Mistyczne Wolnomularstwo – Nauka Tajemna

Mistyczne Wolnomularstwo

(Rozdział IV: Nauka Tajemna)

„Prawdziwy mason jest praktycznym filozofem, który pod religijnymi symbolami – przyjętymi od zawsze przez mądrość – według planów ułożonych przez naturę i rozum, wznosi moralną budowlę poznania.”*)

„Jako Wielki Mistrz wszystkich lóż symbolicznych, jego obowiązkiem jest przywrócić odradzającemu się wolnomularstwu jego pierwotną czystość.”**)

„Wśród narodów starożytnych istniała wiara i pojęcie boskości dla oświeconych, inteligentnych i wykształconych, a inna – dla pospólstwa. Od tej zasady nie czynili wyjątku nawet Hebrajczycy.”***)

„Wolnomularstwo jest filozofią, gdyż naucza wielkich prawd odnoszących się do natury, istnienia Najwyższej Istoty oraz istnienia i nieśmiertelności duszy.”****)

„Wszechświat, będący wypowiedzianym słowem Boga, jest bezgraniczny w swym rozciągnięciu. Nie istnieje żadna próżnia poza stworzeniem. Wszechświat, będący wypowiedzianą myślą Boga, nigdy nie był nieistniejącym, gdyż Bóg nigdy nie był bezczynny.”*****)

„Ja sam nigdy nie byłem nieistniejący – ani ty, ani wszyscy książęta ziemi; i nigdy nie przestaniemy istnieć.”******)

„Wszystko wypływa z jednego pierwotnego zasady i z pierwotnej miłości, która jest siłą napędową wszystkiego i wszystkim rządzi.”

„Wolnomularstwo naucza i zachowało w swej czystości główne zasady starożytnej, pierwotnej wiary, które stanowią podstawę wszystkich religii i są ich wspólnym fundamentem.”*******)


Żaden fakt w historii nie jest łatwiejszy ani doskonalszy do wyjaśnienia niż istnienie nauki tajemnej we wszystkich epokach i u wszystkich ludów, oraz istnienie adeptów lub mistrzów, którzy byli z jej naukami zaznajomieni i w mniejszym lub większym stopniu zdolni do ich wykładania.

Równie łatwo można wykazać, że ta właśnie nauka tajemna stanowi prawdziwą podstawę każdej wielkiej religii znanej człowiekowi; że tylko wtajemniczeni kapłani lub hierofanci znali prawdziwe nauki – i tylko oni stanowili regułę w najwcześniejszej historii każdej religii.

Dalej: święte księgi wszystkich religii – włączając w to księgi żydowskie i chrześcijańskie – nie były niczym innym jak przypowieściami i alegoriami prawdziwej nauki tajemnej, przepisanymi na nowo dla mas niewiedzących, lecz wiernych. Wszystkie komentarze pisane do tych świętych ksiąg – czy to do ksiąg Mojżesza, Psalmów i proroków Judy, czy do ewangelii gnostyków i chrześcijan, czy też do świętych ksiąg Wschodu: Wed, Purān i Upaniszad – wszystkie one tworzą jeszcze większe zamieszanie, jeśli pisane są przez kogoś, kto nie zna nauki tajemnej. A gdy piszą je wtajemniczeni, powtarzają wciąż to samo lub rozwijają dalej te przypowieści i alegorie.

Można również łatwo wyjaśnić, że nauka tajemna pochodzi pierwotnie ze Wschodu i jest prastarym religijnym systemem mądrości. Jej najwcześniejsze tradycje odnajdujemy dziś w Indiach i Tybecie; stamtąd, jak się zdaje, powędrowała do Etiopii, następnie do Egiptu i Chaldei. Jednak dokładne ustalenie tego szlaku przekazu nie jest łatwe i obecnie nie ma większego znaczenia. Nauka ta jest bowiem wszędzie i zawsze w swej istocie taka sama; różnią się tylko zewnętrzne formy – przypowieści i alegorie, które ją skrywają – zależne od narodów, wśród których się rozprzestrzeniła.

U podstaw tej nauki leży wzniosła filozofia stworzenia i rozwoju światów oraz człowieka. Współczesne ludzkości w wielu częściach świata osiągnęły na poziomie intelektualnym taki stopień rozwoju, że istnieje dziś wielka liczba osób zdolnych zrozumieć tę starą filozofię, a zarazem ocenić odpowiedzialność, jaką niesie jej nadużycie lub błędna interpretacja. Wielu osiągnęło już stadium człowieczeństwa na płaszczyźnie intelektualnej i jest zdolnych „spożywać z owocu drzewa poznania dobra i zła”.

Nie istnieje więc żaden powód, by tę starożytną filozofię nadal ukrywać – przeciwnie, istnieją powody, by ją ujawnić. Wiedza empiryczna posunęła się w pewnych kierunkach aż do dziedziny psychicznej i do sztuk, które w starożytności określano słowem „magia”; należy więc wskazać i wyjaśnić niebezpieczeństwa, jakie towarzyszą takim dążeniom, aby ludzie dobrzy mogli ich uniknąć, a nieświadomi i niewinni – zostali ochronieni.

Jak daleko sięgają te nowoczesne wyprawy w dziedzinę okultyzmu lub dawnej magii, zdaje się pojmować tylko niewielu ludzi.

Nadszedł zatem najwyższy czas, by filozofia Wschodu oświeciła naukę Zachodu i w ten sposób zadała śmiertelny cios temu intelektualnemu diabolizmowi i duchowemu nihilizmowi, znanemu jako materializm – a uczynić to może jedynie nauka tajemna.

Poprzez takie objawienie człowiek jednak bierze na siebie poważną odpowiedzialność. Ci, którzy – jak zawodowi hipnotyzerzy i wiwisekcjoniści – może nieświadomie zgrzeszyli, a przez to byli nieświadomymi „czarnymi magami”, ostatecznie nie znajdą drogi ucieczki ani ocalenia. Niewiedza nie może już dłużej zasłaniać ich nieludzkich i okrutnych praktyk.

Hipnotyzer nie może doprowadzić ducha ufającego, lecz nieświadomego brata do obłąkania, nie spotykając się z prawem, które takie przestępstwo uznaje za równe zabójstwu.

Nowa nauka, wynikająca z połączenia, o którym wspomniałem – a która, jak sądzę, według propozycji pana J. M. Ruska powinna nosić nazwę psycho-fizyki – stanie się dobrze znana jeszcze przed końcem XX wieku, i niejeden rachunek na intelektualnym polu zostanie wówczas wyrównany.

Kto sądzi, że w rozkładających się wyznaniach wiary lub w konwulsjach umierającego materializmu tkwi dość siły, by przez szyderstwo i drwinę opóźnić postęp tych prawd, lub przez opór powstrzymać ich triumf – ten ma nikłe pojęcie o działających obecnie siłach i zasadach.
Czekały one tysiące lat – a ich czas właśnie nadszedł.


Przypisy:

*) Morals and Dogma, s. 268.
**) Tamże.
***) Tamże, s. 303.
****) Tamże, s. 221.
*****) Morals and Dogma, s. 206.
******) Bhagavadgita.
*******) Tamże, s. 324.

„Powtórzmy raz jeszcze: nauka tajemna była powszechnie rozpowszechnioną religią świata antycznego i prehistorycznego.
Dowody jej rozprzestrzenienia, autentyczne przekazy jej historii, pełny łańcuch dokumentów potwierdzających jej charakter i istnienie w każdym kraju – wraz z naukami wszystkich jej wielkich adeptów – istnieją po dziś dzień w tajnych kryptach bibliotek zakonnych bractw.”

W odniesieniu do niebezpieczeństwa, jakie niesie ujawnienie tych nauk dla profanów, mówi się:

„Niebezpieczeństwo polegało na tym, że nauki takie jak te o łańcuchu planetarnym czy o siedmiu rasach natychmiast dają klucz do siedmiokrotnej natury człowieka.
Każda zasada odpowiada bowiem pewnemu poziomowi, planecie i rasie, a ludzkie zasady pozostają na każdym z tych poziomów w wzajemnej relacji z siedmiokrotnymi siłami okultystycznymi*) – te zaś na wyższych płaszczyznach posiadają przerażającą moc.”**)

*) Kto eksperymentuje z promieniami Roentgena, może z pożytkiem wziąć to pod uwagę.
**) Geheimlehre („Tajemna Doktryna”) H. P. Bławatskiej.


„Żadnemu, kto nazywa się uczniem nauki ścisłej jakiejkolwiek dziedziny, nie wolno będzie traktować tych nauk poważnie.
W tym stuleciu zostaną one a priori wyśmiane i odrzucone – lecz tylko w tym.
Bo w XX wieku naszej ery uczniowie ci zaczną rozumieć, że nauka tajemna nie została ani wymyślona, ani przesadzona, lecz przeciwnie – jedynie naszkicowana; i w końcu, że jej nauki sięgają czasów Wed.”

A w przypisie dodano:
„Nie jest to proroctwo, lecz zwykłe stwierdzenie oparte na znajomości faktów.”


Gdy nasz autor mówi o źródle, z którego pochodzi obecna wersja Nauki Tajemnej, stwierdza w odniesieniu do „starej księgi”:

„Jest ona tak bardzo stara, że współcześni antykwariusze mogliby bez końca głowić się nad jej stronicami, a i tak nie byliby w stanie zgodzić się co do natury materiału, na którym została napisana…
Najstarszy hebrajski dokument nauk okultystycznych, Siphra Dzeniuta, został z niej zestawiony, i to w czasie, gdy tamta księga była już uważana za literacką relikwię.”


„Czasy Konstantyna były punktem zwrotnym w historii.
Okres wzniosłej walki, która na Zachodzie zakończyła się uduszeniem starych religii na rzecz nowej, został zbudowany na ich ciałach.
Od tego momentu wgląd w odległą przeszłość – sprzed potopu i przed ogrodem Eden – został gwałtownie i bezlitośnie zamknięty przed niedyskretnym okiem potomnych wszelkimi możliwymi i niemożliwymi środkami.
Każde wyjście zostało zablokowane, każdy przekaz, do którego można było dotrzeć, został zniszczony.*)

*) Geheimlehre H. P. Bławatskiej, tłum. R. Fröbe.

Ten sam Konstantyn, który wraz ze swymi żołnierzami otoczył biskupów na pierwszym soborze w Nicei w 325 roku po Chrystusie i dyktował im prawa do obrad, prosił o wtajemniczenie w misteria.
Kapłani jednak odpowiedzieli mu, że żadna ceremonia oczyszczenia nie może uwolnić go od zbrodni zabicia żony, licznych krzywoprzysięstw i morderstw.

Każdy sumienny i bezstronny badacz wie, dlaczego od czasów Konstantyna tak niewiele słyszano o nauce tajemnej.
Religia egzoteryczna i wiara w osobowego Boga zatarły ją dla własnego przetrwania; a jednak – o ironio historii! – nawet Pięcioksiąg ją ukrywa, a dopiero dla wielu studentów kabbały nadchodzącego stulecia zostaną zerwane jej pieczęcie.


Podejmując próbę choćby naszkicowania nauki tajemnej, należy stale mieć przed oczyma dwie idee:
mianowicie Przestrzeń i Świadomość – pierwszą w odniesieniu do wszystkiego, co kiedykolwiek pomyślano lub stwierdzono o naturze i boskości, drugą zaś – w odniesieniu do boskości, natury i człowieka.

W ostatecznej analizie obie wymykają się naszemu poznaniu – zarówno przestrzeń, jak i świadomość.
Czym są same w sobie, nigdy się nie dowiemy.
Możemy je jedynie uznać za fakty naszego doświadczenia, a analizując to doświadczenie, poszerzymy zarówno świadomość, jak i wiedzę.

„Czym jest to, co było, jest i będzie – niezależnie od tego, czy istnieje wszechświat, czy nie; czy istnieją bogowie, czy ich nie ma?” – pyta katechizm senzarowy.
A odpowiedź brzmi: „Prawie nic”.


Przestrzeń jednak nie jest ani naturą, ani boskością.
Można o niej powiedzieć, że zawiera w sobie naturę lub stworzenie, a ukrywa boskość.
Jest zatem punktem emanacji i zarazem punktem powrotu.

Katechizm okultystyczny zawiera następujące pytania i odpowiedzi:

– „Czym jest to, co zawsze istnieje?”
– „Przestrzeń, wieczna Anupadaka (bez rodziców).”

– „Czym jest to, co zawsze było?”
– „Ziarno w korzeniu.”

– „Czym jest to, co wiecznie przychodzi i odchodzi?”
– „Wielki Oddech.”

– „Czy zatem istnieją trzy wieczności?”
– „Nie, te trzy są jednym.”

– „To, co zawsze jest – jest jednym; to, co zawsze było – jest jednym; to, co zawsze jest i będzie – również jest jednym: a tym jest Przestrzeń.”


„Dla jaśniejszego zrozumienia przez zwykłego czytelnika należy stwierdzić, że nauka okultystyczna uznaje siedem elementów kosmicznych – cztery wyraźnie fizyczne oraz piąty (eter) półmaterialny, ponieważ pod koniec piątego cyklu (rundy) stanie się on widzialny w powietrzu i będzie nad nimi panował przez cały ten okres.
Pozostałe dwa znajdują się jeszcze poza zasięgiem ludzkiego postrzegania.
Jednak w szóstej i siódmej rundzie pojawią się one jako pojęcia w sposób odpowiedni do swej natury.

Te siedem elementów wraz z ich niezliczonymi podelementami (znacznie liczniejszymi niż te znane nauce) stanowią jedynie warunkowe modyfikacje i aspekty jednego jedynego elementu.
Ten ostatni nie jest eterem, ani nawet akazą, lecz jego źródłem.

Piąty element, który obecnie jest przez naukę coraz bardziej broniony, nie jest tym eterem, który hipotetyzował Sir Isaac Newton – chociaż użył tej nazwy, prawdopodobnie wiążąc go w swym wnętrzu z „Eterem Ojcem-Matką” starożytności.

Jak Newton intuicyjnie mówił:
„Natura jest doskonałym wykonawcą cykli: wytwarza ciecze z ciał stałych, ciała stałe z lotnych i lotne ze stałych; subtelne z grubych, a grube z subtelnych rzeczy.
Możliwe więc, że wszystkie rzeczy mają swój początek w eterze.” (Hypoth. I., 675.)*)

*) Geheimlehre („Tajemna Doktryna”).


W tym kontekście warto zauważyć, że Newton był zaznajomiony z pismami Jakuba Boehmego, „teutońskiego teozofa”, i że wśród pism pozostawionych po jego śmierci znajdowały się odpisy i tłumaczenia dzieł Boehmego.

W odniesieniu do „ras”, o których wspomniano powyżej, należy wstępnie powiedzieć jedynie tyle, że Nauka Tajemna wyjaśnia, iż w ewolucji ludzkości istnieje siedem ras, z których nasza jest piątą.
Każda z ras przechodzi siedem rund na naszym łańcuchu planetarnym; czwarta runda stanowi rasę obecnie istniejącą – i od czasu do czasu pojawia się jednostka „pięciorundowa” (czyli wyprzedzająca rozwój współczesnej rasy).

Nauka tajemna uczy nie tylko o nieśmiertelności duszy, lecz także o doskonaleniu się ludzkości poprzez prawidłowo następujący po sobie rozwój na tej ziemi. Nauka ta dotyczy powszechnego rozwoju, który niniejsza praca jedynie mimochodem porusza; jest on bardzo złożony – i z konieczności taki być musi.

Istnieją trzy fundamentalne założenia, na których spoczywa nauka tajemna:

(A) „Istnieje wszechobecna, wieczna, bezgraniczna i niezmienna zasada, o której wszelka spekulacja jest niemożliwa, gdyż przerasta ludzkie zdolności pojmowania i mogłaby zostać jedynie umniejszona przez ludzki sposób wyrażenia lub jakiekolwiek porównanie. Stoi ona ponad kręgiem i zasięgiem ludzkiej myśli – jak mówi Māṇḍūkya – ‘niewyobrażalna i niewyrażalna’. Ta nieskończona, wieczna Przyczyna – mgliście określana ‘nieświadomym’ i ‘niepoznawalnym’ w zwyczajowej filozofii europejskiej – jest bezkorzennym korzeniem ‘wszystkiego, co było, jest i zawsze będzie’… W sanskrycie nazywa się ‘Sat’. Ta ‘beześciowość’ symbolizowana jest w nauce tajemnej pod dwoma aspektami.

Z jednej strony – absolutna, abstrakcyjna Przestrzeń, przedstawiająca samą subiektywność: jedyną rzecz, której żaden ludzki umysł nie może wykluczyć z pojęcia ani pojąć poprzez sam siebie.

Z drugiej strony – absolutny, abstrakcyjny Ruch, który przedstawia ‘nieuwarunkowaną świadomość’. Duch (lub świadomość) i materia nie są jednak traktowane jako niezależne realności, lecz jako dwa oblicza lub aspekty Absolutu, stanowiącego podstawę bytu uwarunkowanego – zarówno subiektywnego, jak i obiektywnego.

„Jeśli tę metafizyczną Trójnię (Jedynej Rzeczywistości, Ducha i Materii) uzna się za korzeń, z którego wychodzi wszelka manifestacja, wówczas ‘Wielki Oddech’ przybiera charakter prekosmicznej ideacji” (świata platońskich idei boskich). „Jest on fons et origo siły i wszelkiej indywidualnej świadomości oraz dopełnia kierowniczą inteligencję w niezmierzonym schemacie kosmicznej ewolucji. Z drugiej strony prekosmiczna substancja korzeniowa (Mūlaprakṛti) jest tym aspektem Absolutu, który leży u podstaw wszystkich poziomów obiektywnych w naturze.”

(B) Drugie z trzech założeń nauki tajemnej brzmi:
„Wieczność wszechświata w całości jako bezgranicznej płaszczyzny, będącej okresowo miejscem zabawy (areną) niezliczonych wszechświatów, które nieustannie się przejawiają i znikają.”

„‘Gwiazdy objawiające się’ oraz ‘iskry wieczności’, zwane ‘wiecznością pielgrzyma’ (monady Jaźni w człowieku), są niczym mrugnięcie oka Bytu. Pojawianie się i znikanie światów jest jak regularne wznoszenie się i opadanie przypływu i odpływu.”

(C) Trzecie założenie głosi:
„Fundamentalna tożsamość wszystkich dusz z uniwersalną Nad-duszą, która sama jest aspektem nieznanego Korzenia; oraz konieczna pielgrzymka każdej duszy – będącej iskrą Nad-duszy – poprzez cykle inkarnacji (czyli konieczności) zgodnie z prawem cyklicznym i karmicznym, przez cały czas…” „Pierwotna nauka filozofii Wschodu nie uznaje w człowieku żadnych przywilejów ani szczególnych darów poza tymi, które jego własne ego zdobyło osobistym wysiłkiem i zasługą podczas długiego szeregu metempsychoz i reinkarnacji.”*)

Każda dusza musi wypracować własne zbawienie i „gwałtem zdobyć królestwo niebieskie”. Zbawienie przez samą wiarę oraz zastępczą ekspiację – w rozumieniu, jakie nadaje się im dziś – nie były nauczane przez Jezusa, ani też nie mówią o nich pisma ezoteryczne. Są one późniejszymi przeinaczeniami pierwotnych nauk. W pierwotnym Kościele, podobnie jak w nauce tajemnej, nie było jednego Chrystusa dla całego świata, lecz potencjalny Chrystus w każdym człowieku. Teologowie najpierw uczynili fetysz z bezosobowej, wszechobecnej boskości; następnie wyrwali Christos z serc całej ludzkości, aby ubóstwić w zamian Jezusa – tak, by mieć Bogo-Człowieka szczególnie dla siebie.

Wszystkie starożytne misteria znały prawdziwą naukę i znali ją pierwsi chrześcijanie. Masoneria, nieskażona przez uczniów Loyoli, miała ją i ma nadal.

To jedno niezmienne Zasady, o którym mowa w pierwszym założeniu (A), nazywa się w kabały „Ain Soph”: słowo ain oznacza „nic”. Nie jest to ani Jehowah, ani Adonai, ani G.A.O.U. (Wielki Architekt Wszechświata), gdyż samo nie jest stwórcze, lecz jest przyczyną stworzenia („przyczyną bez przyczyny”).

*) Geheimlehre, Wstęp.

Żydowscy „stwórcy” (w liczbie mnogiej) to Elohim – „władcy i moce”. W tym ujęciu boskości kryje się tajemnica niewymawialnego Imienia, to znaczy tego, co bezimienne. Utracone Słowo jest dla Mistrza – który je posiada i wie, jak je „wypowiedzieć” – tym, czym Logos (moc stwórcza) jest dla Bezimiennego. Dlatego prawdziwy Mistrz stwarza – i w tym sensie jest bogiem. Zostanie to dalej rozwinięte w związku z siedmioma zasadami i naturą człowieka.

Drugie założenie – wieczność wszechświata w całości – odsłania prawo cykli i „nieustanną” pracę stwarzania.

Innymi słowy: proces stwórczy nigdy nie miał początku i nigdy nie będzie miał końca. Następuje bez końca sekwencja wszechświatów. Światy i systemy słoneczne nieustannie się pojawiają i znikają.

Każde słońce, każda gwiazda czy też każdy układ słoneczny ma okres działania i okres spoczynku; wyłania się z Całości i Jedynego – i tam ponownie powraca. Okresy te nazywane są „dniami i nocami Brahmy”.

Myśl, że Bóg o ludzkich przymiotach i namiętnościach stworzył ziemię z niczego w siedem dni, z których każdy trwał dwadzieścia cztery godziny, jest dość zadziwiająca – i dość dziecinna – dla tych, którzy byliby gotowi spalić każdego, kto ich wykładni nie przyjmuje.

Uznano, że jeśli wyposaży się Boga w moc dokonania rzeczy najniemożliwszych i najniepojętniejszych, oddaje mu się wystarczającą cześć.

Prawo powrotu (rekurencji) jest konieczną konsekwencją porządku zdarzeń i biegu czasu. Rytmiczne, prawidłowe, harmonijne ruchy w przestrzeni dają nam pojęcie czasu – jak szybko, jak często, jak wolno, jak regularnie itd. Ucho jest narządem czasu, a podstawową właściwością eteru jest dźwięk. Idea powrotu, czyli prawo cykli, bywa w wolnomularstwie wielorako symbolizowana:

– w trzech, pięciu lub siedmiu latach pielgrzymowania lub pokuty;
– w siedmiu latach obfitości i siedmiu latach głodu;
– w „niskiej dwunastce” i „wysokiej dwunastce”, gdy cech jest wzywany od pracy do wytchnienia – i tak dalej.

W trzecim założeniu mamy „fundamentalną tożsamość wszystkich dusz z Jedną [Duszą], co stanowi podstawę wiecznego i powszechnego braterstwa ludzi oraz podstawę pełnego schematu ludzkiej ewolucji”.

Jeśli jasno zrozumie się te nauki, zobaczy się, że idą one daleko poza wszelki nowożytny schemat ewolucji – choć poruszają się po podobnych torach. Odkryje się, że w nich całe ujęcie ewolucji kosmicznej i ludzkiej zostało opracowane już przed tysiącami lat. Pitagoras i Platon znaleźli tę naukę w pełni rozwiniętą w misteriach. Brat Pike wielokrotnie mówi, iż częściej ją zniekształcano niż rozumiano – i nigdy nie przeniesiono jej w pełni w czasy nowożytne. Masoneria czerpie swój geniusz, natchnienie, glify i tradycje z tej filozofii – tak, jak była nauczana w misteriach.

Jak krótkowzroczne i czasochłonne musiałoby być dla masonerii dopuszczenie, by jej wielkie tradycje – jej bezcenne dziedzictwo – były pomniejszane i zaciemniane przez nielogiczne wykładnie, wzięte z przekazów, które na początku – zanim zostały zniekształcone przez niewiedzę czy pożądliwość – były jedynie alegorią prawdziwych nauk, ułożoną przez „tych, którzy wiedzą” dla nieświadomej rzeszy domagającej się znaku i niezdolnej wznieść się ponad fetysz. To tak, jakby wymienić wspaniały diament na bryłę pospolitej gliny.

Czy masoni mają teraz dopełnić tej nierozwagi, próbując przekonywać siebie i innych, że glina jest diamentem?

(Ciąg dalszy „Nauki tajemnej” nastąpi.)
Br. med. J. D. Buck

„W sprawie tych idei, które w praktycznej części systemu kantowskiego są dominujące, spór toczą jedynie filozofowie; ludzie zaś – ośmielam się to dowieść – od zawsze byli zgodni. Odbierzcie im tylko formę techniczną, a objawią się jako dawno uznane roszczenia zdrowego rozsądku i jako fakty instynktu moralnego, którego mądra natura użyczyła człowiekowi za opiekuna, póki jasny wgląd nie uczyni go pełnoletnim. Lecz właśnie ta forma techniczna, która czyni prawdę widzialną dla rozumu, znów ją skrywa przed uczuciem; albowiem, niestety, rozum musi najpierw zniszczyć przedmiot wewnętrznego zmysłu, jeśli chce go sobie przyswoić. Jak chemik-rozdzielacz, tak i filozof znajduje jedność tylko poprzez rozkład, a dzieło dobrowolnej natury – jedynie przez mękę sztuki. Aby pochwycić ulotne zjawisko, musi je skuć w kajdany reguły, rozszarpać jego piękne ciało na pojęcia i w ubogim szkielecie słów przechować jego żywego ducha. Czy dziw więc, że naturalne uczucie nie rozpoznaje się w takim obrazie, a prawda w relacji analityka jawi się jako paradoks?”
F. Schiller, O estetycznym wychowaniu człowieka.

źródło: „Mystische Maurerei. Kapitel IV: Die Geheimlehre.”; Neue Metaphysische Rundschau – Band XI. (6 Hefte) – 1904.