Moje Pierwsze Medium

[W niniejszym artykule W.H.T. opisuje z interesującą szczerością pierwsze wrażenia osoby, która zwróciła się ku spirytualizmowi w poszukiwaniu osobistej pomocy i pouczenia. – Redakcja]

W roku 1924 przeszedłem na emeryturę ze służby rządowej w Indiach, gdzie pracowałem jako inżynier cywilny. Zostałem zmuszony do przyjęcia renty inwalidzkiej, gdyż cierpiałem na pewne dolegliwości, których nabawiłem się w wyniku wypadku podczas polowania (shikar) oraz kilku upadków z konia, choć w rzeczywistości do zakończenia pełnej służby pozostawało mi jeszcze dziewięć lat. Wypadek podczas polowania był skutkiem stratowania mnie przez tygrysicę. Ostatni wypadek jeździecki miał miejsce dopiero w 1922 roku, kiedy upadłem podczas gonitwy z przeszkodami.

Moja żona i ja wynajęliśmy dom w hrabstwie Dorset, gdzie mieszkaliśmy przez około cztery lata. Następnie zorientowałem się, że wydaję więcej, niż mogę sobie pozwolić, i opuściliśmy tę okolicę. Przez pewien czas dużo podróżowałem z miejsca na miejsce, aż w 1930 roku, po intensywnym życiu, do jakiego byłem przyzwyczajony, ogarnęło mnie znudzenie.

W rezultacie postanowiłem zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem – mianowicie skontaktować się z medium. W tej kwestii byłem sceptykiem, jak niemal wszyscy z mojego pokolenia, i nie spodziewałem się, że cokolwiek się wydarzy.

Cóż, medium przyszło pewnego dnia na moje zaproszenie. Okazało się, że była to kobieta po pięćdziesiątce, i nie przebywała w moim pokoju zbyt długo, zanim – jak to się mówi – „zaczęło mi to dawać do myślenia”. Było oczywiste, że jest osobą, która potrafi widzieć i słyszeć rzeczy niedostępne dla zwykłych ludzi.

Pierwszą rzeczą, jaką powiedziała, było to, że mój pokój jest pełen ludzi – a raczej duchów moich przyjaciół. Oczywiście nie przywiązałem do tego większej wagi; jednak w miarę jak mówiła dalej, ponad wszelką wątpliwość wykazała w moich oczach, że potrafi komunikować się z duchami i że najwyraźniej widzi je bardzo wyraźnie. Podała mi pewne nazwiska i fakty, które później okazały się prawdziwe, choć w tamtej chwili w to nie wierzyłem.

Skutek był taki, że od tego momentu nie mogłem już nie wierzyć w istnienie duchów. Poprosiłem ją o kolejne spotkanie i odtąd często mnie odwiedzała. Nie wchodziła w żaden wyraźny trans, a mimo to przez cały czas pozostawała jedynie częściowo świadoma. Później potwierdziłem to, prosząc ją o sprawdzenie niektórych moich notatek sporządzonych podczas seansu – powiedziała mi, że nie jest w stanie tego zrobić właśnie z tego powodu.

Było to dla mnie, rzecz jasna, wielkie objawienie i całkowicie zmieniło moje dotychczasowe wyobrażenia o życiu. Choć wcześniej, jak sądzę, wierzyłem w duchy bardziej niż większość ludzi, i to od czasu, gdy kilka lat wcześniej sir Oliver Lodge – którego zawsze uważałem za największy umysł i najwybitniejszego naukowca moich czasów – opublikował swoją książkę Raymond (w 1917 roku, o ile pamiętam). Fakt, że tak wielki człowiek wierzył, iż pozostaje w kontakcie i prowadzi rozmowy ze swoim młodym synem Raymondem, wywarł na mnie wówczas ogromne wrażenie.

Mimo to nie spodziewałem się, że podczas pierwszej wizyty medium wydarzy się coś szczególnego. Jak już jednak wspomniałem, w tamtej chwili zostałem natychmiast przekonany, że istnieją duchy zmarłych i że w następnym świecie trwamy dalej w sposób bardzo podobny do tego, jak żyjemy tutaj.

Zauważy się, że nie próbuję przytaczać żadnych szczegółowych dowodów. Dobry Boże, czyniono to już wystarczająco często w przeszłości przez osoby znacznie bardziej ode mnie kompetentne. Muszę jednak opowiedzieć o jednym zdarzeniu, które wówczas bardzo mnie zainteresowało.

Zamówiłem wizytę medium, jak zwykle, i ponownie pojawił się duch mojego brata Jima. Byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi, gdyż był w moim wieku, i zdawało się, że zawsze był obecny, gdy medium przychodziło. Zginął w 1914 roku w pobliżu Ypres, służąc w 2. Pułku Life Guards, i przez dwa miesiące nie mieliśmy o nim żadnych wiadomości. Wiedziałem, że Niemcy sprowadzili wówczas do tego występu frontu szczególnie ciężkie działa, lecz zawsze obawiałem się, że mój brat Jim mógł zostać wzięty do niewoli.

Pewnego dnia zapytałem go więc, za pośrednictwem medium, co się właściwie stało, a on odpowiedział:
„Nie, z całą pewnością nigdy nie zostałem wzięty do niewoli. Ja i mniej więcej połowa kompanii zostaliśmy wówczas wysadzeni w powietrze. Nagle znaleźliśmy się w innej krainie” – nazwał ją Krainą Lata (Summerland).

źródło: My First Medium;  Light on Spiritualism and Psychical Research, FRIDAY, April 6, 1934.