Świętość Komunikacji Duchowej

autor: W. S. Montgomery Smith

Gdyby seanse z mediami były powszechniej traktowane jako wydarzenia święte, komunikaty o prawdziwej wartości – nie tylko dla osoby uczestniczącej w seansie, lecz dla ludzkości jako całości – mogłyby pojawiać się znacznie częściej, a ruch znany jako spirytualizm mógłby w istotny sposób zyskać w oczach ogółu społeczeństwa.

W trakcie serii seansów z panią Osborne Leonard autor w pełni przekonał się o znaczeniu należytego przygotowania do tego, co powinno być uznawane za okazje uroczyste. Nie jest bowiem sprawą błahą nawiązywanie bliskiego kontaktu z tymi sferami Duchów, których mieszkańcy wznieśli się ponad ziemską przyziemność i uzyskali jaśniejszy ogląd rzeczywistości Bytu, niż jest on dostępny nam. Ogólnie rzecz biorąc, modlitwa i post mogą z pożytkiem poprzedzać nasze próby nawiązania kontaktu z duchowo usposobionymi komunikatorami, którzy mogą realnie pomóc nam w życiu ziemskim.

Stałym komunikatorem autora – zarówno w serii seansów transowych z panią Leonard, jak i podczas seansów z tablicą ouija z zaprzyjaźnionym medium – jest jego Żona. Wielokrotnie napominała go ona o konieczności oczyszczenia umysłu oraz duchowego dążenia ze strony uczestnika seansu, jeśli mają zostać ustanowione właściwe warunki. Na przykład podczas jednego z seansów z panią Leonard autor otrzymał następujący przekaz:

„Spotykasz mnie na bardziej duchowym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej. Prosiłeś, aby tak się stało. Prosiłeś, byś mógł wznieść się ku mojemu poziomowi, zamiast abym ja musiała schodzić do twojego. Możemy przychodzić na wasz poziom – i czynimy to – lecz, ach, jaka to różnica, gdy wy dążycie wzwyż i przychodzicie na nasz! Jaka to różnica! Wyciągamy ku wam kochające dłonie. Czasem ludzie je chwytają, lecz ciężar ich niewiedzy i egoizmu ściąga nas z powrotem ku płaszczyźnie ziemskiej. Gdy nawiązujemy kontakt z kimś o takim poziomie, możemy jedynie starać się być z nim przez krótki czas. Modlimy się za nich, myślimy o nich, nawet widzimy i słyszymy ich dzięki temu teleskopowemu widzeniu, o którym wspominałam wcześniej. Tracimy jednak ten bliski, osobisty kontakt, który ja mam to szczęście utrzymywać z tobą.”

Niekorzystne warunki

Rezultaty kilku seansów „kręgowych” przekonały autora, że ci po drugiej stronie, którzy wyrażają wysokie ideały duchowe i domagają się spełnienia warunków z nimi zgodnych – oraz w miarę możliwości eliminujących wszystko, co należy do niższej natury – mogą odmówić udziału w seansie, w którym wibracje nie wznoszą się do wysokiego poziomu, jakiego wymagają.

Autor wielokrotnie uczestniczył w „kręgach”, podczas których liczył na otrzymanie przekazu od swojej Żony, lecz spotykało go rozczarowanie, gdy nie było żadnych oznak jej obecności. Niezmiennie jednak na późniejszych prywatnych seansach z jednym lub drugim z wymienionych mediów odnosiła się ona do tych rozczarowujących „kręgów”, wyjaśniając, że choć była obecna, uznała warunki za takie, które czyniły ją niechętną lub niezdolną do komunikowania się. Jej krytyka była bezpośrednia, a czasami wręcz surowa.

Nie oznaczało to, że sugerowała obecność na owych „kręgach” czegokolwiek jednoznacznie złego, lecz że atmosfera mentalna była taka, iż wykluczała udział jakiegokolwiek Ducha posiadającego wyraźne przekonania co do konieczności duchowej postawy umysłu zarówno po stronie medium, jak i uczestników.

Na przykład wyjaśniała swoje powody, dla których nie zamanifestowała swej obecności na pewnym „kręgu” głosu bezpośredniego, następującymi słowami:

„Nienawidziłam tego kręgu. Co za marnotrawstwo siły! Biedni ludzie – gdyby tylko wiedzieli, jak dużo lepsze rezultaty można było osiągnąć!”

– „Jakie?” – zapytano ją.

„Wszyscy uczestnicy takich kręgów powinni najpierw napić się wody. Należy palić kadzidło, aby oczyścić powietrze. Moc powinna być zgromadzona przez kilka chwil ciszy, a medium powinno pościć i nie palić przed ‘kręgiem’. Ludzie nie rozumieją, że musimy czerpać z waszych ciał, aby wytwarzać materialne dźwięki. Aby podnieść trąbkę, potrzebujemy dużo substancji i siły. Nie chciałam czerpać z ciebie – i nie uczyniłam tego – ani mieszać się z ektoplazmą innych osób.”

Powszechnie wiadomo, jak bardzo pomocne dla wibracji jest wspólne śpiewanie przez obecnych. Autor zwrócił jednak uwagę na nieodpowiedniość wielu pieśni, które zdają się cieszyć popularnością na seansach głosu bezpośredniego. Refreny takie jak „John Peel” czy „There is a Tavern in the Town”, znakomite na swoim miejscu, wydają się słabo przystosowane do podnoszenia atmosfery mentalnej do wymaganego poziomu duchowego.

Podczas jedynych seansów głosu bezpośredniego (prywatnych), które autor uznał dotąd za w pełni satysfakcjonujące i owocne w manifestacje o wysokim charakterze duchowym, nie dopuszczano żadnych pieśni poza tymi o charakterze sakralnym. Nie oznacza to jednak, że brakowało humoru i śmiechu – wręcz przeciwnie. Stanowiły one wyraźną pomoc w podtrzymywaniu wibracji. Szybko można się przekonać, że jakkolwiek wysoki byłby poziom przekazów, nasi przyjaciele po drugiej stronie wcale nie utracili zdolności czerpania radości z humoru.

Naprawdę dobry seans z medium najwyższej klasy, do którego uczestnik przygotował się z należytą powagą, będzie miał wiele z charakteru intymnej i serdecznej rozmowy z bardzo drogim przyjacielem przy własnym kominku.

Możemy czerpać nadzieję i pociechę ze Zmartwychwstania Chrystusa jedynie wtedy, gdy Chrystus – podobnie jak my – był człowiekiem, a Jego przetrwanie śmierci cielesnej nie stanowiło naruszenia praw natury – praw, które w naszym własnym przypadku nie zostałyby zawieszone.
(„Torchbearers of Spiritualism”, autorstwa pani St. Clair Stobart)

źródło: Sanctity of Spirit Communication; Light on Spiritualism and Psychical Research, FRIDAY, April 6, 1934.