. Wynosi się ten, kto czuje się wobec innych, kto widzi się wyżej niż najmniejsze z rzeczy, kto mierzy łokciem i wagą i wydaje wyroki.”

Prawdziwy mędrzec – czy Żyd, czy chrześcijanin – widzi wszechobecność Boga we wszystkich rzeczach, we wszystkich zewnętrznych formach, jak i w samym sobie. Wszystkie są dla niego tylko zjawiskami, w których żyje Jeden.

„Gdy człowiek spoczywa w sobie jak w nicości, nie jest przez nic inne ograniczony i jest bez granic, a Bóg wlewa w niego swoją chwałę.”

Musimy także temu, co niskie, okazywać miłość, ponieważ w nim ukryte jest to, co wzniosłe, i czeka na odkupienie.

„Wszyscy ludzie są siedzibami wędrownych dusz. W wielu istotach mieszkają one i dążą z kształtu w kształt ku doskonałości… W samej duszy pojawiają się ci, którzy potrzebują odkupienia. Większość z nich to iskry, które winą tej duszy w jednym z jej poprzednich żyć zstąpiły w niskość. To obce, natrętne myśli, które często napadają modlącego się… On je wyzwala, kiedy każdą mętną myśl oddaje jej czystemu źródłu, każdy popęd szukający odrębności wlewa w boski popęd wszechrzeczy, wszystko, co obce, pozwala zatonąć w jedyności.”

A zatem i w żydowskiej nauce tajemnej znajdujemy najwyższe nauki mądrości Bożej (teozofii), które w pełni ogarnia tylko ten, kto stara się żyć zgodnie z nimi. Kończymy słowami autora:

„Kto w ten sposób służy w doskonałości, ten zwyciężył pierwotnie daną dwoistość i włożył hitlahawut (żarliwość) w serce awoda (służby). Mieszka we wszystkich królestwach życia, a jednak wszystkie mury runęły, wszystkie graniczne kamienie wyrwano, wszystkie rozdziały zniweczono. Jest bratem wszystkich stworzeń i czuje ich spojrzenie, jakby było jego własnym, ich krok – jakby stąpały jego własne stopy, ich krew – jakby płynęła w jego ciele. Jest synem Bożym… Czyni swoje ciało tronem życia, życie tronem ducha, ducha tronem duszy, a duszę tronem Bożej chwały – i światło otacza go dookoła, i siedzi pośród światła, i drży, i się raduje.”

„W ciasnocie ‘ja’ żadne [duchowe] życie nie może się rozwinąć. Kto modli się w smutku z powodu melancholii, która nim włada, i myśli, że modli się z bojaźni Bożej; albo kto modli się w radości z powodu jasności swego usposobienia i myśli, że modli się z miłości do Boga – jego modlitwa jest niczym; bo ta bojaźń jest tylko melancholią, a ta miłość jest tylko pustą wesołością.” (Die Legende des Baalschem)

Nie ma nic bardziej pozytywnego i stałego niż poznanie Boga, czyli „teozofia”. Nie jest ona marzycielstwem, lecz zakorzenia się w samoświadomości człowieka przepełnionego miłością do Najwyższego. Teozofia nie jest tym, co ten czy ów człowiek sobie wyobraża albo czego naucza, lecz objawieniem prawdy w sanktuarium duszy.

¹ Poprawiono oczywisty błąd skanowania: Martin Buber, Die Legende des Baalschem (nie „Buher”).
² Por. Kol 1,27.
³ Por. Kol 2.

źródło: Der Ursprung der „Geheimlehre“ und ihre Verbreitung unter den Juden; Neue Lotusbluten – 2 Jahrgang 1909.