ODRODZENIE WIARY W CZAROWNICTWO
AUTOR: AMIEL
Koniec tego stulecia obfituje w niespodzianki, jednak dla badacza psychologii żadna nie jest bardziej interesująca niż odrodzenie wiary w czarownictwo, demonologię i szeroko rozumiane czarne sztuki, które w ostatnim czasie dało się zaobserwować w centrach cywilizacji. Wśród indyjskich i afrykańskich plemion dzikich kult diabła, ju-juizm i fetyszyzm, ze wszystkimi swoimi przerażającymi towarzyszącymi praktykami, kwitną praktycznie bez przeszkód, ale powszechnie uważano, że tego typu wierzenia rozbijają się o skałę naszej zachodniej cywilizacji! Tymczasem w Rosji, całkiem niedawno, spalono kobietę jako czarownicę; w Paryżu, „Mieście Światła”, satanizm, czarna msza i inne obrzydliwości związane z kultem demonów są wyznawane i praktykowane przez liczne grono zwolenników. Dwóch z najwybitniejszych ludzi we Francji uczyniło te zjawiska przedmiotem szczególnych badań; jednym z nich jest Jules Bois, który zaszokował świat rezultatami swoich dochodzeń, w których wykazał, do jakich głębin deprawacji mogą się zniżyć ludzie, praktykując te odrażające rytuały; drugim jest Joris Karl Huysmans, który skutecznie stara się wskrzesić dawną wiarę w moc złych duchów, osobowość szatana i jego aniołów, siłę złowrogich wpływów i tym podobnych.
W Anglii chlubimy się tym, że oddaliliśmy się od czasów ustawy Elżbiety o tłumieniu czarownictwa oraz „Demonologii” Jakuba I. Jednak badania folklorystów jednoznacznie dowodzą, że wiara w czarownictwo nadal przetrwała na odległych obszarach wiejskich, a co gorsza, istnieją powody, by sądzić, że ruch satanistyczny z Paryża rozprzestrzenia się do Londynu i że w naszym współczesnym Babilonie istnieją miejsca, gdzie czarne sztuki i nieczyste rytuały są potajemnie praktykowane.
W Ameryce żywiono nadzieję, że wiara w czarownictwo, która w dawnych latach doprowadziła do okrutnych zbrodni w Nowej Anglii i Massachusetts, przeminęła na zawsze. Jednak całkiem niedawno proces sądowy w Leadville, w stanie Kolorado, ujawnił, że daleko jest od całkowitego wykorzenienia tego kultu – przeciwnie, jest on żywy i kwitnący, a liczba jego wyznawców rośnie. Sprawa ta jest tak niezwykła, że czujemy się usprawiedliwieni, by przytoczyć jej pełne szczegóły – i czynimy to bez dodatkowego komentarza.
Leadville, dobrze prosperujące miasto w Kolorado, chlubi się tym, że jest postępową społecznością, stojącą w awangardzie cywilizacji Zachodu, lecz wydarzenia z ostatnich tygodni sprawiły, że wielu zaczęło się zastanawiać, czy miasto nie dryfuje z powrotem do czasów palenia czarownic w dawnej Nowej Anglii. Oto bowiem Leadville przeżyło szok w postaci procesu o czary przed jednym z prawnie ustanowionych sądów hrabstwa, a efektem był sądowy wyrok, że jedna trzecia społeczności wierzy w czarownictwo, a dowody dotyczące tych spraw są w pełni dopuszczalne. Wykazano ponad wszelką wątpliwość, że wiara w moc czarownic, skuteczność proszków spalanych o straszliwej, północnej godzinie, oraz inne zaklęcia i inkantacje, są nadal rozpowszechnione na tym bezkresnym i nieujarzmionym Zachodzie.
Sprawa wyglądała następująco: kilka miesięcy temu do Leadville przybyła żydowska rodzina Rothenbergów – mężczyzna, jego żona i dziecko. Kobieta była piękna, o typowo żydowskiej urodzie, z pewnym powiewem orientalnej mistyki, co sprawiło, że jej obecność w mieście zaczęła być szeroko komentowana. Jej mąż był zwyczajnym krawcem, ale tajemnicza żona szybko stała się modna w małym kręgu okultystów, z których większość utrzymywała, że są w kontakcie z duchami zmarłych. Catherine Rothenberg przypisywano posiadanie „kontaktu” nie mniej ważnego niż cień arabskiego mędrca, a miejscowi spirytualiści byli zachwyceni takim wzmocnieniem swoich szeregów, wskazując na liczne cudowne próby dokonywane przez syryjską Żydówkę, mające na celu zawstydzenie niedowiarków i sceptyków.
Pewnego ranka cała społeczność została wstrząśnięta wiadomością o brutalnym napadzie, którego ofiarą padła piękna Żydówka. Podczas nieobecności męża ktoś wszedł do domu i bestialsko ją pobił, tak że jej życie było zagrożone.
Policja nie potrzebowała dużo czasu, aby odnaleźć sprawcę napaści. Był nim niejaki Martin Roberts, który śmiało przyznał się do popełnienia czynu, lecz przedstawił obronę, jakiej trudno szukać w annałach historii sądownictwa karnego. Krótko mówiąc, Roberts twierdził, że został zaczarowany – nie w sentymentalnym znaczeniu tego słowa, lecz pod wpływem złowrogiego uroku rzuconego przez czarownicę, którą według niego była Catherine Rothenberg. W takich okolicznościach powołanie komisji do zbadania poczytalności mogłoby być uzasadnione. Jednak nikt nie spojrzał na sprawę w ten sposób. Roberts był dobrze znanym górnikiem, a gdy jego żona, wspólnik w niektórych przedsięwzięciach oraz kilku sąsiadów zgodnie twierdzili, że jest on pod wpływem czaru rzuconego przez czarownicę, a do tego jeden z czołowych prawników miasta podjął się jego obrony, cała społeczność była, co zrozumiałe, zaskoczona i wstrząśnięta.
Proces okazał się jednym z najbardziej niezwykłych w historii. Roberts, oskarżony, miał około 36 lat i podczas rozprawy mówił oraz zachowywał się równie racjonalnie jak każdy inny zdrowy na umyśle człowiek obecny na sali. W istocie, cała procedura prowadzona była w przekonaniu, że Roberts jest całkowicie poczytalny, a wszelkie dziwne wydarzenia były wynikiem jakiejś nieczystej magii uprawianej przez tajemniczą Catherine Rothenberg, która wcześniej udzieliła mu pewnych informacji dotyczących kopalni, którą się interesował. Założył się z nią o 100 dolarów, że nie będzie w stanie udzielić mu konkretnych informacji na temat innej nieruchomości, lecz ku jego zaskoczeniu, kobieta podała mu dokładnie prawdziwe dane. Kłopoty zaczęły się, jak twierdzi Roberts, gdy kobieta poprosiła go, aby rozsypał pewien proszek na drzwiach osoby, która – według niej – wyrządziła jej krzywdę. Proszek został przygotowany zgodnie z „najlepszą” recepturą czarownic i miał rzekomo sprowadzić wszelkiego rodzaju nieszczęścia, choroby i kłopoty na tych, przeciwko którym zostanie użyty. Roberts odmówił udziału w zemście kobiety i, jak mówi, ściągnął jej gniew na własną głowę.
Żona Robertsa także nie pałała sympatią do Żydówki. Świadomość, że jej mąż odwiedza dom Rothenbergów i poddaje się urokowi tych niezwykłych czarnych oczu (nie wspominając już o jakiejkolwiek mocy nadprzyrodzonej), trudno uznać za okoliczność sprzyjającą spokojowi ducha żony. Pewnego dnia odwiedziła ona panią Rothenberg i oświadczyła jej, że nie wierzy w jej moc. „Nie wierzysz?” – miała odpowiedzieć Rothenberg – „To ci pokażę. Okaleczę twoje dzieci, sparaliżuję męża i doprowadzę cię do żebractwa”.
I wtedy wydarzyła się dziwna rzecz. Roberts rzeczywiście zachorował. Nie był w stanie spać w nocy. Jego zachowanie w kopalni stało się tak dziwne, że inni górnicy odmówili pracy w jego obecności, obawiając się o własne bezpieczeństwo. Roberts opisywał bóle głowy jako przerażające. „Czuję, jakby piła tarczowa rozcinała mój mózg, a świdry przewiercały mi oczy” – mówił. Nie ulegało wątpliwości, że jego stan był poważny. Lekarze i przyjaciele zgodnie zeznawali podczas procesu, że przez kilka miesięcy Roberts cierpiał zarówno psychicznie, jak i fizycznie, a zarówno on, jak i jego żona byli przekonani, że przyczyną była moc Catherine Rothenberg.
Jak przełamać urok – to pytanie długo dręczyło Robertsa. W końcu przypomniał sobie, że kobieta kiedyś powiedziała mu, iż jeśli osoba, na którą rzucono czar, upuści krew z jej ust, powtarzając przy tym magiczną formułę, urok zostanie zdjęty. Roberts postanowił więc podążyć tą drogą. Jedyny problem polegał na tym, że nie pamiętał tych kabalistycznych słów. Tak czy inaczej, udał się do domu Rothenbergów, gdzie zastał ją, gdy kołysała dziecko do snu. Roberts chwycił ją za gardło – i wywiązała się walka, podczas której przelano wystarczająco dużo krwi, by przełamać niejeden czar. Roberts twierdził jednak, że samo upuszczenie krwi nie wystarczy bez wypowiedzenia magicznej formuły. Pomimo cierpień, jakich doznała, kobieta długo odmawiała wyjawienia słów, lecz ostatecznie, pod groźbą natychmiastowej śmierci, uległa i, wołając: „Moja moc przepadła”, osunęła się nieprzytomna na podłogę. Roberts opuścił dom, jak twierdził, odmieniony. „Następnego dnia, po dobrej nocy i solidnym posiłku, zważyłem się i odkryłem, że przybrałem cztery funty”, mówił z radością. Jego przyjaciele i lekarz potwierdzili poprawę jego kondycji fizycznej i psychicznej, a jego wygląd podczas składania zeznań przed sądem rzeczywiście potwierdzał, że cieszy się teraz znakomitym zdrowiem.
Obrońca Robertsa podczas procesu domagał się dopuszczenia dowodów mających wykazać, że Rothenberg jest czarownicą. Generał Jones, prokurator i były prokurator generalny stanu Kolorado, gwałtownie sprzeciwiał się takiemu świadectwu. Lecz adwokat Robertsa upierał się: „Jesteśmy gotowi udowodnić, że ta kobieta za pomocą hipnozy lub jakiejś mocy okultystycznej rzuciła czar na tego człowieka, który mógł przełamać tylko upuszczając jej krwi – i ten czyn zamierzam udowodnić jako całkowicie usprawiedliwiony, zwykła samoobrona.” Sędzia uznał, że takie zeznania są dopuszczalne, jako mające na celu ujawnienie wszystkich faktów – i skoro jedna trzecia społeczności wierzy w takie rzeczy, wszystko powinno zostać przedstawione.
Generał Jones próbował protestować. „Na Boga” – mówił – „czy ten proces toczy się w Kolorado w XIX wieku, czy też polujemy tu na czarownice jak w wieku XVII? Sprzeciwiam się, by ten sąd cofał zegar o dwieście lat wstecz!” Ale zegar został cofnięty, a kilkunastu mężczyzn i kobiet opowiadało o niesamowitych czynach Catherine Rothenberg. Miała ponoć rozchorować całą rodzinę na odrę, posypując ziemię z grobu mordercy do beczki z wodą; okaleczyć mężczyznę, który odmówił jej 5 dolarów, gdy tego zażądała; grozić rodzinie Robertsów nieszczęściem; była także widywana o północy na cmentarzu przy grobie miejscowego nieboszczyka, który zginął na szubienicy wiele lat wcześniej. Inni świadkowie zeznawali, że widzieli, jak jej oczy toczyły się i rzucały blade płomienie, a sam Roberts zauważył dziwne ślady krwi w kątach pomieszczeń. Wszystko to zostało przedstawione pod przysięgą w sądzie.
Po długiej debacie prawników, sprawa – przynajmniej w wymiarze prawnym – zakończyła się nałożeniem przez sędziego grzywny w wysokości 30 dolarów na Robertsa za „upuszczenie krwi”, jak to określił. Catherine Rothenberg zaprzecza posiadaniu jakichkolwiek niezwykłych mocy. Twierdzi, że jest medium spirytystycznym, i będąc w stanie jasnowidzenia wywołała lokalną sensację swoimi niezwykłymi wypowiedziami. Jej przyjaciele twierdzą, że jest kapłanką wysokiego szczebla w świecie spirytystycznym. To, co dla nich jest wyrazem wysoko rozwiniętych zdolności mediumicznych, dla innych jest przejawem hipnozy i zręcznego aktorstwa, podczas gdy jeszcze inni widzą w tym wszystkim dowody czarów i czarnoksięstwa.
Co do tego nie zajmujemy stanowiska; dla badacza psychologii interesującym aspektem tej kontrowersji jest fakt, że wiara w czarownictwo nadal przetrwała w dobrze rozwiniętej i cywilizowanej społeczności.
źródło: THE REVIVAL OF BELIEF IN WITCHCRAFT, By Amiel; Suggestive Therapeutics – December 1899.