Mistyczna Droga
V. BUDZĄCY SIĘ OGIEŃ
Raymund Andrea
Wiele napisano – i to często dość bezładnie – o duchowym ogniu i jego przebudzeniu w uczniach na ścieżce, jako środku osiągnięcia ponadnormalnych mocy i wglądu w nadzmysłowe życie. Niektórzy autorzy wspominają o tym krótko, z ostrzeżeniem, mocno akcentując negatywne skutki, które mogą nastąpić po wszelkich wymuszonych próbach rozbudzenia tego ognia. Inni piszą, nie wykazując ostrożności ani rozróżnienia, przedstawiając różne eksperymentalne instrukcje mające na celu wprowadzenie ognia w ruch przez ośrodki psychiczne w ciele i mózgu, obiecując najwyższe nagrody rozwoju i demonstracji, jeśli się je konsekwentnie stosuje. Systemy jogi ze Wschodu, dziś szeroko rozpowszechnione na Zachodzie, traktują osiągnięcie tego stanu jako rzecz oczywistą i dostarczają obfitej literatury dotyczącej przebudzenia ognia. Utrzymują wręcz, że przebudzenie to jest pierwszym ważnym krokiem na drodze do wewnętrznego osiągnięcia niezwykłych mocy, które przypisuje się joginowi.
W sprawie tego budzącego się ognia, który interesuje tak wielu, uczniowie dzielą się zasadniczo na dwie grupy: tych, którzy ograniczają się do zdrowych i bezpiecznych metod nauki oraz medytacji, mając nadzieję, że w odpowiednim czasie, gdy będą wewnętrznie gotowi, otrzymają wtajemniczenie od adepta w rzeczywisty proces przebudzenia; oraz tych, którzy natychmiast chwytają się wszelkich dostępnych metod, które obiecują sukces, i wyciskają je do granic możliwości, w dobrym lub złym celu, choć mogą mieć jak najszlachetniejsze intencje. Nie zamierzam pouczać pierwszych ani krytykować drugich.
W książkach o technice ścieżki – o ile mogłem, z punktu widzenia Mistrza i jego działania w pracującym uczniu – przedstawiałem przemyślenia i sugestie, wynikłe z mojego własnego doświadczenia, dotyczące natury techniki czy procesu rozwoju duszy. W tych esejach kontynuuję temat, ale z nieco innej perspektywy, podchodząc do niego bardziej od strony mistycznej. Jednak technika i życie wewnętrzne nie pozwalają na ostre rozdzielenie między mistycznymi a okultystycznymi aspektami doświadczenia. Okultyzm i mistycyzm mają własną literaturę i pewne różnice w sugerowanych metodach: pierwszy często podkreśla, z nutą wyższości, że to „droga głowy”; drugi zaś, równie przekonany o wzniosłości, przypomina nam, że to „droga serca”. Faktem jest, że właściwie zrównoważony i w pełni rozwinięty adept łączy oba te aspekty w harmonijnej równowadze, wykazując w swoim działaniu moce i łaski obu tych dróg. Warto pamiętać, że Mistrzowie obecnego cyklu wymagają od swoich uczniów zarówno miłości i współczucia serca, jak i zorganizowanego umysłu oraz woli, by skutecznie wykonywać swoją pracę. Jeśli więc u adepta aspekt mistyczny lub okultystyczny jest nadmiernie rozwinięty kosztem drugiego, celem jego szkolenia będzie osiągnięcie zrównoważonej i skoordynowanej ekspresji obu tych jakości. Dlatego choć w książkach o technice podchodziłem do tematu raczej od strony okultystycznego rozwoju, a w obecnych rozważaniach bliżej mi do mistycyzmu, to jednak istnieją fazy kultury wewnętrznej i doświadczenia, które są wspólne dla obu.
Nazewnictwo ma tu niewielkie znaczenie: chodzi nam o adepta na drodze. Jeśli mistyk, w stanie wysokiego uniesienia emocjonalnego, lekceważy logiczną strukturę myślenia okultysty jako przejaw zawodowstwa, jego własne potrzeby nie są trudne do rozpoznania. Jeśli okultysta, opierający się na zdobytej ciężką pracą wiedzy, zapomina, że miłość musi jeszcze dodać ogniowi jego myśli, nie minie dużo czasu, aż serce przez cierpienie upomni się o swoje prawa. Jest też droga środka – nowej epoki – wymagająca równoczesnego rozwoju życia serca i głowy; i choć piszę o mistycznej ścieżce, nie mam zamiaru zawężać jej znaczenia do tego, co dla wielu adeptów oznacza jedynie osobiste, spokojne cieszenie się sekretnym dziedzictwem duszy, bez konkretnej i twórczej ekspresji tego daru w służbie świata.
Chciałbym więc zarysować kolejne fazy doświadczenia wewnętrznego, które zwykle pojawiają się podczas mistycznych poszukiwań, gdy ogień duszy budzi się i działa w strukturze adepta. Jedną rzecz pragnę szczególnie podkreślić: nie rozważam tutaj przypadku osoby, która świadomie wzbudziła ogień za pomocą wyżej wymienionych specyficznych metod. Moim zdaniem, adept zaangażowany w służbę światu samoczynnie wprawia ogień w ruch w niektórych jego aspektach, w zupełnie naturalny sposób i nieświadomie, a indywidualne doświadczenia jego pracy i kontaktów są niepodważalnym dowodem tego stanu.
Wychodzę z tego podstawowego założenia i twierdzę, że adept, który świadomie stosuje technikę ścieżki w pracy nad sobą i w służbie dla świata, poddaje się nieświadomie wpływowi duchowego ognia, który kieruje jego myślą, mową i działaniem. Ponadto podkreślam, że ten wpływ, w swej prawdziwej formie, pojawia się tylko u tych, w których jakiś aspekt ognia został obudzony i działa. Mogą się wydawać wyjątki, ale tam, gdzie ogień został przedwcześnie obudzony przez metody eksperymentalne, wyprzedzając naturalny rozwój ścieżki, prawdopodobnie zauważymy, że technika, jak ją tu przedstawiłem, nie ma miejsca w życiu takiej osoby lub uznawana jest za drugorzędną. Może to być na dobre lub złe, w zależności od zdrowia, równowagi oraz celu eksperymentatora. Celem takich przypadków jest zwykle fenomenalna demonstracja, która rzeczywiście może się zdarzyć bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistym osiągnięciem technicznym w służbie Mistrza.
Nie zajmuję się tutaj przypadkami, gdy wymuszone metody wywołały działanie ognia jedynie w celach demonstracji fenomenów. Wierzę, że wiążą się z tym pewne niebezpieczeństwa. Nie wątpię, że niektórzy ludzie o zdrowej konstytucji i silnym umyśle poczynili w ten sposób znaczne postępy; podczas gdy inni, o słabszym zdrowiu i niestabilnej psychice, wierząc we wszystko, okazali się zupełnie niezdolni do zniesienia napięcia, które takie próby narzuciły ich ciału i umysłowi, co skończyło się zrujnowaniem ich życia.
W przypadku adepta stosującego technikę Mistrza, pojawia się zupełnie inny stan, o odmiennej wartości. Wszystko przebiega tu normalnie – nawet jeśli jego rozwój i doświadczenia mogą z zewnątrz wydawać się niezwykłe, są one zgodne z naturalnym postępem na ścieżce. Omawiając warunki techniki, wspomniałem, że jej posiadanie odzwierciedla bardzo szczególny rozwój, prowadzący adepta do ścisłej współpracy z Mistrzem w jego pracy. Nie jest już wtedy tylko aspirantem, lecz uczniem mistycznej drogi, świadomym swojego miejsca na niej i świadomie stosującym technikę w służbie światu; w takim przypadku stale zdobywa nowe doświadczenia dróg i sposobów jej zastosowania, dokonując ważnych odkryć w sobie samym podczas wykonywania pracy.
Jaki jest związek między techniką a budzącym się ogniem? Jak działanie techniki prowadzi do jego przebudzenia? Co daje nam podstawę do twierdzenia, że ogień rozwija się w uczniu?
Relacja między techniką a ogniem jest subtelna i złożona. Jest równie rzeczywista, choć trudna do zdefiniowania, jak magnetyczna jakość, którą wielki artysta wnosi do wykonania arcydzieła. Ta jakość jest częścią jego technicznego wyposażenia. Rozwijają się one równocześnie i nie można ich rozdzielić. Gdybyśmy mogli wyeliminować magnetyzm jego dzieła, przestałby być mistrzem, choć może nadal byłby uznawany za muzyka. Jeśli ogień jest nieaktywny w uczniu, wciąż może on być uczniem, ale nie technicznym w sensie, w jakim używam tego słowa. Tak jak istnieje wiele poziomów wykonawców muzycznych poniżej najwyższego artysty o magnetycznej sile wykonania, tak istnieje wiele stopni mistycznego uczniostwa; ale ten, którego techniczne doświadczenie świadczy o przebudzeniu ognia, należy do szczególnej i zaawansowanej klasy.
Ten magnetyzm w wykonaniu artysty jest tej samej natury, co ogień duszy. Przejawia się w rzadkim połączeniu elementów, które rozpoznajemy jako niemal magiczne: piękno, głębia i patos, religijność w swej intensywności i prostocie, siła i naturalność, które przenoszą nas duchem do samego źródła stworzenia. Podobnie duchowy ogień, gdy raz zostanie wprawiony w ruch w strukturze ucznia przez długą modlitwę oddanej służby i ofiarowanie swojego życia w samozaparciu, by inni mogli być podniesieni do nadziei i zwycięstwa w pełnym niepokoju i cierpienia świecie, odciska na jego życiu subtelne niuanse duchowego odczucia i powagi, które pozwalają mu oddawać ton i patos, prostotę, siłę, naturalność, jasność wyrazu i boskie milczenie obecności Mistrza. Jego myśl jest oryginalna w koncepcji, szybka, pewna i dynamiczna w sile oraz kierunku; jego mowa przenikliwa, zwięzła i oświetlająca, niesie intonacje mistycznej sztuki duszy; jego działanie, przemyślane, dojrzałe i natchnione, rodzi się z współczucia i nieszkodliwości. Jeśli tak nie jest, to nie jest to ideał wyrażony w praktyce; kwiat techniki nie rozwinął się jeszcze w duszy. Pozostajemy przy woni tego kwiatu, który zrodził się z cierpienia i doświadczenia długiego oczekiwania. To jest ten ognisty pierwiastek w technicznym wyposażeniu ucznia, tak jak magnetyzm nadaje świetność technice artysty. W obu przypadkach dusza rozbudziła w sobie akord zasadniczej harmonii, którym jest ogień boskiego życia. Trudno to zdefiniować, tak łatwo wymyka się analizie, że rozpoznają go tylko ci, którzy stoją blisko progów jego tajemnego królestwa.
Jak więc działanie techniki prowadzi do przebudzenia tego ognia? Praca zaawansowanej duszy na ścieżce ewolucji ustanawia roszczenie wobec nadprzyrody, a prawo kompensacji uznaje to roszczenie. Może nie być świadomości samego roszczenia ani nagrody, ale prawo je uznaje i nagroda się pojawia. Technika działa poza obszarem zwykłej natury i w imię własnej skuteczności zapewnia podstawę mocy i inspiracji, które gwarantują jej dalszy rozwój. Umysł, mózg i układ nerwowy nie mogą same z siebie tego dać. Są jedynie narzędziami inspiracji, nie zaś jej źródłem. Muszą być wzmocnione przez wolną esencję duchowego, zamieszkującego wnętrze ja. I codzienne, konsekracyjne użycie tych narzędzi w pracy podnoszenia i inspirowania ludzkiego życia spontanicznie urzeczywistnia tę esencję, aż każda ich funkcja odpowiada na przyspieszone wibracje tej nadzwyczajnej energii. Jeśli ktoś powie, że to kwestia wibracyjnych impulsów działających na przygotowane „pojazdy” ucznia, unikniemy zagmatwanych technicznych terminów podręczników naukowych, które czynią temat zawiłym i trudnym w praktyce. Prosty przykład wystarczy: stałe, fizyczne lub umysłowe ćwiczenie lub studiowanie otwiera kanał zaproszenia dla nowej energii i myśli, prowadząc do coraz większej subtelności w obu kierunkach. Im większe użycie, tym większa odpowiedź. Powstaje zapotrzebowanie na energię i myśl, by zaspokoić potrzebę pracy – i obie są dostarczane w interesie rozwoju osobistego.
Tak właśnie jest z uczniem używającym techniki. Gdy jej rytm zostanie ustalony w pojazdach, następuje stały wzrost wibracji życia w tej doskonale zorganizowanej strukturze. Dusza dominuje; jej własna ognista esencja jest powołana do działania i wyłania się z tajemnych głębin, bo nadeszła jej godzina. Działanie techniki eliminuje potrzebę specjalnych metod przebudzenia. Tak powinno być: uczeń sam staje się przyczyną przebudzenia i gwarancją jego rozsądnego prowadzenia.
Co nam daje podstawę do twierdzenia, że ogień rozwija się w uczniu? Pomyślmy jeszcze raz o artyście-muzyku. Nie mamy wątpliwości podczas jego interpretacji, że geniusz duszy został obudzony i działa. Jest to tak oczywiste i porywające, że gdy słuchamy, nasza uwaga często odciągana jest od samego dzieła ku osobowości artysty. Jego magnetyzm otwiera nam drzwi do nowego wymiaru twórczości. Wychodzimy poza siebie, poza tyranię zmysłów i intelektu, do wielkiego kontaktu z inspirującą duszą, która objawia się przez jego dzieło. Brakuje nam słów, oprócz tych, które oddają podziw i wdzięczność dla ludzi potrafiących przemówić językiem duszy, który w nas samych roznieca ogień płonący w sercu życia. Biedny jest ten, kogo to nie uszlachetnia i nie wzbogaca, kto nie zostaje podniesiony przez to doświadczenie boskiej manifestacji w natchnionym artyście. Niewielu pozostaje obojętnych, nawet jeśli brak im prawdziwej głębi zrozumienia.
Budzący się ogień to nuta boskości w życiu ucznia i każda dziedzina ekspresji tego życia to ujawnia. Dotyka on instrumentu osobowości i odciska niezatarte piętno na ciele, umyśle i duszy we wszystkich ich indywidualnych i zbiorowych działaniach. Możemy być tak samo pewni tej przenikającej nuty boskiego ognia w życiu ucznia, jak inspiracyjnej jakości w pracy artysty, jeśli mamy otwarty umysł i potrafimy naprawdę widzieć. Ta jakość w obu przypadkach jest manifestacją tego samego czynnika energetycznego, choć skierowanego na różne cele.
Czy jednak cel artysty nie może być równie ważny, jak cel ucznia na ścieżce? Czy nie może być równie dobroczynny w intencjach, tak bezinteresowny w pracy i nie mniej silny w swoim wpływie? Czy nie mówi się, że geniusz to nieświadome uczniostwo, a sam Beethoven bywa przytaczany jako przykład? Wszystko to prawda, ale nie próbuję porównywać wartości artysty i ucznia. Wskazuję twórczego artystę jako najtrafniejszą ilustrację ognia w działaniu na innym niż czysto duchowy cel. Nigdzie indziej w życiu nie znajdziemy tak wyrazistego obrazu ognia w działaniu, jak u artysty. Czynię to z zamiarem podkreślenia: jeśli jest coś, czego artysta może nauczyć ucznia, to właśnie pełnego przeniknięcia duchem twórczym i okazywania tej obecności we wszystkich swoich przejawach. Nie ma co do tego wątpliwości. To stan całkowitego opanowania przez boski aflat, który przenika i ujarzmia formę, by całkowicie podporządkować ją swej woli w imię wielkiej sztuki i technicznej ekspresji. Uczeń, który podejmuje trud opanowania techniki ścieżki, może znaleźć swój cel i pole służby w sztuce, twórczości muzycznej czy literackiej; ale jakikolwiek będzie jego cel, będzie to świadoma, oddana służba, którą intensywne szkolenie mu ujawniło. Tak jest z pewnością – trudno sobie wyobrazić poważnego adepta kroczącego mistyczną ścieżką, który po okresie medytacji, wejściu w stan kontemplacji i świadomym opanowaniu pierwszych etapów techniki wyrazu duszy, nie zyskałby ostatecznie uznania Mistrza i możliwości mistrzowskiego nauczania na specjalnym polu, gdzie jego dojrzała świadomość może okazać się wyjątkowo pożyteczna dla innych.
Jakie cechy ma uczeń, w którym budzi się ogień? Zawsze, moim zdaniem, obecne są tu pewne zasadnicze jakości; choć podobne cechy mogą być obserwowane u ludzi wybitnie uzdolnionych umysłowo, zawsze istnieje wyraźna różnica w sposobie ich zastosowania i rzadko można je pomylić. Uczeń przejawia bardzo wyraźną dwoistość życia i charakteru. Nie trudno to zrozumieć, jeśli pamiętamy, że aktywność ognia w nim oznacza przewagę duszy nad osobowością – bo mówię tutaj o uczniu, w którym technika sama wzbudziła ogień, a nie o przypadkach rozwoju wymuszonego dla niższych celów. Rzeczywiście, żyje on bardziej w sferze duszy niż w sferze osobowości, co nieuchronnie prowadzi do świadomego rozdzielenia obu tych płaszczyzn. Jak to się przejawia z perspektywy obserwatora? W mocy dystansu w codziennym życiu, pozwalającej mu myśleć, mówić i działać z pełną bezosobowością wobec spraw, z którymi się mierzy. Ta moc dystansu, pozwalająca funkcjonować z chłodną niezależnością od spraw zewnętrznych, jest niezwykle istotna. Mistyczne pismo mówi: „Uczeń spełni wszystkie obowiązki swego człowieczeństwa, ale wypełni każde według własnego poczucia słuszności, a nie według innych ludzi lub grup.” Oznacza to, że każda dusza ma inny zestaw wartości niż osobowość, a uczeń uznaje konieczność trzymania się jednej i odrzucenia drugiej. Wiąże się z tym wielka odpowiedzialność i często dużo ryzykuje; lecz wpływ ognia jest tak pilny i mocny, że względy osobiste nie mają już głosu. Mandat duszy jest równie jasny i nieodwołalny, jak szybkie rozpoznanie umysłu i wizji. Dla niego to dusza rzeczy, jako takich i w odniesieniu do duszy wszystkich, zmusza do posłuszeństwa, niezaślepiona już osobowością. Niewielu chce to widzieć, a jeszcze mniej ma odwagę pójść za tym, nawet jeśli to zobaczą.
Ta moc dystansu i rozdzielania duszy od osobowości na zawołanie sama w sobie jest inspiracyjna. To naprawdę twórcza dusza działająca w osobowości według wzorców prawdy duchowej. Dusza artysty posługuje się narzędziem osobowości, ujawniając w tym procesie swoją boską technikę. Jest to bezpośrednie, nieustępliwe i niezmienne, nadaje rytm, akcent i ton życiu osobowości. Nie można tego pomylić – indywidualne doświadczenie pracy i kontaktów ucznia jest niepodważalnym dowodem działania przebudzającego się ognia. Przygotowanie przez różne doświadczenia na ścieżce zmusza ten ogień do życia, aktywnej odpowiedzi na oczyszczone pragnienie i potrzebę. Pragnienie to jest czyste, bo wynika z miłości do duszy człowieka; a potrzeba staje się prawowitym roszczeniem wobec Ognia Wszechświata, by podnieść duszę do jej prawdziwego stanu.
Do tych dwóch cech można dodać trzecią – spośród wielu, które można by wymienić – jest nią odwaga. Odwaga w myśli, mowie i czynie nie jest rzadkością wśród ludzi o silnych umysłach; wręcz przeciwnie. Silna umysłowość Zachodu odpowiada za osobistą asertywność i rozdzielność opinii tak stanowczą i szeroką, że Siły ewolucji nie mogą już pozostać obojętne wobec jej konsekwencji. Ale odwaga rozwijająca się w uczniu pod psychiczną dominacją duszy jest zupełnie innej jakości. Nie ma w niej zuchwałości, lecz towarzyszy jej większa odwaga, która zwykle idzie w parze z pewnością siebie; narzuca swą siłę i autorytet z łagodnością; nie jest niezgodna z łagodnością i współczuciem ani z łzami, które budzą cierpienie i smutek. Odwaga ucznia to zupełna obojętność na wszelkie konsekwencje, jakie mogą go spotkać przez podążanie za własnym światłem. Jeśli przygotowanie nie nauczyło go tego, czegoś mu brak. Ogień musi jeszcze rozpalić się w sercu i umyśle, by rozdzielić duszę i osobowość. Do tej godziny, cokolwiek by posiadał z darów i łask, trwa jeszcze za zewnętrznymi murami.
Mówi się o Pascalu, tym, którego wiele łask i darów było udziałem, że narodził się duchowo właśnie w taki sposób pewnej nocy. Pozostawił po sobie zapis tamtego doświadczenia. Na górze znajduje się jedno słowo, dużymi literami: OGIEŃ, a żarliwa adoracja Jezusa Chrystusa jest wyrażona z całym ciężarem tej wizji, która przyszła do niego i została tam opisana. Przez lata Pascal studiował technikę mistycznej ścieżki. Jego osobowość odbijała to, a jego niezrównane dzieła to potwierdzają. Podczas krótkiego życia, trwającego 39 lat, jego gorączkowy geniusz nie znał spoczynku i był zadziwiająco płodny w wielu dziedzinach myśli i odkryć. Wynalazca, matematyk, fizyk i chrześcijański filozof, nieprześcigniony polemista w walce z Towarzystwem Jezusowym – tak wygląda praktyczna ścieżka mistyka w poszukiwaniu i obronie prawdy. Warto to szczególnie podkreślić: mistyk, dziecko w sercu, owładnięty żarliwą pasją do Boga, rozpoczął najostrzejszą i najgroźniejszą wojnę intelektualną przeciw najpotężniejszej organizacji religijnej świata. Ciekawe jest również to, że wszedł w ten spór z jezuitami w pełni rok po dacie objawienia ognia, które stało się jego udziałem. Nie będę tego rozwijał, zostawiając adeptom szerszą refleksję nad tym, jak Pascal pojmował, czym powinien być mistyk. Wskazuje to jednak na gruntowne przygotowanie człowieka do dzieła, którego nikt nie mógłby wykonać lepiej od niego. Wszystkie etapy drogi zostały przebyte, aż do ostatniego progu, gdy wyznał: „To straszne uczucie widzieć, jak wszystko, co się posiada, wymyka się z rąk”. I wtedy, w tej ostatniej godzinie, ogień wyszedł ze swej ukrytości, a prawda i sens życia, które Pascal przez całe życie próbował wyrazić, rozbłysły jasno jak południe w objawiającej chwale obecności Mistrza.
źródło: The Mystic Way V. The Awakening Fire; The Modern Mystic October 1937.