Hrabia Cagliostro — Jego mistyczny wpływ

W poprzednim artykule naszkicowaliśmy, ogólnie rzecz biorąc, życie tego awanturnika, którym był hrabia de Cagliostro, i zakończyliśmy, wskazując na jego wpływ na ruch mistyczny, który zaczynał się pod koniec XVIII wieku. Dziś chcemy nieco szerzej zatrzymać się nad tym zagadnieniem.

Każdy nurt ma swój nurt przeciwny. Ruch sceptycyzmu stworzony przez „filozofów” doprowadził pod koniec XVIII wieku do powstania ruchu mistycyzmu. Sceptycyzm, skierowany przeciwko dogmatowi chrześcijańskiemu, sprawił, że nowy ruch mistyczny karmił się przesądem i magią, zmieszanymi z chrześcijaństwem. To łatwo zrozumieć: chrześcijaństwo walczyło z czarami i praktykami odwołującymi się do tych tajemniczych mocy, które starożytni przypisywali jednostkom, a chrześcijanie utożsamiali z szatanem; naturalnym więc było, że cios zadany przez filozofów przekładał się na powrót sentymentu na rzecz zakazanych wierzeń i praktyk.

Kiedy Cagliostro, opuszczając Strasburg, przybył do Paryża w 1785 roku, nastał czas sprzyjający mistycyzmowi. Już wtedy w całej Francji, podobnie jak w Niemczech, mnożyły się stowarzyszenia iluminatów. Tu i ówdzie półgłosem ogłaszano nowy cud, tam nowego proroka.

Poprzedzony sławą dobroczyńcy, cudownego uzdrowiciela, Cagliostro mógł spodziewać się przychylnego przyjęcia ze strony niektórych kręgów paryskiego społeczeństwa. Jego wtajemniczenie w wolnomularstwo, którego dostąpił podczas podróży do Londynu, bardzo pomogło mu otworzyć sobie drzwi do świata, do którego wstęp miałby zamknięty z powodu swoich niejasnych pochodzenia. W rzeczywistości przyjęcie, jakie mu zgotowano, przerosło wszelkie wyobrażenia. Bardzo szybko przedstawił się jako nadczłowiek, stał się wręcz idolem. Można powiedzieć, bez przesady, że jego zwolennicy go wielbili: niektórzy godzinami klęczeli u jego stóp, przekonani, że samo dotknięcie go wystarczy, by ich uświęcić.

Nie ulega wątpliwości, że Cagliostro próbował narzucić się łatwowiernym ludziom swadą i powierzchownością – wszystko, co o nim wiemy, jednoznacznie tego dowodzi. Nie można mu jednak odmówić pewnej szczerości. Wielu iluminatów szczerze wierzyło, że posiadają wyższą prawdę niż inni chrześcijanie, że są faworyzowani przez szczególne natchnienie od Boga – to pewne. Ale Cagliostro do nich nie należał. Przede wszystkim był szarlatanem, ale szarlatanem podobnym do fakirów, którzy posługują się rzeczywistymi zjawiskami okultystycznymi, by zadziwiać swoją klientelę. Oczywiście na tym nie poprzestawał – miał „inne sztuczki w zanadrzu” i inne zasoby.

Tak oto, gdy podróżował po Hiszpanii, jego gospodarz doktor Tischio opowiadał, że żył ze sprzedaży wody piękności, zamieniał rtęć w złoto, topił drobne diamenty, by robić z nich większe, podawał „pewne numery” do wygrywania na loterii, a także – co nie mniej ważne – wykorzystywał urok swojej żony, który był bardziej realny niż jego alchemiczne operacje.

Te sposoby wydawały mu się jednak zbyt pospolite, by zdobyć przychylność wyższych sfer, w których marzył, by się obracać. Był niezwykle inteligentny i bardzo szybko zorientował się, jaką aurę tajemniczości może dodać mu wolnomularstwo. Ale nie zadowolił się samym wtajemniczeniem. Pragnął masonerii, którą mógłby sam kierować, wykorzystując ją do własnych celów szarlatańskich. Tak powstała rzekoma „masoneria egipska”, której nadał sobie najwyższy tytuł „wielkiego koptę”.

Był to osobliwy miks obrzędów religijnych, praktyk magicznych i seansów spirytystycznych – ta masoneria, jak twierdził Cagliostro, miała służyć regeneracji fizycznej i moralnej adeptów.

By osiągnąć regenerację fizyczną, która miała zapewnić zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie niemal wieczną młodość i zdrowie, należało skrupulatnie przestrzegać następujących zasad: wyjechać na wieś z zaufanym przyjacielem, przez 17 dni stosować ścisłą dietę. Siódmego, piętnastego i trzydziestego drugiego dnia trzeba było upuścić sobie krew. Trzydziestego drugiego dnia przyjmowało się sześć kropel białej mikstury, zwiększając dawkę o jedną kroplę każdego dnia. Po trzydziestu jeden dniach należało położyć się do łóżka i wypić wielki eliksir, którego najmniejsza dawka powodowała długotrwałe drgawki. Trzydziestego trzeciego dnia przyjmowało się drugi granulat (po nim następowały gorączka, delirium, utrata włosów, zębów i skóry!). Trzydziestego piątego dnia przyjmowało się trzeci granulat i zapadało w głęboki sen, podczas którego wszystko, co zostało utracone, miało być odzyskane! Trzydziestego dziewiątego dnia przyjmowało się czwarty granulat i dolewało do wina dziesięć kropel „balsamu wielkiego kopty”. Czterdziestego dnia, po tym wszystkim, człowiek był całkowicie zdrowy, odmłodzony o pięćdziesiąt lat. Cały ten zabieg można było powtarzać, osiągając taki sam efekt, co pięćdziesiąt lat, aż do wieku 5557 lat!

Jeśli chodzi o regenerację moralną, osiągało się ją za pomocą równie materialnych środków, które miały doprowadzić do zdobycia wielkiego pentagramu, rzekomo przywracającego niewinność utraconą przez grzech pierworodny.

W tym celu należało zbudować trzykondygnacyjny dom na wysokiej górze, nazwanej Synaj. Na środkowym piętrze, które nazywano górą Ararat, trzynaście osób wybranych, które otrzymały wielki sekret, zamykało się na 18 godzin dziennie, by modlić się, medytować i sporządzać dziewiczy pergamin, do którego używano skóry martwo urodzonego jagnięcia lub łożyska żywego dziecka! Gdy to zostało wykonane, członkowie stawali się komunikatywni z siedmioma pierwszymi aniołami i ci odciskali swą pieczęć na kawałku tego pergaminu, który stawał się wówczas słynnym wielkim pentagramem. Trzynastu błogosławionych stawało się natychmiast mistrzami i głowami kultu, czystymi i niewinnymi, obdarzonymi władzą i mądrością bez granic, pragnącymi jedynie nieśmiertelnego spokoju.

Zbyt długo trwałoby opisywanie relacji Cagliostra, jako „wielkiego kopty”, z różnymi lożami masońskimi. Filaleci, z którymi długo utrzymywał kontakty (należeli do nich sędziowie, duchowni, literaci, lekarze), zdawali się mieć wątpliwości co do jego szczerości. Warto zaznaczyć, że kontakty z wybitnymi masonami, inicjowanymi w dawnych rytach, pozwoliły Cagliostro wtajemniczyć się w sekrety zazdrośnie strzeżone przez loże masońskie. Prawdopodobnie właśnie stamtąd zaczerpnął wiedzę, którą umiał lepiej od innych wykorzystać – być może dzięki szczególnemu darowi okultystycznemu, ale także braku skrupułów.

Tak więc hrabia de Cagliostro pozostanie na zawsze postacią tajemniczą. Nigdy nie dowiemy się prawdy o nim. Trudno uwierzyć, że tylu rozsądnych ludzi było jego zbyt prostymi ofiarami, i wydaje się rozsądne przyjąć, że rzeczywiście stosował skuteczne metody okultystyczne. Jakie to były metody? Nie sposób dociec, bo Cagliostro łączył je z wieloma sztuczkami i pustymi słowami. Można jednak przypuszczać, że wykorzystywał – być może nieświadomie – hipnozę oraz pewne zjawiska transowe.

W każdym razie jego wpływ był ogromny. Sprawił, że mistycyzm przeniknął do najwyższych sfer, a zwłaszcza do francuskiej elity, która jako całość była sceptyczna. Ruch mistyczny, który zrodził się w zamkniętych i tajnych sektach, przygotował francuskie społeczeństwo na nową mistykę, na nową Wiarę, która swoje spełnienie znalazła w ruchu rewolucyjnym. Jeśli prawdą jest, że rewolucja francuska została przygotowana przez sceptycznych filozofów XVIII wieku, to równie prawdziwe jest, że zrealizowała się dzięki przebudzeniu mistycznej energii. Tylko mistycyzm bowiem może dać entuzjazm i energię zdolne przejść do czynu. Ten ruch w dziwny sposób dopasował się do francuskiego sceptycyzmu, w swojej rzeczywistej formie – do tej Racji.

Hrabia de Cagliostro, czy był szarlatanem, czy nie, wywarł więc ogromny wpływ na polityczno-moralną ewolucję Francji.

źródło: Le Comte de Cagliostro – Son influence mystique;  The Modern Mystic SEPTEMBER 1937.