autor: HORACE LEAF, F.R.G.S.
Istnieje bardzo wiele nieporozumień dotyczących natury jasnowidzenia – i raczej nie zostaną one skorygowane jedynie przez słuchanie, jak rozmaici jasnowidze opisują to, co „widzą”. Przeciętny jasnowidz nie jest bardziej zainteresowany dokładną naturą swego niezwykłego daru, niż człowiek z ulicy pytaniem o to, jak właściwie widzi. Uważne studium zagadnienia ujawnia bardzo złożony stan rzeczy.
Jasnowidzenie dzieli się na dwie dobrze znane klasy: subiektywną i obiektywną; nie zawsze jednak łatwo je rozdzielić, ponieważ niektórzy jasnowidze potrafią – nieświadomie – obiektywizować to, co najwyraźniej dotarło do ich umysłu telepatycznie od niewidzialnych komunikatorów.
Używam określenia „niewidzialni komunikatorzy”, ponieważ istnieją poważne powody, by sądzić, że wiele wizji jasnowidczych, zwłaszcza we wcześniejszym okresie rozwoju tej zdolności, powstaje wskutek tego, że jasnowidz wchodzi w raport z osobami żyjącymi. Nie widzę – o ile mogę ocenić – innego wyjaśnienia dla ogromnej liczby nieistotnych, dziwacznych i odosobnionych wizji widywanych przez początkującego jasnowidza.
Jeżeli po tym, jak grupa rozwijająca jasnowidzenie posiedzi, powiedzmy, trzydzieści minut w ciszy, z zamkniętymi oczami i rozluźnionym ciałem, poprosi się każdego o opisanie tego, co „widział”, zostanie opowiedziana seria zdarzeń, które zdają się w żaden sposób nie wiązać z nikim obecnym. Wizje te mogą obejmować obiekty tak skrajnie różne, jak rozbita filiżanka do herbaty czy osoba siedząca na krześle w ogrodzie.
Pierwsza wizja jasnowidcza, jakiej doświadczyłem, dotyczyła trzech okrętów wojennych w porcie – mimo że byłem przekonany, iż gdybym w ogóle posiadał tę zdolność, musiałbym widzieć coś czysto duchowego, na przykład istotę pozbawioną ciała. Z czasem osoba aspirująca do rozwijania mediumizmu i wierząca we współpracę duchów w tym celu zwykle zaczyna być w stanie „widzieć” duchy.
W większości przypadków jest jednak rzeczą niezbędną, aby przyszły jasnowidz wierzył w duchowych pomocników, jeśli ma rozwinąć ten rodzaj jasnowidzenia. Ludzie, których nie interesuje oglądanie duchów i świata duchowego, zazwyczaj rozwijają jasnowidzenie „na odległość” – widzenie wydarzeń przeszłych oraz przewidywanie. Samo w sobie jest to interesujące, ponieważ wskazuje, jak bardzo subiektywny bywa ten dar, i do pewnego stopnia obala rozpowszechnione wśród spirytystów przekonanie, że zdolność ta zależy od doskonałej bierności jasnowidza.
Nie ma nic nienaturalnego w tej ukierunkowującej właściwości. Nawet gdy za rozwój zdolności odpowiadają duchowi pomocnicy, muszą oni pracować na pewnym naturalnym fundamencie w psychice człowieka. Zdolności nie da się „wszczepić” do umysłu jasnowidza. Innymi słowy, jasnowidzenie jest cechą osobistą jasnowidza – tak samo jak dobry głos stanowi normalną, wrodzoną kwalifikację śpiewaka.
Subiektywna podstawa jasnowidzenia jest być może jedną z jego najistotniejszych cech i jeśli nie poświęci się jej poważnej uwagi, student bardzo się pomyli.
Istnieją powody, by przypuszczać, że pewien odsetek wizji jasnowidczych jest rzeczywiście obiektywny i wynika z tego, co można by nazwać modyfikacją przestrzeni (albo modyfikacją w przestrzeni). Takie przypadki są, jak podejrzewam, powiązane z materializacjami. Miewałem tego rodzaju wizje, lecz bardzo rzadko.
O tym, że jakaś część nerwu wzrokowego uczestniczyła w odbiorze, świadczył fakt, iż zjawę „wyłączałem”, gdy zamykałem oczy, i widziałem ją ponownie, gdy je otwierałem. Postacie te zawsze bywały wyjątkowo wyraźne, pojawiały się niezmiennie o zmierzchu i zdawały się emitować delikatne światło, przypominające blask robaczka świętojańskiego. Że nie były zbudowane ze zwyczajnej materii, dowodził fakt, iż inni ludzie w tym samym pokoju nie potrafili ich dostrzec.
Wygląda na to, że niektórzy jasnowidze widują takie zjawy często, lecz nieraz ma się pokusę podważyć ich opinię z powodu pewnych czynników wskazujących, iż nawet te wyraźne wizje mogą mieć pochodzenie subiektywne.
W takich okolicznościach dzieje się – jak się zdaje – tak, że do umysłu jasnowidza telepatycznie zostaje przekazane wrażenie czyjejś osobowości, a on wizualizuje je tak jasno, iż zostaje ono niejako „strącone” (wytrącone), jakby w polu normalnego widzenia. Wyjaśnienie to nie wydaje się tak naciągane, jeśli pamięta się, że świadomość senna nawykowo dokonuje właśnie czegoś takiego.
Czyż nie jest możliwe, że medium, rozwijając jasnowidzenie, stopniowo asymiluje pewne elementy swojej świadomości sennej do świadomości na jawie? Powód, dla którego współdziałanie tych dwóch faz umysłu jest zwykle sztywno ograniczone do okresu, gdy zdolność jasnowidzenia jest używana, polega na tym, że jasnowidz „wyspecjalizował się”, aby zachodziło ono właśnie wtedy.
Szereg faktów wspiera to ujęcie jasnowidzenia i odpowiada ono wynikom prób telepatii. Na przykład: jeśli „agent” telepatyczny przekazuje percypientowi myśl „klucz do drzwi” (latch-key) i percypient odbiera wrażenie, to gdy poprosi się go, by narysował klucz, który ujrzał w umyśle, bardzo często narysuje taki, który jest zupełnie niepodobny do tego, o którym myślał agent. A jednak percypient mógł „widzieć” klucz wyraźnie odciśnięty w swoim umyśle.
Jest to podobne do przypadku jasnowidza, który wyraźnie widzi zjawę zmarłej osoby, lecz gdy poprosi się go o szczegółowy opis rysów – zwłaszcza jakiejś blizny, którą zmarły miał na twarzy – odpowiada, że jej nie ma. Może się jednak pojawić natychmiast po zadaniu pytania. Jest to częsty brak w jasnowidzeniu nawet najbardziej żywym. Zauważałem to na wiele sposobów.
Otóż jasnowidz widzi postać zmarłej osoby tak wyraźnie, że mógłby wziąć ją za żywą. Osoba poddająca go próbie pyta wówczas jasnowidza, aby opisał łańcuszek do zegarka zmarłego. W większości wypadków jasnowidz popełni błąd. Oczywiście – wyobraża sobie łańcuszek. To on sam „dokłada” go do zjawy.
Dlatego w większości przypadków jasnowidzenia weryfikowalnego jasnowidz bywa trafniejszy w uogólnieniach niż w szczegółach.
Rzadko jednak zdarza się, by jasnowidze widzieli wyraźne zjawy. Najczęściej przypominają one obrazy pamięciowe zwykłego typu – takie, w których nic nie jest faktycznie widziane, choć obraz można opisać z dość dobrą dokładnością. Niewątpliwie wrażenie umysłowe zostało odebrane telepatycznie.
Z tego powodu nie należy się skarżyć, jeśli poważny student nauk psychicznych/parapsychologii najpierw sięga po wyjaśnienia „naturalne”, zanim przyjmie „nadnaturalne” – a telepatii grozi nadmierne rozciąganie (jak to zresztą już bywało), aby tłumaczyć nią wizje jasnowidcze.
Najbezpieczniejszą drogą dla nieprzekonanego studenta jest badanie zasad rządzących telepatią, odkrytych przez eksperymentatorów naukowych. Są one niezwykle jasne. O ile pamiętam, we wszystkich czysto naukowych eksperymentach tego rodzaju percypient otrzymywał jedynie myśl dominującą w umyśle agenta w chwili odbioru, albo bardzo krótko później. Zauważano pewne „opóźnienie” („lag”) w części takich transmisji, lecz zawsze miało ono bardzo krótki czas trwania.
Sytuacja staje się jednak znacznie mniej stabilna, gdy rozważa się przypadki telepatii spontanicznej. Ale nawet wtedy agent niemal zawsze intensywnie myślał o treści, która „uderzyła” (odcisnęła się w) umyśle odbiorcy.
Nie odpowiada to jednak ściśle wizjom i przekazom jasnowidzów, którzy mają niefortunny zwyczaj (z punktu widzenia przeciętnego pytającego) widzieć niemal w każdej chwili rzeczy inne niż te, które znajdują się w umyśle pytającego. Proporcje w rzeczywistości układają się odwrotnie w telepatii i w jasnowidzeniu.
Wskazuje to wyraźnie, że jasnowidzenie pochodzi z innych źródeł niż umysł osoby żyjącej.
źródło: SUBJECTIVE NATURE OF CLAIRVOYANCE; Light on Spiritualism and Psychical Research December 29 1933.