Wizyta w Grobowcach Bazyliki Saint-Denis

WIZYTA W GROBOWCACH BAZYLIKI SAINT-DENIS
(O pisaniu bezpośrednim duchów)

W „Le Monde illustré” czytamy:

Kilka dni temu do bazyliki grobowej w Saint-Denis weszła grupa złożona z następujących osób: baron de Guldenstubbé, bogaty Liwończyk, osiadły od pewnego czasu w Paryżu; jego młoda siostra, niezwykłe medium; książę Dimitri Shakoskoy; baronowa de Pailhès; pan Charles Baugniet, rysownik króla Belgów; panna Désirée Artot, jego siostrzenica, pierwsza śpiewaczka wielkiej Opery; pani Artot, matka; baron de Rosenberg, radca poselstwa Prus w Paryżu; hrabia d’Ourches; oraz generał rosyjski de Brewern.

Wszyscy ci ludzie zamierzali wziąć udział w nowym doświadczeniu dotyczącym tzw. pisma bezpośredniego duchów…
Najpierw spytają nas zapewne, czym jest pismo bezpośrednie. Nic prostszego; postaramy się to wyjaśnić możliwie jasno.
Wiadomo, że istnieje obecnie stowarzyszenie wierzących, które na nowo głosi nieśmiertelność duszy oraz obecność w eterze wszystkich istot wyzwolonych z ziemskiego ciała… Te istoty, duchy, są na wezwanie w kontakcie z niektórymi gorliwymi osobami, które jeszcze pozostają w ciele, i przekazują im swoje myśli za pomocą różnych środków, mniej lub bardziej jasnych czy tajemniczych. Tzw. kręcące się stoły były jednym z tych najdziwniejszych środków. Dziś niektórzy pełni wiary ludzie doszli do całkowitego wykluczenia wszelkich przedmiotów czy mebli jako pośredników w kontaktach z duchami i domagają się oraz otrzymują znaki tak materialne jak pismo – za pośrednictwem samych duchów.

Wśród tych wierzących znajdowali się niektórzy z wymienionych wyżej uczestników. Inni byli po prostu ciekawi i chętni, by uwierzyć – ale przede wszystkim chcieli zobaczyć.
Baron de Guldenstubbé – który zgromadził już mnóstwo świadectw dotyczących pisma bezpośredniego, z najciekawszymi przykładami w swoim fascynującym dziele na ten temat – otrzymał wiadomość, że tego dnia, w kościele Saint-Denis, jednym z miejsc wyznaczonych przez nadprzyrodzonych korespondentów, ma mieć miejsce pobożna manifestacja. To właśnie dla udziału w tym wydarzeniu zebrała się mała karawana wierzących i ciekawskich pod przewodnictwem szlachetnego Liwończyka, człowieka o bardzo głębokim, wykształconym i mistycznym umyśle.

Ci, dla których doświadczenie miało szczególnie charakter objawienia, zaopatrzyli się w specjalny papier – przygotowany z ostrożnością i starannie wybrany, by nie było podejrzeń o udział osób trzecich. Były to: papier firmowy pana Adolphe’a Saxa, wynalazcy i producenta instrumentów dętych; inny papier z konsulatu pruskiego; fioletowa kartka wyjęta z paczki, której właścicielowi nie ujawniono prawdziwego celu; oraz połowa białego listu, otrzymanego rano z prowincji przez jednego z uczestników i podarta już w kościele.

Dwie z tych kartek zostały złożone przez właścicieli w wyznaczonych przez barona miejscach u stóp pewnych grobowców – baron ich nie dotykał. Baron i jego siostra uklękli i skupili się na modlitwie, podczas gdy inni bacznym okiem pilnowali papierów. Po chwili oba papiery zostały podniesione… nic! Jedna z kartek, ta fioletowa, była jedynie lekko rozerwana.

Następnie zeszli do krypty. Kartkę wyrwaną z notatnika panny Artot po dokładnym zbadaniu umieścił książę Dimitri Shakoskoy u stóp posągu Marii Antoniny; radca poselstwa pruskiego położył rachunek Adolphe’a Saxa na brzegu innego grobowca; pani Pailhès położyła pół listu w kolejnym wyznaczonym miejscu. Podczas gdy każdy pilnie strzegł swojej kartki, baron i jego siostra pogrążyli się w modlitwie.

Po krótkim czasie papiery zostały podniesione przez tych, którzy je złożyli. Książę znalazł na swojej karcie słowo „saint” (święty), napisane ołówkiem, charakterem pisma angielskiego… Dyplomata ujrzał na papierze Saxa rodzaj nieczytelnej figury; natomiast baronowa znalazła na swojej kartce skomplikowany paraf, kończący podpis osoby, o której myślała podczas doświadczenia.

— No i co wywnioskować z takich faktów?
André: To, co należy wywnioskować z powyższego doświadczenia, to przede wszystkim fakt, że zjawisko to jest niewytłumaczalne dla obecnej nauki i jest wynikiem nieznanej, tajemniczej siły – interwencji tego, co nazwiemy duchami.

Ale jak duch może bez pióra, bez ołówka, pozostawić ślady pisma?
Przede wszystkim, kto powiedział, że duch nie użył żadnego narzędzia? Tylko dlatego, że nie widzieliśmy narzędzia ani siły wprawiającej je w ruch, mamy prawo zaprzeczać ich istnieniu? Nie bardziej, niż możemy zaprzeczyć stukaniom w stoły czy ściany – fenomen ten jest dziś tak powszechny, że trudno go zanegować. Czy dlatego, że nie widzimy organu powodującego stukanie w stoły czy ściany, mamy twierdzić, że uderzenia nie mają miejsca? Wtedy trzeba by przestać wierzyć w świadectwo własnych zmysłów i nie można by wygłaszać żadnego twierdzenia.

Baron de Guldenstubbé w swojej książce o pisaniu bezpośrednim zapewnia, że wielokrotnie otrzymał pisemne manifestacje duchów, bez jakiegokolwiek pośrednika. Poza tym, relacjonowane przez niego fakty nie dotyczą tylko jego osoby – miały miejsce także w wielu innych okolicznościach i miejscach, szczególnie w Ameryce. Podczas tej pielgrzymki do bazyliki Saint-Denis obecny był nie tylko baron de Guldenstubbé, ale jeszcze dziewięć innych osób, wśród których kilku podważało możliwość zjawiska i pragnęło się osobiście przekonać – jak widać, z jakim skutkiem.

Niektórzy teoretycy twierdzą jednak, że nie ma tu interwencji duchów – to czysta i prosta projekcja naszej woli, działanie naszej własnej duszy, która w stanie szczególnego uniesienia przekłada na papier swoje pragnienia przy pomocy jakiegoś fluidu czerpanego z przestrzeni. Według nich to tylko swoista dagerotypia duszy. Można by przyjąć to wyjaśnienie, choć wydaje się mało prawdopodobne, gdyby te manifestacje zawsze były wynikiem obecnych tam zbiorowych lub indywidualnych pragnień; ale tak nie jest. Nawet w opisywanym doświadczeniu w Saint-Denis widać wyraźnie, że papier, który znaleziono rozdarty, nie został zniszczony przez nikogo z obecnych, bo wszyscy skupiali się na czymś innym.

Sceptycy powiedzą: rozsądnie rzecz biorąc, w takie rzeczy nie można wierzyć, bo są sprzeczne z wszelkimi prawami fizyki – są niemożliwe. Odpowiadamy: kto może być pewien, że zna wszystkie prawa fizyki? Czyż nie odkrywamy ciągle nowych? Czy nie będzie tak zawsze? Wielki i znany uczony Arago mówił, że poza matematyką czystą każdy, kto wypowiada słowo „niemożliwe”, wydaje sąd pochopny.

Jak to – wobec nieskończoności wszechświata, świata niewidzialnych mikroorganizmów, wobec ogromu światów, mamy deklarować za nieistniejące byty czy siły tylko dlatego, że wymykają się naszemu rozumowi? Czemu mówić „niemożliwe”? Kto zna granice możliwego? Ileż prawd i wielkich odkryć było uznawanych za bajki, zanim stały się oczywistymi faktami! Ile zjawisk negowano, bo nie potrafiono ich wyjaśnić, a dziś są czymś zwyczajnym!

Czy człowiek zna siebie? Czy rozwiązał zagadkę własnego istnienia, znalazł odpowiedź na zagadkę przeznaczenia? Nie – a jednak żyje, czuje, myśli, rozumuje. Kim jest, skąd przychodzi, dokąd zmierza? Nikt tego nie wie. Czy z tego powodu powinien zaprzeczyć swojemu istnieniu, bo nie zna odpowiedzi na te wielkie pytania? Oczywiście, że nie.

Uważamy, że wiemy wszystko, wygłaszamy autorytatywne opinie, w naszym zadufaniu zaprzeczamy, twierdzimy, budujemy teorie, które potem fakty przewracają do góry nogami. Lepiej powiedzieć: nie wiemy nic; nie bądźmy więc tak dumni, tak kategoryczni wobec faktów, zjawisk nowych, które są poświadczone przez ludzi dobrej woli. Lepiej powiedzieć: trzeba zobaczyć; kto wie? Wywołujmy fakty, bądźmy świadkami, badajmy i nie spieszmy się z oceną. To jest najrozsądniejsze – i zawsze będzie naszym stanowiskiem.

Revue Spiritualiste – Z. Ptébart.

źródło: UNE VISITE AUX TOMBEAUX DE LA BASILIQUE DE SAINT-DENIS; THE UNKNOWN No. 10, ANNUAL ISSUE, 1937.