Ksiądz Hue, były misjonarz, opisuje w swojej relacji z podróży po Tartarii i Tybecie ceremonie podobne do tych, które były już przytaczane w tomie XV „Journal du Magnétisme”, strona 18 i następne. Oto, czego dotyczą:
Podczas podróży przez pustynie pewnego dnia ujrzał liczne karawany pielgrzymów, wszystkie zmierzające w to samo miejsce; nieco dalej na drodze spotkał starego lamę, z którym nawiązał rozmowę i dowiedział się, że wszyscy ci pielgrzymi kierują się do lamasterii, gdzie – jak mówił stary lama – „pewien lama bokte ujawni swoją moc; zabije się, nie umierając…”
Przytaczam teraz dosłownie słowa misjonarza:
„Od razu zrozumieliśmy, o jaki rodzaj uroczystości chodzi, która wprowadza w ruch Tatarów Ortous. Pewien lama miał rozciąć sobie brzuch, wyjąć wnętrzności i położyć je przed sobą, a następnie powrócić do poprzedniego stanu. Ten widok, choć okrutny i odrażający, jest jednak dość powszechny w lamasteriach Tartarii.
Bokte, który ma okazać swą moc – jak mówią Mongołowie – przygotowuje się do tego niezwykłego czynu przez długie dni postu i modlitwy. W tym czasie musi całkowicie odizolować się od ludzi i zachować absolutną ciszę. W dniu wyznaczonej ceremonii tłumy pielgrzymów zbierają się na wielkim dziedzińcu lamasterii, gdzie przed wejściem do świątyni stawia się duży ołtarz.
Wreszcie bokte pojawia się. Krocząc uroczyście pośród okrzyków tłumu, siada na ołtarzu i zdejmuje z pasa duży nóż, który kładzie sobie na kolanach. U jego stóp liczni lamowie ustawieni w kręgu zaczynają straszliwe inwokacje tej okropnej ceremonii. W miarę postępu modlitw bokte zaczyna drżeć na całym ciele i wpadać w coraz silniejsze konwulsje. Wkrótce lamowie zatracają wszelki umiar; ich głosy ożywiają się, śpiew staje się chaotyczny, modlitwy ustępują miejsca krzykom i wrzaskom. Wtedy bokte gwałtownie zrzuca szarfę, którą jest okryty, odpina pas, chwyta święty nóż i rozcina sobie brzuch na całej długości. Podczas gdy krew płynie obficie, tłum pada na twarz przed tym okrutnym widowiskiem, a obecni zadają bokte pytania o sprawy tajemne, o przyszłość, o losy niektórych osób. Bokte udziela na wszystkie pytania odpowiedzi, które wszyscy uznają za wyrocznie.
Gdy religijna ciekawość licznych pielgrzymów zostaje zaspokojona, lamowie ze spokojem i powagą powracają do recytacji swoich modlitw. Bokte zbiera prawą ręką krew z rany, przystawia ją do ust, trzykrotnie na nią dmucha, a potem wyrzuca ją w powietrze, wykrzykując donośnie. Szybko przeciąga rękę po ranie na brzuchu, a wszystko powraca do poprzedniego stanu, nie pozostawiając najmniejszego śladu po tej diabelskiej operacji – poza wielkim wyczerpaniem. Bokte ponownie owija się szarfą, cicho odmawia krótką modlitwę, po czym wszystko się kończy i wszyscy się rozchodzą, z wyjątkiem najbardziej pobożnych, którzy idą adorować i podziwiać zakrwawiony ołtarz, który opuścił właśnie najwyższy święty; niektórzy maczają nawet końce szat w jego krwi.
Te przerażające ceremonie powtarzają się dość często w wielkich lamasteriach Tartarii i Tybetu. Nie uważamy, by wszystko to dało się zawsze tłumaczyć zwykłym oszustwem; bo na podstawie wszystkiego, co widzieliśmy i słyszeliśmy wśród narodów pogańskich, jesteśmy przekonani, że demon odgrywa tu dużą rolę. Zresztą nasza pewność w tym zakresie znajduje potwierdzenie w opiniach najbardziej wykształconych i uczciwych buddystów, jakich spotkaliśmy w licznych lamasteriach.
Nie wszyscy lamowie mają zdolność do tych niezwykłych czynów. Ci, którzy potrafią rozcinać sobie brzuch, na przykład, nigdy nie należą do wyższych stopni hierarchii lamajskiej. Zwykle są to zwykli lamowie, cieszący się złą sławą i małym szacunkiem współbraci. Lamowie regularni i rozumni zazwyczaj wyrażają odrazę do takich widowisk. Ich zdaniem wszystkie takie praktyki są przewrotne i diabelskie. Dobrzy lamowie – jak mówią – nie są w stanie wykonywać takich rzeczy; powinni się wręcz wystrzegać zdobywania tej bezbożnej umiejętności i unikać towarzystwa tych, którzy ją praktykują.
Chociaż te demoniczne operacje są na ogół potępiane w dobrze zarządzanych lamasteriach, przełożeni nie zakazują ich. Przeciwnie, są w roku pewne uroczyste dni, zarezerwowane specjalnie na te odrażające widowiska. Z pewnością chodzi tu tylko o interes, który skłania wielkich lamów do wspierania działań, które w głębi sumienia potępiają. Te diabelskie spektakle są bowiem niezawodnym sposobem na przyciągnięcie tłumów łatwowiernych i nieświadomych wielbicieli, nadanie lamasterii sławy dzięki wielkiej liczbie pielgrzymów oraz wzbogacenie się licznymi ofiarami, które Tatarzy zawsze składają przy takich okazjach.
Rozcinanie sobie brzucha jest jednym z najsłynniejszych tié-fa (środków przewrotnych), którymi posługują się lamowie. Inne, choć tego samego rodzaju, są mniej widowiskowe i bardziej rozpowszechnione; uprawia się je prywatnie, a nie podczas wielkich ceremonii w lamasteriach. Przykładowo: rozgrzewa się kawałki żelaza do czerwoności, a potem liże się je bezkarnie; robi się nacięcia na ciele, które natychmiast znikają, itd. Wszystkie te praktyki muszą być poprzedzone recytacją pewnej modlitwy.
Poznaliśmy jednego lamę, który – wedle powszechnej opinii – potrafił napełnić dzban wodą dzięki pewnej formule modlitewnej. Nigdy jednak nie udało nam się nakłonić go, by spróbował tej sztuki w naszej obecności. Tłumaczył, że ponieważ nie podzielamy jego wierzeń, jego próby byłyby nie tylko nieskuteczne, ale mogłyby narazić go na wielkie niebezpieczeństwo. Pewnego dnia odmówił nam swoją „modlitwę”. Formuła była krótka, ale łatwo było w niej rozpoznać bezpośrednią inwokację do demona:
„Znam cię, ty mnie znasz – mówił. – Dalej, stary przyjacielu, zrób, o co cię proszę. Przynieś wodę i napełnij ten dzban, który ci podaję. Napełnić dzban wodą, cóż to dla twojej wielkiej potęgi? Wiem, że każesz sobie drogo płacić za taki dzban, ale trudno, zrób, o co cię proszę, i napełnij ten dzban, który ci podaję. Później razem rozliczymy się. W wyznaczonym dniu weźmiesz wszystko, co ci się należy.”
– Czasami te formuły okazują się bezskuteczne; wtedy modlitwa przeradza się w przekleństwa, wrzaski i złorzeczenia wobec tego, kogo przed chwilą się wzywało.”
Dr Louis du Chéné
źródło: LA MAGIE CHEZ LES LAMAS TARTARES; Le Monde Invisible – Paris 1866. PAR LES GROUPES SPIRITES DE PARIS, DE LA FRANCE & DE L’ÉTRANGER AVEC LA COLLABORATION DES ESPRITS, DES PHILOSOPHES & DES LIBRES PENSEURS.