Niezależność – rozważanie

Niezależność.
Rozważanie.

Wielu ludzi wierzy, że stoi na własnych nogach, podczas gdy ich niższe ja znajduje się pod wpływem namiętności i często goniących za nimi demonów. Edukacja chrześcijańska polegała w dużej mierze na tym, że należało nie ufać swojemu „Ja”. „Le moi est haïssable”, „ja jest godne nienawiści” – mówi Pascal, a już Chrystus powiedział, że należy nienawidzić swojej duszy, to znaczy swojego niższego ja. Dlatego w Kościele katolickim istnieje sakrament pokuty i nauka poprzez konfesjonał, któremu wiele zawdzięczają nawet osoby zaawansowane, a nawet święci. Ruch teozoficzny natomiast słusznie pragnie jak największej duchowej niezależności, a zatem braku wpływu innych na obszarze moralności.

Jak należy się tutaj zachować? To pytanie powinien postawić sobie każdy czytelnik i jasno określić swój własny punkt widzenia. Niewiele jest rzeczy bardziej kształcących niż zastanawianie się nad kwestiami etycznymi, a następnie wolny wybór zgodnie z własnym rozeznaniem. Większość ludzi znajduje się dziś w stadium przejściowym między wcześniejszą moralną zależnością od przepisów uznawanych za obiektywnie słuszne, a wolnym człowieczeństwem, które głosił ten, kto „zniesiono” Prawo.

Każdy człowiek stoi na innym stanowisku niż inni. Karma i Dharma są różne. Każdy przechodzi nieco inną drogę rozwoju niż jego sąsiad. Ideał, który ma jeden, często nie zgadza się z ideałem drugiego. Wspólne jest jednak dla wszystkich przekonanie, że ma się rację i myśli „obiektywnie”. Niestety, obiektywność zbyt często zawodzi, gdy zaangażowana jest wola (w najszerszym, schopenhauerowskim sensie). Każdy znajduje się pod wpływem swojego charakteru, a ten zmienia się tylko powoli. Poznanie jednak często przychodzi dopiero po długich cierpieniach. Z drugiej strony, zazwyczaj nie chce się czekać, aż człowiek zmądrzeje przez szkodę. Eksperyment jest często zbyt kosztowny. Niektórzy rezygnują wtedy (za przykładem buddystów, którzy nie chcą tworzyć nowej karmy) w ogóle z działania, chociaż niedziałanie jest często jeszcze bardziej szkodliwe lub niebezpieczne niż działanie.

Kto myśli fałszywie, jest zależny. Czyje ciągłe fałszywe myślenie prowadzi do fałszywych uczuć, staje się zależny. Czyje ciągłe fałszywe odczuwanie popycha do głupiego działania, staje się zależny.

Dlatego pierwszym zadaniem, aby stać się niezależnym, byłoby myśleć poprawnie, jasno i bez uprzedzeń. Potrafi to jednak niewielu. Ich małe ja jest ich bogiem, innego prawie nie znają. To, co im kazano o religii, zostało przyjęte tylko intelektualnie, ale nie zostało strawione, a na filozoficzne pogłębienie większość nie ma ani czasu, ani wskazówek. Dopóki rozum jest zdominowany przez wolę, należy mu zawsze nie ufać. Z drugiej strony, każdemu przychodzi światło z góry, jeśli uczyni swoje ja na nie podatnym, zazwyczaj najszybciej wtedy, gdy się zrelaksuje, a nie wtedy, gdy się koncentruje. Tylko nieliczni potrafią koncentrować się tak silnie, że dobre myśli przychodzą im zawsze, kiedy tylko chcą. Dlatego też znajduje się tak niewielu prawdziwie niezależnych charakterów i niezależnych czasopism. Każda gazeta nazywa siebie „niezależną”, ale w rzeczywistości jest od tego daleka.

Dobrym sposobem na uzyskanie niezależności jest poznawanie i tolerowanie, a nawet staranie się kochać najbardziej przeciwstawne poglądy. Kto zawsze czyta tę samą gazetę lub obcuje z tymi samymi ludźmi, staje się jednostronny. Istnieją również bardzo jednostronni teozofowie. „Żadna opinia intelektualna, mówi Annie Besant („Theosophist” sierpień 1912), nie ma wartości dla człowieka, który nie zdobył jej poprzez własne badanie. Jest bardziej korzystne wysilać nasz rozum, nawet jeśli prowadzi nas to do błędnego wniosku i błędnej opinii, niż po prostu powtarzać jak papugi to, co mówią nam inni ludzie, i w ten sposób odcinać sobie możliwość rozwoju intelektualnego.”

„Nienawidzę czytelnika książki”, mówi łacińskie przysłowie. Kto należy do „kierunku”, łatwo staje się ślepy na wszystko dobre, co pochodzi z innego kierunku. Należy starać się uczyć właśnie od domniemanego przeciwnika. Teozof nie ma wrogów. Ma kochać i uznawać wszystko oraz uczyć się od każdego.

Niestety, brakuje nam dziś klasycznej szkoły pitagorejczyków i innych szkół misteryjnych, które Schuré tak wspaniale opisuje w swoich „Wielkich Wtajemniczonych”. Teozoficzna edukacja jest zazwyczaj zbyt teoretyczna, zbyt często degenerująca się w wielowiedzostwo. Byłoby lepiej, gdyby zaczęto odwrotnie, od kształcenia charakteru, a dopiero potem czytano dzieła teozoficzne, jak to było w zwyczaju w starych szkołach filozoficznych. Byłoby pożądane, aby przez kilka lat przejść prawdziwie religijną, na przykład kościelną dyscyplinę, zanim uwierzy się, że można polegać na swoim wątpliwym ja, a wielu teozofów, zwłaszcza płci żeńskiej, lepiej by zrobiło, gdyby w niedzielę wzięły zakurzony śpiewnik z półki i poszły do kościoła, niż słuchały błyskotliwych teozoficznych wykładów, do których jeszcze nie są dojrzałe – i zaniedbywały dom.

Niezależność polega oczywiście na prawdziwej wolności Ja, a więc na niezależności od świata, czyli ludzi, ich poglądów, uprzedzeń itp., oraz od samego siebie, to znaczy od nagromadzonych w poprzednich życiach głupich, niemoralnych, niekorzystnych opinii, idiosynkrazji, pragnień itp., które drzemią w „podświadomości” i mogą zostać obudzone przy każdej okazji. Gdy Biblia mówi, że diabeł chodzi jak ryczący lew, można to odnieść do śpiącego lwa w „nieświadomości”. Ryczy on w każdym od czasu do czasu i stara się go pochłonąć. „Gdzie nie mieszkasz w swoim Ja i własnej woli, tam mieszkają przy tobie i wszędzie aniołowie; – a gdzie mieszkasz w swoim Ja i własnej woli, tam mieszkają przy tobie i wszędzie diabły” – mówi teozof Jakub Böhme (Dzieła 1, 143).

Katolicyzm podkreśla zależność od osobiście pojętego Boga, którego buddysta pojmuje jako wielkie prawo świata. Teozofia obejmuje obie koncepcje, abstrakcyjną jako opieranie się na porządku świata i osobistą jako opieranie się na Logosie Słonecznym (Chrystus, indyjski Ishvara „Pan”). Ja jest w ostatecznym rozrachunku Chrystusem, Panem świata, a zbawienie polega tylko na tym, że to rozumiemy. To mówi już Oupnekat („Upinischaden”), że wolny staje się ten, kto poznaje, że jest Bogiem.

Dlatego można powiedzieć, że osiągnięcie niezależności polega na odrzuceniu wszystkiego, co powstałe, ziemskie, światowe, cielesne, indywidualne, podzielone i na rozpoznaniu wielkiej jedności. Im bardziej postępuje się w rozwoju, tym lepiej widzi się wszędzie jedność. Człowiek ograniczony, zaślepiony, jednostronny, egoistyczny jest zawsze zależny od swojego niższego ja, które chorobliwie kurczowo trzyma się czegoś stworzonego, ponieważ instynktownie oczekuje z tego korzyści. Kiedy jednak „osobowość” przekształca się w „indywidualność”, Ja gromadzi z wszystkiego, co się do niego zbliża, coś dobrego i w ten sposób wzrasta, tak jak małe państwo, które czerpie korzyści z kłopotów swoich wielkich sąsiadów, może stopniowo stać się mocarstwem.
Podstawy niezależności charakteru należy położyć w młodości. Cieszę się więc, że mogę polecić książkę, która wprawdzie jest przeznaczona początkowo dla młodzieży obojga płci, ale zwraca się również do wszystkich myślących ludzi w ogóle i może być postrzegana jako „etyka dla wychowawców”. Jest to „Lebensführung” Fr. W. Förstera (Berlin, wydawnictwo Georg Reimer). Każdy teozof może z pożytkiem przeczytać tę książeczkę i ją polecać. Brakuje dobrych wskazówek dotyczących sztuki życia.

Chciałbym zamieścić małą próbkę (str. 102): „Schiller określa głód i miłość jako dwie główne siły napędowe człowieka. Zwłaszcza w młodości jednak strach przed wyśmianiem i pogardą ze strony kolegów oraz dążenie do szacunku ze strony lwa i eleganta jest być może najsilniejszą ze wszystkich sił napędowych. Tutaj najszybciej wychodzi na jaw, czy człowiek ma zadatki na charakter i czy naprawdę osiągnie to, co nazywamy „samostanowieniem”, czy też zamieni domową niedojrzałość tylko na inny rodzaj opieki. Kto chce tutaj stać się wolnym, musi uświadomić sobie pokusę zależności w całej jej sile, musi dla ćwiczenia stawiać opór nawet w nieszkodliwych sprawach – musi w ogóle wykazać się niezłomną odwagą, aby swoje zachowanie i postawę życiową kierować całkowicie według własnego sumienia i gustu.

Gdyby tylko każdy, kto uważa posłuszeństwo sumieniu i codzienne jego doskonalenie i pogłębianie za niewolę – gdyby tylko wiedział, jak szybko bez tej „dyscypliny samostanowienia” wpada pod władzę łachmaniarzy i szubrawców, graczy i kłamców! I jednocześnie pod władzę wszystkiego, co w jego własnej duszy jest graczowskie, łachmaniarskie i kłamliwe.”

Inne, niedawno wydane w języku angielskim dzieło „The Transparent Jewel” znanej Mabel Collins (London W. Rider 1912) jest bardzo godne polecenia dla zaawansowanych. Słynna autorka „Światła na drodze” również w tej niepozornej małej książce dostarcza mnóstwo inspiracji, które wystarczą na całe życie. Klejnot, który jest przezroczysty, to ludzki duch, gdy uwolniony od wszelkich ziemskich zanieczyszczeń, rozpoznaje Boga przez jasnowidzenie. Instrukcja to starożytne dzieło Patanjaliego, przetłumaczone i opatrzone długim, doskonałym wstępem. Kto ją przeczyta, ten zrozumie, w jaki sposób może stać się prawdziwie niezależny. Nie ma bezpieczniejszej metody. Ale jest ona trudna dla nas, Europejczyków. Osiągnięcie „Siddhi”, czyli tajemnych mocy joginów, jest największą sztuką na Ziemi. Nie przez mechaniczne trenowanie na sposób tak zwanej Hatha Jogi z jej bolesnymi pozycjami i dziwnymi praktykami należy postępować, ale przez Jogę oddania, jak czyniło to tak wielu świętych Kościoła katolickiego.

Jest teraz tak wiele metod promowania duszy poprzez ćwiczenia oddechowe, ale w rzeczywistości często są one szkodliwe dla ciała i duszy. Bez rozwijania wyższych zdolności duchowych nigdy nie powinno się uprawiać gimnastyki oddechowej. W systemie Patanjaliego jest jedno i drugie, ale tylko zasygnalizowane. Bez nadzoru doświadczonego mistrza również nie jest wskazane próbowanie takich ćwiczeń. Ale każdy, kto czyta Patanjalego, jasno widzi, że do prawdy nigdy nie można dojść za pomocą pięciu zmysłów, że może ona być raczej poznana w sobie w tajemniczy sposób, który do tej pory był dostępny tylko nielicznym. To, co było możliwe tylko niektórym wielkim adeptom, takim jak Apolloniusz z Tiany, stopniowo stanie się jednak wspólnym dobrem wszystkich, gdy przezroczysty klejnot będzie znajdował się w przezroczystym ciele. Wtedy dopiero zostanie osiągnięta całkowita niezależność, wtedy zostanie osiągnięta całkowita wolność.

źródło: Unabhängigkeit; Neue Lotusbluten – 6 Jahrgang 1913.