Kosmiczna Percepcja

Kosmiczna percepcja
autor: redaktor

Istnieje ogromna różnica pomiędzy świadomością kosmiczną a percepcją kosmiczną. O tej pierwszej częściej się mówi niż jej doświadcza. Z natury rzeczy jest ona „nagrodą dla bardzo nielicznych, którzy, zaczynając od ‘usposobienia umysłu’” – lub, używając współczesnego języka, „psychologii”, która jest w istocie błogosławieństwem, kredytem przeniesionym z poprzedniej inkarnacji – są w stanie łatwiej przeniknąć iluzję i dotknąć rzeczywistości. Obiektywnie, takie osiągnięcie może ujawnić się w obecnym wcieleniu jako geniusz, prawdopodobnie poprzez jakąś formę sztuki; albo równie dobrze może prowadzić do życia pełnego niesławnej służby, spokojnego i przepełnionego mądrością.

Nie istnieje technika percepcji. Przelotne momenty dostrojenia pojawiają się niespodziewanie i znikają, ostrzegając nas tylko, że jeszcze nie wszystko jest w porządku; wciąż jest za dużo ego; jaźń jest zbyt zatroskana o swoje; rozum, który już został rozpoznany jako odbicie nas samych, jest nadal zbyt blisko. Cierpliwa kosmiczność, od dzieciństwa po dorosłość, nigdy nie tracąc nadziei, że pewnego dnia promyk przeniknie nasze zbyt zajęte głowy, chwyta scenę, wiersz, utwór muzyczny, życzliwą myśl lub czyn i jakby pyta: Czy to rozpoznajesz?

Nawet przed końcem naszego pierwszego siedmioletniego cyklu takie momenty się zdarzają. Nie można ich przekazać ojcu, matce, siostrze czy bratu. Towarzyszy im subtelne ostrzeżenie, nigdy w pełni niezrozumiane, lecz nigdy nielekceważone – to jest dla ciebie i tylko dla ciebie. Wzgórze poza doliną, w której leży małe miasteczko, wspinane po szkole z radosnym oczekiwaniem; mgła, która nigdy już nie otuli tak prostych rzeczy, leży nad dachami domów, a przez nią, mgliście, sześć milczących kopuł starej katedry zawisa ciemno na niebie. Mgła nad ceglanymi domami i zielonymi stokami poza nimi nadaje życie wnętrzu katedry; dziecięcy umysł słyszy szurające stopy pod wielkimi komżami; ekscytujące akordy organów płyną nad dobrze zdefiniowanymi pedałami i napełniają niewyobrażalnym poczuciem dobrostanu, przewyższającym nawet promieniste zdrowie.

Wielkim cierpieniem edukacji, zwłaszcza tej długotrwałej, kończącej się dopiero na uniwersytecie, jest to, że odbiera nam te momenty. Następuje systematyczne tłumienie siły psychicznej. Dziecko wystarcza sobie; młodzieniec musi porównywać swoje osiągnięcia w wiedzy i sporcie z osiągnięciami rówieśników. Lata płyną. Jeśli nastąpi okres agnostycyzmu, jest nadzieja, gdyż jest to jedyny prawdziwy wstęp do doświadczenia mistycznego. Nauka i naukowcy na kilka lat zajmą nasz podziw i uwagę, dając spekulacyjną bazę na przyszłość, bez której nie pojawiłyby się pytania o początki. Ale gdy agnostycyzm przeminie, a wiara zarówno w naukę, jak i religię zgaśnie, wciąż istnieje niebezpieczeństwo dalszego otępienia zdolności psychicznych przez brak intelektualnej przenikliwości, i młody człowiek, jak ten niewiarygodny Anatole France, który przez całe długie życie obcował z klasykami i mistykami, nigdy nie domyślając się ich celu, będzie przestawał z aniołami i nie rozpozna ich twarzy.

Każda nowa prawda, która do nas dociera, trzyma za rękę poprzednią. Każde nowe doświadczenie przynosi rewizję dawnych wartości. Horyzont się poszerza; dogmatyzm i nietolerancja tracą ostrze.

Kosmiczność otwiera przed nami nowe światy i rzuca nam na drogę ludzi i książki, szczęście i katastrofę; właśnie tych ludzi i książki, właśnie takie doświadczenia, jakie są niezbędne poszukującej duszy. Wiadomo, że Platon i Goethe, Bacon, Emerson i Montaigne zawsze są pod ręką. Zapasy nigdy się nie wyczerpują.

Głębsze poczucie wartości zdradza się w preferencjach artystycznych. Żaden mistyk nie przedkładałby Wagnera nad Beethovena czy Brahmsa, niezależnie od opinii krytyków muzycznych. Ale studiując mistycyzm, poszukujący powinien zaufać sobie podczas słuchania muzyki, bo nigdzie nie mówi się więcej bzdur o sztuce niż w niektórych kręgach okultystycznych. Kiedy poszukujący słyszy zachwycone elokwencje o „muzyce sfer”, powinien poddać w wątpliwość wiedzę mówiącego o muzyce tej właśnie sfery, a jeśli, co prawdopodobne, okazuje się ona nieistniejąca, powinien dostrzec możliwe patologiczne podłoże. Bo jeśli „jak na górze, tak na dole”, to na dole widzimy tyle samo uznania dla prawa i formy, co w muzyce mistrzów. Spirytualiści są szczególnie wyczuleni na „muzykę sfer”, a z tej strony wszelkie muzyczne wyroki należy przyjmować z uzbrojonym w krytycyzm umysłem. Mistyk, który nie docenia np. późnych kwartetów Beethovena czy dzieł Mahlera i Brucknera, z góry jest zdyskwalifikowany do komentowania muzyki, ziemskiej czy pozaziemskiej. Źle wykorzystał muzyczny moment.

Poszerzone poczucie wartości jest sine qua non percepcji kosmicznej, gdyż jest zapowiedzią wyższych zdobyczy. Są tacy, którzy chlubią się znajomością okultyzmu i studiami nad mistycyzmem, deklarując, że przeczytali swoje dobrze zaopatrzone biblioteki, a jednocześnie twierdzą, że stracili kontakt z bliźnimi i nie potrafią docenić ich szaleństw – na przykład jazzu. Wydaje mi się, że gdybyśmy mogli pomóc miłośnikom jazzu w momencie, gdy jazz jest dla nich jedyną ucieczką, nasze medytacje miałyby jakiś sens.

Prawdziwy mistyk, jakkolwiek traktuje naukę jako metodę, jeśli jego poszukiwania są poważne, musi mieć dobre pojęcie o najnowszych odkryciach większości dziedzin nauki. Mistycyzm zaczyna się tam, gdzie nauka się zatrzymuje. Okultyzm to naprawdę rozszerzenie naukowego dociekania. Sceptycyzm, z jakim poszukujący traktuje muzyczne wypowiedzi mistyków, będący dziedzictwem jego agnostycyzmu, przyda mu się także, gdy rozważa interpretacje zjawisk fizycznych przez mistyków. To będzie jego obrona przed oszustwem i złudzeniem. Ludzie będą go szukać z racji jego poszukiwań; nie wszyscy okażą się pomocni. Długość członkostwa w danej sekcie nie ma żadnego związku z wiekiem duszy, gdyż

Dusza
Będzie miała towarzystwo swojego własnego szczebla;
Będzie wielka, będzie prawdziwa, a wszystkie Sfery,
Katonowie, mądrzy patrioci Rzymu,
Zgromadzą się przy tobie i będą trwać u twego boku
I pocieszą cię swoją wysoką kompanią.

lub, jak pisze Emerson: „… Gdyby człowiek mógł przekazać swoją wiarę innemu, gdybym potrafił przekazać nieprzekazywalne tajemnice, zobaczyłbyś szerokość swojego królestwa: – że w miarę jak idziesz swoją właściwą i aktywną drogą, otrzymujesz klucze natury i historii i wspinasz się po tych samych schodach do nauki i radości”. Doświadczenie jest jedynym obiektywnym dowodem wielu mistycznych prawd.

Nasze poczucie wartości zmienia się cicho, niemal niezauważalnie; horyzont nieznacznie się poszerza z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. W wieku nastoletnim eseje Emersona pociągają nas jasną analogią i czystą mową. W wieku dwudziestu lat dostrzegamy, że niemal każde zdanie można by wyrwać z kontekstu i powiesić na ścianie jak motto. W wieku trzydziestu lat, jeśli nie jesteśmy wyjątkowo bystrzy, te „uderzenia bębna prawdy” zadziwiają nas swoją mądrością i spokojem. Ponad sto lat temu, w wieku trzydziestu lat, napisał pierwsze zdanie swojego pierwszego eseju: Jest jeden umysł wspólny wszystkim ludziom indywidualnym. Fizycy dopiero teraz doszli do tego samego wniosku. Ale Emerson nie potrzebował liczb, by wzmocnić swoją pewną wiedzę. Jest wielkim pośrednikiem. Naturalnym filozofem o niezwykłym zdrowym rozsądku; pisarzem, którego proza jest najczystszą poezją, mostem między obiektywną porażką a pełną samoświadomością; nauczycielem, który bez wstrząsów i szoków, oddając Cezarowi co cesarskie, prowadzi czytelnika do wielkiego skarbu.

Goethe możemy czytać dlatego, że wszystkie jego literackie roszczenia (drugi po Szekspirze) są uzasadnione; jego mistycyzm jest ukryty pomiędzy wierszami; nie ma tam łagodnego świtu celu, do którego dąży dusza. Tołstoj to człowiek skrajności, walczący gwałtownie w obu kierunkach jak Szaweł z Tarsu; Balzak to wizjonerski idealista, którego wybrana forma sztuki miała tak uniwersalne granice, że zaślepiła najbardziej hałaśliwych czytelników i wielbicieli na fakt jego duchowego oświecenia. Wielu artystów, a niemal wszyscy poeci ostatniego stulecia mieli tę wielką cnotę; pokazali nam dotąd nieuznawaną siłę intelektu; jego zdolność do przekraczania obiektywnego rozumowania i – dzięki procesowi mentalnej alchemii – przemiany symboli sztuki w drogowskazy prowadzące do pół-oświecenia; do percepcji kosmicznej. Kto choć raz, choćby niedoskonale, poczuł, co leży poza „malowaną zasłoną” opowiadań Balzaka, opowieści Poe, napomnień Emersona, traktatów Tołstoja, muzyki Beethovena i wielu innych, ten nie da się łatwo zwieść obiektywnej krytyce. Nie będzie już się przejmować dziecinnym pytaniem o niskie brzmienie altówek u Brahmsa. Po prostu przyjmie, że wielki muzyk przestrzegał jednolicie wysokiego standardu sztuki przez całe życie i że bez pewnej wiedzy po stronie słuchacza niemal niemożliwe jest odróżnienie jego najwcześniejszych dzieł od ostatnich. Krótko mówiąc, Brahms, podobnie jak Emerson, może przyjść na ten świat jako zaokrąglona i zrównoważona jednostka. Nie tak Beethoven, Goethe, Tołstoj. Tych ludzi trzeba pobudzić do rozpoznania własnych słabości i w tym tkwi ich największe roszczenie do nas. Rozpoznajemy ich cierpienie w sobie, a jeszcze bardziej – oni rejestrują nasze w swoim i natychmiast odczuwamy pokrewieństwo. Nigdy nie wydadzą się tak odlegli jak Emerson i Brahms.

Od teraz zdobyta percepcja otworzy dla nas umysły. Jedno zdanie wystarczy, by wskazać ewolucję jednostki. Prałat, który po całym życiu spędzonym w Kościele, zdobył reputację uczonego, pisarza i filozofa, a na emeryturze pisze tom esejów na takie tematy jak „Kult brudu” i zużywa papier oraz atrament na średniowieczne dysputy, czym jest „dżentelmen”, jest dobrym przykładem ruiny, jaka może spotkać zbyt długo trwającą ortodoksję umysłu.

Sekret zatrzymania percepcji kosmicznej, osiągniętej za pomocą intelektu, wydaje się leżeć w zdolności do abdykacji woli z procesu intelektualnego. Iluminacja lub pół-iluminacja pojawia się wtedy, gdy intelekt z jakiegoś powodu jest całkowicie wyłączony (może to być spowodowane – choć musi być niezamierzone – nagłym docenieniem dzieła sztuki, być może już wiele razy wcześniej widzianego, ale teraz jawiącego się w całej chwale swego kosmicznego pochodzenia). Umysł pozostaje otwarty, choćby przez krótki czas, na kolejne napływy nieopisanych wibracji, a strach przed utratą świadomości ogarnia całą istotę. Istnieją tylko subtelne nici łączące naukę z mistycyzmem i to one będą stanowić wyzwanie nauki w nadchodzącej dekadzie. Indukcja stanu świadomości kosmicznej przez powtarzanie własnego imienia przez Tennysona miała przynajmniej tę zaletę, że była odkryta i skuteczna dla niego samego. Dopóki nie zostanie obalona przez ostateczną fizyczną analizę, a to nie nastąpi, póki nieudane próby części psychologów, by przenieść swoją naukę do uproszczonego systemu jogi dla umysłu zachodniego, również nie okażą się jałowe.

Percepcji kosmicznej doświadcza o wiele więcej osób, niż się powszechnie przypuszcza. Można z rozsądnym prawdopodobieństwem założyć, że przyszła rasa nie będzie w pełni zaznajomiona z percepcją kosmiczną, lecz będzie żyć w stanie nieustannej kosmicznej świadomości. Wraz ze świtem nowej rasy, nie będzie już żadnej możliwości jej unicestwienia. Ciekawie byłoby spekulować, ilu ludzi dzisiaj wykonuje swoje proste zajęcia w pełnej świadomości swej rozwiniętej świadomości i pogodnie przyjmuje swoje karma-joga? Intuicyjnie wiedzą, że wieki przypisywane przez naukę człowiekowi i ziemi są błędne, a najgłębsza mądrość jest jeszcze starsza. Nie przejmują się „przerażającym” stanem cywilizacji po dwóch tysiącach lat chrześcijaństwa. To bardziej niepokoi zawodowych duchownych niż kogokolwiek innego. Ład i słuszność są oczywiste. Sukcesja Awatarów, a po nich wielkich nauczycieli intelektualnych, to tylko forpoczta rasy, która będzie żyć w zupełnie innym stanie świadomości. Cud polega na tym, że tak krótko po Jezusie znaki są tak oczywiste; że jakiś stan pół-świadomości kosmicznej musiał przeniknąć w ostatnich latach więcej członków rodziny ludzkiej niż kiedykolwiek w historii.

Wszystko sprzyja temu, by pomóc. Percepcja przychodzi w każdej chwili. A kiedy przychodzi, nic nie ma mocy szkodzić. Dusza staje się świadoma swej niezniszczalności: ani nieszczęście, ani śmierć nie mają siły przebić nienaruszalnej jedności, którą sama, nieświadomie, stanowi. Gardzony XIX wiek dał nam przynajmniej kilka wspaniałych przykładów przebudzonego intelektu, percepcji kosmicznej i świadomości kosmicznej, wskazówkę dla tych, którzy wciąż nie chcą rozstać się z intelektualną dumą, by mogli doświadczyć niewysłowionej obecności, chwytając dłoń wielkiej duszy, bo

Jeśli czerwony zabójca myśli, że zabija,
Lub jeśli zabity myśli, że jest zabity,
Nie znają dobrze subtelnych dróg,
Które trwam, mijam i powracam znów.

źródło:  Cosmic Perception By the Editor;  The Modern Mystic April – May  1937.



Do Głębokiego Dumania: Co autor miał na myśli?

1. Różnica między świadomością kosmiczną a percepcją kosmiczną:
Autor rozróżnia dwa pojęcia. Świadomość kosmiczna to rzadki stan mistyczny, dostępny nielicznym, przypomina duchowe oświecenie, czasem objawiające się jako geniusz. Natomiast percepcja kosmiczna jest bardziej powszechna, ulotna, dostępna niemal każdemu w chwilach „przebłysków”, i pozwala na kontakt z czymś większym, przekraczającym zwykłe postrzeganie.

2. Moment przebudzenia, indywidualność doświadczenia:
Chwile percepcji kosmicznej są osobiste, często nieprzekazywalne innym, naznaczone poczuciem wyjątkowości i przeznaczenia. To mogą być momenty dziecięcego zachwytu naturą, muzyką, pięknem świata.

3. Utrata percepcji przez edukację i społeczne konwenanse:
Autor krytykuje system edukacji, który tłumi naturalną duchowość i wrażliwość psychiczną. Tylko ci, którzy przechodzą przez okres wątpliwości (agnostycyzmu), mają szansę na głębsze doświadczenie mistyczne, ponieważ kwestionują światopogląd narzucany przez społeczeństwo.

4. Rozwój i zmiana wartości wraz z doświadczeniem:
Z wiekiem nasze poczucie wartości i percepcja się rozwijają. Każde nowe doświadczenie rozbija wcześniejsze dogmaty i poszerza horyzonty. Czytanie dzieł wielkich myślicieli i poetów, kontakt ze sztuką, przeżywanie muzyki — to wszystko sprzyja ewolucji jednostki i otwiera ją na duchowość.

5. Sztuka i muzyka jako kanały percepcji:
Muzyka (szczególnie Beethoven, Brahms, a nie Wagner), sztuka, literatura są uprzywilejowanymi ścieżkami do przebłysków percepcji kosmicznej. Autor krytycznie odnosi się do powierzchownych, „okultystycznych” czy spirytystycznych interpretacji muzyki i sztuki, podkreślając wartość samodzielnej, wewnętrznej wrażliwości.

6. Mistycyzm i nauka:
Autor zaleca ostrożność i sceptycyzm wobec mistycznych i okultystycznych nauk. Uważa, że mistycyzm zaczyna się tam, gdzie nauka się kończy, a prawdziwy mistyk powinien orientować się w najnowszych odkryciach nauki. Podkreśla wagę samodzielnego myślenia, osobistego doświadczenia i sceptycyzmu, jako ochrony przed oszustwem i złudzeniem.

7. Transformujący wpływ mistrzów, filozofów i artystów:
Wielcy twórcy — Emerson, Goethe, Balzak, Tołstoj, Brahms, Beethoven — pomagają w otwarciu umysłu na percepcję kosmiczną. Nie chodzi o dosłowne przyjmowanie ich dzieł, ale o odkrywanie uniwersalnych wartości, odczytywanie przesłania ukrytego między wierszami, rezonowanie z ich cierpieniem i rozwojem.

8. Stan umysłu a percepcja kosmiczna:
Percepcja kosmiczna nie jest efektem woli ani intelektu, ale raczej momentem, kiedy intelekt zostaje zawieszony, wyłączony, a dusza jest otwarta na „nieopisywalne wibracje”. Takie doświadczenia są podstawą dla nauki przyszłości.

9. Proroctwo nowej ludzkości:
Autor spekuluje, że przyszłe pokolenia będą żyć w stanie trwałej kosmicznej świadomości, a już dziś coraz więcej ludzi doświadcza tego stanu, nawet wykonując proste, codzienne zajęcia.

10. Nieśmiertelność i niezniszczalność duszy:
Doświadczenie percepcji kosmicznej prowadzi do poczucia nieśmiertelności i jedności duszy. Nic, ani śmierć, ani nieszczęście, nie mogą jej dotknąć, bo dusza jest częścią większej całości. Przypomnienie (przez cytat z Bhagavadgity), że życie i śmierć są tylko etapami na drodze wiecznego trwania.


Podsumowanie przesłania

Artykuł jest medytacją nad rozwojem duchowym, pogłębieniem percepcji rzeczywistości i rolą sztuki, nauki oraz osobistego doświadczenia w otwieraniu się na głębszy wymiar istnienia. Autor zachęca do sceptycyzmu, samodzielnego myślenia, ale i do otwartości na to, co wykracza poza racjonalność. Przekazuje, że kluczowe momenty duchowej percepcji są dostępne każdemu, jeśli zachowa w sobie zdolność do zdziwienia, wrażliwości i krytycyzmu wobec konwencjonalnych nauk.