Wieszcz

Sny i Mediumizm

Klucz do odblokowania niektórych zagadek świata snów
autorstwa: MRS. HEWAT McKENZIE

Ludzie mądrzy notują i badają swoje sny, natomiast bezmyślni odrzucają je, nawet jeśli je pamiętają, jako stek niedorzeczności – coś niewartego analizowania i całkowicie pozostającego poza naszą kontrolą. Jeśli nasze sny są tak bezwartościowe, umieśćmy winę we właściwym miejscu – po stronie śniącego, który nie przygotowuje się na uzyskanie pożytecznych rezultatów.

Leży przede mną, gdy piszę te słowa, osobliwa mała książeczka wydana w Londynie w 1695 roku: A Treatise of Dreams and Visions autorstwa Thos. Tryona, Student in Physick, który ma do przekazania śniącemu kilka doskonałych rad w tej kwestii: „A ponieważ myśli, wyobrażenia, słowa i czyny ludzi są zmieszane z dobrem i złem, lecz na ogół zło znacznie przeważa nad dobrem, to dokładnie to samo należy rozumieć o ich snach i nocnych widzeniach. Gdy sny są fałszywe, błahe, próżne i nieistotne, wówczas niesłusznie kieruje się naganę przeciw snom w ogóle, podczas gdy wina leży w samych ludziach, że ich sny nie są bardziej pewne; bo sny nie mogą dawać dobrej, czystej wody, jeśli źródło jest skażone. Nie można też oczekiwać prawdziwych, radosnych snów, gdy myśli są niespójne. Któż może liczyć na przyjazne odwiedziny i obcowanie z dobrymi aniołami, gdy i Dusza, i Duch są zniewolone złem i żyją jakby w innym kraju lub krainie, tak przeciwnej tamtej, jak światło przeciwne jest ciemności? Aniołowie mają moc tylko w swoich właściwych zasadach, a człowiek nie może się do nich zbliżyć ani mieć z nimi żadnego kontaktu – ani oni z nim – chyba że zanurzy swoją wolę i pragnienia w ich zasadzie”.

Tryon jest jednak w tej dziedzinie bardzo „nowoczesny”; nasze własne Pismo oraz inne księgi zawierają znakomity materiał dotyczący snów, dorównujący, a nawet przewyższający nasze najlepsze przykłady z XX wieku. Czy potrafimy przytoczyć coś równie imponującego jak historia Daniela, który w „nocnym widzeniu” przypomniał sobie sen Nabuchodonozora, zapomniany przez króla, i podał także jego interpretację – o ogromnym znaczeniu dla państwa (Dan. 2); albo jak historia Józefa, który wyłożył sen faraona – sen o wręcz groteskowej symbolice: chude krowy pożerające tłuste krowy oraz cienkie kłosy zboża pochłaniające kłosy pełne; symbolika dwukrotnie powtórzona dla podkreślenia – a mądra interpretacja dała, jak wynika z zapisu, początek wielu latom skutecznej polityki państwowej w Egipcie.
W takich interpretacjach zawsze wzywano Widzącego – Medium.

(Pamiętam pewien przypadek, gdy podczas seansu głosowego z panią Blanche Cooper jeden z komunikujących próbował przypomnieć osobie siedzącej sen, w którym – jak twierdził – ukazał się jej poprzedniej nocy. Uczestniczka stanowczo zaprzeczyła, jakoby cokolwiek pamiętała, lecz „matka” upierała się, że spotkała ją wśród wyniosłych drzew, których piękno śniąca miała w tym śnie komentować. Uczestniczka przyznała, że rzeczywiście po przebudzeniu przypomniała sobie piękne drzewa – ale nic ponadto.)

W Żywotach Plutarcha – niezależnie od tego, czy uznamy te opowieści za wiarygodne – znajdujemy wiele przykładów snów danych mężom stanu i wojownikom, które, gdy się do nich zastosowano, w wielu wypadkach prowadziły do odwrócenia planów i do pomyślnych rezultatów.

Symbolika używana w snach jest dla wielu źródłem wielkiego zakłopotania, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają dość cierpliwości, by rozplątać supły. Symbolika każdego śniącego jest zazwyczaj „jego własna”, chociaż psychoanaliza twierdzi, że odkryła wiele słów-kluczy o zastosowaniu ogólnym. W A New-Model of the Universe Ouspensky mówi wiele interesujących rzeczy o symbolach i cytuje Oswalda Wirtha: „W istocie symbole są właśnie po to, by budzić idee drzemiące w naszej świadomości. Wywołują myśl za pomocą sugestii, a tym samym sprawiają, że prawda ukryta w głębinach naszego ducha objawia się; i aby symbole mogły przemówić, konieczne jest, byśmy mieli w sobie zalążki idei, których objawienie stanowi misję symbolu… Z tego powodu symbole nie przemawiają do każdego, nie mogą przemawiać do wszystkich”.

Że istnieją sny fałszywe oraz że możliwe są fałszywe interpretacje – to oczywiste; jednak słowa Thomasa Tryona prowadzą nas do sedna sprawy. Nasze codzienne myśli wymagają przesiewania, zanim zaczniemy według nich działać – o ileż bardziej dotyczy to umysłu, nad którym zewnętrzny „cenzor” na czas snu rozluźnia swoją czujność, jeśli nie zabezpieczyliśmy się właściwą i określoną myślą?

Czy tracimy coś wartościowego, zapominając o uważniejszym studiowaniu naszego życia sennego? Czy nie ma tu sposobu osobistej nauki, wskazówek, ostrzeżeń, które gubimy przez nieuwagę? Czy nasza nadmierna aktywność w ciągu dnia nie zamknęła tej naturalnej drogi – bardziej dostępnej dla ludzi, którzy nie byli tak zajęci wypełnianiem każdej minuty aktywnością umysłową i niezliczonymi wymaganiami codzienności?

Nie zdziwiłabym się, gdyby w snach tkwiła – dla wszystkich – naturalna psychiczność, związana z jednostką, a czasem także z jej przyjaciółmi, która w dużej mierze nam umyka. Tęsknimy za mediumizmem, a niektórzy dokładają wielkich starań, by rozwinąć choćby jego nikły przebłysk, a tymczasem tuż pod ręką – gdyby poświęcić temu podobną uwagę – może znajdować się nieeksploatowana kopalnia bogatego skarbu.

NOWY KAMIEŃ Z ROSETTY

Tak jak odkrycie Kamienia z Rosetty umożliwiło odczytanie egipskich hieroglifów i otworzyło dostęp do skarbów nauki, tak sądzę, że nasza wiedza o mediumizmie jest kluczem pozwalającym odblokować niektóre zagadki świata snów. Wiedza o realności ciała eterycznego – dubletu – które, choć w stanie czuwania pozostaje dość mocno pod kontrolą świadomości, jest jednak aktywne we wszelkich przejawach mediumizmu, daje nam wskazówkę do zrozumienia naszej aktywności w snach.

W mediumizmie osoba psychiczna staje się bierna – czasem popada w trans – z intencją nawiązania kontaktu dla osoby zgłaszającej się po przekaz; natomiast w śnie wchodzimy w stan uśpienia bez przygotowania, nie dając umysłowi żadnych wskazówek, by nawiązywać pożyteczne kontakty. I tak ego, choć dysponuje ciałem eterycznym gotowym do działania dzięki fizycznej bierności, jest w czasie snu źle wykorzystywane, a my przynosimy z powrotem jedynie chaotyczne „śmieci”.

Muldoon i Carrington w The Projection of the Astral Body podają liczne przykłady działania na odległość przez ciało eteryczne, kierowane myślą ucznia – czasem w półświadomości, czasem we śnie; a literatura spirytualizmu i badań psychicznych zawiera wiele przypadków śnienia z intencją, przynoszącego owocne rezultaty – tak porównywalne do tych zapisywanych w mediumizmie, że możemy uznać, iż zastosowana metoda jest podobna.

Jakże niewiele jest okazji do nawiązywania kontaktu z mediami – i jak ogromne rzesze ludzi nie wiedzą nic o takich możliwościach! Czy mają być pozbawieni korzyści płynących z naszego znanego kontaktu z przyjaciółmi, którzy przetrwali śmierć? Z pewnością nie; cóż bardziej naturalnego niż to, że gdy zapewniamy konieczną bierność, oni mogą posłużyć się tym delikatnym instrumentem rejestracji, do którego są dostrojeni, i wypowiedzieć słowo pociechy lub wskazówki.

Iluż osobom, słysząc takie skargi jak: „Jakże bym chciał(a) móc uzyskać kontakt dla siebie” albo „Nigdy nie dostaję od mediów nic wartościowego”, mówiłam: „Czy próbowałeś(-aś) nawiązać kontaktu we śnie? Twoi bliscy są gotowi, jeśli ty jesteś”. Wokół uporządkowanej uwagi gromadzi się siła – tak jak w sprawach dnia codziennego; i nawet kiedy nie przynosimy żadnych szczegółów, możemy po przebudzeniu odczuć przypływ nadziei i poczuć się zdolni do podejmowania mądrzejszych decyzji niż te, które mieliśmy w głowie, gdy kładliśmy się spać.

Czy to tylko mechaniczne „przestawienie” idei, jak twierdzą niektórzy? Nie wiem, do czego zdolny jest umysł – ani we śnie, ani na jawie – lecz istnieją całkiem dobre podstawy, by sądzić, że to „nasi ludzie”, nasi nauczyciele i przewodnicy, często wykorzyst̨ą tę okazję, by nas pocieszyć i poprowadzić. Nawet jeśli nic nie pamiętamy, możemy gromadzić zapasy mądrości na przyszłe działanie. „Nie troszczcie się z góry o to, co macie mówić” – powiedział Jezus – „mówcie to, co w danej chwili przyjdzie wam na usta, bo nie wy mówicie, lecz Duch Święty”. (Mk XIII, 11, przekład Moffatta). Sugeruje to, że przygotowanie zostało już wcześniej dokonane; i przypominam sobie, że ks. Vale Owen uważał, iż jego pisma automatyczne, które płynęły z taką obfitością, często zapisywały to, co zostało mu już dane we śnie.

Anna Kingsford, lekarka, a zarazem Widząca, opowiada w swoich książkach The Perfect Way i Clothed with the Sun oraz w Dream Stories, jak w czasie snu otrzymywała pouczenia filozoficzne i jak kierowano jej życiowym dziełem. „A.E.” (George Russell), irlandzki mistyk, poeta i działacz społeczny, relacjonuje w The Candle of Vision oraz w Song and its Fountains, że od chłopięcych lat „wędrował w tę i z powrotem po domu snów”; zarówno sny na jawie, jak i sny nocne były wartościowe. We śnie nauczył się, że dla najlepszych doświadczeń musi przekroczyć granicę; musi wejść w swoje „najgłębsze, własne jestestwo” – wtedy stawał się świadomy iluminacji i kontaktu z większymi inteligencjami, a po przebudzeniu często zachowywał w pamięci temat pięknego wiersza; gdy zaś zaczynał pisać, słowa płynęły niemal bez świadomego wysiłku.

„Wielu, którzy nie są świadomie mistyczni” – mówi – „przed snem powierza albo zwierza swoje problemy jakiemuś mieszkańcowi najgłębszego wnętrza; przekonali się bowiem, że to, co było niejasne, często stawało się jasne po przebudzeniu. Znałem niektórych uzdrowicieli, którzy odnosili swoje wątpliwości co do diagnozy do tej mądrości, która nigdy nie chodziła do szkół”.

„Nie znam psychologii” – ciągnie dalej – „która pobudzałaby mnie duchowo tak, jak ta dotycząca nocnego powrotu duszy do Boskiego porządku: my, którzy w ciągu dnia pochłonięci jesteśmy drobnymi zajęciami, wracamy do natury nieskażonej, do naszej własnej wysokiej wspaniałości i zasiadamy w Radzie z Wielkimi”.

Zwykł mawiać, że pracując w cuchnących slumsach Dublina, ta myśl go pocieszała – że nawet najbardziej nieszczęśliwi we śnie mają jakiś kontakt z Odwiecznym Pięknem:

„Ci, co tu zagubieni i upadli,
Dziś w nocy we śnie przejdą bramę,
Obleką purpurę Króla
I poznają się panami swego losu.
Każda pomarszczona jędza znów przywdzieje
Kwiaty i barwy Raju,
Każdy awanturnik zasiądzie na tronie spokoju
Pośród Dzieci Mędrców.”

Twarde to słowa, ale w pewnym stopniu wszyscy tego doświadczyliśmy – jeśli zwracaliśmy uwagę na własne przeżycia senne.

David Gow w niedawnym artykule w LIGHT (4 sierpnia) pt. „Do We Travel in Sleep?” pisze: „Możemy poruszać się (albo zdawać się poruszać) w ‘Światach Światła’, albo tylko podążać chaotyczną drogą pośród fantomów mózgu”.

Hannen Swaffer w swojej wartościowej małej książce Inspiration podaje wiele współczesnych przykładów pisarzy i dramaturgów, którzy zawdzięczają udane opowiadania i sztuki doświadczeniom sennym. Szczególnie wyróżnia się przypadek Williama Archera, krytyka, który twierdził, że we śnie otrzymał fabułę popularnego dramatu „The Green Goddess”; później na seansie przekazano informację, że odpowiedzialny za to był jego zmarły syn.

Nie znaczy to, że rzeczy te zawsze układają się pomyślnie. Natchnienie senne mogło zostać dane, lecz pomyślne przeniesienie go do świadomości na jawie to sprawa odrębna. Jest historia o artyście, który miał namalować obraz na konkurs – jego przyjaciele spodziewali się, że wygra nagrodę. Nie mógł znaleźć inspiracji, lecz pewnej nocy przyśniło mu się, że szczegółowo ogląda obraz, który go zachwycił jako dokładnie to, czego potrzebował. Obudzony podekscytowaniem, pośpiesznie naszkicował tyle, ile zdołał zapamiętać, i znów zasnął – lecz niestety, gdy rano obejrzał swój szkic, okazał się on jedynie przeciętną pracą, bezużyteczną dla jego celu.

Prof. Freud, poprzez psychoanalizę, otworzył nowe obszary badań nad snami dla celów patologii; uwolnił je od zarzutu błahości i zapewnił im trwałe miejsce w psychologii. Uzdrowicielskie mediumizm potrafi często znaleźć pewniejszą i bardziej bezpośrednią metodę odkrywania ukrytych nerwic, co wielu z wdzięcznością potwierdza. Również w doświadczeniach sennych nie brak nam przykładów uzdrowień, a nawet pamięci o skutecznych zabiegach manualnych – czasem powiązanych z uzdrowicielem prowadzącym, a czasem zachodzących na skutek bezpośredniej prośby śpiącego o pomoc w uśmierzeniu bólu. Podobnie pewne znane medium, które ciężko cierpi na napady astmy, doznaje natychmiastowej ulgi, gdy wchodzi w stan transu, a czasami ulga utrzymuje się także po seansie. Osobiście weryfikowałam to wielokrotnie. Tak bliskie są sobie stany transu i snu, gdy zapewni się odpowiednie warunki.

„Sen świątynny”, znany u starożytnych – o którym mamy wiele wzmianek, lecz niewiele szczegółów – był stosowany do podobnych celów. W Marius the Epicurean Walter Pater rzuca na to nieco światła. Opowiada o pięknym położeniu świątyń, o wspaniałych budowlach wzbogaconych darami wdzięcznych pacjentów, o kapłanach-lekarzach, którzy pod kierunkiem boga Eskulapa opiekowali się cierpiącymi. Chłopiec Marius szukał uzdrowienia i umieszczony w świątyni był świadom, będąc w półśnie, promiennego młodzieńca, który siedział przy nim i „wygadywał” jego troski, udzielając mu rad na przyszłe życie. Czy był to rzeczywiście bóg, czy tylko obiektywny wytwór jego wyobraźni – nigdy się nie dowiedział; lecz został uzdrowiony, a rada dobrze mu posłużyła. Odwiedziłam kilka pięknych ośrodków uzdrowieńczych w Kalifornii, gdzie medytacja w świątyni jest dziś poważną częścią pracy.

CIĄGŁE OBSERWACJE SNÓW

Być może najlepsze zapisy ciągłych obserwacji snów, jakie posiadamy, to te sporządzone przez dr. Van Eedena, Szweda, który przez czternaście lat, w okresie 1896–1912, prowadził staranne, eksperymentalne badania własnych snów. Zapis wykładu przez niego wygłoszonego można znaleźć w tomie 26 Proceedings S.P.R. Prowadził intensywne, normalne życie i pracował nad swoim życiem sennym metodycznie: notował stan zdrowia, mierzył puls i liczbę uderzeń serca przed snem, a także zapisywał, co jadł. Chcąc sprawdzić, czy śni każdej nocy i jak często – niezależnie od tego, czy to pamięta – nastawiał budziki na różne godziny i stwierdził, że kiedy go budziły, zawsze był w trakcie snu. Podobnie jak inni – na przykład Anna Kingsford – zauważył, że najlepsze sny pojawiają się nad ranem.

W ostatnich latach pan J. W. Dunne w An Experiment with Time dał studentom wiele do myślenia. Każdy może sam sprawdzić poprawność teorii pana Dunne’a. Ja zrobiłam to wielokrotnie – zarówno w marzeniach na jawie, jak i we śnie.

Nie mam miejsca, by omawiać niezwykłą jakość emocjonalną snów. My sami jesteśmy w nich zawsze „w obrazie” w zadziwiająco żywy sposób. To, na co patrzymy, jest jasno oświetlone, a najprostsze przedmioty zyskują znaczenie nieznane w stanie czuwania – jakby przez chwilę ogarnęła nas ekstaza i jakbyśmy wraz z jednym z mistyków doświadczali tego, że „cała ziemia miała nowy zapach”.

Szekspir w Burzy każe nawet potworowi Kalibanowi docenić piękno snów: „że, gdy się zbudziłem, płakałem, by znowu śnić”. Podobnie widywałam media wychodzące z transu, które płakały, bo musiały wrócić do podłości ziemskich warunków.

Z tych i innych powodów mamy dobre podstawy, by wierzyć, że sny mogą zapewniać wielu osobom okazjonalny, naturalny mediumizm, którego nie da się uzyskać poprzez zwykły rozwój psychiczny.

Na zakończenie przypominam słowa uczonej Helen Keller, niewidomej, głuchej i niemej od drugiego roku życia, z książki The World I Live In: „Wymażcie sny, a niewidomi stracą jedną ze swych głównych pociech; bo w wizjach snu widzą potwierdzenie swej wiary w ‘widzący umysł’ i uzasadnienie swego oczekiwania światła poza pustą, wąską nocą. Zaprawdę, sny przynoszą nam myśl – niezależnie od nas i wbrew nam – że dusza może przywrócić swą naturę, postawić wielki żagiel na wydłużającej się linie i pomknąć w uniesieniu ku Nieskończoności”.

źródło: DREAMS AND MEDIUMSHIP; Light on Spiritualism and Psychical Research SEPTEMBER 29, 1933.