Wieszcz

Plymouth – Seria udanych seansów

W ciągu ostatnich dwóch tygodni tutejsi przyjaciele zorganizowali serię seansów materializacji duchów, a medium była panna Barnes z Londynu. Z prawdziwą przyjemnością przekazuję dla trwałego zachowania w pamięci kilka najważniejszych i najciekawszych wydarzeń oraz rezultatów tych spotkań.

Rezultaty byłyby bez wątpienia znacznie bardziej zadowalające, gdybyśmy zachowali właściwe warunki, lecz ponieważ większość z nas była nowicjuszami w tego rodzaju sprawach, nasze uchybienia mogą być może zostaną uznane za wybaczalne. Naszym błędem było zbyt swobodne dopuszczanie osób „pragnących zobaczyć”. Uwaga ta zostanie należycie zrozumiana, gdy wspomnę, że łącznie w seansach tych uczestniczyło około 60 osób. Prawdopodobnie, gdybyśmy staranniej dobrali uczestników i trzymali się stale tego samego grona, z roztropnym dołączeniem jednej lub dwóch osób, osiągnęlibyśmy znacznie bardziej zadowalające rezultaty. Następnym razem będziemy już wiedzieli lepiej; jak jednak było, tak było – i tak zostaliśmy głęboko poruszeni oraz usatysfakcjonowani.

Gabinet składał się po prostu z dwóch zasłon zawieszonych na sznurze rozciągniętym w rogu pokoju; można je było rozsuwać pośrodku albo odciągać na bok z każdego końca. Na pierwszym posiedzeniu odezwał się osobliwy głos, który przedstawił się jako „Thomas Wilson” i z którym ostatecznie staliśmy się bardzo oswojeni i zaprzyjaźnieni. Widzieliśmy również różne części ludzkiej postaci – niewyraźną głowę ponad zasłonami, a także dłonie, zarówno duże, jak i małe, pomiędzy zasłonami; pod spodem zaś pojawiła się duża masa białej substancji. Duchy, zarówno „Thomas Wilson”, jak i inne, przedstawiające się jako „Charles”, swobodnie rozmawiały z uczestnikami, często wskazując hymn, który pragnęły usłyszeć. Oznajmiały też swoje zadowolenie głośnym stukaniem.

Na następnym seansie, zgodnie z wolą większości i z własnym życzeniem medium, zostało ono dokładnie związane przez dwoje przyjaciół, którzy oświadczyli następnie, że zastali je po zakończeniu seansu dokładnie w takim samym stanie, w jakim je pozostawili. Wkrótce po rozpoczęciu posiedzenia nad zasłoną ukazała się głowa o wyraźnie zarysowanych rysach twarzy, którą zgromadzeni powitali jednocześnie. Następnie bardzo długie ramię i duża dłoń wyciągnęły się ponad zasłoną, podniosły dzwonek z gzymsu kominka i zadzwoniły nim; potem dzwonek został podany pomiędzy zasłonami i położony na małym stoliku. Pan P., w którego domu odbywały się seanse, ujrzał przy swoim końcu gabinetu postać ducha, którą zdołał rozpoznać jako swego ojca. Na drugim końcu pani P. została dotknięta ręką. Duchy znów swobodnie rozmawiały z uczestnikami.

Następnego wieczoru duchy rozdawały kwiaty, z których pewna liczba została wcześniej położona przez obecnych na stole. Osoby, którym je wręczano, wybierano częściowo po nazwisku, częściowo według jakiejś cechy osobistej; a kwiaty, które duchy na oczach wszystkich brały ze stołu, były podawane im ponad zasłoną. Pod koniec seansu materializacyjnego pan H. został opanowany przez duchy, a zgromadzenie zostało przemówione przez pięć różnych duchów.

Kolejnego wieczoru medium zostało przez duchy w sposób bardzo osobliwy i mocny związane, po czym między zasłonami ukazała się w pełnym widoku całego zgromadzenia zmaterializowana postać pełnego wzrostu, okryta od stóp do szyi czystą bielą, z wyjątkiem twarzy i rąk. Przedstawiła się jako „Charles”, po czym wezwała każdego z wewnętrznego kręgu, aby podszedł naprzód i został dotknięty. Duch czterokrotnie lekko stuknął moją rękę; o ile mogłem zauważyć, ręce i twarz wyglądały całkiem naturalnie, z wyjątkiem ich bezbarwnego, trupiego wyglądu; dwoje naszych najbardziej wrażliwych mediów utrzymywało, że w pobliżu tej postaci wyczuło zapach śmierci. Po tym wystąpieniu ducha „Charlesa” pojawili się jeszcze „Thomas Wilson” oraz mały duch zwany „Brush”. Różnicę pomiędzy wzrostem tych trzech postaci można by z grubsza oszacować na odpowiednio pięć, cztery i trzy stopy.

Gdyby ktoś miał sugerować, że wszystkie te manifestacje były być może dziełem medium, można by zapytać: skąd wzięła ona ten osobliwy i niezwykle biały materiał draperii? Jak uzyskano ten woskowy, trupopodobny wygląd, tak silnie przywodzący na myśl figury z muzeum Madame Tussaud? Jak mogła zmieniać swój wzrost tak, by ukazywać się kolejno jako dziecko, młodzieniec i dorosły mężczyzna, z których każdy miał inny głos? A wreszcie, nawet zakładając, że w jakichkolwiek okolicznościach mogłaby dokonać takich rzeczy, jak mogła uczynić to wtedy, gdy była tak mocno związana, że – jak zgodnie przyznali obecni – nie mogła poruszyć się ani o cal, nie przesuwając przy tym krzesła?

W sobotę pierwszego tygodnia mieliśmy seans nadzwyczaj udany. Duchy znów zabezpieczyły medium, po czym podniosły dzwonek i dzwoniły nim w takt śpiewu. Następnie pomiędzy zasłonami pojawiła się duża biała masa w kształcie stopy, niemal dwa razy większa od zwykłej stopy, która spoczęła na małym stołku; wreszcie odbyło się kolejne rozdawanie kwiatów przez „Thomasa Wilsona”, który stał między zasłonami, naturalnie pochylając się ku uczestnikom i czyniąc dowcipne uwagi do tych, którzy zostali wybrani, aby otrzymać kwiaty.

Mieliśmy też dobry seans w niedzielę, podczas którego powtórzyły się niektóre z opisanych już manifestacji i ukazała się córka pana P., widziana przez wszystkich.

W drugim tygodniu nie wydarzyło się nic szczególnie interesującego; sądzę, że brak właściwych warunków w znacznym stopniu udaremnił wysiłki duchów. Chciałbym jednak krótko wspomnieć o seansach z zeszłego piątku i soboty wieczorem. Po różnych manifestacjach, jakie miały miejsce, gdy oczekiwaliśmy dalszych, poinformowano nas, że pewien dżentelmen usiłuje się ukazać – ojciec pana Ware’a. Miałem szczęście uchwycić dwa krótkie błyski tej postaci i nic więcej. Gdyby była sposobność, nie wątpię, że wkrótce ukazałby się całkowicie. Seans ostatniej soboty, będący zarazem ostatnim, należał do najbardziej udanych. Duch jedną ręką ponad zasłoną dzwonił dwoma dzwonkami, podczas gdy śpiewaliśmy hymn, a „Charles” ukazał się w pełnej postaci, okryty od głowy do stóp bielą. Następnie duch podszedł do stołu, podniósł leżące na nim kwiaty, ułożył je w bukieciki i rozdał uczestnikom, podając je ponad zasłoną. Podczas tego działania głos ducha wywoływał każdego z nas po imieniu, a ramię i dłoń były dla wszystkich zupełnie wyraźne. Ramię wyglądało tak, jakby było ubrane w nocną koszulę, a jeden z uczestników, dżentelmen o wysokiej kulturze intelektualnej i bardzo pobożnym usposobieniu, oświadczył, że szczególną uwagę zwrócił na dłoń, która wydała mu się jak najpiękniejsza robota woskowa i niemal przezroczysta. Na koniec duch wziął ze stołu nożyczki i zaczął odcinać dla każdego z uczestników kawałek draperii; skąd ją brał, nie potrafię powiedzieć. Także i przy tej okazji medium było unieruchomione na krześle w sposób całkowity. – O. Warr.

12, Stanley-Terrace, Plymouth, 5 września.

źródło: PLYMOUTH. A Series of Successful Seances; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, 'September 10,1881.