Przynoszenie listów i pismo bezpośrednie

Następujące zdarzenie opowiada pan Charles Partridge, założyciel czasopisma „Spiritual Telegraph”:

Pewna grupa pań i panów zebrała się w domu nr 555 przy ulicy Honston, aby obserwować zjawiska spirytystyczne, w pokoju o wymiarach około dwudziestu na dwadzieścia pięć stóp i wysokości jedenastu stóp. Na stołach, wokół których się usiedliśmy, paliły się trzy świece, a w rogu pomieszczenia stała silna lampa. Mieliśmy trzy stoły zestawione razem w jeden długi stół o długości około piętnastu stóp. Było dwóch mediów, po jednym na każdym końcu stołu; ja siedziałem mniej więcej pośrodku.

Około połowa obecnych była zaproszonymi gośćmi i siedzieli oni razem ze stałymi członkami kręgu. Duchy zaczęły manifestacje przez stukania, a za pomocą alfabetu literowały komunikaty, z których większość była bardzo interesująca. Było to powtarzane kilka razy w trakcie wieczoru.

Ręce mediów były wielokrotnie poruszane przez Duchy i szybko pisały, zarówno prozą, jak i wierszem, za każdym razem podając imię komunikującego się ducha. Zawsze charakter pisma, styl i treść odpowiadały, o ile mogliśmy ocenić, temu, co wyróżniało danego ducha za życia. Osoby siedzące w kręgu były często dotykane, a ich ubrania były pociągane przez ręce duchów, co widzieli nie tylko wierzący, ale i sceptycy.

Podczas wieczoru, w różnych momentach, kilka osób zostało poproszonych przez Duchy, by wsadziły ręce pod stół (w innym razie wszystkie ręce spoczywały na stole na widoku), i w ten sposób pięć listów zostało kolejno otrzymanych przez te ręce: wszystkie były w kopertach, zaadresowane do kręgu. Inny list spadł z sufitu, nad naszymi głowami, prosto na stół przed nami. Otrzymano zatem tego wieczoru sześć listów; wszystkie zostały przeczytane, z wyjątkiem jednego, napisanego w języku, którego nikt z obecnych nie znał wystarczająco dobrze.

Listy wydawały się być napisane podczas seansu, przez różne duchy, i każda zwykle zawierała jedną kartkę papieru. Jeden z nich zawierał imiona obecnych osób – były to doskonałe kopie ich pisma: brakowało tylko jednego nazwiska. Moja własna sygnatura była tak wiernie odtworzona, że gdyby pokazano mi ją w sądzie i zaprzysiężono, musiałbym uznać ją za autentyczną, chociaż wiem dobrze, że to nie ja ją napisałem. Sygnatury pozostałych osób były równie doskonałe, co wszyscy obecni potwierdzili.

Jeden z tych listów był napisany różnokolorowymi atramentami, pięknie dobranymi, jak barwy tęczy, tak że nikt nie mógł wskazać, gdzie kończy się jeden kolor, a zaczyna drugi.

List, który spadł z sufitu, widziałem w chwili, gdy się pojawił, i kiedy był jeszcze trzydzieści-trzydzieści trzy centymetry od sufitu. Nie spadł gwałtownie ani prosto na stół, lecz łagodnie, falując i opadając zygzakiem, jakby kierowany przez inteligentną, lecz niewidzialną siłę. Wskazałem to osobom z kręgu, zanim jeszcze dotarł do stołu, i wszyscy widzieli to samo, co ja.

Podobnie jak inni, zostałem poproszony o włożenie ręki w kierunku kolana, częściowo pod stół – co zrobiłem – i natychmiast poczułem coś uderzającego w moje palce, co, jak sądzę, było listem, który zaraz potem otrzymałem do ręki. Poczułem także coś, co przypominało dłoń osoby zmarłej: zimne i miękkie. Wyraźnie czułem palce. List był trzymany przez tę dłoń, która kilka razy wkładała go w moją rękę, po czym gwałtownie go cofała. Ostatecznie został mi oddany i położyłem go na stole. Był w kopercie, zaklejony i zaadresowany do kręgu, który go przeczytał.

Listy poruszały różne tematy; niektóre były bardzo interesujące i pouczające; inne odnosiły się do osób z kręgu, upominając ich za pewne przewinienia i zachęcając do zmiany postępowania oraz przestrzegania chrześcijańskich zasad. Były w nich rzeczy przykre dla niektórych, i jestem przekonany, że nie wyraziliby ich sami, gdyby byli autorami tych listów.

Jeśli istnieje zjawisko naprawdę niezwykłe, to bez wątpienia jest nim właśnie fenomen „apport” i pisma bezpośredniego; lecz jakkolwiek dziwny i anormalny wydaje się na pierwszy rzut oka, znajduje on swoje miejsce w teoriach spirytystycznych. Nie chcąc powtarzać tego, co już powiedziano na ten temat, odsyłamy czytelników do prac specjalistycznych i ograniczamy się do stwierdzenia, co jest zgodne dla wszystkich: zjawiska apportu i pisma bezpośredniego są rzadsze od innych zjawisk fizycznych. Przy efektach fizycznych, takich jak stukanie, poruszanie i unoszenie ciał, Duch korzysta jedynie z fluidu, częściowo pobieranego z perisprytu medium, częściowo ze swojego własnego. Jest to jedynie praca mieszania fluidów, nie wymagająca od ducha dużego wysiłku ani zmęczenia, ponieważ pozostaje on zawsze w swoim centrum działania. Jednak przy zjawiskach apportu i pisma bezpośredniego, Duch – oprócz pracy mieszania fluidów – musi jeszcze stworzyć materię i narzędzia, których potrzebuje, czerpiąc z pierwotnego elementu wszechświata i modyfikując go swoją wolą zgodnie z zamierzonym celem. Ten drugi proces jest już rzeczywistym trudem, ponieważ duch musi dokonać operacji niemal materialnej.

źródło: APPORT DE LETTRE ET ÉCRITURE DIRECTE;  Le Monde Invisible – Paris 1866. PAR LES GROUPES SPIRITES DE PARIS, DE LA FRANCE & DE L’ÉTRANGER AVEC LA COLLABORATION DES ESPRITS, DES PHILOSOPHES & DES LIBRES PENSEURS.