Rysunki nadnormalne

Uderzający przypadek z minionych dni

Niedawny nawrót tej fazy zjawisk psychicznych, widoczny choćby w niezwykłych obrazach panny Willis – zob. „Light” z 31 października 1935 r. – oraz w bardzo podobnym przypadku malarza wspomnianego pod nagłówkiem „Notatki włoskie” w „Light” z 7 marca, a także w przypadku medium z Derby – zob. „Light” z 26 lutego – jest wystarczającym powodem, aby zwrócić uwagę czytelników na szczegóły bardzo uderzającego przypadku z dawnych lat, należącego do tej samej kategorii.

Zapis tego przypadku znajduje się w książce napisanej przez W. M. Wilkinsona, głowę rodziny, w której wystąpiły owe manifestacje. Książka nosi tytuł Spirit Drawings: a Personal Narrative i została po raz pierwszy opublikowana w 1858 roku. Autor pisze:

„W sierpniu 1856 roku spadło na nas ciężkie i nagłe nieszczęście: utraciliśmy drogiego chłopca – naszego drugiego syna – który odszedł do świata duchowego. Przeżył w tym naszym świecie około jedenastu lat i został zabrany od nas w samym środku najpełniejszego zdrowia, aby rozpocząć życie duchowe pod pełną miłości opieką swego Ojca Niebieskiego.

Kilka tygodni później jego brat, mający wówczas około dwunastu lat, udał się z krótką wizytą do Reading. Bawił się tam tak, jak zwykli to robić chłopcy w jego wieku. Pewnego ranka miał przed sobą kartkę papieru i ołówek w ręce, którym zamierzał narysować jakiś dziecięcy obrazek. Stopniowo jednak poczuł, że jego dłoń napełnia się nieznanym mu dotąd uczuciem, po czym zaczęła mimowolnie poruszać się po papierze i tworzyć litery, słowa oraz zdania.

Uczucie to opisywał jako przyjemne, całkowicie dla niego nowe, jak gdyby była w nim jakaś moc odrębna od jego własnego umysłu, posługująca się jego ręką. Charakter pisma różnił się od jego własnego, a treść zapisywanych słów była mu nieznana, dopóki z ciekawością nie odczytywał jej w chwili, gdy powstawała.

Podczas tej wizyty jego ręka wielokrotnie poruszała się w podobny sposób, pisząc. Później udał się do innych przyjaciół w Buckinghamshire, u których nie próbował tej nowej zdolności. Kiedy jednak po kilku tygodniach nieobecności wrócił do domu, przez około dwa miesiące obserwowaliśmy – z głębokim wzruszeniem – ruch jego ręki podczas pisania. Zdarzało się bowiem, że gdy chciał pisać, jego ręka zaczynała rysować małe kwiaty – takie, jakie tutaj nie istnieją; innym razem, gdy spodziewał się narysować kwiat, ręka przechodziła do pisania.

Ruch był na ogół bardzo szybki i niepodobny do jego zwykłego sposobu pisania lub rysowania. Chłopiec nie miał pojęcia, co powstaje, dopóki nie zaczęło się to wykonywać. Często w środku pisanego zdania pojawiał się kwiat albo diagram, po czym ręka nagle znów przechodziła do pisania.

Nie wspomniałem dotąd o naturze ani treści słów w ten sposób zapisywanych i w tym miejscu nie ma potrzeby czynić tego szerzej, poza stwierdzeniem, że miały one być przede wszystkim komunikatami od jego brata, naszego drogiego zmarłego dziecka. Wszystkie miały charakter religijny: mówiły o jego własnym szczęśliwym stanie oraz o środkach, dzięki którym podobne szczęście mogą osiągnąć ci, którzy pozostali tutaj, aby stoczyć dłuższą walkę życia”.

Następnie, po kilku tygodniach prób, matka chłopca – która nie miała żadnego doświadczenia w rysowaniu – ujawniła tę samą zdolność i automatycznie wykonała dużą serię rysunków kwiatów, wzorów geometrycznych i szkiców symbolicznych, wraz z automatycznie zapisanymi objaśnieniami. Później również pan Wilkinson, ojciec, rozwinął tę samą zdolność.

Te niezwykłe rysunki oglądało ponad dwa tysiące osób różnych klas społecznych. U większości z nich budziły one wewnętrzną tęsknotę za większą wiedzą o życiu duchowym i za kontaktem z nim.

Bardzo osobliwym elementem relacji jest stwierdzenie autora, że wiele znanych mu osób z okolicy również rozwinęło zdolność zarówno rysowania, jak i pisania. Spośród pierwszych siedemnastu osób, które usiadły z ołówkiem, ręce piętnastu zaczęły poruszać się w czasie krótszym niż pięć minut. Autor dodaje:

„Spośród wszystkich nowych rzeczy, które te cudowne rysunki i pisma nam przyniosły, jedną z nie najmniej dziwnych i nie najmniej uderzających była okoliczność, że spośród wielkiej liczby osób, które przyszły je zobaczyć i które zwalczały wszelkie przejawy duchowe jako zwykłe wytwory chorego umysłu, prawie nie było nikogo, kto nie zakończyłby rozmowy, opowiadając nam jakieś prywatne doświadczenia rodzinne, w stopniu jeszcze bardziej niezwykłe niż te, które mieliśmy do pokazania”.

Następnie autor przytacza artykuł, który kilka lat wcześniej ukazał się w „Tait’s Magazine”, gdzie temat ten omawiano pod tytułem „Utracona zdolność, czyli szósty zmysł”. Według autora artykułu zdolność ta istniała we wczesnych epokach świata i polegała na mocy postrzegania „okiem umysłu” istot duchowych za pomocą tej samej zwyczajnej władzy, dzięki której cielesne oko postrzega substancję materialną.

„Wierzymy, że owo widzenie umysłowe było zwyczajnym wyposażeniem ludzkości w jej pierwotnym stanie niewinności i że gdyby człowiek trwał w tym stanie, nadal by się nim cieszył. Jednak wskutek upadku i wynikłego z niego skażenia naszej natury zostało ono utracone albo pozostaje w zawieszeniu jako powszechna właściwość naszej natury; bywa jednak okazjonalnie i czasowo przywracane albo udzielane jednostkom dla szczególnych celów”.

Artykuł przedstawia następnie niezwykły zbiór przykładów ukazywania się duchów, snów, wizji i drugiego wzroku. Ta ostatnia zdolność, jak twierdzi autor, jest bez wątpienia rezultatem widzenia umysłowego, a jej posiadanie przez pewne osoby jest tak dobrze poświadczone, że nie można mu zaprzeczyć. Pyta on:

„Któż będzie miał zuchwałość twierdzić, wbrew wszystkim pozytywnym i negatywnym dowodom, że jest rzeczą niemożliwą lub nieprawdopodobną, aby duchowe istoty z innego świata mogły powracać na tę ziemię i przy szczególnych okazjach otrzymywać pozwolenie, by stać się widzialnymi dla umysłowych postrzeżeń wciąż żyjących?”

Redaktor czasopisma skarżył się na masę listów, które otrzymał w tej sprawie, i zamieścił jeden, najwyraźniej napisany przez lekarza. Autor listu przypisywał wszystkie tego rodzaju zjawienia niestrawności, cudownym wytworom przeciążonego żołądka, które bez wątpienia można wyleczyć dawką lekarstwa.

Autor przytacza również następującą wypowiedź Charlesa Dickensa:

„Wydawałoby się niemal, że nasze lepsze myśli i współczucia są zaklęciami, dzięki którym dusza może utrzymywać pewien tajemniczy kontakt z duchami tych, których bardzo kochaliśmy w tym życiu. Ach! Jak często i jak długo ci cierpliwi aniołowie mogą unosić się nad nami, oczekując na zaklęcie, które tak rzadko zostaje wypowiedziane i tak szybko zapomniane!”

W następnym akapicie autor opisuje przykłady daru języków:

„Zaledwie kilka lat temu północny świat został poruszony świadectwem jednego z tych darów – daru mówienia – który w Szwecji przyjął nazwę »epidemii kaznodziejskiej«. Było to w roku 1842, gdy w prowincji Skara biskup tej diecezji, w opublikowanym liście skierowanym do arcybiskupa Uppsali, pisał o licznych osobach z klasy chłopskiej, które wywierały wielki moralny wpływ swoimi wymownymi przemowami. Niektóre z nich głosiły kazania z otwartymi oczami, inne w transie, w stanie całkowitej niewrażliwości na zewnętrzne wrażenia, otwierając słuchaczom Słowo Boże.

Ja sam widziałem wiele podobnych przykładów mówienia w obu tych stanach, zarówno u panów, jak i u pań, w roku 1864. Nie przyszło to do nich jako epidemia, lecz zostało rozpoznane jako dar – i to dar, który, jak wierzę, jest otwarty dla wszystkich”.

W. H.

źródło: Supernormal Drawings. A Striking Case of Bygone Days; LIGHT – May 7, 1936.