Wieszcz

Himalajscy Bracia

Pułkownik Olcott poprosił nas o opublikowanie w „Light” następującego listu, który został skierowany do redaktora Spiritualist:

Towarzystwo Teozoficzne, Biuro Prezydenta
Bombaj, 7 lutego 1882 r.

Do Redaktora „Spiritualist”

Szanowny Panie, – Około dwa miesiące temu przesłałem Panu z Cejlonu list dotyczący mojej osobistej wiedzy o tak zwanych „Braciach Himala jskich”, który dotąd nie został opublikowany na łamach Pańskiego pisma. Został on wywołany Pańską redakcyjną uwagą, jakobym nie złożył publicznego świadectwa co do faktu ich istnienia, a także wynikającą z tego konieczną sugestią, że moje milczenie wynikało z niewiary w ich istnienie lub przynajmniej z braku dowodów dostatecznych, bym chciał się tak jednoznacznie zobowiązać. Proszę więc pozwolić mi raz na zawsze rozstrzygnąć tę kwestię.

Widziałem ich – nie raz, lecz wielokrotnie.

Rozmawiałem z nimi. Nie znajdowałem się w transie, nie byłem w stanie mediumicznym ani nie ulegałem halucynacji, lecz zawsze pozostawałem w pełni przytomny i świadomy.

Prowadziłem z nimi korespondencję, otrzymując ich listy – czasem włożone do listów zwyczajnych korespondentów, dotyczące codziennych spraw i docierające do mnie pocztą; czasem pisane na pustych miejscach lub marginesach takich zwyczajnych listów; czasem spadające do mnie w pełnym świetle jakby z powietrza; czasem nadchodzące we własnych kopertach, pocztą, z miejsc, gdzie nie miałem innych korespondentów i gdzie oni sami osobiście nie przebywali – oraz jeszcze innymi sposobami.

Widziałem ich zarówno w ich ciałach fizycznych, jak i w ich sobowtórach, zazwyczaj w tych drugich.

Łącznie aż trzydziestu lub czterdziestu innych świadków widziało ich w mojej obecności.

Tak więc osobiście znam „Koot Hoomiego” od roku 1875, zawarłszy tę znajomość w Nowym Jorku.

Od listopada ubiegłego roku czterej różni Bracia ukazali się odwiedzającym w naszej głównej siedzibie.

Wiem, że Bracia są żyjącymi ludźmi, a nie duchami; i powiedzieli mi, że istnieją szkoły, prowadzone przez wyznaczonych żyjących adeptów, w których ich nauka okultystyczna jest regularnie wykładana.

To właśnie cała ta rzeczywista wiedza o nich oraz bliska obserwacja różnorodnych zjawisk, które mi ukazywali w warunkach niemediumicznych, sprawiły, że wziąłem tak czynny udział w dzisiejszym ruchu teozoficznym.

Ich nauka i przykład skłoniły mnie także do podejmowania prób czynienia praktycznego dobra dla ludów Azji. Ich życie i ich wiedza są bowiem poświęcone dobru ludzkości. Choć niewidzialni, pracują jednak dla człowieka. Pierwszą lekcją, której oni – jako nauczyciele – wymagali ode mnie, jako ucznia, abym się nauczył, a potem wcielił ją w życie, była bezinteresowność.

Dla dobra swych bliźnich niektórzy z nich ponieśli ofiary równie wielkie, jak wszystkie te, jakie historia odnotowała w odniesieniu do filantropów.

Pański „S.” (Spiritualist, 20 stycznia) jest jedynie plotkarskim gadułą, a Pański autor podpisujący się „Beyond the Grave” – kolejnym. Ich mowa jest mową ludzi nieświadomych. Jeśli chcą się przekonać – co wcale nie wydaje się pewne – o praktycznych korzyściach, jakie niesie nasze Towarzystwo Teozoficzne, niech przyjadą tutaj; niech odwiedzą nasze oddziały w Indiach i na Cejlonie; niech rozmawiają z naszymi członkami różnych ras; niech przyjrzą się naszym szkołom; niech zobaczą nasze publikacje w językach rodzimych; niech wmieszają się w tłumy napływające na nasze wykłady; i niech zbiorą opinię misjonarzy (których filipiki są naszym najlepszym świadectwem). Amrita Bazar Patrika jest, jak sądzę, najszerzej rozpowszechnionym pismem w języku narodowym w Indiach. Oto co pisze o mnie (12 stycznia): –

„Niezależnie od tego, czy istnieją ‘Bracia Himala jscy’, czy nie, istnieje przynajmniej jeden biały człowiek, który postępuje jak brat wobec Syngalezów i który, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność, postąpi podobnie wobec Hindusów. Jeśli nie żądamy zbyt wiele, prosilibyśmy Pułkownika, aby przybył do Miasta Pałaców i oświecił publiczność Kalkuty w kwestiach, z którymi jest tak dobrze obeznany i które mogą przynieść tyle dobra narodowi hinduskiemu.”

Na zakończenie, jeśli Pan lub Pańscy korespondenci mogą wykazać, że nasze Towarzystwo choćby w jednym przypadku wyrządziło szkodę społeczności lub jednostkom, proszę o ujawnienie tego faktu. Wierzę, że czynimy dobro – zarówno praktyczne, jak i duchowe – i że możemy to udowodnić „mnogością świadków”.

H. S. Olcott

źródło: THE HIMALAYAN BROTHERS; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, March 4,1882.