Duchy Natury i Elementale – inny głos

Zauważywszy na łamach Państwa pisma kilka wzmianek odnoszących się do powyższego tematu, a także w numerze z 19 listopada prośbę uprzejmego korespondenta, aby między innymi i przeze mnie udzielono autorowi takich informacji, jakie mogę posiadać, pragnę powiedzieć, że z bolesnego doświadczenia poznałam nierozsądek prób wychodzenia poza zwykłe koleiny, w których poruszają się określone poglądy, niezależnie od tego, czy ich wyznawcami są „zaawansowani spirytualiści”, czy „ciasno myślący sekciarze”. W istocie, od samych spirytystów spotkały mnie tak surowe nagany za opublikowanie pewnych tomów, w których temat „elementarzy” lub „duchów natury” został omówiony otwarcie, że czuję niewielką albo żadną zachętę do ponownego wkraczania na płaszczyzny dyskusji, które – z przykrością stwierdzam – rzadko bywają traktowane z umiarem albo w duchu filozoficznego dociekania przez liczną grupę spirytystów.

Protestując z góry przeciwko zmuszaniu mnie do wejścia na arenę literackiej wojny, której niespirytualny charakter nazbyt często obraża i zniechęca czytelników naszych czasopism, odpowiadam po prostu na pytanie „Studenta”, że ja – jako osoba, która nie tylko wierzy w duchy elementarne, ale twierdzi także, iż je widziała, oraz rozmawiała z wieloma innymi, którzy mieli podobne doświadczenia – zwykłam zaliczać wszystkie duchy podludzkie do istot elementarnych pod względem organizacji, a termin „duchy natury” przypuszczalnie odnosi się po prostu do takich istnień ze względu na miejsce, jakie zajmują w królestwie natury.

Całkiem niedawno widziałam w jednym z pism spirytystycznych – choć w tej chwili nie potrafię sobie przypomnieć, w którym – piękne porównanie użyte dla przedstawienia pozycji człowieka na skali stworzenia, mianowicie jako stojącego pośrodku słynnej drabiny, której stopa opiera się na ziemi, a najwyższy szczebel sięga Nieba. Jeśli pozycja ta przedstawia prawdę fizyczną, której widzialnym świadectwem jest istnienie materialne, czy nie istnieje także odpowiadająca jej drabina duchowa, w której schodzące stopnie bytu są równie oczywistą i filozoficznie konieczną rzeczywistością jak wznosząca się skala, tak chętnie uznawana przez spirytystów? Jeśli darwinowski schemat postępu materialnego przedstawia cechy tak dalece udowodnione na wielu polach, że jego nierozwiązane problemy mogą jeszcze poczekać, aż przyszłość dostarczy dalszych dowodów, czy spirytysta może zadowolić się uzupełnieniem czysto materialistycznych śladów bytu u Darwina o postęp ku duchowym sferom poza materią, a zarazem całkowicie pomijać istnienie duchowych krain bytu jako poprzedzających materię? Czy nie ma stanów embrionalnych dla duszy, tak jak dla ciała? Czy nie ma sfer dojrzewania dla form duchowych, podobnie jak dla materialnych?

Pański korespondent może się skarżyć, Panie Redaktorze, że udaję, iż rozważam jedno pytanie, podczas gdy w rzeczywistości stawiam ich pół tuzina. Być może rzeczywiście jest w tym błąd, zwłaszcza że nie mam ani czasu, ani chęci, by śledzić odpowiedzi czy rozwijać same pytania, a jedynie rzucam teraz te twierdzenia po to, by pobudzić myśliciela do zadania sobie pytania, jak mało, a nie jak wiele, wie o własnym pochodzeniu i o nieskończonym łańcuchu bytu, który – będąc nieskończony w jednym kierunku – z trudem może być skończony w drugim.

Jednym słowem więc: tym, którzy nie mogą lub nie chcą sięgnąć do kart Ghost Land i Art Magic, dzieł, w których zarówno autor, jak i redaktor odważają się podjąć drażliwą kwestię „elementarzy”, nie będę zajmować więcej miejsca, jak tylko powtarzając, że widywałam duchy elementarne w wielu postaciach i na wielu stopniach skali bytu, oraz że wierzę, iż rozmawiałam lub korespondowałam z wieloma setkami inteligentnych osób, które – podobnie jak ja – sądzą, iż mają równie dobre dowody na istnienie duchów podludzkich i nadludzkich, jak na istnienie duchów po prostu ludzkich.

Przyznaję, że obcowanie z tymi sferami bytu było znacznie rzadsze niż obcowanie z duchami ludzkimi; dlatego ci, którzy go doświadczyli, cofają się z niechęcią i bólem przed grubiańskim zaprzeczaniem oraz szorstką pogardą tych, którzy nie podzielili ich doświadczeń – podobnie jak sami spirytyści czują się dotknięci, gdy ich wiara bywa atakowana przez ignorancję i bigoterię. Stąd również tak niewiele mówi się i pisze obecnie na ten temat; i choć mam powody wierzyć w wielkie rozwinięcia życia i bytu duchowego, na których samym progu dopiero stoimy, oraz w to, że z duchowej strony natury człowieka czekają nas objawienia o wiele rozleglejsze i bardziej zdumiewające niż ograniczone perspektywy, na które obecnie spoglądamy, to jednak uważam, że w najlepiej pojętym interesie prawdy powinniśmy posuwać się naprzód z najwyższą ostrożnością; przyjmując tylko to, co możemy potwierdzić w zwyczajnym doświadczeniu, a nadzwyczajne objawienia pozostawiając, by same się odsłaniały.

Ci, którzy pragnęliby wyjść poza tę starannie strzeżoną sferę powszednich faktów, nie mają prawa oczekiwać, że tłumy pójdą za nimi; a skoro już tak daleko zaszli, nie byliby też mądrzy, gdyby zapomnieli o maksymie okultystów dotyczącej rozdawania swoich „pereł” itd., itd. Ze swej strony radziłabym wszystkim szczerym badaczom, aby czekali, aż duchowi opiekunowie nowej dyspensacji, w których mądrości i mocy pokładam całkowitą ufność, uznają za stosowne odsłonić przed ludzkością nieograniczone sfery duchowego istnienia, które z całą pewnością stanowią duszę tego materialnego świata – zarówno w jego niższych, jak i wyższych warstwach bytu.

Takie objawienie musi być bliskie, ponieważ duch człowieka nie może długo spoglądać na wznoszące się szczeble drabiny, na której zajmuje pośredni stopień, nie odkrywając wkrótce licznych szczebli, po których dotąd się wspinał.

Przepraszając za zajęcie miejsca na Pańskich łamach, Panie Redaktorze, choć czynię to jedynie w odpowiedzi na usilną prośbę niektórych Pańskich czytelników, pozostaję z najwyższym szacunkiem,

Emma Hardinge-Britten
The Limes, Humphrey Street,
Cheetham Hill, Manchester.

źródło: NATURE SPIRITS AND ELEMENTALS; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, December 3,1881.