Zjawiska psychiczne zaobserwowane przez czytelnika „Lo Maravilloso”
Jeden z naszych najgorliwszych czytelników z Madrytu, pan Manuel Pérez Jiménez, odpowiadając na naszą prośbę o zbieranie i publikowanie wszelkich zjawisk psychicznych obserwowanych w Hiszpanii, przesłał nam kilka przypadków telepatii, proroczych snów i pisma automatycznego, które przydarzyły się jemu samemu. Niektóre z nich są naprawdę interesujące. Oto jak sam pan Pérez Jiménez je relacjonuje:
„W roku 1903, pewnego ranka, po przebudzeniu, przypomniałem sobie, że śniłem o wizycie jednego z moich przyjaciół mieszkającego w Madrycie (w owym czasie mieszkałem w stolicy jednego z regionów). Ta nieoczekiwana wizyta wydała mi się niezwykła, dlatego wyraziłem swoje zdziwienie wobec gościa, że nie uprzedził mnie o swoim przyjeździe.
– Odpowiedział mi przysłowiem: 'Chwała przysłania pamięć’.
– Odwiedził mnie, aby powiedzieć, że zamierza się ożenić; że napisał do rodzinnej miejscowości z prośbą o przesłanie wymaganych dokumentów do zawarcia małżeństwa; że dokumenty miały nadejść lada dzień do stolicy; że dlatego był tak zadowolony i że żegna się ze mną do czasu, aż wróci z Madrytu, by zawrzeć związek małżeński.
– Tego samego ranka zająłem się codziennymi obowiązkami, nie wspominając nikomu o tym śnie. Około południa przyszła do mojego domu służąca, która powiedziała mojej żonie, że jej pani przyjechała z rodzinnej miejscowości i chce, aby osobiście odebrała przesyłkę, którą dla niej przywiozła. Moja żona, zaciekawiona, natychmiast udała się ze służącą, by rozwikłać zagadkę przesyłki. Gdy wróciła do domu, zanim powiedziała choć jedno słowo, rzekłem do niej: 'Czekaj, pozwól, że ja najpierw coś powiem: ta przesyłka, którą właśnie odebrałaś, musi zawierać dokumenty lub coś związanego ze ślubem Tego – i – Tego’. Na co odpowiedziała: 'Kto tu był? Kto ci o tym powiedział?’ Wtedy opowiedziałem jej mój sen. Ona na to: 'Właśnie tak jest – w tej paczce są dokumenty, o które Tego – i – Tego prosił rodzinę. W liście do swojej matki napisał, żeby przekazać je tobie, żebyś to ty osobiście dostarczył je jego narzeczonej’. Narzeczona mieszkała w tej samej miejscowości co ja.
– Dokumenty zostały doręczone we właściwe miejsce. Niedługo potem mój „gość ze snu” przyjechał do miasta, a ślub, o którym zostałem poinformowany drogą telepatyczną z odległości ponad 600 kilometrów, odbył się zgodnie z zapowiedzią”.
Inne przypadki:
„W roku 1904 zmarł mój przyjaciel, a cztery miesiące później, pewnego ranka po przebudzeniu, przypomniałem sobie, że przyśniła mi się jego wizyta. Kiedy go zobaczyłem, oniemiałem ze zdumienia; uśmiechnął się na widok mojego osłupienia i powiedział: — Co się dzieje? Co ci jest, człowieku, wyglądasz jak oszołomiony? (Słowo oszołomiony było bardzo charakterystyczne dla niego za życia). Odpowiedziałem mu: — Czy pan nie jest Taki – a – Taki? — Tak, człowieku, tak. — Ale przecież pan nie żyje! — Tak, człowieku, tak. Czy nie pamiętasz, że byłeś pierwszym, który przyszedł do mojego domu, by towarzyszyć mi w pogrzebie? Odpowiedziałem: — Rzeczywiście, byłem pierwszym, który dotarł do pańskiego domu, i dlatego jestem tak zaskoczony, że pana widzę; ale teraz już rozumiem. I co może mi pan powiedzieć? Jak się pan czuje w swoim nowym stanie? Na co on odparł: — Ani dobrze, ani źle.
– Ledwie wypowiedział te słowa, zniknął.
– W roku 1905 zmarł pewien pan, u którego byłem podwładnym. Około pięciu miesięcy po jego śmierci pewnego dnia pogrążony byłem w lekturze książek o magnetyzmie, kiedy odruchowo odwróciłem głowę i ujrzałem pomiędzy zasłonami drzwi sylwetkę tego pana. Początkowo poczułem lekkie zaniepokojenie, myśląc, że to jedynie halucynacja. Jednak szybko przekonałem się, że tak nie jest, bo wizja nie znikała. Próbowałem ponownie skupić się na lekturze, ale nie byłem w stanie, ponieważ całą moją uwagę przyciągała postać stojąca w drzwiach. Wstałem, upewniłem się, że nikt mnie nie słyszy i nie uzna mnie za szaleńca, i przemówiłem do tego, co widziałem:
– Jeśli nie jesteś wytworem moich zmysłów, powiedz, czego ode mnie chcesz.
– Nie odpowiedział mi, ale zauważyłem, że poruszył prawą ręką w geście pisania. Podejrzewając, że chce się ze mną porozumieć za pomocą pisma, wziąłem ołówek i papier, usiadłem (odwrócony plecami do drzwi, bo i tak widziałem go w tym samym miejscu), i przygotowałem się do pisania. Po chwili poczułem jakby delikatny impuls w dłoni, zachęcający mnie do pisania, a jednocześnie jakaś siła jakby dyktowała moim myślom odpowiedzi na pytania, które sam zadawałem. Oto, co zapisałem:
– Jak się pan czuje w swoim stanie duchowym?
– Ani dobrze, ani źle.
– Czy życzy pan sobie czegoś ode mnie? Proszę powiedzieć, jestem gotów spełnić każde życzenie.
– Chciałbym jedynie, żebyś powiedział mojej żonie, żeby się już nie smuciła z mojego powodu.
– Czy życzy pan sobie czegoś więcej?
– Nie. Żegnaj, kontynuuj swoje studia.
– Widziałem wyraźnie, jak odwraca się w stronę drzwi wyjściowych z pochyloną głową, ale nie słyszałem żadnych kroków na posadzce, kiedy się oddalał.
– Tego samego popołudnia, po zakończeniu obowiązków, postanowiłem wyjść na spacer w przeciwnym kierunku niż dom wdowy po wspomnianym panu (między naszymi domami znajdował się tylko jeden inny). Po kilku krokach poczułem jednak ociężałość i złe samopoczucie, więc zawróciłem do domu. Tam wszystko było w porządku, ale gdy jeszcze dwa razy próbowałem wyjść, zawsze towarzyszyło mi to samo uczucie. Wtedy przyszło mi do głowy, by odwiedzić wdowę i opowiedzieć jej o tym, co mnie spotkało. Wyruszyłem do jej domu, ale gdy stanąłem przed drzwiami, zacząłem się zastanawiać, co sobie o mnie pomyśli, i wróciłem do siebie – z trudem, bo znowu dopadła mnie ta sama ociężałość i złe samopoczucie.
– Jeszcze cztery czy pięć razy wychodziłem, ale za każdym razem, gdy docierałem do drzwi domu wdowy, cielesność brała górę nad duchowym pragnieniem. W końcu jednak znalazłem się w jej obecności i opowiedziałem jej o mojej dziwnej misji. Słuchała mnie w milczeniu, a kiedy skończyłem, przepraszając i mówiąc, że choć może jej się to wydać dziwne, to właśnie dzięki tej rozmowie zrzuciłem wielki ciężar z serca, odpowiedziała: 'Wie pan co? Ani w to wierzę, ani nie wierzę; ale wierzę, że dobrze pan zrobił, wypełniając tę – mniej lub bardziej fantastyczną – misję, za co składam panu szczere podziękowania’.
– Wyszedłem z tego domu – który z takim trudem udało mi się odwiedzić – z uczuciem ulgi, że pozbyłem się moralnego ciężaru, i mogłem spokojnie kontynuować mój przerwany spacer”.
Mamy nadzieję, że przykład pana Péreza Jiméneza zachęci wielu innych naszych czytelników do podzielenia się z nami zjawiskami tego typu, niezależnie od tego, czy sami byli ich uczestnikami. Tylko poznając fakty, będziemy mogli wyciągać wnioski. Niech więc nadejdą kolejne relacje – jeśli ich autentyczność nie będzie budzić wątpliwości, z przyjemnością je opublikujemy.
źródło: Fenómenos psíquicos ocurridos á un lector de «Lo Maravilloso – ;Lo Maravilloso Madrid 25 Juni o 1909.