pełen tytuł: Sprawa Elizabeth B. – opowieść o dziewczynie, która przekazywała świadectwa z ‘Zaświatów’
Podobnie jak w „sprawie Boyce’a” (zob. Light, 14 marca), przypadek Elizabeth B. nie może rościć sobie prawa do całkowitego wykluczenia telepatii jako możliwego źródła przekazów. Zmarła dziewczynka była mi znana, choć nie widziałam jej od czasu, gdy miała około pięciu lat. Zmarła w wieku piętnastu lat. Jej matka i ja znamy się od ponad trzydziestu lat. Niemniej jednak pozostaje faktem, że automatystka (panna Cummins) uzyskała szczegóły dotyczące Elizabeth i jej matki, które były nam obu nieznane, a które później potwierdzono. Przypadek ten ponownie ukazuje, że często istnieją czynniki powodujące zniekształcenia przekazu i zamieszanie – czynniki, za które winą obarcza się medium, a uczestnik seansu zgłasza „nieudany seans”.
W maju 1924 roku spędziłam weekend z moją dawną przyjaciółką, panią B., której nie widziałam od wielu lat. Była bardzo zainteresowana moimi relacjami z doświadczeń związanych z pismem automatycznym lub supernormalnym. Bardzo cierpiała po stracie córki, która zmarła sześć lub siedem lat wcześniej, i głęboko niepokoiła się kwestią życia po śmierci. Za pośrednictwem panny Cummins zaproponowałam, że spróbuję skontaktować się z Elizabeth.
Nie posiadałam niczego, co należałoby do dziecka i mogłoby przyciągnąć je do mnie, nie łączyła nas też żadna szczególna więź uczuciowa. Wydało mi się zatem, że najlepszą metodą będzie po prostu poprosić Astora, aby odnalazł osobę o tym imieniu, i poczekać na rezultaty. Tak też zrobiłam. Panna Cummins nie wiedziała nic o dziecku, ani o jej matce, ani o planowanym eksperymencie. Tego dnia usiadłyśmy przy tabliczce Ouija, a poniżej znajduje się skrócony zapis tego, co zaszło.
Poprosiłam przewodnika, Astora, by spróbował odnaleźć kogoś odpowiadającego imieniu Elizabeth B. Odparł, że to będzie trudne, ale spróbuje. Po chwili ręka panny Cummins wolno wysunęła litery składające się na następujące zdanie: „Zastanawiam się, co to jest?”. (Wyjaśniłam, kogo poszukuję, dodając, że mam wiadomość od jej matki). Pismo kontynuowało:
„Jestem bardzo zaskoczona i zdezorientowana. Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli powiesz mojej mamie, że osiągnęłam już taki stan, w którym mogę zaznać spokoju. Mam na myśli to, że kiedy zmarłam, na początku byłam tak poruszona i przygnębiona myślą, że wszystko, na czym mi zależało, odchodzi ode mnie. Czułam się, jakbym była w gorączkowym śnie. Później powiedziano mi, że to tylko samo oddzielenie od ciała. Dowiedziałam się, że czeka mnie nowe życie i że jestem dopiero na początku wszystkiego. Powiedziano mi, że gdy moja mama umrze, zobaczę ją i spotkam ponownie.”
Było tam więcej wypowiedzi w tym stylu, jednak nie zawierały żadnych elementów dowodowych ani cech charakterystycznych. Rzekoma komunikatorka nie podawała żadnych szczegółów, które pozwoliłyby potwierdzić jej tożsamość, i wyrażała się w sposób nieodróżniający jej od kogokolwiek innego. Wkrótce zakończyłyśmy seans. Następnie poprosiłam Astora, by opisał istotę, która miała przemawiać. Odrzekł: „Odniosłem wrażenie osoby niezbyt rozwiniętej umysłowo, o łagodnym usposobieniu, ale takiej, która oddaliła się od świata. Przeszła na drugą stronę, gdy była młoda.”
Opis był trafny. Jednak przekaz mógł zostać uzyskany impresyjnie z mojej własnej pamięci i zinterpretowany przez podświadomość panny Cummins.
WYGLĄDAŁO TO NA PORAŻKĘ
Kilka dni później ponowiłyśmy próbę kontaktu z Elizabeth, lecz wynik był równie negatywny. Wysłałam notatki matce dziewczynki, wyrażając przekonanie, że eksperyment zakończył się niepowodzeniem.
Wkrótce po tym panna Cummins i ja rozstałyśmy się na okres letni. Nie wznowiłyśmy seansów aż do października. W międzyczasie sprawa Elizabeth zupełnie wypadła nam z pamięci. Nie słyszałam nic od pani B. od czerwca, kiedy potwierdziła otrzymanie mojej korespondencji.
Jednak 31 października 1924 roku panna Cummins pisała automatycznie, gdy Astor ogłosił obecność młodej kobiety. Poprosiłam, aby pozwolił jej mówić. Panna Cummins napisała:
„Elizabeth. Czekałam tak długo. Jak ma się mamusia? Zastanawiałam się, czy wszystko z nią w porządku, bo ostatnio miałam takie uczucie dotyczące jej. Jeśli ją zobaczysz, porozmawiaj z nią o mnie i powiedz jej, że teraz jestem pewna, iż spotkamy się ponownie. Wcześniej nie byłam całkiem pewna, ale teraz znam tajemnicę tego, jak ludzie mogą się spotkać. To całkiem proste. Utrzymuję w myśli pragnienie, by ją zobaczyć. Nigdy o tym nie zapominam. To właśnie nieustanne życzenie sobie jej obecności sprawia, że nasze spotkanie będzie możliwe…”
Potem przeszła do informacji o matce:
„Zastanawiałam się, czy mamusia się martwi. Niektóre myśli mogą dotrzeć do nas, żyjących tu, jeśli wystarczająco nam zależy. Jest rozczarowana i trochę smutna oraz zniechęcona, jak sądzę. Może się mylę, ale skoro poczułam to w ten sposób, chciałam, aby została pocieszona.
Do widzenia.”
Poprosiłam Elizabeth, by spróbowała podpisać swoje imię. Uczyniła to wielkimi literami.
Pismo było niechlujnym bohomazem, a podpis zajmował ponad połowę kartki. Nie wiedziałam nic o sytuacji pani B., bo nie miałyśmy kontaktu od czerwca. Wysłałam jej jedynie kartkę pocztową z pytaniem o zdrowie. Odpisała natychmiast, informując, że nie pisała wcześniej, ponieważ była bardzo zmartwiona i przygnębiona – zarówno finansowo, jak i z innych powodów.
Po otrzymaniu listu przesłałam jej zapis, zaznaczając, że zawiera on informacje nieznane zarówno mnie, jak i pannie Cummins. Dodałam, że podpis nie ma szczególnego znaczenia, bo musiałam podać imię Elizabeth, prosząc Astora o jej odnalezienie – zatem automatystka znała imię. Otrzymałam odpowiedź pełną zdumienia nad trafnym opisem jej uczuć w tamtym okresie. Pani B. napisała także, że choć twierdziłam, iż podpis jest bez znaczenia, dla niej znaczy on bardzo wiele. Stwierdziła, że silnie przypomina podpis jej dziecka, zwłaszcza charakterystyczną kreskę i zawijas pod ostatnimi literami. Muszę zauważyć, że panna Cummins w normalnych warunkach nie pamiętała nazwiska dziewczynki.
Na szczęście dla Elizabeth, panna Cummins i ja w tamtym okresie spotykałyśmy się dość regularnie, pozwalając przemawiać każdemu, kto chciał. Miesiąc później Elizabeth ponownie miała się komunikować. Powiedziała, że czuje się teraz szczęśliwsza, ponieważ myśli jej matki mają „inny kolor”. Następnie spontanicznie napisała:
„Chciałam powiedzieć, że za pierwszym razem mój przewodnik mówił za mnie. Ale teraz jestem już w tym tak dobra, że potrafię radzić sobie sama.”
To była prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego pierwszy przekaz był tak nieprzekonujący. Ten zapis wykonano okrągłym, starannym, dziecięcym pismem, zupełnie odmiennym od wcześniejszego bohomazu. Ten sam charakter pisma i te same dziecięce zwroty pojawiały się we wszystkich kolejnych przekazach przypisywanych Elizabeth.
Przechodzę teraz do fragmentu z następnego zapisu, z 31 grudnia 1924 roku, w noc sylwestrową. Zapytałam Elizabeth, jak radzi sobie jej mama. Odpowiedziała:
„Myślę, że wciąż trochę się martwi. Ale czuję, że nie jest tak źle jak było. Uważam, że w Nowym Roku sprawy się poprawią.”
Zapytałam, czy wyczuwa, co jej mama robi w danej chwili:
„Myślała o mnie, wiem, bo czułam jej myśli. Wspominała w myślach dawne Boże Narodzenia. Jak świetnie się bawiłyśmy. Jak wspaniałe prezenty dostawałam. Czułam się tak, jakbym zaglądała przez okno do przeszłości, do tamtych świąt, kiedy byłam blisko mamusi. Po tym poznałam, że są święta.”
Podobnie jak wcześniejszy zapis, ten również był całkowicie niespodziewany. Przesłałam go matce. Oto fragment jej odpowiedzi:
„To po prostu cudowne i słowo w słowo prawdziwe. Myślałam o niej więcej niż przez całe poprzednie lata, bo spędzaliśmy Boże Narodzenie w tym samym domu, z tą samą osobą, tymi samymi służącymi, wszystkim tak jak dawniej, a wspomnienia były niezwykle silne… To, co mówi o Nowym Roku, jest niezwykłe, bo powiedziałam do Johna w noc sylwestrową: ‘Nie lękam się tego roku tak, jak bałam się poprzednich. Będę płynąć z prądem, a sprawy jakoś się ułożą…’”
Nie słyszałam od pani B. przez kilka tygodni, a ani panna Cummins, ani ja nie wiedziałyśmy nic o jej planach czy miejscu pobytu w tym okresie.
1 lutego 1925 roku Elizabeth napisała ponownie. Był to długi zapis, lecz mogę wspomnieć tylko dwa najważniejsze elementy. Po raz pierwszy pojawiło się tam słowo „mummo” zamiast „mamusia”. Matka poinformowała, że dziecko rzeczywiście zwykło nazywać ją „mumbo” – fakt całkowicie nieznany zarówno mnie, jak i pannie Cummins. Zauważyłam wcześniej lekkie wahanie automatystki podczas pisania słowa „mamusia”.
Drugi istotny szczegół to spontaniczna wypowiedź Elizabeth:
„Bardzo lubię mówić, ale czasem są tu inni ludzie, więc wtedy nie próbuję. Mogę to robić, gdy droga jest wolna, tak jak dzisiaj. Pomaga mi tu ktoś, abym mogła mówić. Za pierwszym razem, gdy mnie zawołał, mówił za mnie, bo nie wiedziałam, jak pisać. Więc pewnie byłaś trochę zdezorientowana tym, co zostało powiedziane. Próbował powiedzieć za mnie to, co chciałam powiedzieć, ale oczywiście mówił po swojemu. Teraz wiem już, co robić.
(Chodzi ci o Astora, przewodnika, który cię zawołał?)
Tak, to on mnie zawołał…”
Zauważmy, że dziewczynka podała tę ważną informację w sposób zupełnie naturalny, jakby mimochodem – osiem miesięcy po tym, jak Astor po raz pierwszy interpretował jej wypowiedzi. I tak nieoczekiwanie wyjaśniła się tajemnica pierwszych nieudanych prób pisania.
Myślę, że można uznać ten przypadek za dobre zobrazowanie konieczności wytrwałości w badaniach psychicznych. Gdyby był to mój pierwszy kontakt z tzw. zmarłymi, równie dobrze mogłabym porzucić dalsze próby po dwóch nieudanych seansach. Było szczęściem, że panna Cummins i ja spotykałyśmy się wtedy często – dało to Elizabeth szansę wyjaśnienia, dlaczego jej pierwsze próby pisania były tak nieudane, a później umożliwiło jej potwierdzenie swojej tożsamości.
(W „Sprawie Boyce’a” wiele materiału dowodowego pominięto z powodu ograniczeń miejsca.)
źródło: THE CASE OF ELIZABETH B. STORY OF A GIRL’S EVIDENTIAL COMMUNICATIONS FROM THE “OTHER SIDE” autor: E. B. Gibbes; Light on Spiritualism and Psychical Research, THURSDAY, MAY 30, 1935.