Gdzie, w zapisach europejskiej magii, znajdziemy zręczniejszych czarowników niż ci z mistycznych samotności klasztoru? Albert Wielki, biskup i czarnoksiężnik z Ratyzbony, nigdy nie został przewyższony w swojej sztuce. Roger Bacon był mnichem, a Tomasz z Akwinu jednym z najuczonych uczniów Alberta. Trithemius, opat benedyktynów z Spanheim, był nauczycielem, przyjacielem i powiernikiem Corneliusa Agrippy; i gdy konfederacje teozofistów zostały rozproszone po całych Niemczech, gdzie po raz pierwszy powstały, wspierając się nawzajem i przez lata starając się zdobyć tajemną wiedzę, każdy, kto wiedział, jak zostać ulubionym uczniem określonych mnichów, mógł bardzo szybko osiągnąć biegłość we wszystkich ważniejszych dziedzinach nauki okultystycznej.
Wszystko to jest faktem i nie można temu zaprzeczyć. Magia, we wszystkich swoich aspektach, była powszechnie i prawie otwarcie praktykowana przez duchowieństwo aż do Reformacji. A nawet ten, którego nazywano „Ojcem Reformacji”, słynny Jan Reuchlin*, autor Miryfic Word i przyjaciel Pico della Mirandola, nauczyciel i instruktor Erazma, Lutra i Melanchtona, był kabalistą i okultystą.
Starożytne Sortilegium, czyli wróżenie za pomocą losów, było sztuką i praktyką od dawna uznaną przez Kościół za ohydną, określoną przez Stat. 10 Jac. jako zbrodnię, a przez Stat. 12. Karola II jako wyjątek wśród powszechnych darowań, na mocy których praktykowanie czarów było szeroko rozpowszechnione wśród duchowieństwa i mnichów. Co więcej — było sankcjonowane przez św. Augustyna, który nie „odrzuca stosowania czarów przez uczonych, pod warunkiem, że nie używa się jej do niegodziwych celów”. Jeszcze więcej — zdecydowanie wyznawał tę praktykę†.
O tak; lecz duchowieństwo nazywało Sortes Sanctorum, kiedy to oni je praktykowali; podczas gdy Sortes Praesenctiae, stosowane później przez zakony Sancti Homerciae i Sortes Virgilianae, były uważane za natchnione przez Diabła, kiedy używali ich ludzie świeccy‡.
Gregory z Tours informuje nas, że gdy korzystano z Sortes, zwyczajem było układać Biblię na ołtarzu, i modlić się do Pana, aby objawił Swą wolę, oraz by „ujawnił przyszłość” w jednym z wersetów księgi. Gilbert de Nogent zaświadcza, że w jego czasach
(około XII wieku) zwyczaj był taki, że podczas konsekracji biskupów konsultowano Sortes Sanctorum, aby poznać sukces i dalsze losy ich posługi biskupiej. Z drugiej strony wiemy, że Sortes Sanctorum zostały potępione przez Sobór w Agda w roku 506. W takim razie musimy zapytać: w którym przypadku nieomylność Kościoła zawiodła? Czy wtedy, gdy zakazywał tego zwyczaju jego największy święty i patron, Augustyn, czy gdy w XII wieku był on jawnie stosowany i sankcjonowany przez ten sam Kościół — praktykowany przez duchowieństwo dla dobra wyboru biskupów? Czy też mamy nadal wierzyć, że oba te sprzeczne przypadki zostały zainspirowane przez „bezpośredniego ducha Boga”?
Jeśli ktokolwiek wątpi, że Grzegorz z Tours aprobował praktykę panującą do dziś — bardziej lub mniej — nawet wśród najściślejszych protestantów, niech przeczyta to:
„Lendastus, hrabia Tours, który żywił wobec mnie złe zamiary, wycofał się do mojego oratorium nad głębokim nurtem, gdzie odmawiałem psalmy. (…) Moje serce ożyło we mnie, kiedy spojrzałem na słowa siedemdziesiątego siódmego psalmu: ‘On sprawił, że poszli w zaufaniu, choć morze pochłonęło ich wrogów’. Zgodnie z tym hrabia nie powiedział ani słowa przeciwko mnie; a opuszczając Tours każdego dnia, łódź, w której płynął, była w sztormie, lecz jego umiejętność pływania ocaliła mu życie.”
Święty biskup po prostu przyznaje, że praktykował rodzaj czarów:
„Każdy nieszczęśnik zna moc woli wywołanej przez intensywne pragnienie dotyczące konkretnego przedmiotu.”
Czy to z powodu „zbiegu okoliczności”, czy inaczej, przytoczony werset zasugerował mu zemstę przez utonięcie hrabiego. Później wpadł w głęboką depresję i ogarnięty jedną myślą, święty — być może nieświadomie — rzucił czar na hrabiego; i choć magia ta działała na odległość, reakcja psychiczna nastąpiła u hrabiego; a hrabia ledwie uszedł z życiem. Gdyby nie zrządzenie Boga, hrabia niewątpliwie utonął; bowiem zwykła odwaga pływacka nie mogłaby zmienić jego złowieszczego przeznaczenia. Św. Grzegorz miał jednak taki zamiar.
Ponadto znajdujemy anatemy wymierzone przeciwko losowaniu przeznaczenia, przeciwko „Sors”, które zabraniają wszystkim duchownym — pod groźbą ekskomuniki — wykonywania wszelkich form wróżenia, badania przyszłości, czytania jakichkolwiek ksiąg lub pism okultystycznych. Zakaz taki został ogłoszony na soborach w Agda w 506 r., w Orleanie w 511 r., w Auxerre w 595 r., oraz na synodzie w Aenham w 1101 r.; ten ostatni potępiał „czarowników, wróżbitów, jasnowidzów, którzy powodowali śmierć za pomocą operacji magicznych i praktykowali wróżenie za pomocą
* Vide tytuł strony w angielskim tłumaczeniu Mayerhoffa „Reuchlin und seine Zeit”, Berlin, 1830.
† Lord Coke: 3 Institutes, fol. 44.
‡ Vide „The Life of St. Gregory of Tours.”
„święte losy”; a skarga połączonego duchowieństwa przeciwko Garlane’owi, ich biskupowi w Orleanie, skierowana do papieża Aleksandra III, kończy się tymi słowami:
**„Niech twoja apostolska dłoń dołoży starań, by wytępić nikczemność tego człowieka, aby klątwa prorokowana w dniu jego konsekracji spadła na niego; gdyż gdy ewangelia została otwarta zgodnie ze zwyczajem, pierwszymi słowami były: a młodzieniec, zostawiwszy swój lniany płaszcz, uciekł od nich nagi.”**¹
Dlaczego zatem drwi się z laików-magików i osób konsultujących losy oraz gani świeckich okultystów, a toleruje działania duchowieństwa? Odpowiedź jest prosta: ponieważ zjawiska średniowieczne, podobnie jak współczesne, ujawniające się wśród ludzi świeckich — czy wypływające z wiedzy okultystycznej, czy też powstające niezależnie — burzyły twierdzenia zarówno Kościoła katolickiego, jak i protestanckiego o cudach Bożych. Wobec powtarzających się i niepodważalnych dowodów stało się niemożliwe dla duchowieństwa utrzymywać, że rzekomo cudowne manifestacje „dobrych aniołów” i Boskiej interwencji mogą być produkowane wyłącznie przez ich wybranych kapłanów i świętych. Protestanci również nie mogli obstawać przy podtrzymywaniu twierdzenia, że cuda należą jedynie do epoki apostolskiej.
Bo niezależnie od tego, czy natura jest taka sama czy nie, nowoczesne zjawiska okultystyczne potwierdziły pokrewieństwo z dawnymi. Magnetyści i uzdrawiacze naszych czasów rościli sobie bezpośredni i otwarty kontakt z apostołami. Zauważyć trzeba, że Zouave Jacob z Francji przypominał proroka Eliasza, gdy przywracał do życia osoby zdające się martwe; Alexis — somnambulik wspomniany przez pana Wallace’a w jego pracach⁴ — ze swoją bystrością umysłu przewyższał niejednego proroka oraz Sybillę starożytności.
Od czasu spalenia czarownic, wielkiej rewolty we Francji, tak starannie przygotowanej przez tajne towarzystwa i ich emisariuszy, które przetoczyły się przez Europę i przebudziły duchowieństwo, straszliwa burza obaliła na swej drodze najlepsze rody Kościoła i arystokracji rzymskokatolickiej. Pewny fundament ludzkiej opinii został odbudowany. Świat został uwolniony od opresyjnej kontroli duchowieństwa, gdyż otworzył się wolny dostęp do Napoleona Wielkiego, który oddał Kościołowi jego ambicje — Inkwizycję. Tego rzeźnickiego domu ofiarniczego chrześcijaństwa — gdzie rzeź baranka Bożego, chociaż wypowiedziana w sposób dowolny przez duchowieństwo, była czysta w symbolu — już nie było. Kościół znalazł się bez zasobów i bez mocy.
Wśród tych zjawisk, choć pojawiały się dotąd sporadycznie, Kościół zawsze był dość silny, by hamować ich następstwa. Przesąd i wiara w diabła były równie silne jak dawniej, a Nauka jeszcze nie odważyła się otwarcie zmierzyć swoich sił z tą nadnaturalną religią.
Tymczasem wróg wymykał się powoli, lecz pewnie zdobywając teren. Nagle jednak wybuchł z niespodziewaną gwałtownością. „Cuda” zaczęły pojawiać się w pełnym świetle dnia i z ich mistycznej samotności wkroczyły w dziedzinę natury, gdzie bezczelna dłoń Nauki gotowa była strząsnąć ich sakralną zasłonę.
Przez chwilę Kościół utrzymał jednak swoje stanowisko, a dzięki sile przesądu i strachu duchowieństwa wstrzymał postęp wrogiej siły.
Lecz gdy następnie pojawili się mężyści i somnambuli, naśladując fizyczne i psychiczne zjawiska ekstazy — dotąd uważane za specjalny przywilej świętych — gdy pasja stołów wirujących osiągnęła we Francji i gdzie indziej swój szczyt furii; gdy psychografia — rzekomo duchowa — od zwykłej ciekawości rozwinęła się w trwałe zainteresowanie i w końcu wciągnęła osoby chore w mistycyzm religijny; gdy echa wzbudzone przez duchy z Rochesteru, przekraczając oceany, rozprzestrzeniły się aż zostały powtórzone niemal w każdym zakątku świata — wtedy Kościół powoli przebudził się do poczucia zagrożenia.
Cud za cudem zgłaszano, że miały miejsce na kręgach spirytystycznych i w salach wykładowych mesmeryków; chorzy byli uzdrawiani, ślepi widzieli, chromi chodzili, umarli wracali do życia. J. R. Newton w Ameryce i Du Potet we Francji uzdrawiali tłumy bez najmniejszej pretensji do Boskiej interwencji.
Wielkie odkrycie Mesmera, które ujawniło badaczowi mechanizm natury, opanowany tak, jak gdyby magiczną siłą, przenikającą ciała organiczne i nieorganiczne, zdziałało resztę.
Ale to jeszcze nie wszystko. Bardziej straszliwe nieszczęście spadło na Kościół: wywoływanie „duchów” z wyższych i niższych światów — zjaw, których rozmowy i obecność dawały nowe życie najbardziej drogim i cenionym dogmatom Kościoła. Te „duchy” utrzymywały, że są tożsamością zmarłych: ojców, matek, synów, córek, przyjaciół i znajomych tych, którzy brali udział w dziwnych zjawiskach. Diabeł wydawał się nie mieć obiektywnej egzystencji, co uderzało w sam fundament, na którym opierał się Kościół św. Piotra Żaden „duch” oprócz przywoływanego nie uciszał bluźnierstw, nie powstrzymywał przekleństw, nie otwierał oczu na świętość modlitwy, nie budził pokuty ani wiary w Chrystusa.
Przypisy:
¹ Translated from the original document in the Archives of Orleans, France; also see “Sortes and Sortilegium”; “Life of Peter de Blois.”
² Miracles and Modern Spiritualism.
³ There were two chairs of the titular apostles at Rome…
(dalsza część w kolejnych skanach)⁴ Mr. Wallace: odniesienie do Alfreda Russela Wallace’a.
A jednak — wbrew doktrynie Kościoła — te istoty objawiały się nie tylko w obecności księży, lecz nawet wbrew ich woli; objawiały się grzesznikom i świętym, wierzącym i niewierzącym, młodym i starym. Zjawiska te nie tylko nie zniknęły mimo klątw, gróźb i ekskomunik, ale rozwinęły się z tak niezwykłą siłą, że nawet najbardziej zatwardziali sceptycy zostali zmuszeni do publicznego uznania faktów.
„Duchy nie były takimi, jakimi chciał je widzieć Kościół — nie istniały jako obiekty nienawiści, lecz jako osoby ożywione, zmarli krewni, przyjaciele, kochankowie, których głos i obecność były zbyt prawdziwe, by można je było odrzucić jako złudę lub diabelski podstęp. To właśnie uderzyło w fundament chrześcijańskiej teologii katolickiej — uderzyło w najgłębsze korzenie nauki o demonach, piekle i potępieniu.”
królów Plancette’a, który mógłby wywołać najbardziej odległe więzi z majestatem Sabaudii lub zapewnić mu gubernatorstwo choć jednego skrawka terytorium. Duchowieństwo czuło, że ich prestiż z każdym dniem słabnie, a lud cierpliwie otrząsa z siebie — w pełnym świetle prawdy — mroki przesądów, które oślepiały go przez tyle stuleci.
Wreszcie fortuna, która wcześniej stała po ich stronie w długotrwałej walce między teologią a nauką, opuściła ich i przeszła na stronę ich przeciwnika. Pomoc udzielona przez naukę badaniom natury okultystycznej była naprawdę bezcenna i nauka nieświadomie rozszerzyła wąską ścieżkę zjawisk w szeroką drogę.
Gdyby Peter miał być w stanie dzielić troski Kościoła, którego zasięg miał być bezgraniczny, doprowadziłoby to naturalnie do mnożenia miejsc zgromadzeń. Szczególna rezydencja Piotra została więc ustalona w Viminacium; i tam ustanowiono tę tajemniczą Katedrę, symbol potęgi i prawdy. Dostojny tron, czczony w katakumbach Osttii, nie został jednak przeniesiony. Mimo to Petrus nadal odwiedzał swoją kolebkę Kościoła rzymskiego i — często, bez świadectw — wykonywał tam swoje święte funkcje.
Drugi Krzesło, wyrażające tę samą tajemnicę, co pierwsze, pojawia się później w Concilia, i to właśnie ono stało się sławnym „ulicą przez wieki”².
Tak więc, skoro przypuszczanie, że istniały kiedyś dwie Katedry tego Apostoła, jest tym bardziej możliwe, większość krytyków pokazuje, że Piotra nigdy nie było w Rzymie; argumenty są liczne i nie do obalenia. Być może najlepiej rozpocząć od wskazania punktu rozbieżności najbardziej udokumentowanego historycznie. Deklarowany przedstawiciel chrześcijaństwa, piszący na początku drugiej połowy II wieku — człowiek, który obrał sobie Rzym za miejsce stałego zamieszkania, aby zdobyć choć najmniejszą przychylność miasta i jego mieszkańców, wydaje się nieświadomy istnienia św. Piotra w Rzymie!
Nie ma ani jednego słowa, ani jednej wzmianki w jego pismach o jakimkolwiek związku Piotra z Rzymem wcześniejszym niż dni Ireneusza; a kiedy ten ostatni wysunął nową religię, oddzielając ją od głębi starożytnych nauk, przyniósł nam relief czytelnego materiału — pracy pana George’a Rebera zatytułowanej „The Christ of Paul”. Argumenty tego autora są rozstrzygające.
Artykuł zamieszczony w „Chronique des Arts”⁴ mówi o wzroście liczby wiernych tak znacznym, że Ostrianum nie mogłoby zmieścić tylu chrześcijan. Teraz, jeśli Piotr był w Rzymie w tym czasie — jak utrzymuje argument Roberta — jeśli rzeczywiście przebywał tam między rokiem 64 a 67 n.e., umarł męczeńsko lub — jak pisze Ireneusz — dostarczył Kościołowi Rzymu „Chryścijan Pawłowych (!?)”, którzy byli prześladowani i uciskani przez całe życie, wówczas dom Linusa stałby się biskupstwem (zob. Reber: „Christ of Paul”, s. 122). To rozważymy w dalszej części tej pracy.
Teraz wiemy, że jego imię było tak powszechne, że upatrywanie pełnej biografii Piotra natrafia na trudność: panujący cesarz Nero traktował chrześcijan wciąż jeszcze żyjących — jak tylko mógł. „Nad rzeką Tybrem — jak mówi artykuł — wiele kobiet, które wyznawały chrześcijaństwo, mnożyły się licznie i były uzdrawiane cudem z rany piersi i innych dolegliwości.”⁵ „Chronique des Arts” dopowiada:
„Z takiego miejsca można by wywnioskować jego działalność nie tylko w Rzymie, ale i w całej Italii.”
A jednak autor, choć cytuje relacje historyczne, nie daje nam żadnego dowodu, że Piotr kiedykolwiek w ogóle odwiedził Italię.⁶
Przypisy (ujęte i przetłumaczone):
² Wyrażenie „through the ages” pochodzi z traktatu synodalnego — odnosi się do tradycji dwóch „katedr” Piotra.
⁴ „Chronique des Arts”, artykuł dotyczący wczesnego chrześcijaństwa i liczebności wiernych.
⁵ Tj. cudownych uzdrowień przypisywanych jego imieniu.
⁶ Wniosek autora: nie ma żadnych dowodów na pobyt Piotra w Italii.
Gdyby ten konflikt nie zakończył się w krytycznym momencie, moglibyśmy zobaczyć — w pomniejszonej skali — haniebne sceny z procesów czarownic w Salem oraz skandale z udziałem zakonnic z Loudun.
Tymczasem duchowieństwo zostało uciszone.
Ale jeśli nauka nieświadomie pomogła rozwojowi zjawisk okultystycznych, to zjawiska te wzajemnie przyśpieszyły rozwój nauki.
Aż do czasów, gdy nowo odrodzona filozofia reinkarnacji śmiało rościła sobie prawo do zajęcia miejsca na świecie, jedynie garstka uczonych podejmowała trudne zadanie studiowania porównawczej teologii. Nauka ta zajmuje pole wiedzy, w które wcześniej zapuszczało się niewielu badaczy.
Konieczność opanowania martwych języków naturalnie ograniczała liczbę studentów. Poza tym przez długi czas nie było takiej potrzeby — ludzie nie potrafili zastąpić chrześcijańskiej ortodoksji czymś innym, jak ryba niezdolna jest żyć poza wodą.
A jednak jeden z niepodważalnych faktów psychologii głosi, że człowiek przeciętny nie może żyć całkowicie pozbawiony pewnej formy religijnego elementu.
Głos prawdy — „głos silniejszy niż głos potężnego gromu” — przemawia do wewnętrznego człowieka w XIX wieku ery chrześcijańskiej, tak jak przemawiał w odpowiednim wieku ery pogańskiej.
Bezużytecznym i jałowym zadaniem jest dawać ludzkości wybór między przyszłym życiem a unicestwieniem.
Jedyna szansa, jaka pozostaje dla tych przyjaciół ludzkiego postępu, którzy chcą ustanowić dla ludzkości wiarę — oczyszczoną na zawsze z przesądów — polega na tym, aby:
odkryć i ukazać prawdę tak skutecznie, iż stanie się ona jedyną możliwą religią, którą człowiek może przyjąć lub odrzucić.
Przypis z oryginału (przetłumaczony):
1 Czy Chrystus w jakikolwiek sposób z tym wszystkim się zgadza?
— „Ozdoby z kości słoniowej zostały umocowane z przodu i z tyłu krzesła, lecz tylko te z przodu są wyłożone włóknem akacjowym… Tablice, które tworzą panel, podzielone są na trzy poziome rzędy, każdy zawierający sześć płytek z kości słoniowej, z których jedne przedstawiają rozmaite tematy, inne — tzw. „Prace Herkulesa”. Kilka płytek było błędnie umieszczonych i wyglądało jakby dodano je w czasach, kiedy rzymskie dzieła były wykorzystywane jako ozdoby, bez troski o dopasowanie.”Artykuł został napisany jako odpowiedź na kilka faktów ogłoszonych w ostatnim wieku. Browne, w swojej „History of the Popes” (t. II, s. 7), opowiada, że w roku 1662, podczas czyszczenia katedry, „Krzesło Herkulesa” nieoczekiwanie ukazało się na nowo; po czym krzesło zostało zastąpione innym. W 1795 roku, kiedy wojska Ponceau zajęły Rzym, krzesło ponownie badano. Tym razem znaleziono napis wyrażający wyznanie wiary w Alachę (Allaha) i Arabów:
„Nie ma Boga oprócz Allaha, a Mahomet jest jego Apostołem.”
(Zobacz dodatek do „Ancient Symbol-Worship” autorstwa H. M. Westropa i C. Stanilanda Wake’a.)W dodatku prof. Alexander Wilder słusznie wyraża wątpliwość:
„Skoro zakładamy, że Apostoł Piotr zginął śmiercią męczeńską tak wcześnie, jak twierdzi tradycja, to jeśli nawet był biskupem Rzymu, jego następca byłby najpewniej jednym z gminu. ‘Krzesło Piotra’, dlatego, jest bardziej czczone niż apostolskie.”
Jego świętość pochodzi raczej z pochodzenia — ze starożytnej religii i kultu Misteriów praktykowanego od najdawniejszych czasów.
Kształt krzesła (tzw. Petræ), zawierający tajemne objawienie dane nowicjuszowi w czasie inicjacji, był święty już w pogańskich misteriach.
źródło: Isis Unveiled, Tom II, LONDYN: BERNARD QUARITCH 1878.