Duchowa pomoc w odnalezieniu zakopanego skarbu
Tajemnica Wyspy Cocos – jasnowidzenie i odczyty w transie
autor: dr Nandor Fodor
„Az Est” z Budapesztu donosi o przybyciu do tego miasta kapitana Huberta Merzinicha, niemieckiego kapitana statku, oraz panny Margot Schneider, niemieckiej pisarki, którzy byli w drodze do Konstantynopola Dunajem. Tam zamierzają wyczarterować żaglówkę i wyruszyć – wraz z dwojgiem innych przyjaciół – na Wyspę Cocos. Oświadczyli, że są spirytystami i pozostają w kontakcie z duchem Benita Bonity, pirata, który – pełen skruchy za swoje dawne występki – wybrał ich, aby odnaleźli skarb zakopany na wyspie i przeznaczyli go na służbę ludzkości.
To on sporządził mapę Wyspy Cocos, której nigdy nie widzieli, i zaznaczył czerwonymi krzyżykami miejsca, gdzie znajduje się skarb. Poszukiwacze dodali, że konsul Kostaryki potwierdził wszystkie informacje ujawnione w przekazach, a jego rząd – w zamian za opłatę w wysokości 30% – udzielił im pełnego zezwolenia na poszukiwania.
Ta historia przywodzi mi na myśl pewne eksperymenty, które przeprowadziłem kilka miesięcy temu. Dyskutowałem problem Wyspy Cocos z dobrze znaną osobistością, która na miejscu polowała na skarb. Próbowałem uświadomić mu znaczenie pomocy mediumicznej w każdej podobnej przyszłej wyprawie. Sprzeciwił się – i nie bez racji – że skwarny upał Wyspy Cocos „wyłączyłby” każdego Wrażliwego (sensytywa), a do wydobycia fortuny, która niewątpliwie jest tam zakopana, potrzebne byłyby długotrwały pobyt i całe wojsko miejscowych pomocników. Mimo to odnosił się życzliwie do moich prób uzyskania informacji parapsychicznych i pożyczył mi własną mapę Wyspy Cocos, na której podczas poszukiwań nanosił ołówkiem notatki.
Podejmowanie tropu
12 czerwca, w British College of Psychic Science, skonsultowałem się z panną Jacqueline. Zanim zobaczyła mapę (na której przypiąłem gruby kawałek papieru, zasłaniając nazwę), powiedziała:
„Czy to dotyczy jakiegoś miejsca? Czy to inicjał H. albo K.?”
Odpowiedziałem, że K. brzmieniowo jest poprawne. Patrząc na mapę, która z trudem mogła przekazać cokolwiek więcej niż to, że chodzi o wyspę, kontynuowała:
„Nie wiem, czy to ma coś wspólnego z czymś ukrytym. Widzę trzy albo cztery osoby próbujące coś odkryć, czegoś szukać. Widzę teraz bardzo wielkie możliwości. To prawie tak, jakbym miała iść ku ukrytemu skarbowi.”
Wskazując różne punkty na mapie, zapytała:
„Czy kiedykolwiek było tu jakieś pismo? Czy to ma coś wspólnego z opactwem Glastonbury? Żadne nazwisko jakiejś osoby w tym rodzaju?”
Był to błąd, ale zarazem dobry dowód, że idea ukrytego skarbu nie została przekazana telepatycznie. Miejsca, na które wskazywała, różniły się od tych, które właściciel mapy uważał za najbardziej prawdopodobne.
Nie powiedziałem pannie Jacqueline absolutnie nic. Dwa dni później zobaczyłem ją ponownie. Powiedziała, że niemal natychmiast po moim wyjściu usłyszała, jak jej przewodnik mówi: „Cocoa, Coco Island” („Kakao, Wyspa Coco”). Teraz próbowała użyć na mapie różdżki radiestezyjnej. W kilku miejscach zaczęła ona oscylować, wskazując – jak sądziła – złoto.
Wskazała najwyższy szczyt i powiedziała, że jacyś ludzie się tam znajdują. Było to osobliwe potwierdzenie poglądu właściciela mapy, wywodzonego z legend, że osadnicy dawnych Inków mogą wciąż przeżywać na niedostępnym szczycie góry.
Wywiad z „Johnem Kingiem”
Uznałem wynik za zachęcający. Dlatego 26 czerwca zabrałem mapę, starannie zwiniętą, do pani Garrett. Pojawił się „Uvani” i zapytałem go, czy może nawiązać dla mnie kontakt z „Johnem Kingiem”, starym piratem. Odpowiedział, że spróbuje.
Po krótkim oczekiwaniu powiedział, że John King jest obecny. Dotykając mapy, zaczął:
„Ten kontakt daje mu wrażenie wielkiej przygody. To jest mapa. Mapa wyspy. Chcę udać się na południe Anglii, do Land’s End. U wybrzeży Penzance czuję wyspę, do której prowadzi mnie ta mapa. On zdaje się znać tę wyspę. Jest tu jakaś idea eksploracji. Cieszy go, że w sercach niektórych ludzi nadal pozostała przygoda. Jest skarb. Ma się poczucie zakopanego skarbu. W dawnych czasach było to miejsce nawiedzane przez piratów, było tu wiele katastrof statków i wielu arystokratów, uciekających z dworu z biżuterią i dokumentami, wywołuje wrażenie, że ta wyspa miała wielką historię. Krążyły legendy, nawet podejrzewano, że wielu królewskich uciekinierów osiadło tutaj, dopóki nie zostali zabrani z tego siedliska skarbów. Nie wiem, czy jakikolwiek skarb został odnaleziony, ale on jest pewien, że wiele tu złożono – szczególnie pod małym kościołem, do którego prowadziło się od strony nabrzeża.”
„Uvani” zdezorientowany
Odpowiedziałem, że musi tu zachodzić jakaś pomyłka. Wyspa nie leży nigdzie w pobliżu Anglii i jest niezamieszkana.
„Uvani” sprawiał wrażenie zdezorientowanego i zapytał mnie, czy na pewno jest oddzielona od stałego lądu i czy nie ma tam w ogóle żadnego kanału. Potem, ku mojemu zaskoczeniu:
„Czy to jest coś w rodzaju C… o… C…?”
A następnie powoli:
„Cocos. On mówi o Wyspie Cocos jako związanej z półwyspem przez starożytną cywilizację… peruwiańską; miejsce zamieszkania starożytnej In… (szarpie się, szukając słowa) Inc… a – religijnej sekty, jak Aztekowie, których nazywa białymi Indianami. W pewnym czasie było to centrum okultystycznego plemienia Azteków… To miejsce było dostępne tylko z dwóch stron. Jest tam wygasły wulkan. Pozostałości kościoła. Przez długi czas uczono, że na tej wyspie mieszkali ludzie po drugiej stronie wulkanu, na zachodzie, gdzie nie ma miejsca do lądowania. Są tam ślady osadnictwa, zniszczonego przez wulkan. Zachodnia strona to pionowy klif. W dawnych czasach po drugiej stronie był port dla kupców między Ameryką Południową a Archipelagiem Południowym. Skarb przeniesiono na zachodnią stronę wyspy. Oznaczało to dni spędzone na miejscu i przenoszenie zapasów. Był czas, gdy było to miejsce schronienia. Wielu pielgrzymów Inków tam się udawało. Żaden skarb nie został stamtąd zabrany. Mógłby pomóc go odnaleźć. Sprawiłoby mu to wielką radość. Jak za dawnych dni. Ale trzeba by urządzić wyprawę (safari) i potraktować to bardzo poważnie.”
Te późniejsze stwierdzenia rzucają nieco światła na to, co na początku wywiadu wydawało się czystym chaosem. Dwór, królewscy uciekinierzy i kościół mogłyby pasować do obrazu dawnej historii Inków. Jednak „Lands End” i „u wybrzeży Penzance” pozostają tajemnicą.
Najwyraźniej nie doszło do „podłączenia się” pod treść moich myśli. Szczerze mówiąc, bardziej skłonny byłbym wyobrażać sobie starożytnych Inków wciąż żyjących, niż zgładzonych przez erupcję wulkanu. Nic nie wiem o niedostępnej zachodniej stronie wyspy ani o licznych drobnych odniesieniach geograficznych, których nie uwzględniłem w powyższej relacji, ponieważ wydają mi się czystą mieszaniną wątków.
Jeśli chodzi o wspomnianą znaną osobistość, była pod wrażeniem relacji, lecz natłok obowiązków nie pozwolił jej poddać sprawy wnikliwemu zbadaniu. Ponieważ inni poszukiwacze przygód, polegający na komunikatach mediumicznych, są już w drodze na Wyspę Cocos, nie ma potrzeby dłużej wstrzymywać tej historii. Włączam ją więc do publicznego zapisu jako przykład nadzwyczajnych ujawnień.
Rada Generalna Spiritualists’ National Union postanowiła zwrócić się do BBC z prośbą o umożliwienie transmisji nabożeństwa spirytystycznego.
źródło: SPIRIT HELP TO FIND BURIED TREASURE; Light on Spiritualism and Psychical Research December 29 1933.