Horace Leaf
Wciąż mocno utrzymuje się wśród wielu ludzi przekonanie, że wiele zjawisk uznawanych za jasnowidzenie nie jest niczym więcej niż telepatią pomiędzy żyjącymi. Pogląd ten jest interesujący i bywa niekiedy popierany dobrymi dowodami, a ponieważ wydaje się tak być, nie sądzę, aby mógł on w istotny sposób podważyć spirytualistyczną interpretację zjawisk jasnowidzenia. To, że telepatia w dużej mierze wchodzi w skład takich zjawisk, nie ulega wątpliwości. Każde wyjaśnienie komunikacji z najlepszego źródła, jakie jest nam dostępne ze świata duchowego, potwierdza tyle przynajmniej, że zjawiska mieszczące się w jego obrębie lub jego doświadczeniu psychicznym. Jasnowidzenie, psychometria i impresje są bez wątpienia telepatycznymi zjawiskami tego rodzaju; a jeśli jesteśmy właściwie poinformowani, to głównym środkiem komunikacji w przyszłym świecie jest przekazywanie myśli i uczuć z jednej istoty do drugiej, toteż użycie telepatii w kontaktach duchowych z nami można jedynie uznać za oczekiwane.
Nie o to jednak toczy się spór, gdy krytyk zarzuca medium odczytywanie myśli siedzących. Dla sceptycznego krytyka przyznanie, że duchy w ogóle działają, oznacza przesądzenie sprawy. Dlatego uważa on za znacznie bardziej racjonalne podjęcie próby wyjaśnienia wszystkich zjawisk nadnormalnych środkami normalnymi. Dopiero gdy wszystkie zwyczajne lub naturalne wyjaśnienia zostaną wyczerpane, trzeba odwołać się do tego, co anormalne. Przyjęta rozsądnie, zasada ta jest o wiele zdrowsza niż trudno znaleźć lepszą — ale niestety krytyk zazwyczaj idzie zbyt daleko i przewraca całą swoją teorię.
Skoro wyczerpawszy możliwości umysłu czuwającego w zakresie odbierania telepatycznych impulsów, bez skrupułów wciąga on do sprawy podświadomość, bezpiecznie okopaną za tą niezwykłą, lecz wątpliwą wielkością, to czyni to nie będąc do końca szczerym. Nie ma bowiem wątpliwości co do realności tej ukrytej części ludzkiej świadomości. Jej możliwości są niezaprzeczalne. Z jednej strony wznosi się ku tajemnicom geniuszu, z drugiej zstępuje ku okropnościom obłędu; zanim psycholog zasiądzie w nabożnym milczeniu wobec niej, jest ona dla niego praktycznie niezgłębionym morzem, gdyż niewiele wie o jej mocach i zdolnościach, daleko przekraczających to, co normalnie się w nas przejawia. Nasza niewiedza o podświadomości jest więc krytykowi dogodna. Skoro nie potrafi on dokładnie stwierdzić, czym ona jest, może w jej imię zbudować niemal wszystko. Na takim nieuczciwym założeniu demon buduje swe argumenty i podtrzymuje fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Żaden dobrze poinformowany spirytualista nie zaprzeczy, że telepatia pomiędzy żyjącymi niekiedy występuje; nie zaprzeczy też żadne uważne medium mentalne, że czasami odbiera ono drogą przeniesienia myśli wizje i wrażenia z umysłów żyjących ludzi. Ja jednak nie znam nikogo, komu nie udało się odróżnić tych zjawisk od właściwych zjawisk telepatycznych. Staje się to możliwe nie dzięki jakiejś innej regule, lecz dlatego, że pozostaje ono w harmonii ze środkami, dzięki którym tak wiele doświadczeń mediumicznych dochodzi do skutku.
Od dawna jestem zdania, że jednym z głównych celów obok pomocy ducha przy rozwijaniu psychicznego daru medium jest, podczas uwrażliwiania go na myśli i uczucia innych, odizolowanie go przed ich wpływem proporcjonalnie do postępów osiąganych przez medium. Wyobraźmy sobie, co by się stało podczas seansu złożonego z kilku osób lub na zgromadzeniach publicznych, gdzie odbywają się pokazy psychiczne, gdyby medium było otwarte na odbieranie telepatycznych impresji od wszystkich obecnych! Z pewnością rezultatem byłoby jedynie zamieszanie.
Niedawno opowiedziano mi o dwóch bardzo interesujących przypadkach telepatii pomiędzy żyjącymi przez pewnego londyńskiego lekarza, dr. A. D.-Serrella Cooke’a, a ponieważ tak się składa, że byłem świadkiem jednego z nich, mogę mówić o punkcie widzenia psychologa.
Dr Cooke, wraz ze swoim synem, czternastoletnim chłopcem, uczestniczył w styczniu ubiegłego roku w spotkaniu poświęconym opisom jasnowidzenia, zorganizowanym pod auspicjami Marylebone Spiritualist Association. Opisy podawałem ja sam. W trakcie seansu przyszło mi do głowy, że dr Cooke byłby idealną osobą do odczytu. Uderzał mnie jako zupełny nieznajomy, tak doskonale obcy, że zapragnąłem pozyskać przy nim ducha pewnonogiego żeglarza nazwiskiem Johnson, którego znał. „Ten duch” — powiedziałem — wywierał korzystny wpływ na chłopca.
Po spotkaniu dr Cooke zapytał swojego syna, czy rzeczywiście znał osobę, którą opisałem. Ku jego rozbawieniu, a mojemu zdumieniu, chłopiec odparł, że nie, ale że czytał opowiadanie, w którym jedną z postaci był drewnianonogi marynarz nazwiskiem Johnson. Chłopiec zapewniał ojca, że w czasie próby nie myślał o tej wyimaginowanej postaci, lecz znajdował się raczej w stanie przytępienia.
Dr Cooke informuje mnie, że przy innej okazji usłyszał kilka uwag wymienianych między dwojgiem ludzi, z których jedno otrzymało opis jasnowidzenia od dobrze znanego medium publicznego (pani A. Vout Peters). Medium opisało postać mężczyzny „rzekomo zmarłego”, który mówił po łacinie i najwyraźniej pochodził z Hiszpanii. Osoba, do której przekaz był skierowany, zaprzeczyła jakiejkolwiek znajomości takiej osoby, dopóki jego żona nie przypomniała mu, że przebywał on w obecności pewnego dżentelmena o podobnym opisie przez cały dzień, a opuścił go dopiero przed chwilą. Szczegóły wyglądu, sposobu mówienia i kraju pochodzenia w pełni odpowiadały tej osobie żyjącej, chociaż medium uważało ją za zmarłą.
Jeśli chodzi o mój własny przypadek, nie widziałem żadnej postaci, lecz po prostu „wyczułem” ją. Skupiłem umysł i pojawił się przede mną obraz, który sam narzucił się mojej świadomości. Wrażenie, jakie otrzymałem, było jednak takie, że żeglarz ćwiczył dobroczynny wpływ na chłopca; dowodzi to, że sądziłem, iż mam kontakt z duchem, i mogę przypisać zdolność skierowania ku mnie tego odczytu typowi „odroczonemu”. Wiadomość mnie zastanowiła i uznałem ją za nadnormalną — nie mam co do tego wątpliwości — i prawdopodobnie pochodziła od rzeczywistego ducha w funkcji „prawdziwego komunikatora”, podczas gdy ja błędnie wiązałem ją z formą myślową, którą odczułem. Być może jednak, mając tak małe doświadczenie opisów jasnowidczych duchów oraz przekazywania ich wiadomości, wyrobiłem sobie powszechny nawyk kojarzenia podobnych idei; zatem czymś typowym w związku z moją własną jaźnią mógł być powszechny motyw w postaci własnej impresji. Jeśli tak, to raczej nie w tym przypadku, jako że udało mi się odebrać impresję formy; a będąc pewny co do formy, czuję się też pewien, że sama wiadomość miała równie nadnormalne pochodzenie i musiała przyjść od rzeczywistej inteligencji lub ducha.
Dr Cooke przypuszcza, że skoro zdarzenie miało miejsce na początku spotkania, kiedy niewątpliwie „moc” zaczynała się już uruchamiać, być może nie byłem w stanie trafnie ocenić natury tej impresji. Jest to prawdopodobnie trafne, chociaż sam bardzo rzadko miewałem podobne przypadki tam, gdzie nie było powodu przypuszczać, by moc działała szczególnie silnie.
Drugi incydent, który miał miejsce w tej samej sali — w Denison House — wydarzył się na początku spotkania. Dr Cooke uważa, że błąd wynikał z impetyczności medium; później opisałem zmarłego jako dżentelmena, po czym rozpoznano innego ducha jako osobę zmarłą. Powiedział wtedy medium, że to duch, który go poinformował o pierwszym opisie. Ten przypadek najlepiej daje się wyjaśnić wzdłuż linii telepatii pomiędzy żywymi a umarłymi.
Wspomniałem o tych przypadkach z powodu ich wyjątkowego charakteru. Jest powszechnie obserwowanym faktem, że jasnowidze na ogół opisują formy całkowicie odmienne, odległe od tych, z którymi pragną się porozumieć, i dlatego, myśląc o tym, należałoby często, a przynajmniej niekiedy, wyjść z założenia, że po obu stronach zachodzi pewien rodzaj pomieszania. Gdyby całe jasnowidzenie i pokrewne rodzaje mediumizmu wynikały z telepatii pomiędzy żyjącymi, odsetek trafnych opisów byłby znacznie wyższy niż jest. Co ciekawe, chociaż można przenieść myśli o dowolnej konkretnej osobie lub rzeczy z myśli siedzącego do umysłu medium, medium trudniej jest intensywnie myśleć o jakiejś określonej osobie lub rzeczy, gdy prowadzi medium. Wynika to z faktu, że medium jest precyzyjnie dostrojone do warunków myślowych swojego duchowego pomocnika. Warunki mentalne siedzącego działają jedynie jako siły dezintegrujące, przez które krzyżują się i rozbijają te powstające w świecie duchowym.
źródło: TELEPATHY AND CLAIRVOYANCE; LIGHT – A JOURNAL OF SPIRITUAL PROGRESS & PSYCHICAL RESEARCH, July 23, 1921.