Mrs. Leonora E. Piper

WIELKIE POSTACIE MEDIUMIZMU

MISTRESS PIPER
Przykład, który skłonił wielu mędrców do uwierzenia w prawdziwość spirytyzmu

Spośród wszystkich osób, które w ostatnich latach wykazały zdolności mediumiczne, udostępniając – jak się wydaje – swoje ciało istotom niewidzialnym dla naszych zmysłów, aby mogły się nam objawić, jedną z najbardziej godnych uwagi jest bez wątpienia Amerykanka pani (Mrs.) Piper. Jej mediumizm, zadziwiająco doskonały, był badany przez najwyższej klasy specjalistów z Europy i Ameryki z większą dokładnością i starannością niż jakiekolwiek inne medium. Przez piętnaście kolejnych lat zajmowało się tym Anglo-Amerykańskie Towarzystwo Badań Psychicznych, podejmując wszelkie środki ostrożności wymagane w tego typu przypadkach i biorąc pod uwagę wszystkie możliwe hipotezy. Jak słusznie zauważa M. Sage: „Od tej pory nawet najbardziej oficjalni psychologowie nie będą mogli ignorować tych zjawisk, budując swoje eleganckie systemy. Chcąc nie chcąc, będą musieli je przeanalizować i spróbować znaleźć dla nich jakiekolwiek wyjaśnienie – wyjaśnienie, które prawdopodobnie będzie utrudnione przez ich uprzednie założenia”.

Mrs. Piper, jak już wspomnieliśmy, jest Amerykanką. Mieszka niedaleko Salem, w urokliwej wiosce położonej blisko morza, gdzie – przez osobliwe zrządzenie losu – fanatyzm XVII wieku skazał na śmierć dwadzieścia osób oskarżonych o czary. Jeszcze do niedawna stacja kolejowa w Salem była o każdej porze dnia pełna odwiedzających pragnących poznać medium. Towarzystwo Badań Psychicznych położyło kres tej nadmiernej ciekawości, zapewniając pani Piper środki do życia i rezerwując jej usługi wyłącznie dla siebie. Często opuszcza swój dom, aby prowadzić seanse w Nowym Jorku lub w innych miejscowościach, a także spędziła dłuższy czas w Anglii; z natury jest jednak osobą osiadłą, nie przepada za rozgłosem i preferuje życie domowe, blisko męża, który pracuje w handlu, oraz swoich dzieci.

Jej wykształcenie nie wykracza poza to, które zazwyczaj otrzymują kobiety w Stanach Zjednoczonych; być może uczyła się wielu rzeczy, ale opanowała je powierzchownie i w niewielkim stopniu. Poza tym jest osobą bardzo sympatyczną, uprzejmą w kontaktach i wyjątkowo skromną. Nie przypisuje swoim zdolnościom większego znaczenia, ale rozumie, że stanowią one interesującą anomalię z punktu widzenia nauki, i pozwala nauce je badać, poddając się eksperymentom z uprzejmością i dobrą wolą, którą powinno cechować się każde medium.

Większość lekarzy uważa mediumizm za jedną z form nerwicy. Rzeczywiście, wiele mediów cierpi na różne schorzenia fizyczne: Eusapia Paladino miała uraz kości ciemieniowej, a słynny Slade był hermafrodytą. Pani Piper, córka rodziców cieszących się zawsze doskonałym zdrowiem, również cieszyła się nim aż do lat 1882–1883, kiedy to została potrącona przez sanie i doznała poważnego urazu, w wyniku którego utworzył się guz. Obawiając się, że może to być nowotwór, na prośbę rodziny męża udała się po poradę do niewidomego medium o imieniu Cocke, o którym mówiono, że dokonuje cudownych uzdrowień. To właśnie w jego domu pani Piper po raz pierwszy weszła w trans – w dniu, w którym przyszła z nim porozmawiać, poczuła się źle; przy kolejnej wizycie Cocke położył jej dłonie na głowie i wtedy natychmiast weszła w trans. Jak sama później opowiadała, miała wrażenie, że traci przytomność, ujrzała błysk światła, nieznajome ludzkie twarze i dłoń poruszającą się przed jej twarzą. Nie pamięta nic więcej, poza tym, że po przebudzeniu powiedziano jej, iż za jej pośrednictwem przemówiła młoda Indianka imieniem Clorina, która przekazała innemu uczestnikowi seansu niepodważalny dowód na istnienie duszy po śmierci.

Jeśli Cocke potrafił rozwinąć u pani Piper uśpione zdolności mediumiczne, to nie zdołał jednak wyleczyć guza, z którego cierpiała jeszcze przez dziesięć lat, aż w końcu zdecydowała się na operację.

Powyższe wydarzenia sprawiły, że niektórzy ludzie zaczęli przypuszczać, że zdolności mediumiczne pani Piper wynikają z obecności tego guza. Istnieje jednak fakt, który wydaje się przeczyć tej teorii: zawsze gdy była chora, jej zdolności mediumiczne słabły; najbardziej niezwykłe zjawiska obserwowano zawsze wtedy, gdy cieszyła się pełnym zdrowiem.

Pierwsze duchy, które objawiły się za pośrednictwem pani Piper, były liczne i bardzo zróżnicowane. Wśród nich znajdował się doktor Phinuit, który podawał się za Francuza i wypisywał recepty; kompozytor Bach, aktorka Mrs. Siddons, poeta Longfellow, młoda Włoszka o imieniu Loretta Ponchini oraz komandor Vanderbilt, założyciel fortuny, z której korzystają dziś amerykańscy milionerzy noszący to samo nazwisko. Pewnego popołudnia Bach ogłosił, że on i wszyscy pozostali duchowi współpracownicy skupią swoją moc na doktorze Phinuit, który od tej chwili będzie jedynym, przez którego będą się manifestować.

I tak się stało. Duch Phinuitta nie ograniczał się już jedynie do diagnozowania chorób i przepisywania leków – zaczął wypowiadać się na różne tematy i odpowiadać na wszelkie pytania, wykazując przy tym niekiedy śmieszną zarozumiałość i zmienność charakteru, co czyniło go jednym z najbardziej oryginalnych duchów, jakie kiedykolwiek się objawiły.

Pierwszy naukowiec badający trans pani Piper

Pierwszym człowiekiem nauki, który badał stan transu pani Piper, był profesor Uniwersytetu Harvarda, William James. Jego obserwacje, poczynione w 1885 roku, były dość powierzchowne, ale mimo to bardzo interesujące. Najciekawsze jednak jest to, jak doszło do tego, że profesor w ogóle zainteresował się tym zjawiskiem. Jego teściowa, zaintrygowana tym, co usłyszała od przyjaciółek o medium, postanowiła udać się na seans i wyszła z niego bardzo poruszona. Jej córka również poszła i – kładąc na czole pani Piper list napisany po włosku, którego medium nie znała – otrzymała od Phinuitta szczegółowe informacje o autorze listu, mimo że był to młody Włoch, znany zaledwie dwóm osobom w całej Ameryce.

Kiedy profesor James usłyszał o tych wydarzeniach, zrobił to, co zwykle robią ludzie uchodzący za mędrców – słusznie czy nie: wyśmiał je i kpił z łatwowierności swojej teściowej i szwagierki. Ale ciekawość jest zaraźliwa – kilka dni później sam udał się do medium i otrzymał niepodważalne dowody jej niewytłumaczalnych zdolności. Mimo że zjawił się pod przybranym nazwiskiem i nie zapowiadał wizyty, Phinuit przekazał mu mnóstwo informacji o jego rodzinie, odgadując imiona krewnych – nawet imię dziecka, które profesor stracił. Jedynie przekręcał te imiona – za każdym razem wypowiadał je inaczej, jakby inny duch mu je dyktował, a on nie potrafił ich dobrze zrozumieć. Na przykład teścia profesora Jamesa, który nazywał się Gibbens (czyt. Guibhins), raz nazywał Kihlin, innym razem Gihlin.

Profesor opuścił seans przekonany, że pani Piper – o ile nie znała jego rodziny lepiej niż on sam (co było niedorzeczne) – musiała posiadać jakiś niezwykły, ponadnaturalny dar. Kolejnych dwanaście seansów, które z nią odbył, tylko utwierdziło go w tym przekonaniu. Wśród najbardziej zdumiewających dowodów jasnowidzenia Phinuitta profesor James przytacza następujące:

Po powrocie z podróży po Europie jego teściowa zgubiła książeczkę czekową. Zapytała Phinuitta, czy może pomóc ją odnaleźć – wskazał dokładne miejsce, w którym rzeczywiście później została odnaleziona. Podczas innej sesji Phinuit powiedział profesorowi: „Twój syn ma towarzysza tutaj w naszym świecie – chłopca o imieniu Roberto I.” Rodzina I., mieszkająca w odległym mieście, była kuzynostwem żony profesora. Kiedy profesor wrócił do domu, powiedział żonie: „Phinuit miał rację, że twoi kuzyni stracili dziecko, ale pomylił się co do płci – powiedział, że to chłopiec.” Wyobraźcie sobie zdumienie profesora, kiedy żona odparła, że to on się myli – zmarłe dziecko było rzeczywiście chłopcem.

W jeszcze innej okazji Phinuit powiedział profesorowi: „Wiem, że właśnie uśmierciłeś eterem biało-szarego kota. Biedne zwierzę tarzało się po ziemi, zanim umarło.” Fakt ten był dokładnie zgodny z rzeczywistością.

Rezultaty uzyskane przez profesora Jamesa wzbudziły zainteresowanie innych ludzi nauki. Najważniejszym z nich był Richard Hodgson, doktor prawa, który przyjechał specjalnie do Ameryki, aby badać przypadek Piper, i który przez blisko piętnaście lat nie odstępował medium ani na krok. Obserwował zjawiska mediumiczne z niespotykaną dokładnością, nieustannie nadzorując panią Piper i drobiazgowo weryfikując wszystkie twierdzenia rzekomych duchów pojawiających się podczas seansów.

Trzeba zaznaczyć, że doktor Hodgson nie był ani łatwowierny, ani fanatyczny. M. Sage słusznie mówi o nim, że przez całe życie był najzacieklejszym wrogiem oszustwa. Wystarczy powiedzieć, że to on zdemaskował teozofię, dowodząc, że niektóre z rzekomo nadzwyczajnych zjawisk w Indyjskim Towarzystwie Teozoficznym były zwykłą szarlatanerią i zręczną iluzją – co spowodowało całkowitą zmianę podejścia teozofów, którzy odtąd stali się zdeklarowanymi przeciwnikami eksperymentowania. To także Hodgson był jednym z tych, którzy zdemaskowali w Cambridge Eusapię Paladino, odkrywając niektóre z jej nieświadomych oszustw.

Jeśli więc ktoś taki – po piętnastu latach nieprzerwanej obserwacji – twierdzi, że zjawiska związane z panią Piper są autentyczne, należy mu wierzyć.

Fakt, że był doktorem prawa, może u niektórych budzić wątpliwości co do jego kompetencji, bo wydaje się, że tego typu sprawami powinni zajmować się lekarze. Jednak godny tego miana prawnik musi być również dogłębnym psychologiem, a zatem może badać zjawiska mediumiczne z taką samą kompetencją jak lekarz.

Wśród innych badaczy, którzy przyglądali się mediumizmowi pani Piper, należy wymienić sir Olivera Lodge’a, wybitnego angielskiego fizyka, oraz profesora Charlesa Richeta. Ten ostatni tak opisuje stan transu medium:

„Aby wejść w trans, musi ująć czyjąś dłoń. Trzyma ją przez kilka minut w ciszy i w półmroku. Po pewnym czasie (od pięciu do piętnastu minut) zaczynają się lekkie drgawki, które stopniowo się nasilają, aż dochodzi do umiarkowanego ataku podobnego do epilepsji. Po jego ustąpieniu popada w stan odrętwienia z lekko chrapliwym oddechem, trwający jedną do dwóch minut. Następnie nagle się budzi i zaczyna mówić. Jej głos się zmienia – to już nie pani Piper, lecz inna osoba: doktor Phinuit, który mówi niskim, męskim głosem, z akcentem przypominającym mieszankę gwary murzyńskiej, francuskiego i amerykańskiego dialektu.”

Od tamtej pory zjawisko nieco się zmieniło. Mrs. Piper nie musi już trzymać czyjejś ręki. W czasie odrętwienia bez przerwy porusza palcami, a podczas manifestacji pochyla głowę do przodu i opiera ją na poduszkach na stole. Jej mediumizm również zmienił charakter. Początkowo objawienia odbywały się wyłącznie za pomocą głosu; potem pojawiły się sygnały pisma automatycznego, aż wreszcie nastał okres, w którym objawiały się jednocześnie trzy osobowości – jedna mówiła, a dwie pozostałe (całkowicie odmienne) pisały obiema rękami. Ta równoczesność całkowicie wykluczała oszustwo.

Od kilku lat zjawiska występują już wyłącznie za pomocą pisma prawej ręki, która wydaje się być pełna życia, podczas gdy reszta ciała medium pozostaje nieruchoma, oparta o poduszki.

Phinuit nie jest już jedyną osobowością manifestującą się przez panią Piper. Od jakiegoś czasu został zastąpiony przez szereg dużo poważniejszych, ale równie interesujących osobowości. Spekulowano nawet, czy Phinuit nie został „przekazany” pani Piper przez niewidomego medium Cocke’a razem z mediumizmem. Faktem jest, że Cocke’owi często objawiał się pewien francuski lekarz starej daty, imieniem Albert Finnett. W języku angielskim nazwiska Phinuit i Finnett brzmią niemal identycznie. Jednak Phinuit uparcie twierdzi, że pani Piper była pierwszą osobą, przez którą się zamanifestował.

Ten doktor Phinuit, o którego przekazach jeszcze opowiemy, po raz pierwszy napisał swoje imię w niezwykle osobliwy sposób – co warto przytoczyć. Zdarzyło się to niedługo po urodzeniu przez panią Piper drugiego dziecka, w październiku 1885 roku. Medium właśnie położyła się spać i miała zasnąć, gdy nagle na ścianie naprzeciwko zobaczyła oślepiające światło, w którym wyraźnie odcinały się czarne litery: Phin… Natychmiast przypomniała sobie o duchu. Zapytała męża, czy widzi światło – odpowiedział: „Nie, nic nie widzę. Co się z tobą dzieje? Czy wchodzisz w trans?” Światło zniknęło. Pani Piper wstała, zapaliła świecę i poszła zobaczyć, czy na ścianie pozostał jakiś ślad liter.

Oczywiście nie było żadnych śladów – ale od tamtej pory Phinuit nie przestawał podpisywać swoich przekazów.

(Ciąg dalszy nastąpi)

źródło: LOS GRANDES AEDIUAS – MISTRESS PIPER; Lo Maravilloso – Madrid 25 Julio 1909.


Mistress Piper (kontynuacja)

Jak już kilkakrotnie wspominaliśmy naszym czytelnikom, nic nie oddaje lepiej znaczenia zjawisk związanych z panią Piper niż intelektualny poziom ludzi, którzy poświęcili się ich badaniu. Mrs. Piper nie jest pospolitym medium; dlatego też ci, którzy badali, również muszą wyróżniać się spośród przeciętnych.

Odkąd profesor William James z renomowanego Uniwersytetu Harvarda wyrwał z niegodnej roli ulicznej wizjonerki, przed panią Piper przewinęły się tak znakomite osobistości jak: Frederic William Myers, słynny pisarz i psycholog angielski, autor dzieła Duchy żywych i były prezes Towarzystwa Badań Psychicznych w Londynie; doktor Charles Richet, dyrektor Annales des Sciences Psychiques; bracia Lodge oraz profesor William Romaine Newbold.

Wśród tej plejady wybitnych obserwatorów szczególnie wyróżniają się – zarówno ze względu na swoją wiedzę, jak i na dokładność przeprowadzonych badań – sir Oliver Lodge, doktor Hodgson oraz profesor Hyslop.

Doktora Hodgsona już znamy. Człowiek niezwykle wykształcony, rozsądny i obdarzony spokojnym osądem – nigdy nie wygłaszał żadnego twierdzenia, zanim nie przekonał się o jego prawdziwości. Był doktorem prawa, zanim został psychologiem, i przywykł do zimnej oceny faktów oraz ich klasyfikacji z całą bezstronnością prawdziwego prawnika. Po zdemaskowaniu grupy teozofów w Indiach, którzy prezentowali ciekawe, lecz w rzeczywistości oszukańcze zjawiska, odrzucił również zdolności mediumiczne Eusapii Paladino tylko dlatego, że przyłapał na jednym (może nieświadomym) oszustwie.

Ale wobec pani Piper skłonił głowę, uznając, że hipoteza spirytystyczna jest najmniej niewiarygodną spośród możliwych, by wyjaśnić tak zadziwiające zjawiska.

O sir Olivierze Lodge’u również pisaliśmy już wiele na łamach Lo Maravilloso, więc możemy pominąć kolejne pochwały jego autorytetu. Ten wybitny fizyk uznawany jest w Anglii za jednego z największych uczonych. Jego badania z zakresu fizyki przyniosły mu zasłużoną i powszechną sławę. Napisał liczne prace naukowe, m.in. Łączność bezprzewodowa, Postępy nauki oraz Nowe poglądy na elektryczność. Jest członkiem Królewskiego Towarzystwa Naukowegonajważniejszej instytucji naukowej Wielkiej Brytanii – a obecnie pełni funkcję rektora Uniwersytetu w Birmingham.

Profesor James Hervey Hyslop, o którym dotąd nie mieliśmy okazji wspominać, to wreszcie wybitny wykładowca Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku – jednej z najważniejszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jako gorliwy badacz nowoczesnego okultyzmu, opublikował znakomite dzieła na ten temat, takie jak Nauka i życie pozagrobowe oraz Zagadki badań psychicznych. Obecnie stoi na czele Nowojorskiego Towarzystwa Badań Psychicznych, a oprócz prowadzenia wykładów z psychologii na uniwersytecie, wygłasza także liczne prelekcje, na które przybywa zarówno liczny, jak i wybrany słuchacz.

Profesor Hyslop rozpoczął swoje seanse z panią Piper pod koniec roku 1898, właśnie w momencie, gdy istota G.P., która zainicjowała wiele ciekawych zjawisk, została zastąpiona przez inne, jeszcze bardziej interesujące byty. Oto jak doszło do tej zmiany.

W poprzednim artykule wspomnieliśmy, że G.P. podczas jednej z sesji wyraził zdecydowany sprzeciw wobec teorii angielskiego medium Staintona Mosesa. W kolejnych seansach powtarzał swoje stanowisko z równą stanowczością, wobec czego badacze uznali, że należy wywołać ducha samego Mosesa, aby poznać jego poglądy na temat istnienia pozagrobowego.

William Stainton Mosesjak musimy przypomnieć naszym czytelnikom – był w młodości pastorem protestanckim, znanym ze swej gorliwości i pobożności. Do roku 1870, mając 31 lat, nie interesował się spirytyzmem, a jeśli już, to tylko po to, by go z ambony zwalczać. Jednak w tym właśnie roku, po lekturze kilku książek na ten temat, zainteresował się nim, zaczął uczestniczyć w seansach i wkrótce odkrył, że sam jest bardzo uzdolnionym medium.

W zjawiskach, które zachodziły z jego udziałem, szybko dostrzeżono wpływ czterech duchów-przewodników: trzech z nich, występujących pod imionami Rector, Doctor i Prudens, stanowiło grupę całkowicie podporządkowaną czwartemu, który nazywał się Imperator. Wszyscy czterej twierdzili, że duszami ludzi, którzy żyli na ziemi; używane przez nich imiona były, że tak powiemy, pseudonimami, pod którymi chcieli występować wobec świata. Ich prawdziwe nazwiska zostały ujawnione Staintonowi Mosesowi, który zanotował je w jednym ze swoich notatników, ale nigdy ich nie opublikował.

Duch Mosesa postanowił, że jego komunikaty muszą być bardziej jasne i precyzyjne; w przeciwnym razie pozostawiałyby miejsce na wątpliwości, a przecież Hyslop – jako prawdziwy prawnik – mógł zaakceptować jedynie dowody, w których nie było miejsca na niejasności. Wówczas Stainton Moses poprosił o pomoc swoich dawnych duchowych przewodników – i ci, w pełnym składzie, zaczęli się objawiać bezpośrednio.

Po kilku seansach duchy zażądały, by „światło” (czyli energia medium) pani Piper było przeznaczone wyłącznie do ich dyspozycji. Imperator oznajmił, że nieustanne eksperymenty z wszelkiego rodzaju duchami – jedne szlachetne i wykształcone, inne chaotyczne i nieoświecone – sprawiły, że pani Piper stała się bardziej maszyną niż medium, i to maszyną zbyt zużytą, a więc niemal bezużyteczną. On i jego towarzysze mogli z czasem przywrócić do dobrego stanu, ale tylko pod warunkiem, że otrzymają prawo do odrzucania każdego ducha, który mógłby jej zaszkodzić.

Gdy członkowie Towarzystwa Badań Psychicznych poprosili o przywołanie ducha Staintona Mosesa za pośrednictwem pani Piper, G. P. ostrzegł, że słynny medium popełnił wiele błędów za życia i nie osiągnął jeszcze dostatecznego poziomu duchowego, by bez zamieszania i ciemności mógł zbliżyć się ponownie do świata ziemskiego – co uniemożliwi uzyskanie klarownych komunikatów.

Rzeczywiście – seanse, w których pojawił się Stainton Moses jako duch komunikujący się, raczej podważają niż potwierdzają hipotezę spirytystyczną, jeśli nie uwzględni się tego wcześniejszego ostrzeżenia. Wszystkie trafne informacje, jakie się w nich pojawiły, znajdowały się w świadomości obecnych uczestników i mogły im zostać po prostu podsunięte; cała reszta była zupełnie fałszywa.

Stainton Moses miał znakomity sposób na udowodnienie swojej tożsamości. Jak wspomniano, w jednym ze swoich notatników zapisał prawdziwe imiona swoich duchów-przewodników. Właśnie w czasie, gdy odbywały się te seanse w Ameryce, Frederic Myers przeglądał w Anglii te zeszyty z zamiarem opublikowania ich części. Myers znał więc te imiona, ale był jedyną osobą na świecie, która je znała.

Wobec tego zwrócono się do ducha Mosesa: „Podaj imiona swoich duchów-przewodników – to byłby znakomity dowód. Myers je zna, my nie. Prześlemy je do niego i jeśli będą się zgadzać z zapisanymi w zeszycie, nie będziemy już wątpić w twoją tożsamość.” Moses podał cztery imiona, ale po ich porównaniu z notatkami okazały się błędne.

W obrębie hipotezy spirytystycznej te błędy dają się całkowicie wyjaśnić. Po pierwsze, należy pamiętać o wcześniejszej uwadze dotyczącej stanu ducha komunikującego się – że nie był jeszcze dostatecznie rozwinięty. Po drugie, ci błyskotliwi badacze nie zrezygnowali z hipotezy spirytystycznej z powodu tego błędu. Co więcej – jeśli Rector, Doctor, Prudens i Imperator nie chcieli być znani ze swoich ziemskich imion, naturalne było, że uniemożliwili ich ujawnienie, ponieważ sam komunikujący się duch nie był w stanie odmówić i jednocześnie wyjaśnić powodu odmowy.

Rzeczywiście, od momentu gdy Imperator, Rector, Doctor i Prudens przejęli kontrolę nad komunikatami, zyskały one nowy charakter: poważny, jasny i precyzyjny, wcześniej niespotykany. Błędy zdarzały się rzadko, a fałsz – w ogóle.

Nawet sposób, w jaki pani Piper wpadała w trans, uległ zmianie. Wcześniej transowi towarzyszyły bolesne konwulsje i skurczowe ruchy, teraz natomiast stan transu przychodził łagodnie, jakby medium po prostu spokojnie zasypiała.

W takich właśnie okolicznościach profesor Hyslop rozpoczął swoje eksperymenty. Uważał, że żadne środki ostrożności nie zbyt daleko idące, by zapobiec ewentualnemu oszustwu. Przede wszystkim nie zdradził nikomu poza żoną i doktorem Hodgsonem, że zamierza uczestniczyć w seansach z panią Piper. Choć medium go nie znała, zawsze stawiał się na seanse w masce (na wypadek, gdyby widziała kiedyś jego zdjęcie), a podczas sesji siadał za nią, nie przed nią. Oczywiście nie podawał swojego nazwiskadoktor Hodgson przedstawiał go jako „pan Smith”, a w trakcie sesji nazywano go „przyjacielem od czterech seansów”, ponieważ tyle właśnie zamierzał ich początkowo odbyć.

Eksperymenty Hyslopa przebiegały w idealnym porządku. Rector zdawał się być tym, który „obsługiwał maszynę” – kierował ręką medium w czasie pisma automatycznego, natomiast Imperator pełnił funkcję strażnika, zezwalając lub odmawiając dostępu duchom pragnącym komunikować się za pośrednictwem Rectora. Zanim duch otrzymał pozwolenie na zbliżenie się do medium, Imperator udzielał mu rad i pomagał uporządkować oraz rozjaśnić jego myśli.

Pozostali członkowie grupy – Doctor i Prudenspojawiali się rzadko, podobnie jak George Pellew, który przychodził, gdy jego pomoc mogła być przydatna.

Podczas szesnastu seansów, które profesor Hyslop odbył, komunikowało się tylko kilku duchów: oprócz wspomnianych pięciu (przewodników Mosesa i G.P.), pojawili się także jego bliscy – ojciec Roberto Hyslop (który przekazał najważniejsze wiadomości), wuj Carruthers, kuzyn Robert Harvey MacClellan, brat Charles (zmarły w 1864 roku w wieku czterech i pół roku), siostra Anna (również zmarła w 1864 roku, w wieku trzech lat), wuj James MacClellan oraz inny MacClellan o imieniu John.

Gdy ojciec – który za życia powtarzał te same rady setki razy – przekazuje je znowu, przez medium, po śmierci, trudno synowi powiedzieć: „Nie, to nie mój ojciec.” Roberto Hyslop, ojciec eksperymentatora, zajmował większość czasu podczas seansów. Ale nie był w stanie długo przebywać w kontakcie z medium – szybko skarżył się na osłabienie lub zamęt w myślach, po czym mówił synowi: „Nie mogę dalej, James. Odchodzę na chwilę. Poczekaj na mnie.”

Podczas jego nieobecności Imperator wysyłał innego członka rodziny, by zajął jego miejsce, mówiąc: „Aby nie zużywać niepotrzebnie światła.” Można więc odnieść wrażenie, że ta słabość, na którą skarżą się duchy, jest skutkiem zbyt długiego wysiłku – i wówczas przypominają, jak powiedział Imperator, „bardzo chorego człowieka w malignie.”

Ojciec profesora Hyslopa był za życia człowiekiem zupełnie anonimowym, w najzwyklejszym znaczeniu tego słowa. Nigdy nie uczynił niczego, co mogłoby zapewnić mu sławę lub przyciągnąć uwagę publiczną.

W sierpniu 1896 roku, poważnie chory na coś w rodzaju raka krtani, pan Roberto Hyslop zamieszkał u swojego szwagra, Carruthersa, w którego domu zmarł pod koniec tego samego miesiąca. Już od 1860 roku cierpiał na schorzenie rdzenia kręgowego i przez trzydzieści pięć lat prowadził życie bardzo oszczędne, spędzając je w domu lub na wiejskiej posiadłości. W jego biografii nie było więc nic, co mogłoby zwrócić uwagę opinii publicznej.

Dlatego trudno sobie wyobrazić, by medium mogła zdobyć jakiekolwiek informacje o tej osobie zwykłymi, konwencjonalnymi metodami. W tym przypadku trzeba natychmiast wykluczyć jakąkolwiek myśl o oszustwie ze strony pani Piper – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę niewinność i intymność rozmów, jakie rzekomy duch ojca prowadził z synem.

W swoich radach dla profesora, ojciec Hyslopa często używał zwrotu, który był dla niego charakterystyczny za życia: robić sobie złą krew”. Mówił na przykład:

Zachowaj spokój – nie rób sobie złej krwi z powodu byle czego, przecież zawsze ci to mówiłem. Robienie sobie złej krwi niczego nie daje.
Nie jesteś zbyt silny, a zdrowie jest ci bardzo potrzebne. Staraj się być zadowolony i nie daj się wyprowadzić z równowagi.
Pamiętaj, że nie warto się zamartwiać – życie w waszym świecie jest zbyt krótkie, by tracić je na cierpienie.
Jeśli czegoś nie masz, naucz się bez tego żyć – nawet bez zdrowia. Ale nie dręcz się. I przede wszystkim nie rób sobie złej krwi z mojego powodu.
Zawsze mnie kochałeś, a ja nigdy nie miałem do ciebie żalu, z wyjątkiem twojego niespokojnego temperamentu – ale to już ja naprawię.

Jakże jasne i logiczne wyjaśnienie błędów i pomyłek! Można odnieść wrażenie, że ziemska atmosfera ogłupia duchyjak nurek na dnie morza, który oddycha sztucznie.

Pan Roberto Hyslop miał starego konia o imieniu Tom, który przez wiele lat wiernie mu służył. Kiedy zwierzę nie było już w stanie pracować, właściciel postanowił zapewnić mu spokojną starość i wysłał go na wieś, gdzie otoczono go troskliwą opieką.

Podczas jednej z sesji duch zapytał:

Gdzie jest Tom?

To imię – skrót od Thomasjest bardzo powszechne w krajach anglosaskich, ale rzadko nadawane zwierzętom. Profesor Hyslop, sądząc, że chodzi o jakąś osobę, spytał ojca, o którego Tomasa chodzi. Ojciec odpowiedział:

O Toma, konia. Co się z nim stało?

Nietrudno zrozumieć, że dialogi takie jak ten wykluczają sugestię ze strony eksperymentatora jako możliwe wytłumaczenie zjawiska. Podobnych przypadków jest wiele.

Na przykład, zmarły pan Hyslop, który był bardzo łysy, w ostatnich latach życia nosił czarną czapkę wykonaną przez żonę. W jednej z sesji duch wspomina o tej czapce. Syn – profesor – nigdy wcześniej o niej nie słyszał. Pisze więc do matki, a ta potwierdza prawdziwość szczegółu.

W innej sesji duch mówi o dwóch flakonach, jednym okrągłym, drugim kwadratowym, które kiedyś stały na jego biurku. Profesor nie pamięta żadnych takich pojemników – być może były to buteleczki z lekarstwami, może jakiś kaprys chorego. Znów pisze do matki, która również nie potrafi ich sobie przypomnieć. Dopiero brat rozwiązuje zagadkę po chwili namysłu: okrągły flakon to był kałamarz, a kwadratowy – pojemnik na gumę do mazania.

Pan Roberto Hyslop miał syna, który sprawiał mu wiele zmartwień. Ojciec często skarżył się na niego swojemu ulubionemu synowi – obecnemu profesorowi Uniwersytetu Columbia. Śmierć najwyraźniej nie zatarła tych wspomnień, bo w kilku sesjach duch znów wraca do tych tematów, mówiąc zupełnie tak samo jak za życia:

Pamiętasz, James, ileśmy się nagadali o twoim bracie i tych wszystkich przykrościach, które nam sprawiał?
Nie rób sobie z tego powodu złej krwi. Od teraz wszystko pójdzie dobrze. A jeśli będę widział, że ty się tym nie martwisz, ja też będę spokojny.

Czytając te i setki innych podobnych szczegółów, jakie zawarte w zapiskach profesora Hyslopa, nie dziwi, że ostatecznie przyjął on teorię spirytystyczną. I nie może nikogo dziwić, że pomimo swoich wcześniejszych uprzedzeń, ten amerykański uczony psycholog został zmuszony do wykrzyknięcia:

Istoty, z którymi rozmawiałem, to mój ojciec, moi bracia, moi wujowie!”

Bez względu na to, jakie siły nadzwyczajne przypisuje się osobowościom wtórnym pani Piper, trudno uwierzyć, że byłyby one zdolne tak wiernie odtworzyć moralną osobowość zmarłych krewnych. Przyjąć to – to byłoby zbyt daleko idące w stronę niewiarygodności.

Wolę wierzyć, że to moje prawdziwe rodziny rozmawiały ze mną – to prostsze.

Taka jest konkluzja, do której doszedł profesor Hyslop – i która, nawet jeśli on tego nie zamierzał, pociąga za sobą wszystkich tych, którzy poznają wyniki jego eksperymentów.

(Ciąg dalszy nastąpi.)

źródło: Mistress Piper (continuación);  Lo Maravilloso – Madrid 10 Septiembre 1909.


Inne wiadomości dotyczące artykułu a zamieszczone w numerze:

Nowe wiadomości ze świata spirytualizmu

W „Proceedings” (Sprawozdaniach) Nowojorskiego Towarzystwa Badań Psychicznych zaczynają już być publikowane wyniki ostatnich eksperymentów z panią Piper. Chociaż nie pozwoliły one jeszcze w sposób jednoznaczny wyjaśnić, czym w istocie te niezwykłe zjawiska, to przynajmniej otwierają drogę nowym interpretacjom, które mają duże znamiona prawdopodobieństwa.

Poza tym nowe seanse były wyjątkowemiędzy innymi dlatego, że udało się podczas nich uzyskać komunikaty od dawnych badaczy, takich jak dr Hodgson, o którym tak wiele mówiliśmy w tym opracowaniu.

W odpowiednim czasie – aby nie zakłócać chronologii historii mediumizmu pani Piper – zajmiemy się szczegółowym omówieniem tej nowej serii eksperymentów, które stanowią najnowsze osiągnięcie w dziedzinie spirytualizmu.


Sensacyjne zdjęcie ducha

Doktor Julien Ochorowicz uzyskał znakomite zdjęcie małej Stasizjawy, ducha zmaterializowanego, bądź sobowtóra – czymkolwiek jest, jest to zjawisko psychiczne o rzeczywistości bezspornie potwierdzonej.

Eksperymenty tego uczonego wywołują ogromne poruszenie w środowiskach naukowych. Wkrótce zaczniemy je omawiać – być może już w następnym numerze.


Cytat naukowca o spirytualizmie

Wspólnie z doktorem Palladino przeprowadziłem gruntowne badania nad zjawiskami spirytystycznymi, dochodząc do przekonania, że one o kolosalnym znaczeniu i że obowiązkiem wszystkich ludzi nauki jest niezwłocznie skierować ku nim swoją uwagę.”
C. Lombroso


Marconi i spirytualizm

Według włoskiej prasy, Marconi, słynny wynalazca telegrafu bezprzewodowego, aktywnie interesuje się badaniami spirytystycznymi, które prowadzi w towarzystwie jednego z książąt królewskiego rodu.