Czy zwierzęta mają zdolności okultystyczne?

Nie tak dawno w kręgach uczonych toczono wiele sporów o to, czy zwierzęta mają duszę, czy działają jedynie z instynktu, czy też z rozwagi, czy w ogóle posiadają rozum i inteligencję itd. Także i dziś zwierzęta na ogół często uważa się za „istoty nierozumne” i sądzi się, że nie jesteśmy tym żywym stworzeniom winni większego względu niż martwemu i nieczułemu kawałkowi drewna, który wolno dowolnie dręczyć czy maltretować.

Że zwierzęta mają rozum i bystrość oraz potrafią działać rozumnie i z rozwagą – na to nie potrzeba uczonych dowodów; może się o tym przekonać każdy rozsądny człowiek. Jak często widzimy, że pies jest mądrzejszy niż jego pan, koń rozsądniejszy niż furman, który go bije, zwierzyna chytrzejsza niż myśliwy, który na nią poluje! W Indiach słonie używa się do pracy i dowodzą one bystrości oraz inteligencji. Policyjne psy tropiące zdają się dokładnie wiedzieć, czego się od nich oczekuje, a nawet świnie można wytresować do rozmaitych sztuczek. Znany jest przypadek bobra, który zgromadził na zimę zapas żab. Martwych żab nie mógłby przechować – zgnilyby; zdrowe, żywe – uciekłyby mu skokiem; więc łamał swoim żabom kręgosłup i w ten sposób miał zapewnioną codziennie świeżą strawę.

Całe tomy można by wypełnić opowieściami o faktach dowodzących inteligencji zwierząt. Para bocianów mieszkała w gnieździe. Pod nieobecność samca samica przyjęła wizytę innego bociana. Gdy prawowity małżonek powrócił, musiał zauważyć, co zaszło, bo zwołał zgromadzenie pobliskich bocianów. Zdawały się prowadzić żywą debatę, u kresu której niewierną bocianicę zadziobały i wyrzuciły z gniazda.

Kot mierzy odległość, zanim skoczy na mysz; pająk cierpliwie czeka na moment najkorzystniejszy, by rzucić się na zdobycz; ptak wybiera na gniazdo miejsce, które wydaje mu się najbezpieczniejsze, a niektóre niepozorne, drobne owady zdają się być niemal najrozumniejsze ze wszystkich zwierząt. Rzeczy, które człowiek wykonuje tylko przy użyciu środków zewnętrznych, zwierzę spełnia własną siłą – i przy tym przewyższa człowieka: ryba przewyższa go w sztuce pływania, ptak – latania, psy – tropienia, pająk – tkania, orzeł – dalekowzroczności, jeleń – biegu, sowa i nietoperz – widzenia w ciemności, słoń – siły, małpa – wspinaczki; krótko mówiąc, mnóstwo czynności zwierząt świadczy o wysokim stopniu rozwagi, zręczności, kunsztu i inteligencji.

A jeśli zwierzęta w wielu swoich działaniach kierują się tylko instynktem, to samo ma miejsce także u człowieka: przy chodzeniu i staniu, jedzeniu i piciu i przy wszystkich ruchach mimowolnych. Człowiek, który przy każdym kroku musiałby najpierw dokładnie obliczyć, gdzie postawić stopę, posuwałby się naprzód bardzo wolno; pianista nie musi się zastanawiać, który klawisz uderzyć – dusza w jego palcu sama znajduje właściwe klawisze. To, co nazywa się „instynktem”, jest siłą duszy – działalnością, która ma źródło w „duszy”, w „ja”, w tzw. „nieświadomym”.

Z tego „świadectwa duszy”, czyli wewnętrznego życia uczuciowego, wypływają wszystkie wewnętrzne poruszenia duszy: postrzeżenia instynktowe lub duchowe, przeczucia, moce psychiczne, „okultystyczne” i magiczne oraz ich skutki. Nie muszą być one kierowane rozumem; mogą zajść, choćby się tego nie zamierzało ani nie chciało. Paracelsus powiada, że nawet największy czarodziej nie potrafiłby zdać sprawy z tego, jak i w jaki sposób dokonuje swych magicznych oddziaływań. Właśnie dlatego, że te czynności duszy są niezależne od pracy mózgu i nie podlegają jej zakłócającemu wpływowi, pojawiają się także u zwierząt, które nad nimi nie rozmyślają. Miłość i nienawiść wywierają swoje skutki bez potrzeby intelektualnych spekulacji; i ponieważ zwierzę mniej myśli i spekuluje, jego życie wewnętrzne bywa często czynniejsze niż u człowieka i może go przewyższać w „okultystycznych” zdolnościach.

„Hipnotyzm” był przez zwierzęta od dawna stosowany w praktyce, zanim jeszcze nasi profesorowie cokolwiek o nim wiedzieli. Wiadomo, że węże potrafią oczarować małe ptaki samym spojrzeniem tak, że te skaczą im do gardła lub zostają sparaliżowane ze strachu.

Psy, konie, ptaki i inne zwierzęta przewyższają człowieka w „jasnowidzeniu”, tzn. postrzegają rzeczy w astralu, niewidzialne dla normalnego człowieka. Literatura aż roi się od takich doniesień. Gdy kondukt pogrzebowy zamordowanego króla Portugalii dotarł do miejsca, gdzie dokonano zamachu, konie się wzbiły i nie dawały się ruszyć naprzód. W „Theosophiście” ze stycznia 1909 r. znajduje się interesujący raport człowieka, który sam był jasnowidzący i mógł się więc przekonać o tym, co jego koń postrzegał jasnowidząco. Przytaczamy z tego – i pod innymi względami pouczającego – sprawozdania następujący fragment:

„Jechałem w spokojnym nastroju w dół wzgórza; po mojej prawej stronie był winnica, a po lewej – rzeźnia.”

Było to tuż przed zachodem słońca, gdy krowę zapędzono do rzeźni. Szalała tam w przerażeniu, biegając w tę i z powrotem, a jej ciało drgało pod okrutnymi razami batów zadawanymi przez oprawców. W końcu rzuciła się na rzeźnika, który stanął celowo przy wejściu i uchylił się przed jej uderzeniem. Była uwięziona; strzał, jęk – i wszystko ucichło.

Chciałem ruszyć dalej, ale nagle mój koń stanął, zadrżał i zrobił gwałtowny skok w bok. Próbowałem go popchnąć naprzód, lecz był jak sparaliżowany ze strachu. Spojrzałem w stronę rzeźni i zobaczyłem wiszącą martwą krowę; mężczyzna niósł wiadro pełne krwi. Wtem zdało mi się, że powietrze wypełnia się falującą masą czegoś nieokreślonego. Przyjrzałem się dokładniej i rozpoznałem, że cała okolica przesycona była ohydnymi stworzeniami o niewypowiedzianej odrazie. Wielkie, wężopodobne istoty z długimi trąbami, zwierzęta zdające się składać z jakiejś galaretowatej substancji, z długimi ssawkami, które opuszczały ku krwi i chciwie ją wysysały; tysiące drobnych robaków z polipowatymi przyssawkami, cała masa straszliwej brzydoty, cisnąca się wokół mężczyzny z wiadrem. Niektóre zdawały się walczyć między sobą o jego posiadanie, inne wyciągały swoje ohydne ciała wysoko w powietrze. Nagle jedno z tych potwornych stworzeń skoczyło w moją stronę; mój koń stanął dęba; nie mogłem go już utrzymać; pogalopował ze mną przed siebie. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem jeszcze gromadę tych potworów, które mnie ścigały; mój koń pędził dalej – najwyraźniej widział te same straszliwości.

Setki podobnych relacji można by tu przytoczyć, lecz wtajemniczony ich nie potrzebuje, a dla „wszystkowiedzących” nie mają one wartości. Że świeża krew przyciąga tego rodzaju istoty elementarne, to fakt znany każdemu okultyście. Pewien kat paryski porzucił swoją profesję, ponieważ nieszczęśliwie był jasnowidzem i istoty elementarne, rzucające się na świeżo przelaną krew ściętych podczas egzekucji, napełniały go zawsze nie do zniesienia grozą. Dowodem na to, że w „domach strachów” naprawdę pojawiają się zjawiska duchów, jest to, że widzą je zwierzęta tak samo dobrze jak ludzie.

Zwierzę nie ma organizacji zupełnie odmiennej od człowieka. Człowiek w odniesieniu do swego organizmu zwierzęcego jest również tylko zwierzęciem – złożonym z różnych gatunków, jako korona królestwa zwierząt. Ma te same potrzeby co zwierzę, te same cierpienia i radości, te same uczucia i podlega tym samym chorobom. Także z jego wyuczoną moralnością, zewnętrznymi cnotami i wadami nie jest inaczej: kocha to, co mu przyjemne, nienawidzi tego, co nieprzyjemne; stara się przysłużyć przyjaciołom, a zaszkodzić wrogom. Pies przewyższa go w wierności, kozioł w wstrzemięźliwości, mrówka w wytrwałości, pszczoła w pracowitości itd.; tylko człowiek przewyższa wszystkie zwierzęta w bezsensownej okrutności.

Skoro zwierzęta potrafią myśleć, muszą też mieć ducha. Są równie „zmaterializowanymi duchami” jak my, a skoro mogą myśleć, mogą także działać „telepatycznie” na odległość, tzn. przenosić się myślą w inne miejsce i tam się ukazywać. Pewna dama we Florencji miała małego psa, który był mi bardzo przywiązany. Kiedyś, gdy przebywałem w Berlinie, pies ten ukazał mi się z nową obrożą, jakiej nigdy przedtem nie widziałem. Po moim powrocie do Florencji okazało się, że pies rzeczywiście miał tę obrożę, którą otrzymał podczas mojej nieobecności. Oczywiście nie znaczy to, że pies świadomie wysłał swój „ciało myślowe” do Berlina; po prostu pomyślał o mnie, a jego myśl wywołała obraz jego istoty. Wiele takich przykładów można by przytoczyć. Takie zjawiska nie są rzadkością.

Ale i ze śmiercią fizyczną zwierzęcia nie kończy się jeszcze wszystko; bowiem także wyżej rozwinięte zwierzęta mają swojego „eterowego sobowtóra” lub „ciało astralne”, które nadal istnieje po oddzieleniu od ciała materialnego, fizycznego. Adolf d’Arrier w swoim dziele L’humanité posthume przytacza liczne przykłady nie tylko astralnych ukazań się zwierząt po śmierci, lecz nawet ich widzialnych i dotykalnych materializacji. Sam znam przypadki psów, których „duchy” po śmierci dawały się odczuć i kontynuowały swoje przyzwyczajenia: wskakiwały na krzesła czy łóżka, drapały po podłodze itd.

Że psy, konie i inne zwierzęta są podatne na przekazy myślowe, nie ulega wątpliwości. Gdy ktoś boi się psa, lęk łatwo udziela się psu – i zostaje oszczekany. Bojaźliwy jeździec czyni konia niepewnym i zostaje zrzucany; dobry jeździec potrafi kierować koniem samą wolą. Czy „mądry Hans”, który niedawno odpowiadał na pytania podczas pokazów, nie był zdolny do tego właśnie drogą telepatyczną, uczeni – o ile wiem – do dziś nie dowiedli.

Trudniej wyjaśnić są pewne znaki zwiastujące śmierć i podobne zjawiska. Niedawno umarł mój gospodarz, a dwa dni przed jego śmiercią jaskółki, które zaczęły budować gniazdo w jego domu, odleciały. Kilka dni po jego pogrzebie powróciły. Pewien właściciel majątku w północnych Niemczech zmarł podczas podróży w Wiedniu. Tej samej nocy, w której umarł, na dachu jego rodzinnego domu zebrało się mnóstwo sów i nie dało się ich przepędzić. Co osobliwe, dom ten ani wcześniej, ani później nie był odwiedzany przez sowy.

„Nonsens! Zabobon! Przypadek!” – zakrzyknie duchowo cofnięty sceptyk, może nawet uderzając pięścią w stół. Ale tym sprawy nie wyjaśni. Być może rozwiązanie tej zagadki tkwi w uznaniu, że cała natura przeniknięta jest duchem Wszechświata, objawiającym się w najrozmaitszych formach, i że najtrudniejsze pytania bywają nader proste do wyjaśnienia, jeśli znajdziemy klucz do ich rozwiązania. Klucz ten tkwi w intuicyjnym poznaniu jedności istoty wszystkich rzeczy i w wynikającej stąd harmonii świata.

Żadne stworzenie nie stoi całkowicie samotnie na świecie; żadne nie tworzy samo dla siebie swego myślenia i czucia; to duch Ziemi działa w formach zwierzęcych i ludzkich, pobudzając je do odczuwania i myślenia, do chcenia i działania – każde stworzenie na swój sposób, wedle budowy swej organizacji. Dlatego mówi się też o „duszy zbiorowej klas”: to znaczy, że te czy inne klasy istot – minerały, rośliny, zwierzęta i jeszcze niżej stojący ludzie, którzy nie osiągnęli jeszcze własnej duchowej samoświadomości – posiadają tylko jedną wspólną duszę. Lecz człowiek, który obudził się do duchowej samoświadomości i poznał samego siebie, osiąga przez to duchowo trwałą indywidualność i w ten sposób świadomość swej nieśmiertelności.

Z tego poznania swojej jedności z wielką całością wypływa prawdziwa moralność człowieka i bezinteresowność w myśleniu i działaniu. Nasza obserwacja uczy, że także w królestwie zwierząt nie rzadko ujawnia się pewien stopień bezinteresownej miłości. Na ile indywidualna nieśmiertelność w świecie zwierząt jest możliwa – to może zdecyduje nauka przyszłości.

„Nie ma rzeczy na świecie, w której nie byłoby życia; a z życia swego ma każda swój kształt, w jakim staje przed twoimi oczyma, a oto to życie jest życiem Boga.”

źródło: Haben die Tiere okkulte Fähigkeiten?; Neue Lotusbluten – 2 Jahrgang 1909.