Na wstępie należy zaznaczyć, że niniejszy tekst nie jest esejem o podniosłej kompozycji – jak mógłby sugerować temat – lecz stanowi zbiór spostrzeżeń i prawd. Nie znajdziemy tu młodzieńczych uniesień wyobraźni, lecz raczej wnioski płynące z doświadczenia oraz użyteczne refleksje. Co więcej, ponieważ tego rodzaju obserwacji można poczynić nieskończenie wiele, rozwinięcie tego tematu w ramach krótkiego artykułu staje się zadaniem nad wyraz trudnym.
Staje się ono tym trudniejsze, że zamiarem jest tutaj ukazanie w pełni całego potencjału promieniujących emanacji duchów wyjątkowo wybitnych, co jest próbą uchwycenia na papierze – niemalże sfotografowania – nie żywym światłem, lecz ciemnym i nieśmiałym piórem, piękna i blasku tych wybranych duchów. A przecież każdy wie, że to szaleństwo próbować malować słońce… a jeszcze większe szaleństwo, jeśli ośmiela się to czynić ktoś przechodzący przez przygnębione i jałowe stany psychiczne.
Tak więc zadanie to wcale nie jest łatwe, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Nie będzie tu zatem poezji. Zresztą wiadomo, że jeśli Muzy chętnie wstępują na kwieciste ścieżki zielonych marzeń, to zwykle gardzą jałowymi drogami medytacji i rozumowania.
Powszechnie uważa się, że duch istoty żywej (a tutaj chodzi oczywiście o ducha człowieka) jest zamknięty w ciele i niemalże przybiera kształt materialnej powłoki, tak jak eteryczny płyn zamknięty jest w szklanej butelce;
że duch ten pozostaje cały w ciele, jakby „upakowany”, dopóki ciało jest w stanie go pomieścić, a kiedy ciało gaśnie, duch zrywa więzi i natychmiast ucieka, jak dzieje się z płynem w przypadku rozbicia butelki.
Tego rodzaju powszechnej opinii nie można jednak przyjąć w całości, ponieważ o ile płyn, jako ciało trójwymiarowe, jest związany z przestrzenią i musi podlegać prawom rządzącym materią w naturze, o tyle duch, będąc bytem wyższego rzędu, znajduje się poza porządkiem tych praw, chociaż w odniesieniu do ciała musi odczuwać ich skutki pośrednio i w różnym stopniu, w zależności od stopnia doskonałości, do którego dąży. Dlatego można by o duchu wyższym powiedzieć za Beatrycze, że nie dotykają go nieszczęścia otoczenia.
„Odwieczna Rada” zechciała w tajemniczy sposób związać ducha z ciałem, być może po to, by w upokorzeniu i cierpieniu tej niewoli duch ewoluował ku doskonałości, by w końcu mógł wyjść z niej czysty i świetlisty jak stal z pieca, a jeszcze lepiej – jak złoty motyl z więzienia swojego kokonu, i szybować lekko oraz swobodnie w chwale niezmierzonych niebios ku wielkiej Latarnia Ognia, która wszystko ku sobie przyciąga i rozpala w swoim płomiennym łonie gorącą miłością.
Duch jednak, bardziej niż jednoczyć się z ciałem w głębokiej symbiozie, powinien korzystać z tej swej tymczasowej siedziby, jak żeglarz morski ze swojej muszli; powinien przywierać do ciała jak polip do skały, na której żyje. Można by raczej powiedzieć, że powinien mieć siedzibę w ciele podobnie, jak myśl ma siedzibę w mózgu: tak że podobnie jak myśl zawiera się w mózgu, tak duch obejmuje ciało, z którego nieustannie emanuje, nie wyczerpując się jednak nigdy, gdyż posiada cechy jakościowe, a nie ilościowe, i nie podlega zniszczeniu przez czas, ponieważ pozostaje poza jego władzą.
Duchy jednak słabo rozwinięte, duchy pierwotne, przywiązują się i niemalże kurczowo trzymają się ciała, podążają za nim i dostosowują się do wszystkich jego potrzeb, jakby w całkowitym więzieniu, aż niemalże żyją życiem materii, aż odczuwają jej potrzeby, aż stają się niewolnikami ciała i przejmują jego wady; podobnie jak ciężki i lepki płyn przylega do ścian naczynia, osadza się na dnie i tam gnije. Stąd skłonność do uznania, że takim niedorozwiniętym, pokornym i służalczym duchom niezbędna jest reinkarnacja, by ponownie spróbować nieudanego doświadczenia, hartując się poprzez większe wyrzeczenia i cierpienia.
Natomiast im bardziej duch jest rozwinięty, tym łatwiej przełamuje materialne więzy, zrzuca je i rozbija, a emanuje obficie, jak przez porowate ściany naczynia ulatnia się lekki płyn; zachowując się – jeśli porównanie to można zastosować – jak kadzidło, które unosi się z sakralnego trójnogu, wirując w spiralnych obłokach i rozszerzając się pod złotymi sklepieniami świątyni: aromatyzując przestrzeń i rozchodząc się w niewidzialnych dla zwykłego oka falach na najdalsze krańce przestrzeni, w jednej chwili, czyli z szybkością przewyższającą nawet lot myśli, która, jak wiadomo, biegnie z niemal nieskończoną prędkością, znacznie przewyższającą prędkość światła.
W tej kwestii można przytoczyć przypadki ludzi wyjątkowych na tym świecie, prawdziwie niezwykłych – „rara avis” – którzy dla tych obdarzonych delikatnym zmysłem jasnowidzenia jawią się jako stale otoczeni aurą ducha, który nieustannie unosi się, unosi, unosi, tworząc chmurę złotych atomów wirujących w radosnym tańcu w świetlistej atmosferze; i tak unosząc się, rozjaśnia, upaja i oczarowuje: ludzi, którzy jaśnieją jak gwiazdy pierwszej wielkości, których ciało jest niemal dodatkiem, z których wybrany duch, nieczujący żadnych ziemskich więzów, nieustannie emanuje szerokimi strumieniami – oddechem, głosem, spojrzeniem, uśmiechem, myślą, wolą; promieniując, ogrzewając, nasycając zapachem, oczyszczając, wzniosąc, rozweselając wszystko, tak jak życiodajne promienie wielkiego słońca dają ciepło, piękno, życie i poezję wszystkiemu, co otulają, pieszczą, złocą i ożywiają.
Tak więc śmiało można powiedzieć, że jak na firmamencie są gwiazdy i planety, a wśród tych pierwszych – większe i mniejsze gwiazdy, tak samo jest w nieskończonym świecie duchów.
Dzieje się bowiem z zapachem ducha to samo, co obserwuje się z wonią kwiatu, a efekty są tu niemal równoległe i zbieżne.
Tak jak są kwiaty, które do wspaniałego piękna kształtów i barw dodają przyjemny zapach, który pokrzepia i daje życie, oraz małe kwiatki ukryte w trawie, skromne i zapomniane, a jednak bogate w subtelną i wyborną woń, tak też istnieją rzadkie istoty, które do blasku oblicza dodają obfitość upajającego zapachu ducha, oraz inne, o zwyczajnym i niepozornym wyglądzie, ale o duchu delikatnym i łagodnym. I tak jak są kwiaty, nawet okazałe, pozbawione zapachu lub o woni nieprzyjemnej, tak istnieją też istoty, choć piękne, o duchu zamkniętym, nieprzeniknionym, chłodnym, skostniałym, a nawet wydzielające toksyczne emanacje, które zniechęcają i odpychają prawdziwym wstrętem.
I tak jak od tych pierwszych duchowe emanacje dają tlen, woń, harmonię, ciepło, a więc i życie, od tych drugich może płynąć suchość, milczenie, chłód, ciemność, z efektami często szkodliwymi, jeśli nie wręcz katastrofalnymi (czego potwierdzeniem są złe oko czy uroki).
Na poparcie tezy o skuteczności wibracji psychicznych, czyli o potencjale duchowych emanacji, który bywa czasem nadzwyczaj jasny i cudowny, autor może stwierdzić i zapewnić, że doświadczył tego na własnej skórze podczas pewnego wieczornego spotkania muzycznego – które okazało się raczej wesołym, świetlistym popołudniem – wizji pozaziemskiej, której nie da się już zapomnieć przez tego, kto ją przeżył: znalazł się bowiem, jak we śnie, otoczony atmosferą zupełnie nowego i cudownego zapachu, pochodzącego z żywego źródła najwyższego ducha, do tego stopnia, że czuł się przeniesiony w ogromny ocean oślepiających promieni nadprzyrodzonego światła. Tam w jednej chwili powstało, jak w zaczarowanych ogrodach, nowe środowisko, o wysokim potencjale, które nie było ani światłem, ani zapachem, ani harmonią, lecz wszystkimi trzema tymi szlachetnymi energiami, stopionymi w cudowną esencję, w jakościowo najwyższym stopniu.
Był to blask ozonowego światła o zapachu raju i wibrujący harmonijnymi dźwiękami, jak świeże dzwonienie tysiąca i tysiąca srebrnych dzwoneczków rozbrzmiewających w radosnej atmosferze, rozrzuconych po powietrzu, albo jak melodyjne drżenie, jak śpiewny tryl słodkiego, cichego zefiru; była to świetlista woń wydzielająca dźwięczne opary ducha, modulowane w melodię spadającą w złotym deszczu; była to harmonia pachnących akordów w lśniącym błysku słońca…
Jakże można, ubogim językiem, opisać to cudowne zespolenie potrójnej cnoty w jedną? Tę osobliwą i potężną energię, która oddzielała od życia materialnego i przenosiła poza granice przestrzeni? Która tak zachwycała ducha, że ten całkowicie się wyzwalał? Która czyniła ciało tak lekkim, że człowiek ogarnięty tym wirującym upojeniem musiał się chwytać otaczających rzeczy, by nie zostać uniesionym w górę? Która powodowała drżenia radości w każdej kończynie, aż obawiano się o własne istnienie?
**
Życie tutaj na ziemi toczy się, niemal nieświadomie przez bierne przyzwyczajenie, w środowisku nasyconym oparami ducha, na które jedni są wrażliwi, a inni odporni; podobnie jak w środowisku elektrycznym (na przykład w warsztacie, gdzie wytwarzana jest ta energia), jedni na nią reagują, inni nie odczuwają nic. Jednak przedmioty, które nas otaczają, niemal zawsze mają swoje własne życie. Ponieważ tak jak duch przebywa w ciele, tak opary ducha mogą przylegać do przedmiotów (tak jak esencje zapachowe), albo utrzymywać się w pomieszczeniach, nasycając je wonią, jeśli duch jest rozwinięty, albo czyniąc je toksycznymi, jeśli duch jest niskiego poziomu. Zatem zagadki psychometrii przestają być zagadkami.
Dlatego też – jak pisze Bozzano – czasami przedmioty przekazane osobie wrażliwej, zawierają osobisty ludzki wpływ, który może połączyć tę osobę z właścicielem przedmiotu. W rzeczywistości bowiem, płyny ludzkie zaabsorbowane przez materię nieożywioną są czynnikami wywołującymi wrażenia psychometryczne.
Innymi słowy, na przedmiotach mogą pozostać rzeczywiste ślady ludzkiego fluidu, jak intensywny, nieusuwalny zapach piżma (stąd wynika moc niektórych amuletów). Niech zaświadczy o tym ten medalik, który zawiera cenne relikwie ożywione duchem tych, których już nie ma, z mistyczną wonią, która niesie pociechę i wiarę.
Niech powie o tym ten kwiat zroszony gorącymi łzami, który z nabożeństwem składany jest na świętym grobie przez złamane serce. Kto odważyłby się pomyśleć, że to bezpłodny kwiat, który szybko więdnie, niemy i zimny, jeśli jego żywotność karmiona jest zapachem ducha w bólu?
Niech powie o tym ten drogi, lśniący medalik otrzymany na pamiątkę w tamtej pamiętnej chwili i trzymany zazdrośnie na sercu, aby to serce mogło drgać w harmonii z łagodnymi nutami kochającego ducha tej osoby, która tym medalikiem pragnęła przekazać cząstkę siebie.
Niech powiedzą o tym wszystkie te drogie drobiazgi: ta książka, ten zapis, ten święty obrazek, ten „myosotis” (niezapominajka) starannie ususzony – które przypominają tamtą datę, tamto wydarzenie, tamtą uroczystą obietnicę, tamto gorące wyznanie niezachwianej wiary, tamto słoneczne spojrzenie, które wszystko przeniknęło, które wszystko wyryło w żywym, olśniewającym błysku: przedmioty zawierające niewygasły płomień ducha, niczym ten, który płonie we wnętrzu czystego diamentu; przedmioty przesiąknięte duchem tego, kto na nie patrzył, kto ich dotykał, kto je tworzył, kto je podarował.
A dalej, ten marmurowy popiersie, do którego podczas uroczystego odsłonięcia kierowane są gorące mowy pochwalne – czyż nie jest ono otoczone i przeniknięte oparami ducha radośnie uniesionego tego, którego przedstawia? Gdyby tak nie było, ta apoteoza byłaby zbyteczna, a może nawet śmieszna, pozbawiona sensu. To samo dotyczy ostatniego pożegnania kierowanego w wzruszeniu do zimnej trumny, która odchodzi do wiecznego miasta.
Niech wreszcie powie o tym to zdjęcie z niemym uśmiechem, które przemawia do serca, z tym promiennym obliczem, z elokwentnym błyskiem tak żywych oczu, że patrząc na nie, ma się wrażenie, jakby przed nami była ukochana matka, której już nie ma, lub ten klejnot miłości, który choć daleko, to jednak jest tam ze swoim ciepłym duchem i cicho śpiewa temu, kto potrafi go słuchać, łagodnymi wibracjami z lekko rozchylonych ust, w słodkiej tajemnicy, nuty nadziei i pocieszenia w chłodne i samotne godziny, w ciemne i ciężkie dni. – I nie powinno to dziwić. Trzeba bowiem przyjąć, że obraz rzutowany przez światło na płytkę fotograficzną, a następnie utrwalony na papierze, przenosi ze sobą fluid duchowy, który pozostaje wokół niej, ożywiając ją dla oka tego, kto patrzy na portret z odpowiednimi, zgodnymi wibracjami i sympatycznym usposobieniem. (Z tych samych powodów za pomocą fotografii można czasem wywołać również złe skutki).
Wybitny profesor Zingaropoli trafnie zauważa w swoim interesującym artykule o zagadkach psychometrii, że coś z człowieka zawsze pozostaje tam, gdzie on przebywał. W tym kontekście cytuje następujące słowa De Musseta: „Jeśli przyjdziesz do mnie, kiedy mnie nie ma w domu, usiądź w moim fotelu, ponieważ w ten sposób, kiedy wrócę, znajdę w fotelu twój cień…”.
I rzeczywiście, to miejsce, gdzie przebywała w tamtej pamiętnej chwili ukochana osoba, ta przestrzeń, gdzie odbyła się wzruszająca uroczystość i podobne sytuacje, zachowują jasne, niezatarty ślad zapachu ducha; dlatego osoba, która wciąż żyje w naszych myślach i sercu, nadal jest tam obecna, pozostaje tam w upajającej fali ducha: tam ją widać i czuć w wibracjach, które odnajdują echa sympatii, których nigdy już nie da się zgasić.
Tak więc o osobie, która odeszła, zwykło się mówić – i nie jest to puste pocieszenie – że widzi się ją jeszcze siedzącą na tym miejscu, a jej głos wciąż się słyszy. To prawda, bo kto był przywiązany do danego miejsca, zostawił tam część siebie w postaci zapachu ducha, który trudno stamtąd wypędzić.
To łóżko, które stało się świętym miejscem, gdzie drogi ojciec, zamknąwszy zmęczone powieki na wieczny sen pod pocałunkiem Pana, jest wciąż przesycone i pełne jego ducha; dlatego ten, kto żył dla niego i uczynił z miłości synowskiej swój najwyższy kult, wciąż czuje jego obecność, wciąż go obejmuje i z nim żyje. Podobnie jest z tamtym pogodnym, białym pokoikiem – pachnącą szklarnią najbardziej delikatnego, łagodnego i białego kwiatu, jaki kiedykolwiek znano – całym wypełnionym wdzięcznym zapachem ducha owego cudownego kwiatu, prawdziwej gwiazdy pośród kwiatów.
Czyż nie jest też wypełniona zapachem ducha ta droga, którą zwykle kroczyła pobożna istota o różowych i czystych snach, i która teraz, w oczach czujnych tych, którzy żyją tchnieniem ducha tego wybranego ideału, stała się „drogą świętą”, całą usianą liliami i fiołkami, całą przeciętą, w jej przejściu, jasną, świetlistą smugą, jak srebrny ślad zostawiony przez przecinającą błękit wspaniałą gwiazdę spadającą?
Przykładów w tej kwestii nie sposób wyczerpać: im więcej się ich przytacza, tym więcej pojawia się cudownych i wymownych.
Czyż nie wyczuwa się może, w ciszy pustelniczego klasztoru, wiecznie unoszącego się cichego zapachu ducha ascetycznego? Czyż nie są szerokie nawy kościoła przesiąknięte zapachem ducha wszystkich tych, którzy gromadzą się tam z uczuciami wiary, nadziei i miłości?
Czy nie oddycha się może, na mrocznych ścieżkach ocienionych smutnymi wierzbami i cyprysami, przy intensywnej woni kwitnącego mirtu i zielonego rozmarynu, rytmem przesyconym zapachem duchów zawodzących, jakby szukających ukochanych zmarłych, którym odpowiadają, w makabrycznej pieśni, błąkające się duchy z ostrą wonią świętej ziemi, jakby wdzięczne odpowiadały na czułe wezwanie?
Czyż nie spływa jak słodka manna niebiański zapach ducha z tabernakulum białej, pogodnej i łagodnej Madonny, do którego dołącza łagodny zapach ducha pobożnej postaci klęczącej w zachwycie modlitwy? I dlaczego przed świętym obrazem płacze się i błaga z wielką wiarą? Z powodu pomieszania zmysłów, czy raczej dlatego, że czuje się, jak z tego obrazu emanuje pocieszający zapach ducha, który spływa do serca?
Podobnie Hostia trzykroć święta – czyż nie jest całym bezkresnym oceanem płonącego Boskiego Ducha, który – jak w Wieczerniku – zstępuje i ogarnia w mistycznej, świetlistej chmurze, z niezliczonymi płomyczkami, serca drgające miłością i rozpala je, i unosi do nieba?
W tym duchu przypomina się domy „nawiedzone” przez duchy, znane ludowi z przerażających legend. Trzeba przyznać, że w tych domach pozostają silne emanacje niskich duchów, które za życia były związane z tymi miejscami przez nieznane, mroczne wydarzenia; przez co cierpią tam i odpokutowują, często objawiając swoje udręki dziwnymi materializacjami i zjawiskami aportu, które głęboko poruszają tych, którzy nie potrafią ich wyjaśnić, bo pozornie wymykają się one porządkowi zjawisk zwykłych.
Z tych samych powodów niektóre domy poszerzają serce i zachęcają, by w nich przebywać, czując w nich jakąś życzliwą aurę; podczas gdy inne jawią się tajemniczo ponure i zimne jak groby, wywołując przytłaczające poczucie niepokoju, które zapowiada nieszczęście. Z tych samych powodów są tacy, którzy w niektórych domach odczuwają lęk, jeśli są sami – jakby czuli na ramionach ciężar silnego, tajemniczego potencjału duchowego, który im zagraża.
**
Wyrażenie „jestem przy tobie myślą” oznacza, że myśl, jako tchnienie ducha, może pełnić rolę tęczy, pomostu łączącego dwa sympatyzujące istnienia. Dlatego troskliwa matka śledzi myślą kroki swego oddalonego dziecka; to znaczy, że część siebie wysyła w duchu, myśląc o swoim ukochanym intensywnie – a ten, dzięki temu niewidzialnemu towarzystwu, nie czuje się już samotny ani nie lęka się niebezpieczeństwa. Podobnie dwoje ludzi, stworzonych dla siebie, których serca biją w unisonie, towarzyszą sobie, nieustannie czując kontakt dzięki dyfuzji myśli, której ani dystans, ani czas nigdy nie zburzy ani nie przerwie.
Duch jednak, oprócz ulatniania się przez myśl, emanuje również poprzez wolę. Dlatego nie jest pleonazmem ani pustym zwrotem wyrażenie „mamy kogoś w sercu”: mówi się tak z całą prawdą i słusznością, ponieważ naprawdę każda intensywna myśl, każde głębokie i stałe uczucie, każda gorąca wola jest wylaniem ducha, jest emanacją, która otula, naznacza, działa niczym amulet na ukochany przedmiot, do którego się odnosi. I od tej ogólnej i rzeczywistej zasady nie jest wolny nakaz matczyny, który jest jej najbardziej wymownym przykładem w swoich skutkach. Tak więc każdy człowiek pozostawia trwały ślad po sobie, w zależności od ilości i jakości swojego ducha, na wszystkich przedmiotach, które kochał, w każdym miejscu, gdzie przeżywał radość, gdzie płakał, gdzie przelewał krew.
Dlatego pośród nieskończonych śladów, jakie przeszłość zostawia na naszych drogach, w naszych miejscach, są ślady głęboko smutne, są też bardzo radosne; jedne nas odpychają, inne przyciągają; i to z powodu duchowej emanacji, która je przenika.
Nie jest więc rzadkością, że przedmioty i miejsca szczególnie przesiąknięte zapachem ducha, stają się przedmiotem kultu, są poszukiwane jak relikwie, przechowywane jak talizmany, a wokół nich tworzy się autentyczna atmosfera sugestii, która działa nawet na ludzi niewtajemniczonych.
Znakomity przykład tego mieliśmy niedawno, kiedy to, w dniach uroczystego uczczenia Dantego, nieznana ręka umieściła w nocy wianuszek mirtu na kracie jego więzienia; a w rocznicę śmierci Giordano Bruno wieniec z wawrzynu, przewiązany fiołkową wstążką, został złożony u stóp jego pomnika na Campo dei Fiori w Rzymie.
Czymże innym były te proste hołdy, jeśli nie zapachami ducha, rozprzestrzenionymi z miłością i myślą, jako wieczna pamiątka o wybranych duchach przez tych, którzy ich nigdy nie poznali, a jednak czuli ich w sercu?…
„Obecna wśród was”. Wyrażenie to znajduje swoje uzasadnienie w fali ducha, która za sprawą samej woli wyzwala się wtedy, gdy szczególne okoliczności czynią materialną obecność niemożliwą w danym czasie.
Spośród niezliczonych przykładów indywidualnych prądów ducha, wysyłanych aktem woli, można wymienić korzystne emanacje, takie jak błogosławieństwa, życzenia, zachęty, pochwały, nagany i tym podobne; oraz emanacje szkodliwe, jak zaklęcia, przekleństwa, bluźnierstwa, uroki itd.
Ponadto zjawiska telepatyczne, czytanie w myślach, przekazywanie myśli na odległość i pokrewne formy mogą znaleźć swoją bezpośrednią przyczynę w zapachu ducha, który z jednej osoby przechodzi na drugą, w określonych i sprzyjających warunkach otoczenia oraz przy istnieniu odpowiedniej zdolności lub dyspozycji do odbierania tych promieniowań psychicznych; tak jak dzieje się to w przypadku bezprzewodowej transmisji elektrycznej, która staje się możliwa, jeśli stacja odbiorcza potrafi ją odebrać.
Sugestia, jako kolejny przykład, czyż nie jest właśnie zapachem ducha, który przenika, otacza i dominuje?… I Ta, która po wiekach poszukiwań w końcu została odnaleziona, Ta, która spowita słońcem opiekuńczo inspiruje, czyż nie otula swoim wonnym duchem – obecna czy oddalona – tego, kto ku Niej dąży; otwierając mu przed oczami nowe, szerokie, radosne i promienne horyzonty i cicho podsuwając te słowa, dzięki którym może wyrazić piękne wizje zaświatów?
W tym kontekście warto wyraźnie wskazać kilka przypadków, w których wielka chemiczna pokrewność duchów umożliwia zjawiska głębokiego zespolenia przy udziale intensywnej energii woli. Tak zwane „okna duszy”, czyli oczy, mogą pełnić rolę głównego czynnika tego cudownego zespolenia; oczy, czyli miejsce, z którego duch wychyla się w całym swoim świetlistym i żywym pięknie. I rzeczywiście, harmonijny język wyjątkowych oczu, zwłaszcza w ulotnej chwili – bo wykracza poza prawo czasu – potrafi utkać cały uroczy poemat, cały hymn poezji, całą nową pieśń hiperuczuciowości, całe zaproszenie do niezwykłej czułości, która zachwyca i unosi w zachwycie.
Dlatego szybkie spotkanie takich spojrzeń może wywołać prawdziwą „kombinację chemiczną” dwóch pokrewnych istnień, które od tego momentu się rozumieją i już nie są dwojgiem. Bo z tych głębokich, błyszczących źrenic wystarczy gorący błysk, piekielny prąd, by umożliwić taką wzajemną komunikację (co zresztą powinno być normą dla wyższych istot, istniejących poza przestrzenią trójwymiarową), by stopić dwa duchy w jeden i uczynić je w najintymniejszym uścisku, niczym lśniąca, bliźniacza gwiazda.
Zdarza się też, że z złowrogich, fosforyzujących oczu – prawdziwych oczu jastrzębia – emanuje obfita fala ducha jak ostra stalowa klinga, paraliżując wszystkie członki tego, kto jest nią ogarnięty, wiążąc go, hipnotyzując.
Emanacje indywidualne ducha można by przytaczać we wszystkich dziedzinach życia, gdyż często stanowią one ważne, użyteczne, cenne siły. Kto na przykład utrzymuje porządek i dyscyplinę w licznej sali obrad, w warsztacie pracy, jeśli nie ta energia, która pochodzi wyłącznie z emanacji ducha jednej osoby – czy to przewodniczącego, kierownika, czy inżyniera? Gdyby tej energii zabrakło, doszłoby do buntu, chaosu, a żadna inna siła nie byłaby w stanie opanować ani powstrzymać rozruchów. Wejdźmy do tej szkoły: co za cisza, jaki porządek! Któraż to niewidzialna, a jednak rzeczywista siła narzuca tak podziwianą dyscyplinę wśród setek żywiołowych uczniów, jeśli nie zapach ducha nieustannie emanujący od osoby kierującej?
**
Warto także zauważyć tutaj zbiorowe emanacje ducha, które skupiają się i łączą w taki sposób, że tworzą siły tak znaczne, iż bez odniesienia do ich źródła trudno byłoby je pojąć i właściwie ocenić.
Tak oto autorytet królewski, głowy państwa, wodza itd., pochodzi z sił zbiorowych emanacji ducha poddanych, narodów, podwładnych, wszystkich tych, którzy pokładają w swoim przywódcy, reprezentancie czy przewodniku ślepą wiarę w swoje przeznaczenie. Majestat, prestiż, władza tych przywódców zależą wyłącznie od tej zbiorowej woni duchów: inaczej jak wyjaśnić ich istnienie?
Rząd, administracja, stowarzyszenie, sama rodzina i tym podobne nie są pustymi, abstrakcyjnymi bytami, lecz prawdziwymi organizmami, ożywianymi przez integralny zapach ducha wszystkich tych, którzy ze względu na wspólne interesy, jedność poglądów i celów, sympatię, oddanie itd., gromadzą się tam, wkładając najlepszą energię swego ducha. Dlatego te byty czasami chwieją się i upadają, gdy brakuje tych żywych sił ducha, są one ze sobą sprzeczne lub ich po prostu nie ma.
Podobnie moc ducha, która jednomyślnie i gorąco emanuje z modlitwy zbiorowej, może w znacznym stopniu przyczynić się do wywołania, przyspieszenia lub bardziej spektakularnego objawienia się cudu.
Podobnie też Katedra św. Piotra jest trwałą wieżą, która nigdy nie runie pod naporem zdradliwych wiatrów, zarówno dlatego, że wspiera ją Duch Niebieski, jak i dlatego, że otacza ją i zabezpiecza potężny effluwium ducha milionów wiernych, którzy żyją wiarą dla niej i widzą w niej niezawodną obietnicę, latarnię nadziei na burzliwym morzu życia, bastion obrony dla swojego wiecznego zbawienia.
**
Podsumowując: w tym krótkim tekście nie zamierzano przedstawiać nowych rzeczy ani głosić teorii, lecz po prostu zwrócić uwagę badaczy, a w szczególności tych, którzy zmagają się z poszukiwaniem przyczyn leżących u podstaw zagadek metapsychicznych i związanych z nimi, wciąż niejasnych problemów.
Podobnie jest z fenomenami psychometrycznymi, które – często spowite gęstą tajemnicą – mogą znaleźć swoją prostą i satysfakcjonującą odpowiedź w zapachu ducha.
Tak więc w przypadku niektórych eksperymentów mediumicznych, podczas których czasami mają miejsce niezwykłe zjawiska, można znaleźć ich „punkt oparcia” właśnie w zapachu, który emanuje z ducha. Na przykład wpływ, jaki podczas seansów spirytystycznych może mieć dana osoba – czy to obecna, czy oddalona od zgromadzenia – lub też ten szczególny aromat unoszący się w otoczeniu, można przypisać zapachowi ducha obecnemu w danym miejscu, albo wibracjom duchowym osoby nieobecnej, które nadają ton całemu spotkaniu: niezależnie od tego, co na ten temat sądzą zwolennicy czy przeciwnicy w dziedzinie metapsychiki.
Jednak omawiany temat może mieć także inną siłę: może przyciągać tych, którzy chętnie przedkładają życie duchowe nad życie materialne, tych, którzy dążą do odległego, jaśniejącego, świętego ideału, tych, którzy marzą o chwale przyszłości bez zmierzchu. Dla nich – w chwilach przygnębienia, w szarych i ciężkich dniach ducha, gdy jałowa samotność mogłaby zdezorientować – o, jak bardzo wtedy pomaga zatrzymać się przy wszystkim, co przesiąknięte jest słodkimi wspomnieniami, przy tym, co harmonijnie porusza serce, co odpędza chłód, ciemność i poczucie osamotnienia, co dodaje otuchy, rozgrzewa, karmi i daje życie… W ponure i smutne chwile ten ciepły zapach ducha, który unosi się z wszystkiego wokół nas i który wdychamy pełną piersią, jest jak górski tlen, który wlewa w śmiałka nową siłę, by zdobywać strome szczyty; ten świetlisty zapach ducha jest jak słońce, które niespodziewanie pojawia się nad wzburzonym morzem i dodaje otuchy: „bezpieczeństwo pośród burzy”; ten melodyjny zapach ducha jest niebiańską obietnicą!
Dlatego więc temat ten, choć przedstawiony skromnie, nie jest pusty ani lekki, lecz naprawdę bardzo interesujący.
Otóż, dokonanie starannego wyboru przykładów odzwierciedlających emanacje ducha, ich uszeregowanie, wymienienie i powiązanie z odpowiednimi obserwacjami w celu dojścia do pożytecznych wniosków, to zadanie, które zasługuje na największą uwagę. Z drobnych obserwacji mogą wypływać ważne konsekwencje, mogą one wyjaśnić i rozwiązać zawiłe zagadki. Tak jak w matematyce: najwyższe teorie niemal zawsze wywodzą się z prostych pojęć, dostępnych nawet najskromniejszym umysłom.
Niech więc „zapach ducha” będzie tematem szczególnie cenionym nie tylko przez badacza, ale także przez każdego, kto – rozumiejąc prawdziwie i dokładnie tę ulotną ziemską egzystencję, która „w mgnieniu oka przemija w nicość” – może odnaleźć w nim balsam i światło dla odnowy i orientacji, może znaleźć w nim siłę do stawiania czoła trudom na drodze obowiązku, by przezwyciężyć gorzkie rozczarowania, by umieć się uśmiechnąć wobec niegodziwości i wreszcie odnieść upragnione zwycięstwo – osiągając najwyższe słońce, wymarzony Ideał Miłości!
13 STYCZNIA 1924
FRANCESCO AMATO
źródło: Profumo Di Spirito by Francesco Amato; MONDO OCCULTO – Mrzo – Aprile 1924.