Jaźń i osobowość

JAŹŃ I OSOBOWOŚĆ (LUB „JA I OSOBOWOŚĆ”)
(ROZWAŻANIE)

„Dusza (to »Ja«) jest szlachetniejsza niż wszystkie rzeczy cielesne. Jest ona prostą (duchową) siłą, która kieruje życiem we wszystkie członki, dzięki ścisłemu zjednoczeniu, w jakim pozostaje z ciałem.”
– Mistrz Eckhart

We wszystkich pismach teozoficznych wiele mówi się o „wyższym” i „niższym ja”, o „prawdziwym Ja” czyli indywidualności oraz o „przyjętej własności” czyli „osobowości”. Raz po raz podkreśla się konieczność wyrzeczenia się siebie, poświęcenia siebie i rezygnacji z własnego „ja”, jeśli człowiek chce dojść do prawdziwej samoświadomości i życia w duchu.

Ale jak mógłby człowiek wyrzec się samego siebie, jeśli w nim samym nie jest żywe nic wyższego ponad świadomość jego przemijającej osobowości? W takim przypadku samozaparcie byłoby równoznaczne z duchowym samobójstwem i unicestwieniem. Znany mistyk Angelus Silesius mówi w swoich rymowanych wersach:

„Gdyby diabeł mógł ze swej istoty wyjść,
Widziałbyś go natychmiast przed Bożym tronem stać.”

Ale „diabeł”, tzn. człowiek bezbożny, kierujący się jedynie zwierzęcym rozumem, z całym swoim intelektem, nie może „wyjść ze swej istoty”, ponieważ nie jest świadomy innego bytu poza własną, przyjętą osobowością. Gdyby jako diabeł miał siebie porzucić, to – będąc całkowicie diabłem – nie pozostałoby z niego absolutnie nic. Bez poznania wyższego, porzucenie niższego jest niemożliwością, a wszelka tzw. „pokora” pozostaje tylko obłudą.

Indyjski mędrzec Sankaracharya mówi:
„Pierwszym warunkiem osiągnięcia prawdziwego poznania jest posiadanie zdolności rozróżniania tego, co trwałe (nieśmiertelne prawdziwe Ja), od tego, co nietrwałe (śmiertelna osobowość).”

Kto doszedł do tego rozróżnienia, ten może słusznie (nawet bez nauczania z zewnątrz) powiedzieć o sobie:
„Nie jestem odzieniem, które noszę. Nie jestem ciałem, które zamieszkuję. Nie jestem rozumem, którym się posługuję, ani umysłem, który jest moim narzędziem do myślenia i odczuwania. Jestem tym, który jest, bezimienny, wszechogarniający, wieczny; duchem, który posiada duszę, a ta zbudowała sobie materialne ciało, służące jej za mieszkanie, w którym jednak nie jest zamknięta; bo moja dusza jest o wiele większa niż moje ciało i tylko niewielka część jej właściwości może się w danym momencie przez nie przejawić.”

Tak jak treści książki nie da się zawrzeć w jednym słowie ani opery oddać jednym tonem, tak i bogactwo duszy oraz wiedzy człowieka może się tylko częściowo i fragmentarycznie wyrazić przez ciało. Każdy w gruncie rzeczy wie więcej, niż to, co sobie w danej chwili przypomina; świadomość osobista stale się zmienia, zależnie od wrażeń, jakie się otrzymuje, i od uczuć z nich wynikających.

Samoświadomość człowieka osobowego jest jedynie odbiciem promienia światła, który pochodzi z prawdziwego, duchowego Ja, z „nad-duszy”, z „Ojca w niebie”. Ten boski promień jest częścią naszej niebiańskiej duszy, która przenika do materialnego istnienia i podczas naszego ziemskiego życia ściśle się z nim łączy. Z tego połączenia duchowego z materialnym i zmysłowym powstaje pojęcie „jaźni” albo „własności”, złudzenie siebie, egoizm i pycha, które w osobowości widzą istotę istniejącą samodzielnie, oddzieloną od wielkiej całości, niezależną w swoich interesach od ogółu, a może nawet w walce z innymi stworzeniami.

To jest tak zwane „małe ja” – samo w sobie złudzenie lub oszustwo, które znika, gdy człowiek dochodzi do świadomości swojego prawdziwego bytu. Friedrich Rückert powiada w swojej „Mądrości Bramina”:

„Moje zmienne ja, które jest i staje się i było,
Uchwyci w twoim Ja, które niezmienne było.
Bo ty jesteś, kim byłeś, i tym, kim będziesz znów,
Z twojego bytu mój byt płynie wciąż ku twym snów.
W każdej nocy straciłbym siebie, kim byłem dawniej,
I co dnia rodziłbym się jako ktoś obcy, marnie,
Gdybym nie pojął, że jestem wciąż ten sam,
Bo w tobie, który jesteś, ja na wieki trwam.”

Tutaj, jak we wszystkich pismach religijnych, mówi się o „Ja” i „Ty”, i można sądzić, że wielkie i małe „Ja” (Bóg i człowiek) są dwiema odrębnymi istotami; ale filozofia uczy nas, że Bóg jest wszystkim we wszystkim i istotą wszystkiego, a poza Nim nic nie istnieje. „W Nim żyjemy” i On jest naszym życiem.

Człowiek bez Boga jest niczym; wszystko, co nie jest Bogiem, jest złudzeniem (Maja). Dlatego w filozofii indyjskiej „małe ja” nazywa się „nie-ja”. Bóg jest niepodzielną jednością, wszechjedyną istotą wszelkich zjawisk; bo wszystko powstało z Boga (Logosu).

Człowiek sam w sobie (bez Boga) jest bezistotny; zero bez jedynki jest niczym; małe ja zyskuje wartość dopiero wtedy, gdy przeniknięte jest świadomością Boga, a więc gdy zero łączy się z jedynką. Taki człowiek, napełniony poznaniem Boga, rozpoznaje Jego obecność we wszystkich rzeczach; wszystkie stworzenia są dla niego objawieniami jednego życia Bożego we wszechświecie, nawet jeśli są zniekształcone i niedoskonałe; a przede wszystkim rozpoznaje działanie boskiego życia w samym sobie.

Dla niego nie istnieje już „ja i ty”; we wszystkich stworzeniach widzi jedyną boskość, swoje prawdziwe Ja. Dlatego też Bramin, spoglądając w niebo lub na ziemię, mówi: „Tat twam asi!” (Ty jesteś tym) – aby sobie przypomnieć, że w swoim zjednoczeniu z Brahmą jest wszystkim we wszystkim.

Być może warto rozpatrzyć relację między wielkim a małym „ja” metodą naukową.

Cała religia, jeśli nawet nie jest oparta na intelektualnym poznaniu, to jednak na odczuciu tego związku między wyższym a niższym „ja”. I ten, kto nosi w sercu prawdziwe uczucie religijne, jest świadom tej więzi i nie potrzebuje innego dowodu. Wyjaśnienia mogą jedynie służyć rozpraszaniu błędów; prawda nie wymaga żadnej podpory – jest jak światło: tam, gdzie się objawia, tam zostaje rozpoznana. Słońcu nie szkodzi, jeśli chmury przesłaniają nam jego widok; jedynie my go wówczas nie widzimy.

Tak samo duchowe słońce prawdy musi przeniknąć ciemność naszego materialnego istnienia, jeśli mamy dojść do poznania jego światła. A by rozproszyć stojące mu na drodze błędy i uprzedzenia, człowiek posiada swój rozum. Gdy chmury błędu się rozproszą, a twory fantazji znikną, wtedy prawda może się objawić. Wówczas nie ma już mniemań, przypuszczeń ani „uważania za prawdę”, lecz człowiek oświecony poznaje siebie samego jako światło.

„Bóg mieszka w świetle, do którego droga ginie;
Kto sam światłem się nie stanie, ten Go nigdy nie ujrzy.”
– Angelus Silesius

Nikt nie może sam sobie tego światła wytworzyć; lecz napisano: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga (tj. prawdę) oglądać będą.” Dlatego człowiek posiada wolną wolę i rozum, aby przy pomocy światła mógł oczyścić swoje serce i umysł i stać się zdolnym do dojścia do światła samopoznania. To właśnie jest praktyczne zastosowanie religii i „nauki okultystycznej”. Dlatego też wielki mędrzec Gautama Buddha nauczał: „Oczyścić serce, powstrzymać się od złego i dążyć do dobra – oto religia wszystkich oświeconych.”

Do tego potrzebne jest jednak także właściwe światopoglądowe ujęcie i prawidłowe zrozumienie relacji między Bogiem a człowiekiem.

CZYM JEST „JA”?

Jeśli pierwszą przyczynę całego istnienia, źródło, z którego wszystko wypłynęło, określimy mianem „Bóg”, to w istocie wszystko jest Bogiem, a świat form jest tylko zwierciadlanym odbiciem, zjawiskiem.

W konsekwencji również każdy człowiek jest Bogiem, a jego prawdziwa samoświadomość zakorzeniona jest w Bogu. Ale zanim człowiek osiągnie to prawdziwe samopoznanie, czyli świadomość Boga, droga jest długa; musi bowiem przezwyciężyć złudzenie własności (jaźni), które podsuwa mu indywidualność formy, w której zamieszkuje. To właśnie jest droga ewolucji duchowej.

Człowiek nie może rozpoznać siebie samego jako Boga, dopóki nie rozwinął boskich zdolności i boskich sił. Tak jak organizm materialny człowieka rozwinął się drogą ewolucji z niższych królestw, tak drogą ewolucji duchowej musi się ukształtować duchowa indywidualność. W każdym człowieku są ku temu zalążki; w każdej duszy drzemią ukryte boskie moce, które mają się przebudzić. Nie dzieje się to jednak naraz, w jednym tylko ziemskim życiu, lecz poprzez wielokrotne reinkarnacje.

Wielkie „Ja” pozostaje przy tym zawsze to samo, ale osobowość, w której odgrywa ono na scenie życia rolę przemijającą, ulega zmianom.

DUCH A FORMA

Duch potrzebuje formy, by się objawić. Absolutna świadomość nie jest świadomością relatywną, nie odnosi się do niczego. Absolutna samoświadomość jest świadomością istnienia, z którego wyrasta poczucie „jaźni”. Duch bez ciała nie jest objawiony, a więc dla człowieka jest niczym; potrzebuje materialnej formy, by wejść w kontakt ze światem cielesnym. Potrzebuje duchowego organizmu, aby myśleć, rozwijać swoje zdolności intelektualne, pojmować idee, analizować je i ujmować w nowe formy.

A jeśli ma rozwinąć drzemiące w nim boskie siły, potrzebuje owego niebiańskiego i niezniszczalnego „ciała zmartwychwstania”, które osiąga się przez duchowe odrodzenie, o którym mówią zarówno pisma mędrców indyjskich, jak i Biblia (Sankaracharya „Tattwa Bodha” i św. Paweł, 1 Kor 15, 40nn.).

I tak jak dla ziemskich form potrzebny jest pokarm, powietrze, światło i ciepło, tak dla ciała niebiańskiego potrzebna jest duchowa strawa: wolność woli, światło prawdziwego poznania i ciepło boskiej miłości, obejmującej wszystkie istoty.

ŚWIADOMOŚĆ „JA”

Świadomość „ja” jest bezgraniczna; świadomość „jestem” nie jest związana ani z miejscem, ani z czasem, i nie ma nic wspólnego z czymkolwiek poza sobą samą; nie zna niczego poza sobą, bo jest „Bogiem” i w nim zawarte są wszystkie rzeczy.

„W rzeczach możesz wątpić, czy są i jakie są;
W swoim »ja« nie możesz wątpić ani trochę.
To jest punkt wyjścia – bądź pewny siebie!
Do wszystkiego dojdziesz bez przeszkody.”

„Rzecz jest poza tobą, bo od niej się odcinasz;
A jednak jest w tobie, bo w sobie ją poznajesz.
Nie jesteś jedynie zwierciadłem świata,
Świat także jest zwierciadłem, w którym sam się przeglądasz.”
– Friedrich Rückert, Mądrość Bramina

Wielkie „Ja” wszechświata i prawdziwe ja każdego człowieka to jedno i to samo, nieśmiertelne i niepodzielne; to boskość (Logos) sama. Słowo „Brahma” oznacza w istocie „słowo, które samo siebie wypowiada: »Jestem!«” – sat-chit-ananda: istnienie, poznanie, szczęśliwość. Wszech-jaźń jest zarazem prawdziwym ja każdego człowieka, choć nie każdy jest tego świadom.

Świadomość Boga jest światłem świata, które świeci w ciemności materii; lecz ciemność go nie ogarnia (J 1,5). W głębi swego wnętrza wszyscy jesteśmy Bogiem, ale nie rozpoznajemy tego, ponieważ boskie światło musi przebić się przez różne zasłony, zanim dotrze do naszej świadomości osobowej. Te zasłony to:

  • dusza („ciało przyczynowe” – karana sharira),
  • ciało astralne (sukshma sharira),
  • ciało fizyczne (sthula sharira).

T. Subba Row w swoich wykładach o Bhagavad Gicie mówi:
„Jeśli uchwycimy promienie słońca w zwierciadle i skierujemy je na metalową płytę, a ta odbije je dalej na inny przedmiot, np. na ścianę, wówczas uzyskamy trzy obrazy: pierwszy jaśniejszy od drugiego, a drugi jaśniejszy od trzeciego. Pierwszy możemy porównać z ciałem przyczynowym, drugi z ciałem astralnym, a trzeci z ciałem fizycznym. Te trzy powierzchnie świetlne nie mają tej samej mocy; blask pierwszego odpowiada najwyższemu ludzkiemu poznaniu, które staje się coraz słabsze i słabsze, im częściej światło przenoszone jest z jednego czystego nośnika (upadhi) na mniej czysty lub zmącony.”

Nasza samoświadomość i nasze poznanie zależą od zdolności naszych upadhi (duszy i ciała) do bycia oświeconymi; i tak jak obraz słońca na powierzchni wody może stać się niewyraźny, gdy woda jest zmącona lub wzburzona, tak też obraz prawdziwego „Ja” w duszy człowieka mąci się lub ulega zniekształceniu, kiedy unosi go namiętność – a te mogą uczynić obraz tak niejasnym, że człowiek nie będzie w ogóle zdolny dostrzec jego światła.*)

W Bogu nie ma rozdzielenia; w powszechnej samoświadomości wszystko jest jednym, a boska mądrość obejmuje wszystko w sobie. Bóg jest jednością, z której wypływają wszystkie liczby i która jest zawarta w każdej z nich; i choćby jak wiele liczb miało w niej swoje źródło, Jedynka przez to nie staje się mniejsza ani niczego nie traci. Światło słońca oświetla świat, daje wszystkim rzeczom życie i każdemu kwiatowi jego barwę; w formach niejako wciela się i występuje w stanie zindywidualizowanym, nie zmieniając przy tym samego siebie; bo zjawiska, które światło wywołuje, są produktami jego działania, a nie samym światłem. Podobnie każdy myśl, którą człowiek wysyła, nie jest samym człowiekiem, jest jednak nierozdzielną częścią jego mocy, a więc i jego istoty. Tak samo Wszech-Ja jest wiecznie niezmienne, lecz gdy tworzy ośrodek mocy, duszę, pojawia się jako zjawisko indywidualne; tzn. w tej wcielonej części powstaje poczucie lub pojęcie indywidualnego istnienia – nie tracąc przez to jednak swojej zasadniczej tożsamości ani związku z Wszech-Ja. Innymi słowy: dusza jest jakby boską myślą, która otoczyła się duchową powłoką (karana śarira) i jako taka zajmuje własne miejsce we wszechświecie; lecz „Ja” (Bóg) w niej się nie zmienia.

Słynny mistyk, Mistrz Eckhart, mówi: „Wszystko, co Bóg ‘stworzył’, tzn. wypowiedział w odwiecznym Słowie, stworzył bez żadnej zmiany w sobie. On jest czystą idealnością, w którą żadna przemiana nie wnika”. Człowiek natomiast w każdej chwili podlega przemianie. Jest on jak organizm, w którym ucieleśnił się boski promień światła, a po śmierci ciała promień ten wraz z tym, co zdobył w czasie ziemskiego istnienia, cofnie się do swego źródła. Jego bezpośrednim źródłem jest jednak dusza niebieska, jego „Ojciec w niebie”, która zamieszkuje ciało przyczynowe (karana śarira).

Aby to sobie wyjaśnić, trzeba zauważyć co następuje: poprzez uformowanie ciała przyczynowego powstało – jak wyżej powiedziano – we Wszech-Ja pojęcie odrębnej jaźni, poczucie „własności” oraz idea „moje” i „twoje”, a wraz z tym ustaliła się trwająca indywidualność duszy, która trwa tak długo, aż w ciągu być może milionów lat duch człowieka przezwycięży i to złudzenie i wejdzie w nirwanę, osiągnąwszy ten stopień najwyższej doskonałości, na którym rozpoznaje samego siebie jako „Wszech-Ja”, boskość.

Ta indywidualna istota, którą nazwiemy „ludzką nad-duszą”, jest tą, z której – za pośrednictwem wciąż ponawianych wcieleń – kolejno wyłaniają się tworzone przezeń osobowości. Tak jak ona sama jest jakby ucieleśnioną boską myślą, tak każdorazowo wyłoniona z niej osobowość człowieka ziemskiego jest jak czułek, który niebiański motyl wysuwa w krainę materii, by tam szukać pokarmu dla duszy. Dusza niebiańska jest jak drzewo; zakorzeniona w ziemskim świecie jej część to gałąź, która – gdy wyznaczony jej czas minie – znów jednoczy się ze swym pniem. Także niższe królestwa – formy roślin i zwierząt – pojmowane jako klasy lub rodzaje mają każda swoją wspólną nad-duszę, z której ciągle na nowo wyłaniają się te same klasy i rodzaje i dlatego jako takie są „nieśmiertelne”; takie dusze klasowe są jak drzewa o tysiącach gałęzi. Natomiast człowiek, który doszedł do indywidualnej samoświadomości, ma własną nad-duszę, z której wyszedł i do której – odrzuciwszy wszystko niezdolne do trwania – powraca.

Nad-duszę duchowo rozwiniętego człowieka możemy sobie zatem wyobrazić jako nieskończenie większą niż część ucieleśniona w osobowości, choć ta ostatnia stale otrzymuje od tamtej dopływ przez intuicję. Musimy odróżniać to, co jawne, od tego, co niejawne. Niejawne istnieje, choć go nie rozpoznajemy, ponieważ nie jest ujawnione. Każdy wie, że zasób jego wiedzy jest o wiele większy niż niewielka część, która w danym momencie przedostaje się do świadomości lub pamięci; nad-dusza jest tym, co Eduard von Hartmann nazywał „nieświadomym”. Nie jest ona nieświadoma sama w sobie i nie śpi, lecz działalność mózgu jest ograniczona. Dzban nie może jednorazowo pomieścić zawartości oceanu, a treści długiego przemówienia nie da się wyrazić jednym słowem ani utworu muzycznego jednym tonem. W sposób symboliczny możemy wyobrazić sobie odwiecznego ducha jako niebo zalane słonecznym światłem, a nad-duszę jako księżyc, którego blask jest tylko odbiciem światła słońca, z którego poświaty nocna strona ziemi (osobowość człowieka) czerpie swoje światło.

Na dołączonej figurze dwa splecione trójkąty przedstawiają zjednoczenie ducha i materii; okrąg oznacza duszę niebiańską, pentagram – człowieka ziemskiego; oba połączone są „mostem” (antahkarana). Przez ten most przenika światło duszy niebiańskiej (buddhi-manas) do sfery części ziemskiej (kama-manas) człowieka*), a przez ten most duch człowieka wraca do ducha niebiańskiego, swego „Ojca”.

„Dwie dusze, ach, mieszkają w mojej piersi” – mówi Goethe w Fauście. W istocie nie są to dwie istoty wzajemnie od siebie zasadniczo różne, lecz jakby dwa bieguny pędu duszy: jeden biegun „w twardej rozkoszy miłości trzyma się świata chwytliwymi organami”, podczas gdy drugi „wznosi się ku krainom wzniosłych przodków”. Część niższa otoczona jest królestwem zwierzęcych instynktów i namiętności i może mu paść ofiarą; część wyższa otrzymuje z góry poznanie i moc.

We wszystkich systemach religijnych naucza się o przywróceniu harmonii między częścią niebiańską a ziemską duszy; i dopóki człowiek ma „sumienie” i nosi w sercu uczucie religijne, taki powrót i ponowne zjednoczenie są możliwe. Istnieją jednak dwa rodzaje ludzkiego upadku, które czynią ten powrót niemożliwym, pozbawiając go świadomości jego wyższej natury. Przyczyną jednego jest ugrzęźnięcie w bagnie zmysłowości i niemoralności – szczególnie perwersji seksualnej – przez co człowiek odbiera siły swojemu wyższemu „ja” i okalecza swoją duszę*), grzesząc przeciwko własnemu (duchowemu) ciału i popełniając w ten sposób „grzech przeciwko Duchowi Świętemu”. Drugim rodzajem duchowego upadku jest całkowite zaplątanie się w królestwie intelektualnym. Są „mężowie nauki”, w których dusza umarła; nie cofną się przed żadnym okrucieństwem, by zaspokoić swoją ciekawość naukową lub ambicję; są i tacy, którzy całkowicie zatracają się w myśleniu i nie mają już czasu na odczuwanie. Marnotrawią dane im przez Boga siły na karmienie mózgu, a serce pozostaje puste. Po śmierci pozostaje bezduszna larwa astralna, jeśli nie wampir lub „diabeł”. To ostatnie może się zdarzyć wtedy, gdy część duchowego życia duszy ściśle związała się ze śmiertelną osobowością i odcięła się od boskości. Jest to skutek uprawiania „czarnej magii”, i dlatego posiadanie „mocy okultystycznych” bez moralnej czystości zabezpieczającej przed ich nadużyciem bynajmniej nie jest pożądane.

Prawdziwa samoświadomość, gdy w człowieku się przebudzi, pozostaje zawsze ta sama; natomiast świadomość osobowa – złudzenie „własności” – zanika, czy to w chwili, czy po śmierci ciała. Wielkie „Ja” jest jednością; małe zaś „ja” złożone jest z wielu „ułudnych ja”, elementów i elementalów. Osobowość jest – jak mówi Goethe –

„Małym światem błaznów,
Który zwykł uważać się za całość”.

W niej to raz wierzący, raz wątpiący, głupiec lub mędrzec wysuwa się na plan pierwszy, a człowiek jawi się to taki, to owaki – stosownie do zmiany nastroju, a wraz z nim stanu świadomości. Prawdziwe „Ja” natomiast jest „Panem” i Zbawicielem w nas; przez zjednoczenie z Nim dochodzimy do wolności; bez Niego jesteśmy więźniami i rządzą nami nasze pożądania i uprzedzenia.

Jak jednak możemy odnaleźć „Pana”, nasze prawdziwe self, naszego „Ojca w niebie”? Nie ma na to innej drogi, jak tylko otworzyć się na wpływ Jego boskiego światła i oddać się Mu. Bhagavadgita mówi:*)

„Oto nauczę cię wielkiej tajemnicy: Pan, który mieszka w sercu wszystkich, nieustannie swoim wszechmocnym działaniem sprawia wszystko według wiecznych, niezmiennych praw. Schron się w Nim – wówczas przez Jego łaskę osiągniesz najwyższy pokój i niebiańskie istnienie. Odrzuć na bok wszelkie zewnętrzności i przyjdź do Mnie jako do swego jedynego schronienia.”

Na czym jednak polega „wielka tajemnica” zawarta w tych, zdawałoby się, dla każdego zrozumiałych słowach? – Polega na tym, że ci, którzy nie potrafią odróżnić „ja” od „nie-ja”, nie pojmują sensu tej nauki. Nie mamy porzucać naszego prawdziwego „Ja”, człowieczeństwa w nas, lecz jedynie to „ja”, którym w rzeczywistości nie jesteśmy – i złożyć je w ofierze prawdziwemu Ja. Rückert powiada:

„Powiedz: Jestem ja! – i jak powiadasz, tak czuj też:
W twoim małym ‘ja’ tchnie oddech wielkiego Ja.”

To jest właściwe uczucie, a z właściwego uczucia wypływa właściwe myślenie i właściwe działanie.

*) Odwołanie w oryginale: „Lotusblüten”, t. I (1893), s. 54.
*) 1 Kor 6,18.
*) W odniesieniu do tego „mostu” rzymski papież zwie się „budowniczym mostów” (Pontifex maximus).
*) Rozdz. XVIII.

źródło: Das „Ich“ und die Persönlichkeit. (Eine Betrachtung.); Neue Lotusbluten – 2 Jahrgang 1909.