Na łamach „Light” z 15 i 29 października ukazały się trzy listy odnoszące się do wydźwięku części recenzji książki panny Houghton, opublikowanej w numerze z 8 października. Miałem nadzieję zobaczyć dalszy ciąg tej dyskusji podjęty przez innych korespondentów.
W odniesieniu do uwagi Signora Damianiego wydaje mi się całkiem oczywiste, jakie powody powinny skłaniać do „powściągliwości”, jeśli nie wręcz do „niedowierzania”, kiedy stajemy wobec kwestii przekazów od „wielkich imion starożytności” oraz od „najwyższych rzędów istot duchowych”.
Gdyby uczony, antykwariusz albo podróżnik o ugruntowanej reputacji nagle ogłosił światu serię listów jakiegoś wybitnego człowieka, który odszedł ze świata stosunkowo niedawno, natychmiast wybuchłby spór o ich autentyczność. Tym bardziej miałoby to miejsce, gdyby ogłoszono odkrycie rękopisów Mojżesza albo – powiedzmy – kamiennych inskrypcji Abrahama, a nazwisko odkrywcy nie było wcześniej znane. O ileż bardziej uzasadnione są więc „powściągliwość” i nawet „niedowierzanie”, kiedy na mocy i na podstawie zjawisk psychicznych prosi się nas, byśmy uwierzyli w rzeczy analogicznego rodzaju. Należy bowiem pamiętać, że wszelkie pismo mediumiczne jest w istocie zjawiskiem o charakterze psychicznym; a ci, którzy choć trochę znają nieskończoną i subtelną różnorodność form, jakie przybierają niewątpliwe złudzenia i urojenia umysłowe, będą bardzo ostrożni w wyciąganiu bezwzględnych wniosków z przesłanek, które mogą choćby potencjalnie należeć do tej dziedziny.
Ponadto, jeśli chodzi o przekazy rzekomo pochodzące od czysto anielskich istot wysokiego rzędu, trudności, o których wspomnieliśmy, wzrastają niepomiernie. Signor Damiani mówi o inteligencjach duchowych, które „nigdy nie zwiodły mnie co do swojej tożsamości”. Pozwoliłbym sobie zauważyć, że z wyjątkiem przypadków niedawnego odejścia z życia ziemskiego wszelkie zbliżenie się do czegoś, co naprawdę mogłoby uchodzić za dowód tożsamości, jest niemal nieosiągalne. Wydaje mi się, że nie istnieje żaden możliwy do pomyślenia dowód, który potwierdziłby tożsamość ducha podającego się na przykład za „Dawida”. Jednoczesne zjawiska – „duch z koroną na głowie i harfą w ręku”, ukazujący się jasnowidzowi, oraz przekaz w transie rzekomo pochodzący od „Dawida” – nie stanowią, moim zdaniem, niczego, co można by uznać za dowód. Tym bardziej nie sposób wyobrazić sobie dowodu, który potwierdziłby tożsamość archanioła – na przykład Gabriela.
Mam nadzieję, że nie zostanę źle zrozumiany. Duchowe pocieszenie i ukojenie, jakie można czerpać z takich źródeł, to zupełnie inna sprawa i wykracza ona poza sferę dowodu. Nawet osobiste przekonanie jest czymś innym, a dowód dla innych – czymś zupełnie odmiennym. Piękno i duchowa prawda jednego z Psalmów nie zależą od tego, czy jako jego autora prawidłowo wskazano Dawida, Mojżesza czy proroka. Te piękne słowa: „Pan jest moim Pasterzem, niczego mi nie braknie”, były i będą balsamem dla niejednej znużonej duszy, bez względu na to, kto je napisał.
Tak więc musimy, jak sądzę, przy obecnym stanie naszych władz poznawczych, zadowolić się wewnętrznym pięknem oraz duchową prawdą przekazywaną przez wiele z owych „komunikatów”, które są nam dane, i pozostawić dociekliwą kwestię imion, często pojawiających się jako podpisy i w inny sposób, do czasu, aż lepiej zrozumiemy warunki komunikacji między dwoma światami.
The Review
28 listopada
źródło: COMMUNICATIONS FROM EXALTED SPIRITS; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, December 3,1881.