Wieszcz

Duchy i Szpiedzy

Wielu bystrych ludzi pyta, dlaczego duchy nie powiedzą policji, kto zdobył te srebrne sztaby. Ale w gruncie rzeczy mają na myśli: „No proszę – oto dowód, jakimi oszustami są wasi media: nie potrafią ustalić prostego faktu, który – według was – zna miliony duchów”.

Przyznajemy, że trudność istnieje, ale całkowicie odrzucamy sens tego wniosku. Jeśli istnieje świat duchów, istnieją też prawa, które nim rządzą; i może być całkiem niezgodne z tym prawem oszczędzanie niektórym głupcom kłopotu. Jeśli ludzie załadują swoje srebrne sztaby, a potem zostawią furgon bez straży na ulicy i wejdą do kawiarni na śniadanie – i zapewne robią to z regularnością równie punktualną, co idiotyczną – to możemy tylko powiedzieć, że żaden porządny, dobrze „uregulowany” duch nie wtrąciłby się, by uchronić idiotów przed zbieraniem tego, co sami zasiali. Lekcja musi zostać odrobiona i być może nie została jeszcze należycie przyswojona – w każdym razie na szeroką skalę. A co do detektywów, może być wręcz bardzo potrzebne, by ich spryt został wyostrzony.

Tymczasem czy na pewno jest tak, że nie otrzymali żadnej pomocy – bezpośredniej lub pośredniej – od niewidzialnych istot?[1] Ci bystrzy pytający zdają się nie znać nawet elementarza (A, B, C) pomocy ze strony duchów. Wyobrażają sobie, że nie ma innej drogi niż medium i wiadomość. Czy nigdy nie słyszeli o telepatii albo przekazywaniu myśli? Życie jest pełne „dziwnych zbiegów okoliczności”, „szczęśliwych wypadków”, „trafnych pomysłów”, „osobliwych wyznań”; a my mamy bardzo mocne powody, by twierdzić, że „ludzie-duchy” mają z tym wszystkim o wiele więcej wspólnego, niż są świadomi ci sprytni, „praktyczni ludzie”. Być może szpiedzy dostaną pomoc dokładnie taką, jaka jest dla nich dobra – nie większą.

Ale czy zdradzimy „tajemnice więzienia”, jeśli powiemy, że policja wie o pomocy mediów znacznie więcej, niż chce ujawniać publicznie? Moglibyśmy wskazać komendanta policji (szefa constabulary) w jednym z większych miast, który przez kilka lat korzystał z pomocy jasnowidzącej w zawiłych sprawach, gdzie wykrycie było trudne. Ale co się stało?[2] Kilka lat później „powstał władca, który nie znał Józefa”, i jasnowidzącą oskarżono oraz uwięziono za to elastycznie pojemne przewinienie, jakim jest „wróżbiarstwo”. A przecież z własnej wiedzy wiemy, że pomiędzy czasem, gdy policja ją zatrudniała, a czasem, gdy zaczęła ją prześladować, profesor nauk ścisłych mianowany przez Królową oraz wybitny miejscowy lekarz przeprowadzili wobec niej testy i stwierdzili, że posiada zdumiewające zdolności jasnowidzenia.

To powinno podsunąć naszym bystrym pytającym kilka wniosków w sprawie zaginionych sztab. Na przykład: czy my – to znaczy społeczeństwo – obraliśmy właściwą drogę, by rozwijać potencjalne media? Załóżmy, dla samego wykonania ruchu, że nasze media są grupą niepewną i drażniąco wymykającą się oczekiwaniom: skłonną mówić nam to, czego wcale nie chcemy wiedzieć, i ukrywać przed nami to, co oddalibyśmy „małe palce”, by poznać. Jakim prawem oczekujemy czegokolwiek innego albo lepszego? Społeczeństwo robiło, co mogło, by uczynić z mediów tak zwane „czarownice”. Uczyniło życie mediów tak trudnym i tak nieprzyjemnym, jak tylko potrafiło; i nie odwołało w pełni okrutnego, starego hebrajskiego nakazu – „Nie pozwolisz żyć czarownicy”.[3] Nie twierdzimy, że to prawdziwy opis naszych mediów: mówimy tylko, że na chwilę przyjmujemy społeczeństwo za słowo, a potem pytamy je, jakim prawem oczekuje fachowej i szybkiej informacji o swoich błogosławionych sztabach!

Nie: jeśli duchy pomogą szpiegom, zrobią to na swój sposób; i mogą być równie zainteresowane tym, by nie zostać rozpoznane w całej sprawie, jak my jesteśmy zainteresowani, by je „wyciągnąć na pierwszy plan”. A być może pierwszą koniecznością jest pomagać wyłącznie zza zasłony.

Bo jakie byłyby konsekwencje, gdyby niewidzialne istoty otwarcie wkraczały, by ratować nas przed własną głupotą i ociężałością umysłu – na przykład pilnowały naszych sztab, kiedy niemal sami podajemy je złodziejom, albo odnajdywały je, gdy my nie potrafimy? Jedno byłoby pewne: rozluźnilibyśmy czujność, rozparli się w wygodzie, pozwolili roztropności odpłynąć, a sami osunęli się w rodzaj błotnistej brei głupoty. Nie zawsze jest życzliwością wobec ucznia rozwiązać za niego zadanie. Czy kiedykolwiek jest?

A jednak – mimo wszystko – naszym szczerym zdaniem jest, że społeczeństwo poniosło, ponosi i będzie ponosić straszliwe straty z powodu swojej głupiej nieczułości wobec cudownego daru Boga, który nazywamy jasnowidzeniem albo mediumizmem. W tej sprawie jesteśmy równie marnotrawni, jak bylibyśmy wtedy, gdybyśmy mając bogaty sad, odmawiali choćby odemknięcia bramy, zadowalając się jedynie przerzucaniem przez mury potłuczonych butelek i pustych puszek.

Gdy świat będzie na to gotowy, zobaczy i przyjmie swoje wielkie dziedzictwo. Prawdopodobnie te dwie rzeczy będą postępować równolegle: jego gotowość (lub przygotowanie) i jego wizja; i zapewne tak jest najlepiej. Dopóki świat nie jest naprawdę przygotowany na mediumizm, mógłby używać go jedynie dla toru zakładów albo giełdy – albo do szukania sztab. Ale niewidzialne istoty prawdopodobnie mają własne idee i własną politykę.

źródło: SPIRITS AND SPIES;  Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, October 12, 1895.