Wieszcz

Eusapia Paladio

Chociaż ta słynna włoska medium nie jest kobietą wykształconą, posiada bardzo żywy umysł i wydaje się być dobrze zaznajomiona z wieloma ludźmi, którzy mogą rościć sobie prawo do bycia w szerszych kręgach kultury. Kiedy była w Warszawie, opowiadano jej o wielu pochwalnych akapitach, które krążyły w prasie na temat jej nadzwyczajnych umiejętności mediumicznych, na co w odpowiedzi jedynie wzruszała ramionami i zauważała: „Będą się ze mną kłócić wkrótce i zaczną mnie krytykować”. Zostało to powiedziane po jej przybyciu do polskiej stolicy, a dwa dni później w jednym z dzienników ukazał się artykuł wyśmiewający jej seanse i sugerujący, że pisarz nie zadał sobie trudu, by wyjaśnić, w jaki sposób zjawiska te mogły być wywołane, nawet jeśli sprowadziła ze sobą tuzin wspólników. Fakt, że przybyła do Warszawy sama, ubrana prosto i niemal ubogo w czarną wełnianą sukienkę i lekki letni płaszcz, nie wpłynął naturalnie na krytyka. „Czy to możliwe – mówiła – by pogoda mogła być dla ciebie zawsze tak nieprzyjemna? Słońce nigdy nie wydaje się opuszczać chmur”. Uprzejme i serdeczne przyjęcie, jakie otrzymała od kręgu przyjaciół, którzy ją zaprosili, zdaje się jednak w pewnym stopniu wynagradzać jej chłodną atmosferę, gdyż przesłała entuzjastyczne sprawozdanie ze swojego traktowania w tym względzie swojemu mężowi, który jest dekoratorem lub stolarzem teatralnym w jednym z teatrów w Neapolu. Nie potrafi ona ani czytać, ani pisać, dlatego kiedy udawała się na samotne spacery po Warszawie – co zawsze robiła sama – nosiła ze sobą kartkę z adresem swojego mieszkania i pokazywała ją przechodniom, gdy chciała znaleźć drogę powrotną.

Cisza polskiego ludu i brak wszelkiej głośnej gestykulacji wśród pieszych bardzo ją interesowały, a przy jednej okazji zepsuła seans, idąc na spacer ulicami przez cztery godziny i męcząc się tak bardzo, że gdy nadszedł czas posiedzenia, była pogrążona w głębokim śnie i musiała zostać obudzona, nie będąc dostatecznie wypoczętą. Rezultatem było to, że przez około ten sam okres czterech godzin nie wystąpiły żadne zjawiska, a wielu uczestników wyszło rozczarowanych. Inne spotkania były jednak bardzo udane. W sumie odbyło się około czterdziestu seansów, z których osiem odbyło się w domu dr. Ochorowicza, który zaprosił ją do Warszawy. Pieniądze nie wydają się być dla niej celem samym w sobie i to, co akceptuje za swoje seanse, jest przeznaczone głównie dla jej adoptowanej córki, która niedawno wyszła za mąż. Signora Paladino nie ma własnych dzieci. Jej zainteresowania są w dużym stopniu skoncentrowane w jej domu, choć otrzymuje zaproszenia z niemal każdego kraju w Europie, a zachęty do wyjazdu są pilne i kuszące. Podczas pobytu w Warszawie mówiono, że otrzymała ofertę ze St. Petersburga na „angażowanie”, którego wiele primadonn nie mogłoby przebić pod względem finansowym, ale odmówiła.

Zjawiska warszawskie były w dużej mierze takie same jak te w Mediolanie, o których czytelnicy „LIGHT” są już zaznajomieni, ale jedna bardzo uderzająca okoliczność została odnotowana w raporcie przetłumaczonym z kolumn „Warsaw Courier” do „Le Messager” z Liège. Wygląda na to, że podróż do Polski została podjęta wbrew życzeniom duchów, które kontaktują się z medium, i prawie udało im się sprawić, że ostatni seans zakończył się niepowodzeniem. Kilka godzin przed jego rozpoczęciem Signora Paladino położyła ręce na małym okrągłym stole i przekazano jej wiadomość stwierdzającą, że wynik będzie niepowodzeniem. Dr Ochorowicz dowiedział się o tym i kładąc medium spać, zasugerował, że wynik będzie wręcz przeciwny, i odbyli kapitalny seans. Ponieważ uczony doktor wyjaśnia zjawiska jako rezultat tego, co nazywa siłą psycho-fizyczną, ten konkretny incydent właśnie wspomniany jest prawdopodobnie uznawany przez niego za potwierdzenie jego poglądu. Nie wydaje się on jednak występować z bardziej rozbudowaną aplikacją niż ta o osobowości dziennikarza pod znakiem zapytania. „Doktor musiał przeczytać jej artykuł sugerujący zmowę”. „Z pewnością nie odpowiesz na to?” – zapytała dama. „Oczywiście, że nie – powiedział doktor – ale ponieważ jest on jednym z moich znajomych, powiem mu przy pierwszej okazji, że nie wiedziałem, iż ma tak mało ducha”. „Nie, nie, nie!” – odpowiedziała Signora Paladino, „powiedz mu: 'widziałem, że nie miałeś zbyt wiele odwagi i tak mało wiedziałeś. Widziałem bardzo dużo i ledwo zrozumiałeś cokolwiek, podczas gdy ty, nie widząc nic, już wszystko zrozumiałeś’”. Gdyby dr Ochorowicz był dobrym wędkarzem, mógłby wyłowić wskazówkę dla siebie pod wciąż gładką powierzchnią znaczenia tej damy, ale podobnie jak wielu innych naukowców, wydaje się on być zdecydowany przeciągać za sobą swój ciężki łańcuch przyczyn materialnych – klang, klang, klang! – niczym szkieletowy duch ze starych dobrych bajek.

Madame Paladino ma około czterdziestu lat, jest niska, ciemnej karnacji i raczej tęga; ma pełną twarz, czarne oczy, które czasem wyglądają na bystre i żywe, a innym razem wydają się znużone zmęczeniem. Śmieje się serdecznie i mówi z dużą werwą, jest pełna wiary w swój dar, który dla niej jest zupełnie niewytłumaczalny. Jej ręce są małe, niemal dziecięce, ale sprawiają wrażenie przyzwyczajonych do pracy i, ogólnie rzecz biorąc, wywiera na tych, którzy ją spotykają, wrażenie szczerej, sympatycznej kobiety, całkowicie godnej zaufania. Jest bardzo nerwowa i podczas seansów jej stopy i ręce często wymykają się spod kontroli, podczas gdy z jej ust wydobywają się westchnienia i wykrzykniki, a podczas produkcji zjawisk pojawia się pot na czole. Po zakończeniu posiedzenia wydaje się całkowicie wyczerpana, bardzo blada i niemal nieprzytomna; często ziewa i drzemie, nie słysząc ani nie rozumiejąc, co się do niej mówi. Dr Ochorowicz często zapewniał jej spokojny sen, wprowadzając ją w stan mesmeryczny, ale najpierw różne przygotowania badaczy ją przerażały. Arsenał maszyn elektrycznych do kontrolowania jej ruchów wprawił ją w atak płaczu rano po jej przyjeździe. Przypominało to wystawianie wyszukanego zestawu instrumentów chirurgicznych przed nieszczęśliwym pacjentem szpitalnym, ale nabrała odwagi, przyzwyczaiła się do nich, a później faktycznie zasugerowała ulepszenie jednego z nich, nowo wynalezionego przez członka kręgu, który przyjął jej pomysł jako absolutnie zapobiegający możliwości oszustwa. To, co naprawdę zdaje się ją najbardziej irytować, to myśl, że niektórzy ludzie myślą, że jest oszustką, i w konsekwencji nalega na poddawanie się najbardziej surowym testom bez szemrania.

źródło: EUSAPIA PALADINO; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, April 7, 1894.


Opublikowano

w

przez